Piotr Maciej Małachowski
Indiana Jones i złodzieje grobów
Tak mógłby brzmieć tytuł kolejnego filmu o dzielnym archeologu. Scenariusz już jest. Napisało go życie w Peru, w którym od lat trwa wyścig odkrywców skarbów.
Ujęcie pierwsze: dziennikarska kamera pokazuje piękny dom w Limie. To rzadkość w stolicy, która do bogatych miast nie należy. Dom to nie pałac prezydencki, tylko posiadłość huaquero – jednego ze złodziei grobów. Po chwili kamera staje z nim oko w oko. To dystyngowany starszy pan ze złotym sygnetem na palcu prawej ręki. Przez uchylone drzwi widać wnętrze świetnie urządzonego mieszkania. Na tym scena się kończy, bo gospodarz nie wpuszcza dziennikarzy do środka. Tajemnicą poliszynela jest, że dorobił się na obrabianiu grobów, ale niczego nie można mu udowodnić.
Ujęcie drugie: na biurku dyrektora muzeum w Lambayeque dzwoni telefon. Walter Alva podnosi słuchawkę i wita się z szefem miejscowego komisariatu. Komendant mówi, że ma w ręku piękną maskę, którą ukradziono ze starego grobu. Rabusie ukryli ją w prywatnym domu. Jeden z nich zginął w strzelaninie z policją. Kwadrans później Alva jest na komendzie. Nie może uwierzyć własnym oczom. Odzyskana maska to własność osoby z królewskiego rodu, który panował na tym terenie nie tylko przed Hiszpanami, ale również na długo przed Inkami.
Okazuje się, że maska to tylko część łupu złodziei. Wraz z nią odkopali przepiękną ceramikę i inne wyroby ze złota. Nie czekając na wsparcie władz, niemal bez pieniędzy, dyrektor muzeum i jego ludzie zaczynają kopać w miejscu, na które natknęli się huaqueros. To olbrzymi teren, nie da się go upilnować w całości, więc oni także kopią. Przez kilka miesięcy trwa prawdziwy wyścig archeologów i rabusiów o to, kto pierwszy dotrze do jeszcze większych skarbów.
Tym razem wygrywa Walter Alva. Jego zdobyczy nie powstydziłby się filmowy Indiana Jones. To grobowiec Władcy z Sipán – pierwszy nienaruszony preinkaski pochówek królewski, do którego archeolodzy docierają przed złodziejami. W ich świecie wybucha sensacja. Władca z Sipán zostaje okrzyknięty peruwiańskim Tutenchamonem – jest najważniejszym odkryciem w obu Amerykach od zakończenia drugiej wojny światowej.
Takie rzeczy dzieją się w Peru naprawdę. Ten kraj to kopalnia wiedzy o pradawnych czasach. Kopalnia, która nie została w całości odkryta. Nikt nawet nie ma pojęcia, ile jeszcze skarbów z przeszłości kryją Andy i piaski wybrzeża.
Niemal zawsze jako pierwsi docierają do nich złodzieje. Dawne kultury chowały ludzi wraz przedmiotami, głównie ze złota, które w naszych czasach mają nieocenioną wartość. To działa na wyobraźnię. Huaqueros są świetnie zorganizowani. Mają pieniądze, nowoczesny sprzęt i informacje od tubylców. Zajmujący się wykopaliskami w Peru Narodowy Instytut Kultury to przy złodziejach zacofany biedak.
Ten nierówny wyścig trwa od dawien dawna. Nawet do słynnego Machu Picchu pierwsi dotarli rabusie. Uznaje się, że odkrywcą tego miejsca był w 1911 roku amerykański archeolog Hiram Bingham, ale nieoficjalnie wiadomo, że 40 lat przed nim zawitał tam niejaki Augusto R. Berns – Niemiec, który handlował zawartością prekolumbijskich grobów.
