Katarzyna Lisowska

Genetycznie modyfikowana informacja “made by PAP”

KonferencjaW poniedziałek 8 lutego w siedzibie PAP w Warszawie odbyła się konferencja prasowa zatytułowana “GMO – ustawowe oszustwo”, a we wtorek w Sejmie zorganizowano wysłuchanie publiczne w sprawie rządowego projektu ustawy “Prawo o organizmach genetycznie modyfikowanych”. Podczas konferencji wystąpiło czworo naukowców różnych specjalności, którzy nie zostawili suchej nitki na projekcie ustawy i na pomyśle komercyjnych upraw genetycznie modyfikowanych roślin na polskich polach. Przedstawiono  potencjalne zagrożenia dla zdrowia i dla środowiska, zagrożenia społeczne i ekonomiczne. Europoseł Janusz Wojciechowski przedstawił stan prawny tych krajów UE, które już wprowadziły zakazy upraw genetycznie modyfikowanych (m.in. Niemcy, Francja, Austria) – okazuje się, że Komisja Europejska nie ma żadnych mechanizmów prawnych, aby wprowadzić jakiekolwiek sankcje wobec tych krajów. Możliwość wprowadzenia zakazu upraw GMO w Polsce jest więc tylko kwestią woli politycznej rządu.

Tu można obejrzeć zapis całej konferencji http://www.polityczni.pl/gmo_,_ustawowe_oszustwo,audio,51,4650.html

Podczas wysłuchania publicznego w Sejmie było jeszcze więcej naukowców, którzy wyrażali się krytycznie o projekcie ustawy, która pod pretekstem realizacji ramowego stanowiska Rządu RP odnośnie GMO (“Polska dąży do tego, aby być krajem wolnym od GMO”) – zezwala na uprawy transgeniczne na polskich polach. Zastrzeżenia zgłaszali także przedstawiciele różnych organizacji pozarządowych i rolnicy. Po stronie zwolenników GMO wypowiadali się jedynie przedstawiciele rolnictwa wielkoprzemysłowego i przemysłu rolno-spożywczego.

Krótka relacja jest dostępna tutaj http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100209&typ=po&id=po42.txt

Ku zaskoczeniu uczestników obu tych wydarzeń, PAP zauważyła coś zupełnie innego. A za nią większość serwisów informacyjnych… Aż sie wierzyć nie chce. Tak jakbyśmy byli na dwóch różnych konferencjach prasowych i na dwóch różnych wysłuchaniach publicznych.

Napisałam do PAP prośbę o sprostowanie. Ciekawa jestem, z jakim skutkiem…

Szanowni Państwo,

Zwracam się z prośbą o sprostowanie informacji podanej przez PAP (patrz np. http://wiadomosci.onet.pl/2125644,16,ekolodzy_przeciw_zmianom_w_ustawie_o_gmo,item.html ) w notatce dotyczącej poniedziałkowej konferencji prasowej dotyczącej rządowego projektu ustawy Prawo o organizmach genetycznie zmodyfikowanych.

Pragnę zwrócić Państwa uwagę, że na konferencji prasowej wystąpiło troje profesorów i  jeden doktor habilitowany, będący specjalistami z zakresu biologii molekularnej, żywienia, hodowli zwierząt i ochrony środowiska. Naukowcy ci przedstawili merytoryczne uzasadnienie dla potrzeby zastosowania w polskim ustawodawstwie jak najdalej idącej ostrożności i przezorności w odniesieniu do komercyjnych upraw genetycznie zmodyfikowanych odmian roślin. Podczas konferencji zostało także przedstawione oficjalne stanowisko Komitetu Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk, który domaga się wprowadzenia 15-letniego moratorium na uprawy GMO w Polsce.

W świetle tych faktów, podanie przez Polską Agencję Prasową informacji zatytułowanej „Ekolodzy przeciw zmianom w ustawie o GMO”, w której 9 razy zostało użyte słowo „ekolodzy”, może być odebrane jako brak rzetelności dziennikarskiej. Taki tytuł notatki prasowej oraz sposób relacjonowania – z wyraźnym naciskiem na słowo „ekolog”, które jest postrzegane raczej pejoratywnie i kojarzone z aktywistami, a nie naukowcami i wiedzą ekspercką, odbieram osobiście jako manipulację i deprecjację. Jest to tym bardziej przykre, że temat jest ogromnej wagi, a ustawa, nad którą pracuje Parlament będzie miała bardzo poważny wpływ na polską gospodarkę, strukturę polskiego rolnictwa, a także – jak każą przypuszczać niektóre wyniki badań naukowych – na środowisko naturalne i zdrowie obywateli. Warto, aby dziennikarze mieli świadomość tych faktów i aby rzetelnie informowali społeczeństwo, a nie publikowali notatki, które sugerują, że problem jest nieistotny, a protesty czy zastrzeżenia zgłaszają jedynie jakieś marginalne czy nieprofesjonalne środowiska.

