Katarzyna Lisowska
GMO: naukowcy na łasce koncernów, społeczeństwo na łasce mediów
Oficjalna propaganda głosi, że GMO jest bezpieczne i zdrowe oraz dokładnie przebadane. Tymczasem naukowcy protestują, że nie wolno im prowadzić badań nad GMO.
Debata z kneblem w ustach
W polskim Sejmie trwają prace nad rządowym projektem ustawy “Prawo o organizmach genetycznie zmodyfikowanych”, trwa też społeczna debata. Konsumenci są sceptyczni, naukowcy akcentują potrzebę stosowania się do zasady przezorności (ang. precautionary principle), rolnicy tradycyjni i ekologiczni martwią się o swoją przyszłość. Za uprawami GMO opowiadają się wielkoprzemysłowe organizacje producenckie i niektórzy biotechnolodzy – wspierani bardzo silnie przez tak zwane “opiniotwórcze” media.
Osobiście zetknęłam się z tym, jak media blokują i filtrują informacje. Do dziś nie mogę wyjść ze zdumienia, jak można było – po półtoragodzinnej konferencji prasowej, na której czterech naukowców tłumaczy potencjalne zagrożenia – napisać, że „ekolodzy protestowali przeciwko GMO”. Nie mogę również zrozumieć, jak to się dzieje, że podczas gdy na wysłuchaniu publicznym w Sejmie przynajmniej 10 osób z tytułami naukowymi wyraża się krytycznie o otwarciu Polski na uprawy GMO – media ten fakt całkowicie przemilczają. Cytują za to wiernie niejakiego „króla kukurydzy”, Tadeusza Szymańczaka, który głosi takie prawdy objawione: “Myślałem, że organizacje ekologiczne przedstawią badania nt. szkodliwości. Takich badań nie ma, a podnoszenie mitu do faktu jest kłamstwem” . O Szymańczaku zaś pisze bez ogródek internauta na forum Pierwszego Portalu Rolnego „To nie król kukurydzy, to Polak kupiony przez Monsanto”…
Jak to z GMO było
Genetycznie modyfikowane uprawy i żywność zostały dopuszczone na rynek w USA zanim naukowcy zdołali dokładnie przebadać ich wpływ na zdrowie i środowisko naturalne. Stało się tak m.in. dlatego, że lobbyści zadbali, aby procedury formalno-prawne nie były zbyt skomplikowane. Proces legislacyjny oparto o teorię „zasadniczej równoważności” odmian tradycyjnych i transgenicznych. Założono, że GM i naturalne odmiany roślin różnią się tylko i wyłącznie obecnością transgenu i są pod każdym innym względem „zasadniczo równoważne”, czyli takie same. Dzięki temu sprytnemu zabiegowi, dopuszczenie odmian GMO do obrotu nie wymaga przeprowadzenia klasycznych badań toksykologicznych, tak jak w przypadku każdej innej substancji, która ma być dodawana do żywności. To ciekawostka, o której mało kto wie, a o której media – oczywiście – nie wspominają.
GMO: naukowcy na łasce koncernów
Nie tylko w Polsce media są piewcami agrotechniki i tzw. zielonej biotechnologii. Jak pisze zeszłoroczny Scientific American, powszechnie jesteśmy karmieni takimi sloganami: „Postęp w agrotechnice uczynił rolnictwo bardziej wydajnym niż kiedykolwiek wcześniej. Farmerzy otrzymują większe plony i są w stanie wykarmić więcej ludzi.” I tak dalej, bez końca. Jednak, jak zauważa Scientific American – nie da się zweryfikować, czy odmiany GM są tak wspaniałe jak głosi reklama. A to dlatego, że koncerny agrotechniczne blokują badania, które chcieliby prowadzić niezależni naukowcy.
