gragaK
Południowa Afryka widziana moimi oczyma: Maputo
Lotnisko wtedy było jeszcze małe, z dwoma pasami startowymi. Nieopodal stał parterowy budynek z brązowymi szybami chroniącymi wnętrze przed nadmiernym nasłonecznieniem. Pusto. Oprócz nas, to znaczy dwunastu pasażerów i sprzątaczki przeciągającej miotłą od jednego do drugiego końca holu – nikogo, żadnych strażników, celników ani innych mundurowych, od których roiło się na dotychczasowych lotniskach.
Bagaże wnieśliśmy do środka i rozglądnęliśmy się za jakąś wskazówką podpowiadającą, co wolno nam robić. W międzyczasie ubyła jedna para i zostało nas już tylko dziesięć osób, w tym troje dzieci lekarki wracającej z świątecznego pobytu w Polsce.
Rozlokowaliśmy się w fotelach obitych skajem, obok lekarka rozścieliła flanelowy kocyk, na którym ułożyła swoje niemowlę. Dwójka pozostałych dzieci ślizgała się na lśniącej posadzce, jak jeszcze dwa dni temu na oblodzonych polskich chodnikach.
Lekarka wracała do Umtata, gdzie był jej dom i czekał mąż. Także lekarz.
-Transkei – opowiadała – był jednym z dziesięciu rezerwatów nazywanych “bantustanami” lub nieco delikatniej: „czarnymi ojczyznami”. Takie rezerwaty dla czarnej ludności tworzono w całym kraju od 1913 roku, co jednak potępiała Organizacja Narodów Zjednoczonych uważając, że jest to niszczenie integralności terytorialnej kraju, utrwalanie dominacji człowieka białego nad czarnym i pozbawianie go podstawowych praw. W wyniku nacisków zarówno ONZ jak i opinii społecznej całego świata, w roku 1982 cztery bantustany uzyskały „niezależność”. Wśród nich był Transkei, przez następne lata wolności borykający się z powszechnym analfabetyzmem paraliżującym całą gospodarkę. Aby mógł funkcjonować, rozsyłano oferty zatrudnienia do rozwiniętych krajów, również do Polski. Kiedy zaproponowano mi roczny staż w Afryce, nie zastanawiałam się ani chwili i przyleciałam jak dzisiaj, także z niemowlęciem na ręku – głową wskazała najstarszą córkę. – Po upływie roku ściągnęłam męża i właśnie mija osiem lat naszej emigracji. W tym czasie urodziło się dwoje następnych dzieci i wszyscy wrośliśmy w tutejszy pejzaż tak mocno, że już nie wyobrażamy sobie życia gdzie indziej.
- A dlaczego nie za miedzą, w RPA?
- Oboje z mężem za bardzo kochamy wolność. Nie mieliśmy jej w Polsce, a przecież nie mielibyśmy jej również i w RPA, gdzie obowiązuje apartheid. Stara Ojczyzna świetnie nas przygotowała do życia w trudnych warunkach, dlatego nie narzekamy – zaśmiała się. – Owszem, prawdą jest, że większość zabiegów wykonujemy pod gołym niebem, lecz w porównaniu z lekarzami w Polsce, pracujemy luksusowo. Wiem, co mówię, bo właśnie wracam z Polski, gdzie miałam okazję zobaczyć kilka placówek i rozmawiać z kolegami po fachu. Jednak zdaję sobie sprawę, że na Transkei łoży zarówno Wschód jak i Zachód, dlatego nie brakuje nam leków, materiałów opatrunkowych, ani kwalifikowanych pielęgniarek. W życiu prywatnym też nam niczego nie brakuje i mamy takie same wygody jak w RPA, to znaczy: dom, basen, dwa samochody i pomoc domową. A na zakupy zawsze można wyskoczyć do Johannesburga, bo dla samolotu to żadna odległość.
Rozmowę przerwał głośnik informujący, że w najbliższym czasie odbędą się dwa loty: jeden późnym wieczorem do Johannesburga, drugi rankiem następnego dnia do Umtata. Pani doktor wybrała lot wieczorny, choć dobrze wiedziała, że znajdzie się w domu o dzień później.
- Czy nie prościej przespać w Maputo i śniadanie zjeść już przy własnym stole? – zapytałam, a ona łypnęła na mnie wzrokiem pełnym zdziwienia przemieszanego zaskoczeniem i zgrozą.
Po chwili namysłu zapaliła papierosa i powiedziała:
- Tutaj mieszkam wystarczająco długo, by wiedzieć, co może spotkać białego człowieka w Mozambiku. Widzi pani, jak tu jest – przesunęła wzrokiem po pustym holu – a chyba nie zdaje sobie sprawy, do czego zdolni są Mozambijczycy tak bardzo nienawidzący białych, że aż tracą rozsądek. Ja tam wolę czekać dwa razy dłużej, byle nie w Maputo!