Nikt nie jest w stanie ocenić strat, które z powodu rabusiów ponosi nauka, choć wiadomo, że gdyby nie zagraniczne wsparcie archeologów, byłoby jeszcze gorzej. Dr Andrzej Krzanowski, polski odkrywca starożytnych ruin stolicy państwa Chancay, w miejscu swoich wykopalisk naliczył ponad 3 tys. obrabowanych grobów. – Kiedy odnalazłam kolejne, zniszczone przez huaqueros naczynie, które uwieczniało twarz dawnego mieszkańca Chancay i miało kilkaset lat uświadomiłam sobie, że ten mistyczny, a jakże kruchy świat zaraz ulegnie zniszczeniu przez ludzką chciwość i głupotę – relacjonuje na swojej stronie Katarzyna Masin, archeolog, podróżnik i autor filmów dokumentych.
Rabusie nie gardzą również zwłokami. Niedawno peruwiańska telewizja poinformowała o śledztwie w sprawie wywiezienia z Peru kilku mumii pochodzących z okresu kultury Chancay. Ślad prowadzi do Wielkiej Brytanii.
Nawet gdyby udało się je odnaleźć, wątpliwe, aby wróciły na swoje miejsce. W 2009 roku sąd w Stanach Zjednoczonych rozpatrywał sprawę peruwiańskiego skarbu, który odnaleziono we wraku na dnie oceanu. Złoto przyznał Hiszpanii, właścicielce statku. Rząd Peru amerykańska Temida odprawiła z kwitkiem, bo stwierdziła, że w chwili rabunku państwo to nie istniało na mapie świata. Faktycznie nie istniało, bo było… okupowane przez Hiszpanów.
Cóż, w walce na takie argumenty nawet Indiana Jones nie dałby rady.
Zdjęcia są własnością autora.

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska.




Czy druga fotka przedstawia wspomnianą w tekście maskę władcy z Sipan? Chętnie obejrzałabym szczegóły tej maski, jednak zdjęcia nie da się powiększyć. Szkoda.
Smutne, że jeszcze dzisiaj w sposób rabunkowy wywożone są mumie, i to również przez Anglików. Przecież oni dość ich sobie nawieźli z Egiptu! Rabusie-hieny zawsze nieźle prosperowali, a swój proceder zaczynali na polach bitwy. Łatwo bowiem obłupić już niezdolnego do obrony.
I jeszcze, bo zbytnio się pospieszyłam z dodaniem komentarza (żal, że już nie ma możliwości edytowania własnych wpisów), a więc chciałam jeszcze wyrazić swoje oburzenie wobec decyzji amerykańskiej Temidy. To przecież ciąg dalszy bezwstydnego ograbiania obcego państwa! Jest słabe, to można je zadeptać. Boszzzz…no nie.
To nie jest maska Władcy z Sipan, choć także pochodzi z okresu kultury Moche. Zdjęcie Władcy z Sipan opublikuję przy okazji osobnego tekstu na jego temat. Ciekawostka: w Peru nie jest łatwo zrobić fotkę oryginału, bo często krąży on po wystawach na całym świecie.
Zdjęcia już można powiększać, Grażyno.
Edycji komentarzy na razie nie możemy przywrócić z przyczyn technicznych. Może kiedyś…
Przy okazji ogromna prośba do Piotra o nieużywanie w nazwach plików graficznych (czyli zdjęć) znaków – (myślnik). Czasami pojawiają się w takich przypadkach problemy z wyświetlaniem zdjęć. Z góry dziękuję, Piotrze.
Autor artykułu pan Piotr Małachowski dopiero teraz poinformował mnie o użyciu cytatu z moich filmów pt. “Archeologiczna podróż do Peru” .
Zawsze wydawało mi się, że powinno się spytać najpierw autora przed ewentualna publikacją, czy można posługiwać się jego autorską pracą.
Natomiast cieszę się, że wogle dowiedziałam się zamieszczonym powyżej tekście.
Wszystkich czytelników powyższego artykułu mogę jedynie zaprosić do telewizji Planete, gdzie ponownie będą emitowane moje filmy z serii “Archeologiczna podróż do Peru”. W pierwszym odcinku pt. “Tropami tajemnic” opowiadam stanowisku Chancay.
O terminie emisji filmów w telewizji Planete będę informować na swojej stronie internetowej:
http://www.katarzynamasin.com
Serdecznie pozdrawiam.
Katarzyna Masin.
Obu panom dziękuję za wyjaśnienia.
