kubapigora

Historia człowieka, który stracił 58 kilogramów i chudnie dalej

W roku 1998 ukończyłem studia we Wrocławiu i przeprowadziłem się do Warszawy. Tam, po kilku miesiącach otrzymałem stanowisko w jednej z firm telekomunikacyjnych, co pozwoliło mi na wyższy standard życia. Wyższe zarobki sprawiły, że przestałem poruszać się pieszo, zacząłem jeść zupełnie przypadkowe posiłki, często odwiedzałem fast-foody. W 2006 roku straciłem pracę, gdy firma przeniosła część swoich biur do innego miasta. Zacząłem pracować jako informatyk w małej, prywatnej firmie. Spędzałem przed komputerem dnie i noce.

Gdy przyszło Boże Narodzenie 2007, siedziałem z rodziną przy stole wigilijnym rozmawiając o swoim wyglądzie. W świątecznym nastroju moja rodzina stwierdziła, że jestem potwornie gruby i nigdy nie wyglądałem gorzej. Kolacja wigilijna przestała mi smakować. W tym dniu, 24 grudnia 2007 postanowiłem, że zmienię swoje życie i wrócę do wagi poniżej 100 kilogramów. A ważyłem 157 kilogramów w wieku 37 lat.

Po nowym roku wziąłem szybki kredyt gotówkowy, aby kupić porządny sprzęt treningowy i odzież do ćwiczeń. Okazało się, że nie ma na mnie rozmiarów. Po 5 dniach wróciłem do banku i spłaciłem kredyt, tracąc tylko na odsetkach. Byłem w dołku, ale zacząłem ćwiczenie i dietę.

Ograniczając spożycie pieczywa, ziemniaków i makaronów w 2008 roku straciłem 30 kilogramów. Oczywiście we wszystkim pomogły głównie ćwiczenia fizyczne, czyli godzina marszobiegów dziennie, basen w każdą sobotę i wiele innych aktywności. Choć początkowo obawiałem się kontuzji, ze względu na spora wagę, wszystko poszło dobrze. Od stycznia 2008 do teraz nie zjadłem żadnego cukierka czy batonika. Jedyne słodkie rzeczy jakie jadłem to owoce. To był i jest najtrudniejszy element mojego odchudzania.

W roku 2009 zacząłem biegać, żeby schudnąć jeszcze więcej i zbliżyć się do mojego celu. Udaje mi się biec przez pół godziny bez przerwy. Nie jest to szybki bieg, ale trucht po płaskim. Jest rok 2010 a ja kilkanaście dni temu zszedłem poniżej 100 kilogramów. Okazało się, że schudłem tyle, ile waży moja żona- 58 kilogramów. Mam zamiar chudnąć dalej, do 90 kilogramów. Będę też stosował ćwiczenia na płaski brzuch. bo moja sylwetka pozostawia wciąż wiele do życzenia.

Boże Narodzenie w zeszłym roku było wspaniałe. Rodzina nie mogła się nadziwić, że udało mi się schudnąć tak bardzo. Przy stole oczywiście namawiali do spróbowania wszystkich potraw. To jednak chyba domena każdej rodziny. Chcieliby nas widzieć szczupłych, ale wciąż namawiają do jedzenia.

Fotografia fitness torture autorstwa Olivier Bareau opublikowana z Flickr na licencji CC-BY-SA

Creative Commons License
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska.

Skomentowano 6 razy

  1. ximian mówi:

    Mogę jedynie pogratulować. To naprawdę spory wyczyn. Jak widać da się jeśli tylko ma się sporo samozaparcia i jest się systematycznym. Sam swego czasu schudłem ponad 25kg (z 90kg na 64kg) i muszę przede wszystkim przyznać, że prócz lepszego wyglądu znacznie lepiej się czuję!

  2. gragaK gragaK mówi:

    Czyli żadne diety cud, tylko skrupulatne liczenie kalorii (co eliminuje tłuszcze i węglowodany) oraz ćwiczenia fizyczne (niestety) nudne bo nudne, nawet i męczące, ale “bez pracy nie ma kołaczy”. A poza tym ćwiczenia zapewniają sprężystość skóry, co przy dużej utracie wagi nie jest bez znaczenia.
    Gratuluję!
    [I zaraz się za to wezmę, bo jakoś mi przez zimę przyrosło tu i ówdzie, heh.]

  3. Ossad Ossad mówi:

    Z zainteresowaniem prześledziłem stronę o bieganiu. Ciekawe, że należy biegać zawsze wolno, żeby schudnąć. Najważniejsze jest jednak chyba odstawienie słodyczy. W końcu można jeść chleb razowy, garstkę ryżu lub makaronu do obiadku, a jeden pączek to bieganie pół godziny, żeby wyszło na zero :)

  4. Art mówi:

    @ Ossad

    Najgorsze są zawsze nieprecyzyjne sformułowania.
    Dla samego chudnięcia nie ma znaczenia, czy biegasz wolno czy szybko i w jakim zakresie tętna.
    Wydatek energetyczny pozostaje wydatkiem energetycznym i nic tego nie zmieni.

    Natomiast ma znaczenie dla optymalizacji efektu. Wiadomo, że biegnąc “na maksa” po kilku chwilach będziesz ugotowany i sumarycznie spalisz mało.

    Zasada jest prosta. Trzeba przede wszystkim dotrwać do momentu, w którym organizm zacznie pobierać energię z tłuszczowych zapasów ( po ok. 20 minutach treningu), a potem, kiedy już spala się tłuszcz, mieć jeszcze siły, żeby trening trwał nadal.

    Ciekawy jest sam moment, kiedy organizm przestawia się ze spalania bieżącego pokarmu na spalanie zapasów. To jest temat rzeka i zależy od wielu czynników. Od tego, czy trenujesz na czczo lub od tego ile i czego zjadłeś przed treningiem, od czasu jaki upłynął od ostatniego posiłku, od stopnia wytrenowania, czy jak kto woli od “pamięci” organizmu.. Średnio jest to po ok. 20 min, ale jak to ze średnimi bywa, w konkretnym przypadku może być różnie.

    Ale to są szczegóły. Bo ogółem jest sam styl życia. Każda dieta się kiedyś musi skończyć i kluczowym problemem jest i tak co dalej…
    Nie bez przyczyny uważa się, że z dwojga złego lepiej mieć nadwagę, niż wpaść w wyniszczający dla organizmu cykl naprzemiennego chudnięcia i tycia.

    Dlatego nic na szybko i na siłę.

  5. gragaK GragaK mówi:

    Bardzo mądry komentarz, dlatego powtórzę końcówkę: “nic na szybko i na siłę”.
    No i: “…sam styl życia” – co wyrwane z kontekstu może dziwacznie brzmieć, lecz jest czystą prawdą.

  6. Ossad Ossad mówi:

    Na tamtej stronie jest jasno i wyraźnie: biegaj zawsze wolno, jeśli chcesz schudnąć.

Skomentuj