Kupując GM ziarno siewne, klient musi podpisać umowę, która ogranicza możliwości wykorzystania ziarna. I słusznie – chroni to bowiem przed “kopiowaniem” ulepszeń genetycznych, które decydują o wyjątkowości tej odmiany. Ale firmy agrotechniczne takie jak Monsanto, Pioneer i Syngenta poszły dalej: pod groźbą procesu sądowego naukowcy nie mogą prowadzić badań, porównując jak sprawują się GM ziarna w różnych warunkach polowych. Nie mogą też porównać nasion jednej firmy z nasionami innej. I, co pewnie najważniejsze – nie mogą badać, czy GM uprawy nie prowadzą do niezamierzonych efektów ubocznych w środowisku naturalnym.
Oczywiście, w czasopismach naukowych stale ukazują się wyniki badań nad GM roślinami i żywnością. Ale tylko badania zaaprobowane przez koncerny. W wielu przypadkach, doświadczenia, które miały
początkowo zgodę od firm nasiennych, zostały później zablokowane, ponieważ wyniki nie były “satysfakcjonujące”. “Wiedzcie, że wielekroć to nie jest jedynie zwykła odmowa wykonywania niektórych doświadczeń, ale to są zgody i odmowy wybiórczo przydzielane na podstawie dokonanej przez przemysł oceny na ile ”przyjazny” czy też “krytyczny” wobec biotechnologii może się okazać dany naukowiec – mówi Elson J. Shields, entomolog z Uniwersytetu Cornell w oficjalnym liście protestacyjnym do Agencji Ochrony Środowiska (Environmental Protection Agency, EPA).
Shields jest rzecznikiem grupy 24 naukowców specjalizujących się w dziedzinie szkodników upraw kukurydzy, którzy sprzeciwiają się takim praktykom. Ponieważ naukowcy ci obawiają się, że nie dostaną zgody na dalsze badania, większość z nich zachowuje anonimowość. Niemniej grupa wysłała swoje stanowisko do EPA w proteście przeciwko ograniczaniu możliwości badań.
Jak pisze Scientific American, byłoby wielce niepokojące, gdyby jakakolwiek inna firma chciała ograniczać niezależne badania swoich wyrobów i publikację wyników. Wyobraźmy sobie na przykład, że firmy motoryzacyjne zabraniają wykonywania testów zderzeniowych i publikowania wyników czasopismach konsumenckich. Ale kiedy naukowcy mają ograniczone prawo badania surowców istotnych w łańcuchu żywieniowym, i roślin, które pokrywają znaczącą cześć naszych pól uprawnych – te restrykcje zaczynają być niebezpieczne – piszą wydawcy Scientific American. I konkludują: Koncerny powinny natychmiast znieść ograniczenia dla badań naukowych, a EPA powinna zastrzec, że niezależni naukowcy muszą mieć otwarty dostęp do wszystkich odmian znajdujących się na rynku. Rewolucja biotechnologiczna to zbyt ważna sprawa, aby mogła być trzymana za zamkniętymi drzwiami.
Nature Biotechnology: w wielkiej tajemnicy
Jak pisze Emily Waltz w Nature Biotechnology z 2009 r. – nie jest tajemnicą, że przemysł zbożowy jest na tyle potężny, że potrafi kształtować informację medialną na temat GMO. To koncerny decydują kto i jak może badać GMO.
Koncerny nasienne mogą odmówić zgody na badania pod dowolnym pozorem, mówi Paul Gepts, genetyk roślin z University of California. W 2002 roku Gepts chciał prowadzić badania nad skażeniem genetycznym kukurydzy w Meksyku, po tym, jak Ignacio Chapela wykazał obecność transgenów w rodzimych odmianach hodowanych przez lokalnych rolników w tej kolebce kukurydzy. Poprosił trzy koncerny o próbki nasion transgenicznych. Monsanto dała mu… próbkę mączki kukurydzianej, z odmiany uprawianej w Europie, firma Pioneer - nie miała „odpowiedniego materiału” do badań, a przedstawiciel Syngenty poradził, aby nawiązać współprace z rządem meksykańskim, który prowadzi podobne badania. Inny naukowiec chciał porównać, jak sprawują się odmiany kukurydzy odpornej na szkodniki produkowane przez trzy koncerny. W 2007 roku uzyskał od nich próbki ziarna siewnego, ale już w 2008 rzecznik Syngenty powiedział, że firma zdecydowała, że „nie będzie się angażować w badania porównawcze”.
