zbigniew jankowski***

Psychopatia w amerykańskiej polityce

Psychopatia to zaburzenie struktury osobowości, które w najprostszych słowach można określić jako „uporczywe dążenie po trupach do celu”. Szacuje się, że przypadłość ta dotyka około 2-3% każdego społeczeństwa. Liczba ta jednak wydaje się poważnie zaniżona, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że psychiatria nigdy nie czyniła obiektem swoich zainteresowań najwyższych sfer zachodniego społeczeństwa. Okazuje się jednak, że jeśli dążymy po trupach do celu, a cel zostaje osiągnięty i oprócz władzy daje nam przywilej bezkarności, wówczas nie jesteśmy klasyfikowani jako psychopaci ale najczęściej jako wybitni ludzie sukcesu. Stąd zresztą idiomatyczne wyrażenie: „cel uświęca środki”.

Przy odrobinie wnikliwości każdy z nas jest w stanie zauważyć, że współczesne społeczeństwo przemysłowe stanowi hierarchię stworzoną i zarządzaną przez ludzi z silnymi zaburzeniami psychopatycznymi. Do tych zaburzeń zalicza się tzw. defekt emocjonalny polegający na braku odruchów moralnych i braku empatii (czyli umiejętności wyobrażenia sobie stanu emocjonalnego innych), skłonność do agresji, upośledzenie związków polegające na budowaniu relacji opartych na przydatności innych do własnych celów oraz zubożone życie psychiczne kompensowane przez narcyzm czyli umiłowanie siebie. Można by powiedzieć – podstawowy zestaw atrybutów osobowościowych każdego polityka, maklera giełdowego czy zarządcy korporacji. Wszystkie te skłonności są w istocie najbardziej charakterystycznymi wyróżnikami współczesnej kultury korporacyjnej, w której masowo indoktrynowani jesteśmy w duchu tzw. „pożytecznego egoizmu”, lingwistycznej perełki, jaka z pewnością nie uszłaby uwadze George’a Orwella.

„Idealną sytuacją dla każdego człowieka – tłumaczył kiedyś laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii James Buchanan – jest ta, która pozwala mu na pełną wolność działania przy jednoczesnym kontrolowaniu zachowania innych w celu wymuszenia posłuszeństwa na drodze do realizacji własnych pragnień. To znaczy, innymi słowy, każdy człowiek poszukuje władzy nad światem niewolników”.[1] Pozostawmy komentowanie tej wypowiedzi lekarzom i innej maści „ekspertom” i wyciągnijmy z niej tylko jedną oczywistą konkluzję: współczesna zachodnia kultura polityczna jest wytworem psychopatów.

400px-Brzezinski_1977Mało kto obnażał dolegliwości psychiczne amerykańskiej klasy politycznej w sposób bardziej wyrazisty i łatwiejszy do zdiagnozowania niż Zbigniew Brzeziński. W roku 1970 opisywał przyszłość Zachodu w erze technokracji w książce „Between Two Ages” słowami szokującymi każdego zdrowo myślącego mieszkańca planety: „nad społeczeństwem dominować będzie elita, (…) która, dla osiągnięcia swoich politycznych celów, nie będzie wzbraniać się przed stosowaniem najnowocześniejszych technik kształtowania publicznych zachowań i utrzymywania społeczeństwa pod ścisłą kontrolą i inwigilacją”.[2] W stwierdzeniu tym każdy myślący człowiek potrafi odczytać podstawowe symptomy psychopatii: nieumiejętność podporządkowania się normom społecznym, skłonność do kamuflażu, brak poczucia lęku i winy oraz chęć realizacji własnych, paranoicznych i niezrozumiałych dla innych celów z wykorzystaniem innych ludzi.

W 1973 r. na prywatną prośbę Davida Rockefellera Zbigniew Brzeziński przyczynił się do stworzenia elitarnej organizacji biznesowej o nazwie Komisja Trójstronna, której celem była integracja trzech regionów władzy gospodarczej tj. obszarów kontrolowanych przez wpływy japońskie, europejskie i amerykańskie pod wspólnym zarządem światowej elity przemysłowej.