Kultury prekolumbijskie zawsze mnie fascynowały. Szkoda, że badacze tych kultur nie posiadają żadnych tekstów pełniących rolę wskazówek, gdzie szukać i kogo szukać. Odkrycia są raczej spontanicznie, przypadkowe, robione “po omacku”. A najgorsze, że są zbyt późne, gdyż rabusie w swej bezmyślnej pazerności niszczą cenne informacje n/t upadłych cywilizacji.
O peruwiańskim grobowcu Tutanchamona poczytałam już wszystko, co tylko w Internecie udało mi się znaleźć.
Ale mimo to nadal chętnie zapoznam się z rewelacjami autora.
Pozdrawiam.
W polskim prawie autorskim dopuszczono możliwość cytowania fragmentów rozpowszechnionych utworów innych autorów bez zgody ich twórców. Zwyczajowo przepis ten nazywany jest “Prawem cytatu” i uregulowany jest w art. 29 ust. 1 ‘Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych’. Zgodnie z nim nie ma nawet konieczności informowania autora cytowanego fragmentu o tym fakcie.
Tak więc autor artykułu, pisząc do Pani, Pani Katarzyno, aby poinformować o cytacie, wykazał się dobrą wolą.
Droga Pani Katarzyno, nie użyłem cytatów z Pani filmów, bo jak Pani wiadomo z mojej prywatnej korespondencji do Pani nie miałem jeszcze możliwości ich obejrzenia. Użyta w tekście Pani wypowiedź pochodzi z Pani strony internetowej, o czym napisałem w artykule i do której umieściłem odnośnik.
Przyznam szczerze, że do głowy nie przyszło mi pytać Panią o zgodę. To znaczy przyszło, na chwilę, ale zaraz to odrzuciłem. Z dwóch powodów.
Po pierwsze wydało mi się nielogiczne pytać Panią o zgodę na publikację w internecie czegoś, co już w tym internecie jest i co na dodatek sama Pani w nim umieściła. Bo nawet gdyby nie zgodziła się Pani na użycie w moim tekście cytatu z Pani wypowiedzi i tak bym o niej napisał, a ściślej – napisałbym, że taka wypowiedź w internecie istnieje, ale nie godzi się Pani na jej publikację w moim tekście, po czym dodałbym link do tejże publikacji na Pani stronie. Ufff… mam nadzieję, że wyraziłem się logicznie. Mówiąc inaczej, i tak – w jakiś sposób (bez względu na Pani zgodę, czy jej brak) skierowałbym czytelnika na Pani ogólnodostępną wypowiedź, a to dlatego, że według mnie jest ona niezwykle istotna i ciekawa w sprawie, ktorą poruszyłem w swoim tekście. Absolutnie nie było moją intencją posługiwac sie w nim Pani pracą autorską. Wręcz przeciwnie – podając źródło Pani wypowiedzi i link do Pani strony internetowej chciałem, aby jak najwięcej czytelników mogło z Pani pracą autorską zapoznać się, o co zapewne chodziło Pani, gdy umieszczała ją Pani w internecie.
Drugi powód jest krótszy i wynika z pierwszej refleksji. Biorąc ją pod uwagę, w moim odczuciu pytanie Panią o zgodę byłoby w oczywisty dla mnie sposób co najmniej niegrzeczne wobec Pani. A tego bym sobie nie podarował.
No, ale wyszło inaczej. Chłop jak myśli zbyt dużo, wiele rzeczy potrafi zepsuć, o czym przekonałem się na własnej skórze. Jeśli czuje się Pani urażona, bardzo Panią przepraszam.
Cieszę się jednak i to podwójnie. Bo czytelnicy tego artykułu dowiedzieli się o możliwości obejrzenia Pani filmów o Peru, na które czekam z niecierpliwością. Cieszę się także, że za napisanie tego artykułu nie pójdę do więzienia. Kamień spadł mi z serca, za co Ci, Maćku, bardzo dziękuję. W przyszłości możesz być spokojny o brak psotliwych znaków w nazwach moich plików graficznych. Biorąc to wszystko pod uwagę, na pewno o tym nie zapomnę
Dziękuje panu Maciejowi Lewandowskiemu za informację, ale oprócz prawnych aspektów całej sytuacji istnieje kwestia zasad kultury osobistej i szacunku do autorskiego dorobku.