Występując o zgodę na badania, naukowiec musi przedstawić firmie szczegóły planowanego eksperymentu. Nie zawsze
chce to zrobić, choćby dlatego, że to pozwala firmie już zawczasu przygotować argumentację i atak na wypadek – gdyby nie spodobały się wyniki. Kiedy uda się jednak uzgodnić kształt eksperymentu, następują dalsze negocjacje. I na tym etapie często się one załamują – kiedy koncern chce ograniczyć prawo do publikacji lub kontrolować jej kształt. Kiedy bowiem naukowiec prowadzi badania finansowane z publicznych pieniędzy – badania pozostają własnością publiczną i muszą zostać opublikowane – nie można więc podpisywać zobowiązań do utrzymania wyników w tajemnicy.
Naukowiec może więc ostatecznie zrobić trzy rzeczy – może zaniechać badań, i wielu tak robi, może też zmienić protokół doświadczalny tak, aby uzyskać akceptację koncernu (nie koniecznie z korzyścią dla planowanych doświadczeń), albo – może łamać prawo… i wykonywać badania bez zezwoleń.
Gdzie są dowody?
Zdarza się, że badacze uniwersyteccy zgłaszają zastrzeżenia do agencji odpowiedzialnych za dopuszczenie na rynek GM odmian uprawnych. W 2001 Pioneer pracował nad kukurydzą Cry34Ab1/Cry35Ab1, odporną na szkodniki. Kilku laboratoriom uniwersyteckim zlecono badania nad potencjalną toksycznością w odniesieniu do biedronki. Badacze stwierdzili, że blisko 100 % larw karmionych GM roślinami, ginie w ósmym dniu cyklu rozwojowego. Firma zabroniła publikacji tych wyników – mówi naukowiec, który zastrzega sobie anonimowość. Dwa lata później Pioneer wprowadził na rynek odmianę kukurydzy zawierającą tę samą kombinację toksyn Cry, ale w danych dostarczonych EPA nie było żadnej wzmianki o potencjalnej toksyczności. W badaniach przedstawionych EPA pokazano wyniki karmienia larw toksyną – ale przez 7 a nie 8 dni. W innym eksperymencie karmiono larwy o połowę obniżoną dawką pyłku zawierającego toksyny Cry – i znowu nie zaobserwowano efektu letalnego. Urzędnicy EPA zostali poinformowani, że badania przedstawione przez Pioneera są zmanipulowane, ale – nie zdecydowali się podjąć działań wyjaśniających – ponieważ informacja została przekazana anonimowo…
Niech podsumowaniem stanu wiedzy na temat bezpieczeństwa GM roślin i żywności niech będą słowa hiszpańskiego naukowca Jose Domingo, który po dokonaniu przeglądu dostępnej literatury podkreśla, jak niewiele jest badań toksykologicznych. Stwierdza on dosłownie, że konkluzją jego analizy może być pytanie: Gdzie właściwie są naukowe dowody, że żywność genetycznie modyfikowana jest tak bezpieczna, jak tego dowodzą firmy biotechnologiczne?
Źródła:
1. Scientific American, Editorial, August 2009 edition, published 21 July 2009
2. Under wraps, Emily Waltz, Nature biotechnology, vol. 27, no 10 october 2009
3. Domingo JL. Toxicity studies of genetically modified plants: a review of the published literature. Crit Rev Food Sci Nutr. 2007;47(8):721-33. Review.