Trzy lata później, gdy Ameryka obchodziła 200 rocznicę podpisania swojej historycznej deklaracji, mówiącej, że „wszyscy ludzie stworzeni są równymi”, grupa intelektualistów z Komisji Trójstronnej opublikowała raport zatytułowany „Zarządzanie Demokracjami”, w  którym otwarcie podważono fundamentalne ideały amerykańskiej rewolucji. Jeden fragment, poświęcony Stanom Zjednoczonym, pt. „The Democratic Distemper”, napisany został przez harwardzkiego politologa Samuela Huntingtona, który alarmował, że „w latach 60. byliśmy świadkami drastycznego wzrostu demokratycznego zaangażowania w Ameryce”. Wyrażał poważne zaniepokojenie faktem, że „nastąpił zauważalny wzrost świadomości politycznej wśród ludności czarnej, indiańskiej, meksykańskiej, białych grup etnicznych, studentów oraz kobiet, z których wszyscy jednoczyli się i organizowali w nowych strukturach…”, co – budząc zaniepokojenie establishmentu – prowadziło do „umacniania się idei równości jako celu w życiu społecznym, gospodarczym i politycznym”. „Istotą demokratycznego zaangażowania lat 60. – jak z przerażeniem podkreślał Huntington – było powszechne zagrożenie dla istniejącego systemu władzy”. Wyjaśniał dalej, że „skuteczne działanie demokratycznego systemu politycznego zazwyczaj wymaga pewnego stopnia zobojętnienia i braku zaangażowania ze strony jakiejś części ludności. W przeszłości w obrębie każdego demokratycznego społeczeństwa istniała mniejsza lub większa część populacji, która nie uczestniczyła aktywnie w polityce. Ten brak zaangażowania jest sam w sobie niedemokratyczny – przyznawał harwardzki politolog – jednak stanowi on jeden z czynników umożliwiających skuteczne funkcjonowanie demokracji”.[3] Podkreślmy jednak: demokracji urojonej w umysłach psychopatów, czyli demokracji zarządzanej przez elitę, której zależy na tym, abyśmy nie interesowali się polityką. Bo elita chce nami rządzić. Chce nad nami dominować i to za wszelką cenę, tak jak psychopaci, z pomocą wszelkich dostępnych środków, nie wyłączając kłamstwa ani przemocy. „Tajemnica i oszustwo są nieodłącznymi atrybutami rządzenia”, pisano w raporcie Komisji Trójstronnej.[4] Bo Zachód podbił świat dzięki „przewadze w stosowaniu zorganizowanej przemocy” [5] czyli dzięki zachowaniom identyfikowanym przez psychiatrów jako psychopatyczne, a charakteryzującym się brakiem odruchów moralnych i empatii, agresywnością, eksploatacją innych, gwałceniem norm społecznych oraz głębokim rasizmem, będącym specyficzną odmianą europejskiego narcyzmu.

W roku 1998 r. Zbigniew Brzeziński udzielił wywiadu redaktorowi francuskiego magazynu
Le Nouvel Observateur, w którym ze zdumiewającą szczerością ujawnił metody działania władz USA w przygotowaniu wojny w Afganistanie. „Zgodnie z oficjalną wersją historii – tłumaczył Brzeziński – pomoc CIA dla Mujahedinow [oskarżanych dziś przez Zachód o terroryzm] rozpoczęła się w latach 80., a wiec po tym, jak sowieci najechali na Afganistan 24.12.1979 r. Ale prawda, utrzymywana w tajemnicy do dzisiaj, wygląda zupełnie inaczej. – podkreślał wyraźnie wielki Zbig – W rzeczywistości to 3 lipca 1979 r. prezydent Carter podpisał pierwszy rozkaz tajnej pomocy dla przeciwników prosowieckiego reżimu w Kabulu. I tego samego dnia wystosowałem do prezydenta list, w którym wyjaśniałem, że moim zdaniem ta pomoc wywoła zbrojną interwencję sowiecką.”