Poniżej podaję listę wykładowców zaproszonych na konferencję prasową przez jej organizatora, Koalicję Polska Wolna od GMO:

Prof. dr hab. Ewa Rembiałkowska SGGW – kierownik Zakładu Żywności Ekologicznej Wydziału Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji

Prof. dr hab. Tadeusz Żarski – kierownik Zakładu Higieny Zwierząt i Środowiska na SGGW

Prof. zw. dr hab. Ludwik Tomiałojć (Uniwersytet Wrocławski ) – wykładowca podstaw ochrony przyrody i zasady rozwoju zrównoważonego,  który przedstawił stanowisko Komitetu Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk

Doc. dr hab. Katarzyna Lisowska, biolog molekularny, pracownik Działu Badawczego Instytutu Onkologii w Gliwicach

Uprzejmie proszę o uzupełnienie notatki PAP o informację dotyczącą uczestników konferencji prasowej oraz o zmianę tytułu notatki prasowej. Proszę także o dopilnowanie, aby notatka ta została zaktualizowana w serwisach informacyjnych, które ją powtórzyły za PAP.

Z poważaniem,

Katarzyna Lisowska

Creative Commons License
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 2.5 Polska.

Fot. Grażyna Juskiewcz-Kłobukowska

Skomentowano 17 razy

  1. asen mówi:

    G.M.I. (ciekawe czy mają patent)

  2. Oto mętna odpowiedź PAP. Bez komentarza…

    Szanowna Pani,

    Bardzo dziękujemy za uwagi do naszych tekstów. Naszą intencją nie było
    obrażenie kogokolwiek. W rozumieniu redakcji, słowo “ekolog” w żadnym razie
    nie posiada znaczenia pejoratywnego, podobnie jak słowa “geolog”,
    “antropolog”, “socjolog” itp. Jeśli piszemy o aktywistach używamy po prostu
    słowa “aktywiści”.

    Biorąc pod uwagę zasady rządzące agencją, nie możemy sprostować informacji,
    w której nie popełniliśmy błędu merytorycznego, nie przekręciliśmy czyjejś
    wypowiedzi

    Proszę nam wierzyć, że naszą intencją nie było deprecjonowanie kogokolwiek
    ani jakiegokolwiek stanowiska. Przykro nam, że takie wrażenie Pani odniosła.

    Staramy się by informacje PAP były jak najbardziej rzetelne. Dbamy o to, by
    przedstawiać różne punkty widzenia. W konkretnym przypadku nie oceniamy, czy
    GMO jest zagrożeniem dla zdrowia lub, czy należy zakazać takich upraw w
    Polsce. Ograniczamy się jedynie do przedstawiania opinii i faktów
    przedstawianych przez strony sporu. Jednak ze względu na ograniczenia w
    wielkości teksu, musimy je przedstawiać syntetycznie, a wiele szczegółowych
    wątków po prostu pominąć. Proszę zauważyć, że w relacji z wysłuchania
    publicznego pominęliśmy także wiele głosów zwolenników GMO.

    To zrozumiałe, że autorowi – szczególnie osobie bardzo zaangażowanej w
    debatę publiczną trudno przyjąć, że jego słowa po prostu zostały pominięte w
    relacji, jednak tak się stało. Trudno w krótkim tekście przekazać całą treść
    wysłuchania publicznego.

    Proszę także nie oceniać PAP przez pryzmat jednej depeszy. Zapewniam Panią,
    że relacjonując kolejne dyskusje dotyczącą organizmów genetycznie
    modyfikowanych wyeksponujemy głos naukowców. Chcemy też skorzystać z Pani
    wiedzy na ten temat – uprzejmie proszę o podanie telefonu kontaktowego.

    Chętnie wykorzystamy materiały od Pani w przygotowanych co jakiś czas
    depeszach nie związanych z konkretnym wydarzeniem, a naświetlających jakiś
    problem. Są one nadawane w weekend i cieszą się dużym zainteresowaniem
    mediów – szczególnie elektronicznych.

    Naszym zamiarem nie było deprecjonowanie ani czyjejś pozycji naukowej, ani
    poglądów, ani żadnej ze stron tego dialogu. Jeszcze raz przepraszamy, jeśli
    Pani tak to odebrała.

