ZbigniewKowalewski
Tera MY
Zaskoczyła mnie dyskusja po artykule poświęconym smutnemu jubileuszowi warszawskiej Wytwórni Filmów Dokumentalnych i Fabularnych. Wiem, że tak czasami bywa… Rzucona od niechcenia myśl trafia na podatny grunt i staje się inspiracją do zupełnie innego wątku.
Postaram się, po lekturze komentarzy, dołączyć do rozpoczętej dyskusji o rzeczywistości. Cokolwiek rzec by można o posłach Najjaśniejszej Rzeczpospolitej, to na pewno nie to, że nawiązują oni do niechlubnej tradycji Sejmu Niemego. Parlamentarzyści w gmachu przy ulicy Wiejskiej toczą spory, wygłaszają perory, poświęcając wiele uwagi historii WSI. Każdy stara się przebić przeciwnika skuteczną argumentacją. Nie dość na tym, więc jeden mówi głośniej od drugiego, utrzymując się na mównicy tak długo, jak Marszałek pozwala. Kiedy nie pozwoli, uparcie okupują to miejsce, a gdy wyłączy mikrofon włączają megafon.
Najgłośniejsze urządzenie ustępuje wszakże potężnej tubie propagandowej, jaką jest radio, prasa i telewizja… czyli media. Tam pracują wybitni specjaliści od zachwalania i potępiania programów wyborczych. Z całym szacunkiem dla indywidualnych talentów i umiejętności wybrańców narodu, nikt tak uroczo nie potrafi trajlować, żonglować faktami, na zawołanie komentować i interpretować wszystko, co się dzieje w cyrku na Wiejskiej. Dzisiaj wszystko ma swoją cenę. Zdarzało się, co prawda, że możni i zamożni tego świata wychowali czasem na swej piersi żmiję… Na ogół jednak wielu pojętnych żurnalistów zrozumiało w lot sens starej maksymy: „Pokorne cielę dwie matki ssie”. W domu Radziwiłłów Kmicic powtarzał „Przy Radziwiłłowskiej fortunie moja wyrośnie”. W gmachu na Wiejskiej niejeden usłużny dziennikarz zaczynał karierę. Taki to fach i nie ma co się dziwić, że zazdroszcząc słynnym komentatorom, wszyscy występujący w telewizji , nie wyłączając prezenterów pogody, grają rolę tych show manów z zaciętością godną lepszej sprawy. Bezpowrotnie minęły już czasy, gdy najważniejszą sprawą była rzetelnie podana informacja. Dzisiaj równie istotne jest, kto ją podaje i w jakim celu. W jednej z warszawskich restauracji występują śpiewający kelnerzy. Wydawać by się mogło, że zasłuchany klient zeżre wszystko, cokolwiek mu podano. Taktyka sprawdzona w niejednym boju zyskała spore grono zwolenników. Cóż z tego, że tu i ówdzie zaśmierdziało końskim łajnem, a sejmowym gwiazdorom wystawały z butów złote kłosy …
Uznano, że cel uświęca środki i jak grzyby w tym pożywnym nawozie rodziły się talenty, niekiedy, jak wszystkie nieszczęścia, dziennikarze pojawiali się parami. Prawie natychmiast zawrzało od wykrytych afer, intryg, powtarzanych po wielokroć plotek, i rewelacyjnych odkryć. Posłowie Rzeczpospolitej zaczęli przypominać uczestników balu maskowego, który trwa w nieskończoność. Niestety, w końcu najpiękniejszy bal się znudzi. Nasyceni i zmęczeni goście opuszczą salony pozostawiając wodzireja sam na sam ze wspomnieniami chwilowej chwały. Seria niespodziewanych zwolnień i wypowiedzianych kontraktów świadczy o tym, jak ulotna i krótka jest sława medialnego gwiazdora… Uważna lektura internetowych wpisów potwierdza tę smutną prawdę… Sława to żart! Piszę o tym bez najmniejszej satysfakcji, czy odcienia Schaden Freude. Komentarze internautów nie pozostawiają żadnych złudzeń.