Zdjęcia pochodzą ze strony Międzynarodowej Koalicji dla Ochrony Polskiej Wsi (ICPPC), opublikowane za zgodą autorów. Zdjęcia przedstawiają sceny z wysłuchania publicznego w Sejmie RP w dniu 9.02.2010, w sprawie projektu ustawy Prawo o organizmach genetycznie zmodyfikowanych

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 2.5 Polska.




GMO: naukowcy na łasce koncernów, społeczeństwo na łasce mediów…
Oficjalna propaganda głosi, że GMO jest bezpieczne i zdrowe oraz dokładnie przebadane. Tymczasem naukowcy protestują, że nie wolno im prowadzić badań nad GMO. oO…
[...] http://www.doorg.info Dodaj do swoich ulubionych [...]
Wytłuściłabym zdanie :
“zasadniczo równoważne”, czyli takie same. Dzięki temu sprytnemu zabiegowi, dopuszczenie odmian GMO do obrotu nie wymaga przeprowadzenia klasycznych badań toksykologicznych,
Albowiem żywność GMO gdyby nie zawierała toksycznych substancji i nie była traktowana chemią , byłaba całkiem zdrowa i absolutnie nieszkodliwa. zabieg manipulacji genem nie wywołuje skutków szkodliwych.
tak twierdzą biolodzy molekularni. ja im wierzę.
Bardzo ważny i dobry artykuł.
Po wprowadzeniu żywności z GMO można powiedzieć, że będzie wielki wysyp alergii. Brak sprecyzowanych genów danej rośliny spowoduje “zwariowanie” układu immunologicznego. Już teraz jest problem z dużą ilością dodatków do produktów żywnościowych (np. chleb z mlekiem, ulepszaczami, dodawanie benzoasanów sodowych itp.). Dużo problemów będą miały osoby, które są uczulone i mogą dostać wstrząsu anafilaktycznego po zjedzeniu przykładowo jabłka z dodanym genem np. sezamu. I kto będzie za to odpowiadał???
Znowu bez zainteresowania PAP ani mediów ; Wspólne stanowisko naukowców ws ustawy o GMO – http://www.stopcodex.pl/2010/02/wspolne-stanowisko-naukowcow-ws-ustawy-o-gmo-fundacja-icppc/
Dużo luda na świecie, to i dużo żreć muszą. Taki świat, tfu tfu
Five-Year Ban on GMOs in Bulgaria http://www.organic-market.info/web/News_in_brief/Associations-Institutions/Bulgaria/176/178/0/7176.html
5-letni zakaz GMO w Bułgarii
Źródło: Agrolink
Komisja ds Środowiska i Wody Parlamentu Bułgarskiego podjęła decyzję o
5-letnim zakazie organizmów modyfikowanych genetycznie. * *Ostateczne
zatwierdzenie ustawy będzie przegłosowane przez Bułgarskie
Zgromadzenie Narodowe w drugim czytaniu zaplanowanym w tym tygodniu.
Zakaz jest następstwem dwumiesięcznych protestów rolników, organizacji
pozarządowych, konsumentów i grup matek, zorganizowanych w pięciu
miastach kraju: Sofia, Ruse, Varna, Plovdiv i Veliko Tarnovo. Ponad 15
tysięcy podpisów zebrano pod petycją “Bułgaria wolna od GMO” i kolejne
5 tysięcy podpisów pod żądaniem zakazu uprawy kukurydzy MON810.
Premier Boiko Borisov otrzymał 2 tysiące pocztówek namalowanych przez
dzieci apelujące, by zachować Bułgarię wolną od GMO.
Komisja ds Środowiska i Wody zaakceptowała nowy tekst ustawy o GMO,
uwzględniający propozycje organizacji pozarządowych, np.: żądanie
posiadaczy i dzierżawców gruntów rolnych znajdujących się w otoczeniu
gospodarstw uprawiających rośliny GMO, żeby ich zgoda była konieczna
do uprawy roślin GMO oraz obowiązek zachowania większych odległości
pól z uprawami GMO od pól sąsiadujących.