Tak też się stało. Gdy Rosjanie jednak usprawiedliwiali się, że powodem rozpoczętej interwencji zbrojnej była chęć przeciwstawienia się tajnym operacjom USA w Afganistanie, „nikt temu nie wierzył. A jednak była to prawda” – kontynuował francuski redaktor, zadając Brzezińskiemu pytanie, czy „nie ma z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia”.

Na to intrygujące pytanie moralne Brzeziński odpowiedział ze zdziwieniem: „Skąd wyrzuty sumienia? Tajna operacja była przecież doskonałym pomysłem. Spowodowała, że Rosjanie zostali wciągnięci w pułapkę afgańską, a pan chce abym miał z tego powodu wyrzuty sumienia? (…) Mieliśmy wtedy sposobność dania Rosjanom ich wojny wietnamskiej. Przez blisko 10 lat Moskwa zmuszona była prowadzić wojnę, na którą nie było jej stać, wojnę, która spowodowała demoralizację i ostatecznie załamanie się sowieckiego imperium.”

”Ale nie ma pan wyrzutów sumienia – pytał z niedowierzaniem francuski dziennikarz – że wspieraliście islamski fundamentalizm, wysyłaliście broń i szkoliliście przyszłych terrorystów?” „Co jest ważniejsze dla historii świata? – odparł wielki globalista – talibowie czy upadek sowieckiego imperium? Jacyś zbuntowani muzułmanie czy liberalizacja Europy Środkowej i zakończenie zimnej wojny?”[6]

Rzeczywiście, cóż warte jest życie „jakichś tam muzułmanów” dla dążących po trupach do celu strategów, owładniętych paranoiczną wizją amerykańskiej dominacji nad światem. Sprowokowana w całkowitej tajemnicy przed zachodnim społeczeństwem i z pełnym zaangażowaniem rządu USA wojna, której rzekomo mieszkańcy Europy Wschodniej zawdzięczają swoją „wolność” – kosztowała życie ponad miliona obywateli Afganistanu, 5 milionów ludzi zmusiła do ucieczki do Pakistanu i Iranu, 2 miliony zmusiła do przesiedlenia w obrębie państwa. Jak podawały statystyki, 50% uchodźców całego świata w latach 80. stanowili Afgańczycy.[7] Ich państwo stało się też wtedy największym światowym producentem opium, z którego wytwarzana heroina służyła do finansowania tajnych operacji zbrojnych CIA, skutecznie skrywanych do dzisiaj przed opinią publiczną całego świata. Wtedy też powstała sponsorowana przez USA Al Kajda. I tak wyglądał rachunek m.in. za polską „wolność” wystawiony Afgańczykom przez naszego rodaka Zbigniewa Brzezińskiego, który niczego nie żałuje i dlatego nie może mieć też żadnych wyrzutów sumienia. Brak odruchów moralnych jest charakterystyczną cechą psychopatii.

Powinno być to już dla wszystkich jasne, że globalne interesy Stanów Zjednoczonych to prywatne rozgrywki biznesowe odizolowanych przez swe bogactwo od rzeczywistości najbardziej wpływowych kręgów amerykańskiego przemysłu, do których w XX w. należała dynastia Rockefellers. Przyczyniła się do powstania trzech prestiżowych organizacji, kreujących strategie polityczne dla świata: Council on Foreign Relations, Trilateral Commission i Bilderberg Group. Brzeziński, będący zaufanym strategiem Davida Rockefellera, należał do każdej z nich. Jego głównym zadaniem było planowanie konfliktów zbrojnych w obszarach o ważnym znaczeniu strategicznym dla Stanów Zjednoczonych. Świadczą o tym jego własne wypowiedzi publiczne, jak m.in. ta z 1979 r., kiedy przyznał w wywiadzie, że „zabiegał w Chinach o wspieranie Pol Pota” i „zachęcał Tajlandię do popierania [Czerwonych Khmerów]. (…) Pol Pot był odrażający. Nie moglibyśmy go popierać. Ale Chiny mogły”.[8]