Wyręczają mnie one w analizie przyczyn nagłego braku zainteresowania osobą, która wiernie wypełniała zlecone jej zadania. Co więcej, zatrudnieni w stacji, czy rozgłośni dziennikarze nieustannie prześcigają się w dostarczaniu dowodów swojej lojalności wobec doceniającego ich wysiłki Mecenasa. W tym morderczym tempie zdarza się, że komentarz zastępuje fakty, inscenizacja wzięta z przypadkowego filmu przypomina relację dziennikarską, a bywa też, że z braku newsa sami dziennikarze stają się bohaterami emitowanych na antenie wiadomości. Robią to świadomie zapraszając do rozmowy kolegów i koleżanki z sąsiedniego studia. Tanio wykpiwają się z czasochłonnych dokumentacji występując przy okazji w roli autorytetu. Jest o wiele gorzej, gdy głównym tematem staje się likwidacja ich audycji i zwolnienie z pracy.
Na tym targowisku próżności człowiek jest potrzebny tylko po to, aby wycisnąć z niego wszystkie soki. Po nim zawsze znajdzie się na rynku jakiś okazały i soczysty owoc.
Za późno, aby apelować do ludzkich uczuć i odwoływać się do moralności… tym bardziej, że do tej pory traktowało się je instrumentalnie. W przeciwieństwie do grupki bezinteresownych dziennikarzy obywatelskich, gwiazdor ma niemałe wymagania. Jest przecież osobą publiczną, zdolną do wszystkiego, aby zachować wpływy, utrzymać sławę, bogactwo i powodzenie. Gdy to utraci staje się nikim. Na upadłego z takiej wysokości gwiazdora rzucą się dotychczasowi konkurenci wyrywając mu wszystkie pióra. Tu nie ma miejsca na litość. Jeśli nawet zwolniony z pracy dziennikarz ma wspaniały dorobek i wielkie zasługi, to nic to nie znaczy w zderzeniu z prostym faktem, że w tej chwili jest bezużyteczny.
Rozwiązanie jest proste i logiczne. Rachunek zysków i strat decyduje o tym, że wyrzuca się zużyty materiał na śmietnik historii… A że jest to ludzki materiał?… Cóż, Ce est la vie. Wyrośnie na tej pożywce nowe pokolenie i tak Fortuna kołem się potoczy, a interes nadal będzie rozkwitał pomimo rewolucji i burzliwych zmian na świecie. Ileż to dawniej znanych, głośnych nazwisk nikt już dzisiaj nie pamięta? Celowo ich nie przytaczam, aby współcześni koryfeusze mieli jeszcze złudzenia, że w ich przypadku istnieje cień szansy na przetrwanie. Historia ich oceni tak, jak teraz czynią to uważni czytelnicy i widzowie.
Oto wybrane wpisy z sieci:
RAPORT PO – nieocenzurowany :
Polityka personalna jest wewnętrzną sprawą Telewizji Polskiej. Budzi jednak najwyższy niepokój fakt, że nie istnieją żadne merytoryczne zobiektywizowane kryteria dotyczące wymiany i doboru kadr kierowniczych i dziennikarskich„merytoryczne zobiektywizowane kryteria dotyczące wymiany i doboru kadr kierowniczych i dziennikarskich” – należy takie stworzyć.
Wielokrotne powoływanie się na dotychczasowe zasady „konkursowe” to bajka. Byłem 10 lat w służbie zdrowia i widziałem wiele „obiektywnych” konkursów na Dyrektorów szpitali, Ordynatorów itp. Nie rozśmieszajcie mnie.
- Na czele telewizji publicznej stoją od lat ludzie, którzy albo się na niej nie znają, albo nie mają jasnej wizji, jaki jest ich ostateczny cel. Nie jest to problem tylko i wyłącznie prezesa TVP Piotra Farfała. Ale zwolnienie Tomasza Kammela pod pretekstem konfliktu interesów wspaniale wpisuje się w ten schemat – ocenia prowadzący „Teraz My” w rozmowie z „Dz”.
Jak można bez przerwy zapraszać te same gęby i w dodatku bez polotu. Nikogo nie interesują gierki polityczne.
Tak trzymać p. PREZESIE – bardzo dobrze p. postępujesz , bo mi widzowie mamy od dawna dość tych zarozumialców (jednostronności programów, pychy prowadzących) -
Pozdrowienia dla Prezesa – tak trzymać !!!
Decyzji o zwolnieniu Kammela nie może zrozumieć Tomasz Sekielski.
Czy to już wszyscy?
Sądzę że pozostało jeszcze paru bardzo napastliwych panów redaktorów.
Jeżeli kogoś się zaprasza na wywiad należy dać mu wolność wypowiedzi, a samemu pozostać w tle. Napastliwość, przerywanie, wmuszanie wypowiedzi, to są atuty naszych redaktorów.