    Dziennikarze PAP

    Anna Wysoczańska – rolnictwo

    Olek Główczewski – ekologia

  3. W informacji PAP (czytałem publikację w Onecie, do której jest podany link w artykule) ani razu nie zostało powiedziane, że uczestnicy konferencji (czyli ci protestujący ekolodzy) są naukowcami. A są to naukowcy, w dodatku specjalizujący się w dziedzinach mających bezpośredni związek z zagadnieniami GMO (co innego, gdyby byli to historycy czy astronomowie, nieprawdaż?). Tak więc ich głos jest głosem ludzi, którzy mają naukowe podstawy do wypowiadania się na ten temat. I to jest ważna informacja, która została przez Agencję przemilczana. Według mnie nie jest to rzetelne dziennikarstwo. Niestety.

  4. LWH mówi:

    Wystarczyło mi kilka kliknięć, żeby sprawdzić, że “naukowe podstawy” obiekcji prof. Rembiałkowskiej sprowadzają się do hiperścisłych kryteriów typu “gospodarstwa ekologiczne będą masowo bankrutować, kiedy wprowadzimu GMO”. To faktycznie nie jest ekobełkot. To jest nieudolna próba ochrony interesów grupowych kosztem naszego wspólnego dobra. Przed tym żaden tytuł niestety nie chroni. PAP górą. Nie chciało mi się sprawdzać innych utytuowanych. Lepiej nie wiedzieć. Autorka tego artykułu ma “gospodarstwo ekologiczne”, czy po prostu sobie ekobełkoci?

  5. Nie, PAP nie jest górą, ponieważ nie przekazał czytelnikom ważnej informacji, że wypowiadający się podczas konferencji prasowej to naukowcy.

  6. LWH mówi:

    http://www.youtube.com/watch?v=dywQw3gyvHc
    Proszę obejrzeć Panią Naukowiec. Naukowca obowiązują proste w gruncie rzeczy zasady. Franio może powiedzieć “brunetki są szczuplejsze od blondynek” (bo jego ciemnowłosa żona jest chuda). Naukowiec musi sformułować tezę i udowodnić ją naukowo oraz udostępnić procedurę badawczą, albo też powołać się na badania innych, wskazując konkretne źródło. Proszę zatem obejrzeć “Panią Naukowiec”, policzyć wysunięte tezy, twierdzenia, oskarżenia, w tym kuriozalne plotkarskie “oj co ona musiała przeżyć”. Proszę potem porównać uzyskaną liczbę z konkretami, cytatami, nazwiskami, faktami, badaniami, procedurami, dowodami – zero sztuk. To jest przerażająco chaotyczny magiel, a nie nauka, Pani Autor Artykułu, szkoda pióra, słowo.

  7. LWH mówi:

    @Maciej Lewandowski:
    Jestem skłonny uznać, że PAP nierozsądnie wystawiła się na atak. Jednocześnie nie jestem jednak przekonany, że ten brak jest inkryminowaną nierzetelnością.
    Dla jasności proponuję rozważenie przykładowej paraleli. Sytuacja: Iksiński, profesor Akademii Rolniczej w Błotkowicach sprzedaje zgniłą marchewkę na warzywniaku we wsi Bambetle.
    1. Wersja relacji, która satysfakcjonowałaby Autorkę Artykułu brzmiałaby: “Naukowcy z Błotkowic zalecają spożywanie zgniłej marchwi”.
    2. Wersja relacji, która bardziej do mnie przemawia: “Na warzywniaku we wsi Bambetle oszust wciska klientom zgniłą marchewkę. Smaczku sprawie dodaje fakt, że oszust ów legitymuje się tytułem profesora zdrowego żywienia”.
    Panie Macieju, tytuł niczego nie usprawiedliwia, tytuł zobowiązuje. Całkiem poważnie nie wiem, czy należy podpierać autorytetem tytułu osobę, która swoim subiektywizmem zaprzecza naukowości, czy raczej napiętnować ją tym tytułem jako okolicznością obciążającą. Tak więc, nie wiem czy autor był bardziej nieuczciwy niż rzetelny, czy też bardziej realistyczny i litościwy niż rzetelny.
    Z szacunkiem

  8. Zasadniczo LWH masz rację, ale wyobraźmy sobie, że na każdej (niekoniecznie naukowej, skoro przecie ktoś coś twierdzi to powinien mieć podstawy po temu, niezależnie od dziedziny życia) konferencji prasowej uczestnicy wszystkie tezy podpierają wywodem naukowym, bądź kilkoma uwiarygodnionymi źródłami, bądź badaniami…
    Są sytuacje w których trzeba się posłużyć pewnymi skrótami, pewne rzeczy pozostawić w domyśle, podać tylko wnioski, zaś udowodnienie słuszności postawionych tez pozostawić naukowym publikacjom. Domniemam, że zgromadzeni na konferencji prasowej naukowcy takowe publikacje posiadają w swoim dorobku, bądź są w stanie wskazać takie prace innych naukowców i tamże spełniają Twoje oczekiwania dotyczące dowodzenia przedstawionych na konferencji wniosków.

