Małgorzata Michnowicz
Trująca obsesja
„Trucicielka” Erica Emamanuela Schmitta to zbiór czterech opowiadań, całkiem od siebie różnych, które łączy obsesja oraz postać Św. Rity – orędowniczki w sprawach trudnych i beznadziejnych.
Pierwsze opowiadanie pod tytułem „Trucicielka” mówi o siedemdziesięcioletniej kobiecie, która na spowiedzi wyznaje, że zabiła swoich trzech mężów i kochanka. Spowiedź ta trwa kilka tygodni. Marie ze szczegółami opowiada młodemu księdzu popełnione zbrodnie. Robi to by zawładnąć kapłanem, obsesyjnie chce mieć go tylko dla siebie.
Opowiadanie drugie „Powrót” to historia marynarza, który dostaje wiadomość o śmierci swojej córki, informacja niestety nie precyzuje, która z córek nie żyje. I tu zaczynają się problemy. Greg zaczyna uświadamiać sobie, że nie jest dobrym ojcem, że jedne córki kocha bardziej od drugich, że nad śmiercią jednej z nich ubolewał by bardziej niż nad resztą. To staje się jego obsesją, która nie pozwala mu spokojnie funkcjonować, aż do powrotu do domu.
Trzecie opowiadanie „Koncert Pamięci anioła” mówi o dwóch muzykach. Chris to chłopak który chce być zawsze lepszy od innych, którego życiowym zadaniem jest wygrywać, który z całego serca nienawidzi Axela – chłopca dobrego, uczynnego i lepiej grającego na skrzypcach od Chrisa. Pewnego dnia dochodzi do tragedii, która odmienia życie chłopców.
Ostatnie opowiadanie „Elizejska miłość” to historia pary prezydenckiej, uważanej za idealną parę, wzorową miłość. Prawda niestety jest inna, ona nie kocha już swojego męża, a on zdradza swoją żonę. On chce rozwodu, ona zrobi wszystko by mu go nie dać.
Kiedy brałam tą pozycję do ręki spodziewałam się czegoś innego, krwawych zbrodni, zawiłych intryg, przepisu jak zamordować męża i oczyścić się z zarzutów. Nic z tego nie ma w tej książce. Znalazłam w niej życiowe wartości, których się nie spodziewałam: miłość, pasja, ambicja. Autor daje do zrozumienia, że każdy z nas może być dobry, że nigdy nie wiemy co czeka nas w życiu. I nawet jeśli spotka nas coś złego, nadal powinniśmy być dobrzy dla innych. Mówi też o tym, że dobro zwycięża nad złem i że nigdy nie wolno się poddawać.
W każdym opowiadaniu pokazano, że człowiek może się zmienić pod wpływem jakiejś myśli, impulsu, zdarzenia, które zapadło mu w pamięć do tego stopnia, że już inaczej żyć nie może. Czasami jest to dobry impuls czasami zły, który kształtuje nas na dalsze życie.
Autor pokazał nie tylko te pozytywne cechy, ale również naszą prawdziwą ludzką naturę i emocje, które niejednokrotnie nam towarzyszą. Pokazuje niezdrową namiętność, niesprawiedliwą miłość, nienawiść, przewrażliwienie na swoim punkcie, obsesje, myślenie tylko o sobie. Tytuł książki, jest dwuznaczny, mówi nie tylko o pierwszym z opowiadań, ale przede wszystkim o trujących emocjach jakie szargają człowiekiem.
Co prawda spodziewałam się czegoś innego po tej książce, ale zostałam mile zaskoczona. Chciałam przerażającego kryminału, a otrzymałam mroczną ludzką naturę zawartą w prostej treści, opowiedzianą historiami, które w życiu mogły się wydarzyć. Dzięki temu jest warta polecenia.
Na końcu książki autor zamieścił kawałek swojego dziennika z czasu gdy pracował nad „Trucicielką”. Pisze o swoich inspiracjach, zdradza warsztat, mówi o swoich wątpliwościach i przedstawia opinie na tematy poruszone w książce. Myślę, że ta część nie jest potrzebna by zrozumieć przekaz tej pozycji, ale zapewne dla miłośników Smitta jest bardzo interesująca.
Książka Trucicielka została wydana (i udostępniona do recenzji) przez Wydawnictwo Znak



