Mateusz
Nieśmierdzący psi problem
Pies to największy przyjaciel człowieka, ale pies to także obowiązki, z którymi nie łatwo sobie poradzić. Najpoważniejszym z nich jest z pewnością sprzątanie psich odchodów. Jednak istotnym problemem, który znajduje się w wielu miastach Polski jest brak specjalnych miejsc dla psów tzw. parków, w którym nasz czworonóg mógłby hasać do woli.
Ci którzy nie mają psa pewnie nie przejmą się tym zbytnio. Ale MY, posiadacze psów nie mamy, gdzie wyjść z psem na spacer, ani bezpiecznie go puścić, żeby się wybiegał i żebyśmy nie musieli się martwić, że wpadnie pod samochód! Gdyż nie ma w pobliżu ani parków, ani lasów, ani nawet trawników bez ,,zakazu wprowadzania psów’’! Gdziekolwiek się pójdzie, dostanie się ochrzan od jakiś ,,miłych osobistości’’. Dzieci mają gdzie się ,,wyszumieć’’, a psy to co? Mamy je wyrzucić z domu, ponieważ społeczeństwo nie pozwala nam się nimi prawidłowo opiekować?!
Wręcz przeciwnie – właściciele cieszyliby się bardzo, że ich oczy mogą odpocząć od oglądania jakże mało urodziwego ,,zakazu wprowadzania psów’’. Będąc właścicielem psa, któremu duża ilość ruchu jest niezbędna niejednokrotnie byłem uczestnikiem niemiłych sytuacji i straszenia policją. Dlaczego? Wszystko przez nie najlepiej zdefiniowane pojęcie obszaru, w którym to nie panuje duży miejski ruch, miejscu mniej uczęszczanym. Przykładem zostanie zobrazowany na przykładzie miasta Malborka, gdzie mieszkam, choć za pewne nie tylko tu obowiązują takie zasady.
Idąc za regulaminem utrzymania czystości i porządku na terenie miasta Malborka dowiadujemy się w rozdziale szóstym, paragraf 52 że:
W szczególności do obowiązków utrzymujących psy i zwierzęta domowe należy:
- sprawowanie stałego i skutecznego dozoru nad psami i innymi zwierzętami domowymi,
- w miejscach publicznych prowadzenia psów na uwięzi, a psów agresywnych lub w inny sposób niebezpiecznych, czy uciążliwych dla otoczenia (w tym wszystkich ras i mieszańców tych ras wymienionych w oparciu o art.10 ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 r. o ochronie zwierząt (Dz.U.Nr 111, poz 1051) w założonych kagańcach.
Pies może znajdować się bez uwięzi w kagańcu, w miejscach mało uczęszczanych pod kontrolą właściciela.
Jestem ciekaw jak to pojęcie rozumiane jest przez nasze władze oraz bądź, co bądź nad wyraz uczulonych ludzi. Żenujące jest to, iż nawet w takich mało uczęszczanych miejscach (tj. parkach, lasach) znajdzie się, ktoś komu nie odpowiada biegający pies, najczęściej są to… biegacze, zrzucający parę zbędnych kilogramów. Niestety posiadanie psa jest sporym problemem.
Wypuszczając psa na pobliskich polach, czy łąkach nie mam swobody i radości spędzania tego czasu ze swoim psem, bowiem muszę pilnować, czy nie nadchodzi jakiś ,,miły obywatel’’ lub, czy zza rogu nie wyskoczy Straż Miejska. Po za tym z miesiąca na miesiąc i z roku na rok takich miejsc jest coraz mniej, a pies nie ma gdzie biegać! W niektórych polskich miastach znajdują się specjalne parki dla psów, czy ogrodzone płotem miejsca, w którym można spuścić psa ze smyczy. Jest to bardzo dobre rozwiązanie tego uciążliwe zarówno dla miłośników czworonogów jak i ich przeciwników. Z pewnością takie miejsce rozwiązałby ten problem, lecz na to się nie zanosi. Więc gdzie puszczać psa? Trudno jest mi znaleźć odpowiedź na to pytanie. Ale trzeba sobie jakoś radzić, przecież Polak potrafi?
Zdjęcie Dog multiculturalism autorstwa chelseagirl opublikowano z Flickr na licencji CC-BY




Trzeba pamiętać także o tym, że zgodnie z prawem nie można psa będącego w kagańcu spuścić ze smyczy także na łące lub w lesie – w tym np. na drodze biegnącej przez pola uprawne. Na moim osiedlu obowiązuje prawo miejskie, 100 metrów dalej gdzie zaczynają się nieużytki i jest granica miasta do psów się strzela chociaż są to powszechnie użytkowane tereny spacerowe. Zeszłej wiosny zastrzelono tam kilka psów, co ciekawe np. nikt nawet nie starał się żeby zapobiec wywożeniu tam ton śmieci chociaż widać że przywożone są wywrotkami. Określenie teren nieuczęszczany to mit miejski – jeśli w jakimś miejscu spotka się pies, jego właściciel i strażnik miejski to z całą pewnością nie ma sposobu na udowodnienie że jest się na terenie nieuczęszczanym. Chcąc być w zgodzie z prawem nie można spuścić ze smyczy psa będącego w kagańcu NIGDZIE. Hipokryzją jest domaganie się zakazu wiązania psa do budy przy jednoczesnym stwarzaniu sytuacji w której większość psów może co najwyżej zatoczyć kółko dookoła bloku jak w więziennym spacerniaku. Nie mam psa ale dużo spaceruję i takie są moje obserwacje. Spotykam na spacerach wielu szczególnie starszych ludzi ukradkiem odpinających na chwilkę swoje pekińczyki, dla których ciągłe poczucie że łamią prawo jest dramatem. W dodatku straż miejska jeżeli już kogoś na moim osiedlu karze to właśnie ich bo poruszają się wolno, nie są w stanie odejść daleko od domów i zawsze wiadomo gdzie ich spotkać.