Słowa te odświeżyły mi w pamięci audycję radiową o ekspedycji naukowców z Uniwersytetu Śląskiego. Dowiedziałam się z niej, że Mozambik od 1505 roku był pod dominacją Portugalczyków, którzy wraz z Arabami wywozili z tego kraju czarnych niewolników, kość słoniową i złoto. Dopiero po przeszło 400 latach, tj. w roku 1964 wybuchły zaciekłe walki wyzwoleńcze wspierane przez ZSR
R. Zakończyły się w 1974. Życie jednak nie stało się bezpieczniejsze, gdyż kraj uwikłał się w niezwykle krwawą wojnę domową i konflikt zbrojny z RPA. W piętnastym roku niekończących się konfrontacji, tubylcy w chatach z liści palmowych nie reagowali już ucieczką na odgłos głuchego huku ciężkich dział ukrytych w pobliskim buszu… I właśnie taką wioskę pewnej nocy “odwiedziła” grupa ekstremistów, bojówkarzy, czy jak ich tam zwał, a kilka godzin później ekspedycja polskich naukowców. Naukowcy zastali mieszkańców w głębokim szoku, albowiem bandyci nie tylko zabrali wszystko, co dało się zabrać, ale na pożegnanie żywcem rozpruli brzuch ciężarnej kobiety i zostawili ją konającą z płodem na zewnątrz.
Rozejrzałam się wokół naciągając ucha, czy aby nie słychać odgłosu moździerzy. Nic. Senna cisza, kompletny bezruch wilgotnego powietrza, a za brązowymi szybami dumny TU-154 i siwa pierzyna chmur na niebie. Strząsnęłam z siebie oblegające mnie złe myśli. Tuż przed wyjazdem słyszałam przecież, że miesiąc temu polski student nocował w Maputo aż dwie doby i nic złego mu się nie stało…
Aneks:
Trzy lata później, tj. w 1992 roku wynegocjowane przez ONZ porozumienie pokojowe z siłami rebeliantów położyło kres walkom. Odnotowano śmierć ponad miliona ludzi, a ok. 5 milionów musiało opuścić swoje domostwa. Dopiero w 1994 roku udało się przeprowadzić pierwsze demokratyczne wybory. Stolica kraju Maputo (poprzednio zwana Lourenco Marques), była kiedyś uważana za jedno z najpiękniejszych miast obok Kapsztadu i Rio. Obecnie odzyskuje utraconą świetność i już wygląda nowocześnie i imponująco, lecz wystarczy wyjechać za opłotki miasta, a od razu widać, dlaczego kraj uznawany jest za najbiedniejszy w świecie. Nadal brak w nim dróg oraz dużych zakładów produkcyjnych,
które zostały zniszczone w wyniku działań wojennych. Nie funkcjonuje również powszechne szkolnictwo. Dopiero w bieżącym roku, tj. 2010 miało rozpocząć swoją pracę. Czy rozpoczęło? Tego nie wiem. Ale m.in. dzięki nieskażonej przyrodzie i długiej linii brzegowej (2500 km) z niebywale czystymi plażami Mozambik staje się coraz bardziej atrakcyjny dla turystów. Popularności dodaje przepiękny Archipelag Bazaruto zamieniony w Park Narodowy, obecnie największy na terenie Oceanu Indyjskiego. W nim można obserwować m.in. bezbronne diugonie (Halicore dugong) uważane przez pierwszych żeglarzy za nimfy wodne. Zainteresowanym polecam zdjęcia i relacje.
Fot.1 i 2 autor Brian Dell, public domain w Wikimedia Commons
Fot.3 i 5 autor Steve Evans, licencja CC-BY w Wikimedia Commons




Nie tylko oczami autorki ale i owej lekarki, co naturalnie dodaje artykułowi interesującego wymiaru.
Afryka jest kopalnią nie tylko diamentów i złota ale i tematów.
Zgadza się. To wielki kontynent (3x większy od Europy) i stosunkowo słabo jeszcze znany. Zadziwia wszystkim: przyrodą, klimatem, historią, a nade wszystko różnorakim folklorem.
Tam każdy znajdzie dla siebie coś ciekawego.
Wspomnienia z dreszczykiem Grago.Czytałam z wielkim zainterosowaniem i czekam na dalsze Twoje wspomnienia.To rzeczywiście ,bardzo ciekawe miejsce na ziemi.To kraj eukaliptusów,sukulentów i baobaów.Miesznaka różnych ras jak i języków czy religii.
Nie daj nam długo czekać Grago.
Basiu, też pomyślałam o tym “wrastaniu w nowy pejzaż”.
Ten, kto tego doświadczył, zawsze będzie podziwiał “wrastających”. Grago, interesująco to opisałaś. Też czekam na inne historie i wspomnienia z miejsc na ziemi, których nie będzie dane zobaczyć na własne oczy. Pozdrawiam
przeczytałem z przyjemnością