  9. @LWH:
    1. a propos “pani naukowiec” – tak już jest, że jak brakuje argumentów, sięga się po argumenty ad personam. Co właśnie uczyniłeś w swoich komentarzach.
    2. odnośnie “co ona przeżyła” – przeczytaj choćby artykuł w Nature (prestizowe czasopismo naukowe, IF powyżej 30), artykuł o tym, co spotyka naukowców, którzy odważą się publikować wyniko badań, świadczące o szkodliwym wpływie upraw GM na środowisko http://www.botanischergarten.ch/Discourse/Waltz-Battle-Field-Letters-2009.pdf Jeżeli uważasz, że to normalne i mieści się w kanonie “debaty naukowej”, a nie podpada pod brutalne działania potężengo lobby, to… widocznie mamy inne wyobrazenie o etyce w nauce
    3. Gdyby prof. Rembiałkowska wypowiedziała się językiem fachowym, to byś jej pewnie zarzucił, że mówi hermetycznym, niezrozumiałym slangiem naukowym. Tymczasem to był wywiad dla szerokiej publiczności, a nie wystąpienie na kongresie naukowym, stąd prosty przekaz skierowany do szerokiego grona odbiorców.
    4. Ochrona interesów rolników indywidualnych jest chyba jak najbardziej celem władz ustawodawczych. Czyżbyś uważał, że ustawy mają być tworzone pod dyktando i dla zabezpieczenia interesów połączonego lobby latyfundystów i koncernów agrochemicznych??? Bo ja myślałam, że chodzi o szeroko rozumiany interes społeczny…

  10. LWH mówi:

    @Katarzyna Lisowska
    Ad.1. Nie użyłem argumentu ad personam. Pokazałem tylko dowód, że osoba używająca tytułu naukowego może się zachowywać w pseudonaukowym wywiadzie jak w maglu. Naruszyła tam wszelkie zasady wypowiedzi naukowej. Dla poprawienia skuteczności manipulacji operator w tle umieścił laboratoryjny wystrój.
     Da się prostym językiem podać  konkretne wyniki badań, źródła, publikacje, nazwiska. Także (ad. 2.) nazwiska (i okoliczności) tej, co “oj co ona przeżyła”. Przykro mi, brak najprostszych faktów nie broni się w żaden sposób nawet podczas plotek przy kawie.  Tak już jest Katarzyno, że wiarygodność naukowca ocenia się na podstawie wiarygodności jego konkretnych wyników badań, a także oceny jego warsztatu naukowego na podstawie dostępnych publikacji. Stąd obowiązek publikowania wyników badań. Ad. 3. To także nie jest argument ad personam, mimo że odnosi się do mnie a nie do meritum. To po prostu nie jest żaden uczciwy argument i nawet w kategorii erystyki nader słabo się broni.  Ad 4. Po pierwsze nasza Pani Naukowiec nie jest specjalistą w dziedzinie polityki społecznej, więc tu jako profesor całkiem innej dziedziny może być oceniana raczej jako dyletant prezentujący osobiste poglądy socjalne. Rzecz w nauce byłaby NIESŁYCHANA. Po drugie nie wolno mylić kurtyny z kurtyzaną. Pani Naukowiec mówi tu o interesie GRUPOWYM (i tu ma rację) a NIE SPOŁECZNYM. Jednak interes grupowy ze swojej natury często bywa sprzeczny z interesem innych grup (np. konsumentów), czyli z dużym prawdopodobieństwem także z “interesem społecznym”. Tzw. “interes społeczny” wraz z “potężnymi lobby” i “latyfundystami” (z tekstu Katarzyny) są pojęciami, które zwolennicy niektórych konkretnych trendów politycznych, w istocie bardzo antyhumanistycznych, zwykli byli uważać za emocjonalnie nośne epitety. Dla mnie są to wyrażenia które z wielu względów warto traktować z dużą nieufnością i zawsze krzyczeć “sprawdzam”.  