‘Teraz my’ było według mnie słabym programem, prowadzący są słabymi dziennikarzami i to pewnie dlatego, bo niby po co w TVN takie programy zwłaszcza w czasie komisji śledczych i kampanii wyborczej. Były potrzebne jak można było przysrać PiS.
Teraz puszczą Majewskiego, Wojewódzkiego. Trzeba robić ludziom wodę.
To była jakaś paranoja. Myślałem, że to są doświadczeni dziennikarze ze stażem i wykształceniem, a to co zaprezentowali wczoraj było śmiechu warte. Całe MNÓSTWO błędów w aspektach czysto prawnych tj. usytuowanie polityka na miejscu „urzędnika państwowego”, kto jak kto, ale taki dziennikarz jak Sekielski (bo on to właśnie mówił) powinien odróżniać te dwie OSOBNE posady. Już nie wspomnę o tym, że zabijali się własnymi argumentami.
Pacewicz w tekście pt. „Niedziennikarz roku” napisał m.in.: nagradzajmy dziennikarzy, a nie arbitrów elegancji podczas kłótni w maglu (…) Cóż to za dziennikarstwo? Co takiego ważnego Bogdan Rymanowski ma do przekazania Polakom? Na czym się zna?
Jakich wartości broni? Co ujawnia, czego byśmy nie wiedzieli?
Nie ma czego żałować. TVP nie jest telewizją polska lecz polskojęzyczną. Skoro się biorą za łby, robią czystki, to tylko dlatego, by np. taki Lis mógł dostać teraz 3 razy więcej pieniędzy razem z prezesem, który go zatrudnia. Oni nawet nie potrafią inaczej; proszę Państwa, ich duchowym ojcem jest cały czas Josif Wissarionowicz i tylko Feliksa Edmundowicza zastępują dziś tacy, jak Lis, Durczok, Sekielski, Morozowski, Olejnik czy Turski.
Z pewnością szajsu rozrywkowego na TVN nie będę oglądał. Co do programów z wizytami ciekawych ludzi i dyskusjami zauważam, że panuje tam wyjątkowo niska kultura dyskusji.
Dyskutujący przekrzykują się nawzajem – jak przekupki na targowisku. Z takiego czegoś natychmiast uciekam, nie oglądam, a słuchać się i tak nie da.
Chwała nam i naszym kolegom. Ch. precz! wraca stara-nowa TVP.
Widzowie są narażeni jak niegdyś na telewizyjną fikcję, tym razem kreowaną na potrzeby pieniędzy i politycznych karier. Dobrze więc, że w TVP dochodzi dziś do takich sytuacji. Dobrze, że facet, który wyzywa nie swoich kolesi od ch. mówi o „misji publicznej”. Dobrze, że prezes Farfał obsadza byłymi elperakami, póki jeszcze może, różna posady w TVP, dobrze, że członek wielu zarządów jest nowym po prezesa i zapowiada, że i w konkursie na prezesa całą gębą stanie – pewnie wygra. Ma przecież duże „możliwości”, które w sposób wzorowy umiał przez minione 15 lat wykorzystywać. Niech się w przekazie telewizyjnym jak najwięcej pokaże informacji o całym brudzie układów, walki o pieniądze, negocjacjach „ręka rękę myje” – tym mniej szkodliwy będzie przekaz TVP, który niektórzy, jak pani Janina Jankowska nazywają „misją publiczną”. Może uda się zedrzeć zasłonę kłamstw i pokazać na czym na prawdę polega TVP. Życzę więc odwołanemu i nieodwołanemu, powołanemu i niepowołanemu prezesowi i zarządowi samych sukcesów w walce z ch.
Fotografia ‘Teraz my! – TV’, autorstwa Cezary_p, opublikowana w Wikipedii Commons na licencji CC-BY-SA





Świetny artykuł, gdyż poziom naszej telewizji… szczególnie publicznej, to jedna wielka porażka… przykre ale w anglii wcale nie jest dużo lepiej (mogę tylko o tym zachodnim kraju coś powiedzieć – przebywałem tam 3 lata)… zresztą przy tak szybkiej pauperyzacji społeczeństwa w tak źle działającym systemie w świecie „demokratycznym” ludzie także obniżają swój poziom intelektualny …albo poprostu są tak zaganiani za szmalem, że nie maja czasu żeby pomyśleć o innych rzeczach jak tylko o pieniądzach na podstawowe potrzeby z ewentualna wycieczką co kilka lat.
I to też do hotelu 6x*, zazwyczaj z którego już się nigdzie nie ruszają.
To smutne.