Katarzyna Masin
Muszę się jeszcze wiele nauczyć o kulturze osobistej i o tym, jak definiują ją inni, bo w moim odczuciu zapytanie Panią Katarzynę o zgodę na zacytowanie Jej wypowiedzi w moim artykule, byłoby właśnie ewidentnym brakiem tej kultury. Mówiąc wprost – gdyby ktoś zapytał mnie o zgodę na publikację w internecie moich słów, które z własnej i nieprzymuszonej woli w tymże internecie wyraziłem (zresztą nie tylko w internecie, ale na każdym ogólnym forum, które mają miejsce w życiu), uznałbym, że po prostu ma mnie za idiotę. Konieczność mojej dalszej edukacji wiążę także z szacunkiem do autorskiego dorobku. Rozumiem, że jeśli ktoś go publikuje, to muszę zapytać, czy wyraża jednocześnie zgodę, aby ktoś inny go przeczytał.
Jeszcze raz przepraszam. I zapewniam, że więcej to się nie powtórzy.
Szanowny Panie Piotrze Małachowski.
Codziennie otrzymuje wiele emaile i jednorazową odpowiedź, którą udzieliłam Panu, dotyczącą emisji moich filmów w telewizji Planete, trudno nazwać korespondencją, ale do rzeczy.
Wiele osób, korzysta z mojego dorobku autorskiego szczególnie studenci piszący pracę o głowach trofeach, ale każda z tych osób, chociażby z szacunku dla mojej pracy, pyta się czy może skorzystać z informacji, które umieszczam na mojej ogólnodostępnej stronie internetowej i oczywiście zawsze wyrażam na to zgodę.
Tylko najpierw jest pytanie grzecznościowe “czy mogę” i zawsze pytający otrzymuje taką sama odpowiedź, oczywiście, że tak.
W Pana wypadku to niestety zostało pominięte.
Bohaterami moich filmów, są moi nauczyciele wspaniali profesorowie Karol Piasecki, Mariusz Ziółkowski, czy wspomniany już dr Andrzej Krzanowski i proponuję Panu przed napisaniem kolejnego artykułu o Peru zapoznać się z dorobkiem naukowym w/w osób.
Natomiast gratuluje medialnego tytułu Pana artykułu, to zawsze przyciąga uwagę potencjalnych czytelników.
Serdecznie pozdrawiam.
Katarzyna Masin.
Przepraszam, że się wtrącę.
Piotrze, nie mam nic przeciwko temu, żebyś zapoznawał się z pracami w/w Autorów, ale niekoniecznie przed następnym artykułem o Peru. Nawet więcej, pozwolę sobie wyrazić nadzieję, że pojawi się on wcześniej. I myślę, że nie jestem w tym osamotniony.
Ja również mam nieco inne zdanie o szacunku. Jego wyrazem jest cytat i odnośnik do strony, które to elementy są istotnie odmienne od ” skorzystania z informacji”.
Pozdrawiam.
Szanowna Pani Katarzyno,
napisałem do Pani dwa maile: pytając o szczegóły dotyczące Pani filmów i dziękując za odpowiedź (plus jeden z informacją o publikacji mojego artykułu). Była to więc dla mnie korespondencja z Panią. Nie wiem, na jakiej podstawie twierdzi Pani, że użyłem cytatu z Pani filmu, skoro z obu maili wynikało, że jeszcze ich nie obejrzałem. Ale do rzeczy.
Próbuję zrozumieć Pani tok myślenia, a zwłaszcza to, dlaczego umieszczając coś na własnej stronie internetowej i zakładając automatycznie, w swoim umyśle, zgodę na cytowanie fragmentów tego (nie tylko w internecie, ale także poza nim, np. w pracach studenckich), oczekuje Pani, że o tą zgodę należy do Pani osobno, za każdym razem występować w grzecznościowej formie? Nie rozumiem tego, bo nie widzę uzasadnienia, dlaczego czynność już dokonana (Pani zgoda), miałaby się dokonać raz jeszcze (Pani ponowna zgoda). W moim odczuciu właśnie to nękanie Panią pytaniem o zgodę, którą już Pani wyraziła, byłoby niegrzeczne, a to dlatego, że marnowałbym czas. Pani cenny czas. Postaram się jednak zrozumiec Pani tok myślenia i uprzejmie proszę o tą samą czynność nad moim.