    BTW. Nie sięgałem po analizę przedstawionych podczas wysłuchania publicznego argumentów naukowych, bo dyskusja na temat GMO toczy się tak naprawdę w sferze poglądów, a nie na płaszczyźnie twardej nauki. Jednak p. K.L. próbując zdezawuować moje uwagi ujawniła nie tylko własne poglądy na rozwój GMO, ale także domieszała do nich swoje poglądy społeczne i polityczne. Tym przypomniała, że faktyczną przyczyną oburzenia Autorki Artykułu (o którym już w komentarzach zapomniano) także był Jej subiektywny stosunek do Sprawy.
    Zatem niech i ja odniosę się także do tej sfery. Wysłuchałem zaleconego zapisu wideo. Dzięki za zachętę. Oś krytyki  (znacznie sensowniej prowadzonej, niż w przytoczonym przeze mnie wywiadzie) sprowadza się do twierdzenia, że “nie udowodniono całkowitego bezpieczeństwa GMO”. Stąd wyprowadza się wniosek, iż należy jej… zakazać. Tu już lepiej. Dzięki jasnemu sformułowaniu tej tezy łatwiej odsłonić manipulację, której się słusznie domyślałem. Uważam ją za zabieg nieuczciwy i sprzeczny z naszymi wspólnymi interesami. Hmmm, znów przykład kontrastujący:
    1. UDOWODNIONO NAUKOWO ZABÓJCZY WPŁYW SAMOCHODÓW NA ŻYCIE LUDZKIE. Wymiar tego wpływu jest hekatombą w porównaniu choćby z liczbą ofiar tzw. “ptasiej grypy”, a przecież ta ostatnia uzasadniła m.in. masowe ptakobójstwo (co na to etyka?). Zdobycie twardych dowodów zabójczego wpływu samochodów nie wymaga profesury. Wystarczy gimnazjum. Czy to powód, aby tytułami naukowymi uzasadniać “ustawę o zakazie motoryzacji” albo “o wprowadzeniu stref wolnych od samochodu”? Czy ktoś widział np. profesora medycyny, który z takiego powodu chrzani o korzyściach dla dorożkarzy oraz hodowców koni pociągowych i flekuje “lobby motoryzacyjne” forsujące produkcję samochodów??? I jeszcze interes dorożkarzy nazywa “interesem społecznym”?  Na Boga! Albo zakażmy produkcji samochodów, albo przestańmy kłamać, że dozwolone jest tylko to, w stosunku do czego udowodniono naukowo brak wad.
    Niestety – NIE, nie ma “albo”. Nie życzę sobie gmerania przy moim samochodzie. Jest mi niezbędny, mimo, iż wiem, że mogę w nim zginąć lub kogoś zabić!
     
    Przykład bliższy żywności? Proszę.

    2. Jestem wystarczająco, hmmm, dorosły, by pamiętać brednie “futurologów” sprzed dziesiątków lat, że w przyszłości (ta przyszłość jest dziś!) masowo wymrzemy (homo sapiens) z głodu. Były naukowe dowody. Rozmnażaliśmy się za szybko, a kukurydza za powoli. Na szczęście tylko Chińczycy zdołali przekuć te naukowe rozważania na przepisy prawa. Pani Katarzyno, przykro mi to powiedzieć, ale, nie wymarliśmy właśnie DZIĘKI NAWOZOM SZTUCZNYM I PESTYCYDOM! (no bo zwielokrotniły plony). A mają one naukowo udowodniony zły wpływ na organizmy żywe. Ten zły wpływ w przeciwieństwie do wpływu GMO rzeczywiście udowodniono naukowo! Gdyby wówczas uśmiercono rozwój pestycydów i nawozów, uśmiercono by z głodu miliony ludzi. Ot i taka etyka. Oczywiście “latyfundyści”,  ”lobby” i inni obszarnicy, kułacy oraz burżuje wciąż bogacą się na tym, że ja i Katarzyna mamy co jeść. Przy okazji dają zatrudnienie uciskanym chłopom. Co na to etyka?
    Więcej, dziś niektórzy zarabiają na tych zgubnych substancjach produkując i sprzedając żywność wolną od nich :-)
    Oczekuję od naukowców proaktywnego poszukiwania minimalizacji strat i maksymalizacji zysków z GMO.  Tych finansowych, tych społecznych i tych zdrowotnych. Nie oczekuję od nich rozpaczliwych prób uzasadnienia, że nie wolno nic zmieniać, bo “może być oj niedobrze”. GMO jest i będzie; niezależnie od obiekcji wielu mądrych i wielu głupich.
    To twierdzenie sprawdzalne mniej naukowo, a bardziej statystycznie na wszystkich innych wynalazkach (także tych niezdrowych). Polski Sejm tego w żadnym stopniu nie zmieni (proponuję wydrukować, schować i otworzyć za 10 lat, to jedyna znana mi metoda udowodnienia takiego twierdzenia).  
    Niszczenie maszyn tkackich zostawmy tkaczom z XIX-wiecznego Manchesteru. Nie mieli wyobraźni, nie chcieli się uczyć, niech im nawet będzie, że mieli dobrą wolę. Oni wymarli, a Katarzyna żyje i nosi maszynowo tkane bluzeczki. Zyskuje Ona, my wszyscy oraz burżuj wraz z robotnikiem (sorry za te “wyrazy”, ale “latyfundyści” zapłodnili mnie twórczo, że ooooooch). 
    Mam nadzieję, że dzięki regulacjom prawnym każdy będzie miał prawo wiedzieć, jakimi metodami zmodyfikowano mu śniadanie: selektywnym krzyżowaniem, genetycznymi manipulacjami w probówce, mikrofalą, patelnią, czy garnkiem z pokrywką.
    Czego i Katarzynie życzę tudzież idę sobie za pomocą mikrofali zmodyfikować strukturę białka wonnej kiełbaski. Ciekawe, co zostanie z DNA wieprzka, który dał jej początek. Oj chemio organiczna, po coś ty taka trudna?