“Podejmując decyzję o zakazie uprawy roślin GMO w Bułgarii,
Zgromadzenie Narodowe pokazało, że słucha żądań obywateli Bułgarii.
Olbrzymie zainteresowanie zademonstrowane przez obywateli i media w
Bułgarii zwiększyło poziom wiedzy o roślinach modyfikowanych
genetycznie i od tej pory ludzie będą bardzo dokładnie śledzić każdy
polityczny krok w dziedzinie inżynierii genetycznej. Teraz wątpliwości
budzi rozbieżność polityczna związana z decyzją odmowy wsparcia
rolnictwa ekologicznego przez Ministerstwo Rolnictwa” – powiedziała
Svetla Nikolova, przewodnicząca Agrolink.
Ad. Ossad.
Polemizowałbym z tezą, że GMO wychodzi naprzeciw ogromnemu zapotrzebowaniu na żywność, raczej wychodzi naprzeciw ogromnemu zapotrzebowaniu na zyski.
Uzasadnienie tezy?
Zmodyfikowany genetycznie hormon wzrostu ( http://en.wikipedia.org/wiki/Bovine_somatotropin ) , który zwiększa u krów produkcję mleka. To dosyć prosta (w teorii) metoda, wymusza się na krowach aby utrzymywały podwyższoną wydolność jaką naturalnie posiadają gdy karmią cielaka. Natura tak to wymyśliła by taka aktywność była okresowa, chciwi producenci wolą by dawała mleko w ten sposób przez okrągłe 12 m-cy na rok. Pojawiają się oczywiście kłopoty takiej wymuszonej nadprodukcji, więc krowy faszeruje się antybiotykami… (“jesteśmy gotowi, ponieść ten ciężar, że wielu z was… konsumentów zginie” albo straci odporność na antybiotyki)… a wszystko to gdy UE narzuca rolnikom limity na mleko by nie produkowali go więcej.
[...] Drugie info odnośnie GMO. Oficjalna propaganda głosi, że GMO jest bezpieczne i zdrowe oraz dokładnie przebadane. Tymczasem naukowcy protestują, że nie wolno im prowadzić badań nad GMO. W polskim Sejmie trwają prace nad rządowym projektem ustawy “Prawo o organizmach genetycznie zmodyfikowanych”, trwa też społeczna debata. Konsumenci są sceptyczni, naukowcy akcentują potrzebę stosowania się do zasady przezorności (ang. precautionary principle), rolnicy tradycyjni i ekologiczni martwią się o swoją przyszłość. Za uprawami GMO opowiadają się wielkoprzemysłowe organizacje producenckie i niektórzy biotechnolodzy – wspierani bardzo silnie przez tak zwane “opiniotwórcze” media. Całość na doorg.info [...]
[...] Katarzyna Lisowska – GMO: naukowcy na łasce koncernów, społeczeństwo na łasce mediów [...]
Ignorowanie opinii naukowców w kwestii GMO jest totalną bezmyślnością. Szczególnie że zmodyfikowane rośliny są silniejsze, zatem mają ogromną szansę po prostu wypchnąć rośliny tradycyjne. Potem ludzie zaczną chorować z powodu toksycznych środków, chroniących gmo przed szkodnikami i nawet jeśli wtedy urzędy odpowiedzialne za ochronę ludzi przed tego typu sytuacjami zaczną wreszcie poważnie wykonywać swoją pracę, to może być już zwyczajnie za późno na odtworzenie nieszkodliwego dla nas ekosystemu.
Totalnie nie rozumiem, jak producenci gmo mogą dyktować naukowcom warunki i ograniczać realne badania. To jest chore. Nie dlatego, że oni tego próbują, ale dlatego, że im się to umożliwia.