Pani propozycja zapoznania się z dorobkiem naukowym w/w szacownych osób na temat Peru jest świetna. Bardzo za nią dziękuję, bo jak Pani wie interesuje mnie wszystko związane z tym krajem. Zgodnie z moim pojęciem szacunku nie będę jednak do Nich występował o zgodę na ewentualne cytowanie ich dorobku, bo szanując mnie już tą zgodę wyrazili – ten dorobek publikując. Oczywiście – tak jak w Pani przypadku – nie omieszkam podać źródła cytatu.
Dziękuję również za gratulacje.
Pozdrawiam serdecznie.
Pani Katarzyno.
Z całym szacunkiem, ale w żaden sposób nie naruszono tu, ani Pani praw do cytowanej wypowiedzi, ani zasad dobrego wychowania, wprost przeciwnie, Autor uczynił o wiele więcej niż to się zwykle czyni i chwała mu za to.
Uważa Pani, że o każdym cytacie cytowany powinien być przez wykorzystującego cytat poinformowany? Proszę oprzeć swoje oczekiwania o otaczającą nas rzeczywistość. Co roku tysiące ludzi piszą prace magisterskie, a także inne prace naukowe, a każda z nich wykorzystuje dziesiątki źródeł. Gdyby wszyscy Ci ludzie zastosowali się do pani oczekiwań dot. kultury i szacunku dla czyjegoś dorobku, to wielu polskich profesorów, doktorów i wszelkich innych osób publikujących w dowolnej formie, zostałoby zasypanych tysiącami próśb i informacji o użyciu ich wypowiedzi. To nie jest szacunek, to jest wszechogarniający chaos, paraliżujący życie i pracę tych nieszczęsnych ludzi. Proszę sobie wyobrazić tę korespondencję wędrującą w te i z powrotem. Albo trafiającą do kosza, prawdziwego bądź wirtualnego, bo adresat po dwusetnym liście miał już dość. Proszę wyobrazić sobie tę konsternację autora (swoją własną przecie) pracy naukowej (czy choćby właśnie artykułu w mediach) który oczekuje miesiącami kilkudziesięciu odpowiedzi na swoje prośby bez których jego praca nie ma sensu. Prawda, że to wizja jak z sennego koszmaru?
No i Marek wyprzedził moją wypowiedź, gdyż natychmiast pomyślałam o tych niezliczonych rzeszach prac dyplomowych (magisterskich, doktorskich, profesorskich itd., itp.), które w swych wstępach są zlepkiem cudzych publikacji (również autorów jeszcze żyjących).
Każdy twórca dodaje swoją cegiełkę do wspólnego dorobku i gdyby miało być tak, jak sobie życzy autorka filmów, ludzkość stanęłaby w miejscu.
Piotr Maciej podał bardzo dokładnie: “…- relacjonuje na swojej stronie Katarzyna Masin, archeolog, podróżnik i autor filmów dokumentalnych”, dzięki czemu natychmiast znalazłam się na Pani stronie.
A przecież mógł poprzestać jedynie na imieniu i nazwisku…
Taka właśnie dokładna informacja, iż jest Pani archeologiem, podróżniczką i autorką filmów dokumentalnych, zdopingowała mnie do odwiedzenia Pani strony.
I zapewne zachęci jeszcze wielu innych internautów.
Z szacunkiem dla Pani archeolog – Grażyna Kosma.
Szanowni internauci.
Dziękuje za wszystkie komentarze, ale każdy z nas ma prawo do własnych poglądów,
a szczególnie jeżeli chodzi o własny dorobek autorski.
Jeszcze raz zapraszam wszystkich do telewizji Planete.
Dziękuje osobom, które odwiedziły moja stronę internetową i zapraszam ponownie, szczególnie, że 26 kwietnia ponownie wyjeżdżam do Peru, realizować kolejne filmy.