  11. asen mówi:

    A ja oczekuję od naukowców, że będą posiadali możliwości prowadzenia badań w tak ważnym dla mnie kawałku jak żywność, także ta modyfikowana genetycznie. Oczekuję i nie przesądzam, że wyniki badań będą ogólnie dostępne.
    Nie rozumiem wielu spraw jak np. zmodyfikowanego genetycznie hormonu wzrostu, który zwiększa u krów produkcję mleka – gdy UE narzuca rolnikom limity na mleko by nie produkowali go więcej.

    Niemniej z mojego punktu widzenia, przeczytałem prawie całą książkę “Świat według Monsanto” i innym polecam jest zupełnie karygodne, że w sporze o GMO jedna strona odmawia drugiej prawa głosu, i trzymając w ręce wszystkie atuty chce rozdawać i tworzyć iluzję uczciwej rozgrywki.

    Każdy przedsiębiorca, głownie ci najmniejsi podlega kontroli, musi spełniać określona wymagania, by jego produkty zostały dopuszczone na rynek. Problem pojawia się jednak wtedy gdy producent dysponuje kapitałem wielokrotnie większym od instytucji, które są upoważnionego do kontrolowania go.

  12. Adrian mówi:

    Szanowny LWH, takiej demagogii już dawno nie czytałem, toż to czysty “bełkot” i odwracanie kota ogonem. Cóż to za porównania wpływu samochodów a GMO. Jest zasadnicza różnica – samochody zawsze można wycofać z produkcji w razie gdyby społeczność zdecydowała, że ta śmiercionośność z tym związana jest nie do przyjęcia. W przypadku wpuszczenia GMO, nie tylko nieznane są skutki oddziaływania na bioróżnorodność, a zatem powiązany system, w którym złamanie jednego ogniwa może się skończyć katastrofą ludzkości planety. Samochody zabijają z przyczyn mechanicznych i nieuwagi ludzkiej, lub innych niezależnych czynników. Wpływ negatywnych skutków samochodów jest znany i podparty naukowymi badaniami. Nijak tego demagogicznie nie można przyrównać do GMO, bo w tamtym przypadku jest więcej niejasności, a co najważniejsze raz wpuszczone do środowiska organizmy mogą mutować i zmienić całą strukturę w sposób nieprzewidywalny.

    Co to za argument i to negatywny , że ktoś prowadzi dyskusję na poglądy , a nie na naukowe badania? Przecież naukowe badania są formą poglądów. Można prowadzić naukowe badania czy Bóg istnieje czy tez nie, niektóre mogą być nawet ciekawe, ale nawet gdybyśmy i na te dyskutowali to niczego nimi ostatecznie nie udowodnimy, więc pozostanie nam tak czy owak dyskusja na “poglądy”. Podobnie w sprawie GMO nie jesteśmy w stanie naukowo prowadzić dyskusji, bo nie udowodnimy końcowo, czy grozi nam z tego powodu zagłada czy wielka szczęśliwość. natomiast pogląd o tym że lepiej być w takiej sprawie ostroznym + naukowo zebrane dotychczas dowody uprawdopodabniają tezę, że GMO doprowadzić może do destrukcji przyrodniczej.