Czekajcie, czekajcie! Czegoś tu nie rozumiem.
Autor podaje, że „Pies może znajdować się bez uwięzi w kagańcu, w miejscach mało uczęszczanych pod kontrolą właściciela”, natomiast Radix, że: „zgodnie z prawem nie można psa będącego w kagańcu spuścić ze smyczy także na łące lub w lesie.”
To jak to jest z tym psem w kagańcu?
[posiadam psa, dlatego jestem zainteresowana]
Odnośnie „miłych osobistości” powiem, że są klasycznym przykładem złośliwych upierdliwców oraz przykładem klasycznej hipokryzji. Niestety, często spotykam się z bardzo przedmiotowym traktowaniem zwierząt, bo „przecież to tylko zwierzę”.
A podobno kochamy zwierzęta….
GragaK
Ja opisałem tak jak znajduje się w regulaminie utrzymania czystości w mojej miejscowości, czyli Malborku. W każdej miejscowości respektowanie jest to inaczej, w Gdańsku trzeba go wyprowadzać również w kagańcu, ale w Bydgoszczy już nie. Takich przykładów można by jeszcze wypisać. Więc zajrzyj do tegoż regulaminu wydanego przez włodarzy Twego miasta.
dla zainteresowanych, zbiór ogólnych przepisów (oczywiście pomija regulacje poszczególnych gmin) http://klubgoldena.com/index.php?option=com_content&view=article&id=74:prawo-a-pies-wycig-z-przepisow-wane&catid=31:regulaminy&Itemid=18
Mateuszu, dziękuję. Oczywiście poszukam i zajrzę.
Martwi mnie nierozwiązany problem psów wałęsających się bez opieki, a szczególnie polujących na sarny i inną zwierzynę. Mówienie o tym nie wystarcza. Grzywna 100 zł nałożona na właściciela takiego psa też nie zmienia wiele….
Poza tym właściciele nie kontrolują rozrodu. Uważam, że jest to dodatkowy problem.
Na łąkach i nieużytkach pies podlega odstrzałowi ze względu na to że znajduje się 100 m od terenów zabudowanych. Strzela się z daleka i często kagańca po prostu nie widać, a w przypadkach sporów okazuje się np. pomimo kagańca pies stanowił zagrożenie, rzucał się na myśliwego, właściciel nad nim nie panował a świadków zwykle brak. Osobiście znam przypadek że postrzelono niedużego psa w kagańcu na oczach babci z dwojgiem wnucząt, po odstrzale myśliwi podbiegli i kiedy zobaczyli kaganiec w pierwszym momencie próbowali zabrać psa jednak on żył więc uciekli. Dodam że właściciele psa byli doskonale z daleka widoczni ponieważ były to rozległe trawiaste nieużytki a dzieci były w jaskrawych skafandrach.
Dodam że na tych samych nieużytkach nikt nie walczy np. z nielegalnymi wyścigami crossowymi które w ciepłe dni odbywają się tam praktycznie każdego wieczoru.
Cały problem polega m.in. na tym że konsekwencje prawne (w postaci np.mandatów) grożą przede wszystkim ludziom najtroskliwiej zajmującym się swoimi psami – bo to ich można spotkać w pobliżu biegających psów, im się chce chodzić na dalekie spacery. Ludzi porzucających swoje psy lub nie dbających o nie to nie dotyczy.
Pewnym rozwiązaniem mogłyby być np. jaskrawe, z daleka widoczne kagańce. Właściciele psów chętnie by je stosowali żeby uchronić swoje psy przed niebezpieczeństwem co z pewnością spowodowało by powszechniejsze stosowanie na terenach otwartych kagańców w ogóle a to z pewnością byłoby korzystne i właściwe.
Jednak przy obecnym prawie sądzę że w ten sposób tylko łatwiej byłoby w te psy trafić.
Wrażliwości się takimi metodami nie zbuduje.
Na moim osiedlu z racji bliskich nieużytków jest dużo jeży. Któregoś razu właściciele amstafów urządzili sobie na nie polowanie przechwalając się potem jak to sprytnie ich psy poradziły sobie z jeżami rozdrapując je na strzępy. Wezwana straż miejska mogła co najwyżej stwierdzić że psy były na smyczach i w kagańcach, mało tego rozpętała się awantura że jeże nie są usuwane z osiedla i zagrażają mieszkańcom – pchłami, chorobami itd. Strażnik nie miał pojęcia że jeże są pod ochroną i choćby z tej racji zostało popełnione przestępstwo.