Serdecznie pozdrawiam.
Katarzyna Masin
Ja jednak na stronę pani Katarzyny nie zajrzę i nie polecę jej znajomym. Mimo, że interesują mnie inne kraje, podróże itd. Dziwią mnie te pretensje pani Katarzyny do autora. Nie spotkałam się jezcze z czymś takim, by ktoś do kogo podałam link w swoim artykule miał mi to za złe.Ludzie dziękuja, że umieściłam. Przeciez to dla nich i i ch art. reklama.
Pozdrawiam. Miłej podróży.
Ot, po prostu dyskutujemy
Życzymy wysokiego pułapu chmur, szerokiej, bezpiecznej drogi i rewelacyjnych plenerów!
A Planete specjalnie sobie przypilnuję, gdyż miło mi będzie obejrzeć Pani nowy film.
Pozdrawiam.
Oczywiście, że każdy ma prawo do poglądów. Tylko że czyjś prywatny pogląd nie jest prawem, ani nawet zwyczajem. Pani sugeruje tymczasem że Autor naruszył kulturę, czy ogólnie przyjęty obyczaj, tymczasem takiego obyczaju nie ma, to jest tylko i wyłącznie Pani odczucie. Gdyby taki obyczaj istniał, to jak udowodniłem w prosty sposób skutkowałby ogólnym chaosem. Więc może to i dobrze, że nie jest tak jak w Pani mniemaniu być powinno.
A tak na marginesie, jak domniemam, pisała Pani niewątpliwie pracę mgr, a może i inne publikacje. Rozumiem więc, że w zgodzie w własnym sumieniem poinformowała Pani wszystkich żyjących autorów o skorzystaniu z ich dorobku. Kłoniąc się przed tą myślą pozostaję pod wrażeniem Pani wysiłku przy budowaniu naukowego dorobku.
Żałuję że w ofercie mojego operatora nie ma kanału Planete, bo tematyka którą porusza Autor artykułu jak i Pani jest wielce interesująca. Pozostaje mi zwiedzić Pani stronę w internecie licząc na ciekawe treści na niej zawarte. Życzę miłego weekendu.
Jako archeolog i publicysta mogę stwierdzić, że niewątpliwy walor tego artykułu tkwi w zdjęciach autora.
Pasjonująco piszesz o Peru. Kiedy książka?
Problem niestety jest poważny i istniejący od bardzo wielu lat. W swoim czasie we Francji bodaj ministrem kultury został człowiek, który wcześniej próbował bezczelnie wywozić wyrywane na siłę i na szybko znaleziska archeologiczne z mniej istotnych politycznie miejsc na świecie. I tutaj decyzja amerykańskiego sądu przyznająca peruwiańskie dziedzictwo narodowe narodowi, który je kiedyś ukradł jest właśnie przykładem takiego bezmyślnego podejścia i totalnego braku szacunku.
Pani Katarzyno, krótki cytat z podaniem źródła i autora to akurat wzorcowy przykład tego, jak należy cytować innych. Czy nigdy nie przeczytała Pani żadnej książki naukowej, skoro myśli Pani, że cytowanie i to zgodnie z najlepszymi zasadami jest czymś niewłaściwym?
Jeżeli naprawdę wierzy Pani w to co napisała, to proszę napisać teraz list na temat swoich poglądów do wszystkich polskich naukowców, ponieważ każdy z nich przynajmniej po kilkaset razy musiał cytować innych twórców, nie pytając ich każdorazowo o zdanie.
Do tego zacytowanie, z podaniem autorstwa i tak dokładnym, sympatycznym przedstawieniem i linkiem podbijającym Pani blog w googlu, to powód do dumy, szczególnie że znalazła się Pani w tekście człowieka, który naprawdę sporo o Peru wie, z własnych doświadczeń.
Ja o pani istnieniu dowiedziałam się z tego tekstu. Szkoda tylko, że popsuła Pani od razu całe pozytywne wrażenie, jakie wokół Pani osoby stworzył autor.
Dziękuję za wszystkie wpisy pod tekstem. Książka? Pożyjemy, zobaczymy
Tymczasem zainteresowanych Peru zapraszam na bloga o tym kraju. Link w moim profilu.