    Jedyną osobą która tu manipuluje to Pan, manipuluje nie tylko innych , ale także sam siebie, przytaczając pseudofilozoficzne argumenty tylko po to by nakarmić ego własnej nieomylności i mądrości, więc sugeruję umiarkowanie korzystać z mikrofali bo jak pan słuszne zauwazył łatwo modyfikuje białka, ludzkie też…

  13. LWH mówi:

    @Adrian
    Każdy skutek ma swoje przyczyny. To truizm. Mój szacowny adwersarz niepotrzebnie używa zarzutu demagogii, bo jakże sam argumentuje?
    1. Zajął się tylko bardziej dla siebie wygodnym z moich przykładów – motoryzacji. Postawił  fałszywe twierdzenie, że istnieje taka “społeczność”, która jest władna zadecydować o jej (motoryzacji) zlikwidowaniu, “gdyby co”. Otóż nawet gdyby taka społeczność istniała istniała (nie daj Boże), to gdzież się podziewa?  I to jest odpowiedź na moje twierdzenie? Brzmi ono: nie wiemy, czy GMO kogokolwiek zabije, ani ilu zaszkodzi a ilu uratuje. Za to wiemy, że samochody zabijają. 
    Adrianie, samochody zabijają! Od setki lat. DZIŚ TEŻ. I jutro. Masowo. Ludzi i zwierzęta. I rośliny. Przytoczyć statystyki? Sam Waść przyznajesz, że to udowodnione. A pozostawionych przy życiu nieszczęśników samochody przyprawiają o mnóstwo chorób od hemoroidów do wieńcowej (z nadmiaru siedzenia i niedomiaru ruchu. Jest zatem tak, czy tylko mamy takie obawy (jak przy GMO)?. JEST! Dlaczego zatem nie likwidujemy motoryzacji? Pytam najpoważniej! I przecież Adrian twierdzi, że byłaby szansa. No – to zbrodnią jest jej nie wykorzystać. Jeżeli nie ma odpowiedzi, to apeluję o umiarkowanie w kwestiach o niebo mniej jednoznacznie szkodliwych i nie wiadomo czy śmiertelnych. Znaj proporcją.
    2. Moje zabiegi logiczne nie są demagogią, a tylko pokazywaniem na niewygodnych przykładach dwójmyślenia niektórych obrońców świata przed zagrożeniami”. Zabiegiem nieuczciwym jest stawianie własnej fałszywej tezy (że ja porównuję samochód z GMO oraz nie rozróżniam przyczyn śmierci w wypadku od przyczyn śmierci od GMO) po to, by sobie ją następnie pryncypialnie skrytykować i ogłosić pokonanie… mnie (?). Oczywiście samochody są tylko przykładzikiem. Znamy wiele przyczyn masowych śmierci, które to przyczyny teoretycznie można by było usunąć poprzez tworzenie sieci prawnych zakazów. Apelujęo odrobinę refleksji nad przyczynami, dla których “społeczność” ich nie usunęła metodą zakazania i o zastosowanie wyników przemyśleń do jednostkowego casusu GMO.
    3. Adrian “całkiem zapomniał” przejechać się po moich nawozach oraz pestycydach. Szkoda, bo: 
    3.1 Tam musiałby jawnie przyznać, że wprawdzie także są niewątpliwie szkodliwe,  jednakowoż ich likwidacja de facto oznaczałaby skazanie sporego procentu ludzkości na śmierć (głodową).
    3.2. Tam musiałby także zauważyć bliską paralelę do GMO, która podobnie jest dla nas, dla ludzkości nie tylko zagrożeniem (no jest!), ale także ogromną szansą.

    Wreszcie problem ostateczny. Celowo w poprzedniej wypowiedzi odszedłem od “nauki” w kierunku “poglądów” (uprzedziłem, nieprawdaż? :-) i – otrzymałem w prezencie to, o co mi chodziło:
    4. Naukowe badania NIE SĄ FORMĄ POGLĄDÓW. I kropka. Na ten temat nawet nie ma pola do dyskusji. Zaczęliśmy dyskusję od tego, kiedy wolno podpierać się tytułem oraz kiedy mamy do czynienia z “naukowymi badaniami”, a kiedy z “dyskusją o poglądach”. mam nadzieję, że Adrian już gotowego bigosu z wymieszanych “badań”, “dyskusji” i “poglądów” dodał jeszcze “wiarę” tylko po to, by przewrotnie zamknąć dyskusję bardzo jaskrawym rozróżnieniem. ALBO dowód naukowy, ALBO poglądy i wiara. Nigdy razem. Zaklęcie “badania” niczego tu nie mąci: badać można wszystko, co się chce i potrafi Sam fakt prowadzenia badań także niczego nie zmienia. Dokąd nie ma DOWODÓW naukowych – poruszamy się tylko w sferze WIARY lub POGLĄDÓW. Naukowcowi zaś stawiamy zadanie trudniejsze: każemy mu postawić formalną HIPOTEZĘ po to, aby naukowo można ją było próbować ZWERYFIKOWAĆ (negatywnie lub pozytywnie). 

    Na koniec – wracam do meritum (czyli: czy w Sejmie mówcy wystąpili jako naukowcy czy jako ekolodzy). W Sejmie mieliśmy tego dnia do czynienia z instytucją “publicznym wysłuchaniem”, a nie “przedstawieniem dowodów naukowych”. Sejm RP na dodatek nie jest i nie może być instytucją orzekającą o “prawdzie” a jedynie mechanizmem dochodzenia do społecznych kompromisów w sprawach poglądów. Autorka Artykułu właśnie tu próbowała nadinterpretacji i stąd moja wypowiedź rozróżniająca rolę posiadacza stopnia naukowego jako naukowca: prowadzenie badań i dostarczanie dowodów od roli tejże osoby jako ekologa (zaprezentowanie poglądów (własnych lub cudzych) reprezentujących ekologiczny punkt widzenia).

    Na koniec końców – szczerze zachwyciła mnie piękna figura stylistyczna Adriana, który jasno obnażył nie tyle moją argumentację, ile intencje. Chodzi o ustęp w którym  ”manipuluję sobą w ten sposób, że karmię ego własnej nieomylności i mądrości”.  Dzięki Waści za celną diagnozę. Dzięki także za mikrofalową przestrogę, choć tu – muszę się pochwalić – wykazuję podstawową przezorność. Właśnie dlatego nie trzymam głowy we włączonej mikrofali, by mi nie zmodyfikowała resztek neurobiałka. Ostatnia zaś modyfikacja białka mojego palca miała miejsce, kiedy jako nieuświadomiony malec włożyłem łapę w ekologiczną świeczkę.

    Tym też mikrofalowo-ekologicznym akcentem kończę mój udział w niniejszej DYSKUSJI O POGLĄDACH i jadę zabójczym samochodem po nawożone i chronione jarzynki (zapewnie sztucznie) na trującą sałatkę. Lobby obszarników twierdzi, że surówki są zdrowe. Nie ma zatem już dla mnie ratunku.
    Pozdrawiam adwersarzy i czytelników.

  14. asen mówi:

    Mam prośbę, napisz to samo w pięciu zadaniach. Świat pędzi zbyt szybko, żeby czytać elaboraty.

  15. Sztuka eleganckiej dyskusji zamiera. Nie pomagaj jej zabijać, Asen. Zatrzymaj się na chwilę, poczytaj, zamyśl się. Nie goń świata, niech sobie pędzi. :)

    Dyskutanci prowadzą tu ciekawy i – co ważne – wnoszący nowe treści dyskurs.

    No i trzeba przyznać rację LWH – nauka to zdecydowanie nie jest forma poglądów!
    Ale co do meritum jestem nieugięty – PAP powinna poinformować, że uczestnicy konferencji to naukowcy, których prace badawcze są związane z jej tematyką.

  16. asen mówi:

    Widzisz, ty umiesz napisać, żeby nie zanudzić.
    Ja też kocham dyskusję, ale jak to księgowy lubię, żeby ktoś wypunktował argumenty, bo inaczej nie potrafię ogarnąć wypowiedzi.

    Czy LWH przeszkadza czy nie, że produkty GMO nie są (i nie mogą być znakowane)?
    Czy fakt, że kilka krajów europejskich zakazało GMO nie powinien skłaniać nas do namysłu?
    Czy gruntowne badania, przeprowadzane na zlecenie rządów, a nie producentów byłyby dla niego cenne czy to niepotrzebne wyrzucanie państwowej kasy?
    Czy to aż tak spiskowa teoria, że ponadnarodowe korporacje, dysponujące milionowymi budżetami które stworzono aby zarabiały… że ich interes niekoniecznie idzie w parze z interesem konsumentów.
    To może tyle na początek.
    Dla rozrywki polecam reklamówkę Roundup firmy Monsanto ; http://www.youtube.com/watch?v=AY2ENmlfBeE

Skomentuj