Rozboje polityczne Stanów Zjednoczonych w Azji są do dziś przedmiotem niezrozumienia dla większości obywateli zachodnich demokracji, którzy dzięki doskonale zorganizowanym i kosztownym programom PR utrzymywani są w spokoju i zadowoleniu. David Rockefeller w swoich wspomnieniach wydanych w 2002 r. otwarcie podkreślał, że był gorącym zwolennikiem prowadzenia wojny w Wietnamie bo, jak przyznawał, „gdyby nie amerykańska interwencja, cała południowo-wschodnia Azja wpadłaby w sferę komunistycznej dominacji Chin”. Z dumą pisał jednak w tej samej książce, że w roku 1973 był „pierwszym amerykańskim bankierem, który w Chinach (…) podpisał porozumienie, czyniące Chase Manhattan Bank pierwszym amerykańskim bankiem, który nawiązał współpracę z Bankiem Chin”.[9] Jego bank wspomagał więc kredytami rozwój chińskiego przemysłu. Tego samego roku na łamach New York Times pisał, że „bez względu na koszty, jakich wymagała rewolucja chińska, widoczne są jej pozytywne efekty, nie tylko w budowie bardziej wydajnej i zaangażowanej administracji ale również w wytworzeniu wysokiego morale i realizacji celów społecznych. Ogólny postęp socjalny i ekonomiczny jest również zdumiewający… społeczny eksperyment w Chinach, jaki dokonał się pod wodzą przewodniczącego Mao jest jednym z najbardziej znaczących i pomyślnych w historii” – nauczał swój naród Rockefeller.[10]

Na przełomie XX i XXI w. elity przemysłowe przygotowywały się do Nowego Porządku Świata, na temat którego w 1995 r. na jednej z elitarnych konferencji w Fairmont Hotel w San Francisco, prowadzono pragmatyczne dyskusje zdominowane przez dwa enigmatyczne określenia: „20:80” i „tittytainment”. Według analiz, dokonanych na potrzeby przemysłu, w XXI w. światowy system ekonomiczny potrzebować będzie zaledwie 20% populacji świata by wydajnie funkcjonować. Pozostałe 80% stanowić będzie niezatrudniony i wykluczony z życia gospodarczego margines. „Tittytainment” (będący wykreowanym przez Brzezińskiego złożeniem słów „tits” i „entertainment”, czyli „cycki” i „rozrywka”) ma stanowić mechanizm kontroli i łagodzenia społecznych frustracji i protestów, jakich nie będzie można uniknąć w dalszym rozwoju cywilizacji przemysłowej. Brzeziński sugerował, że wykorzystując metody psychologiczne i fizyczne koniecznym będzie postępować ze społeczeństwem tak, by utrzymać je w letargicznym uśpieniu, podobnym do tego, w jakim podczas karmienia piersią pozostaje niemowlę. Oto do jakich zaburzeń prowadzi niczym nie skrępowana władza.[11]

Choć David Rockefeller z optymizmem podkreślał, że stojąc u progu „globalnej transformacji, potrzebujemy jedynie poważnego, światowego kryzysu, by narody zaakceptowały Nowy Porządek Świata”, organizacja tego przedsięwzięcia wymagała solidnego przygotowania. W książce „The Grand Chessboard” Brzeziński tłumaczył, że utrzymanie dominacji nad światem może wywołać falę sprzeciwu ze strony coraz bardziej zróżnicowanej kulturowo Ameryki, chyba że opinia publiczna zostanie postawiona w obliczu „poważnego i powszechnie odczuwalnego zagrożenia zewnętrznego”. I takim właśnie okazał się wkrótce światowy terroryzm zainicjowany teatralnym przedstawieniem 11 września. Technika stwarzania zagrożeń jest ważnym mechanizmem „imperialnej mobilizacji”, którą doskonale od lat promuje wielki mentor amerykańskiej geostrategii, a obecny doradca prezydenta Obamy. Kreśląc przyszłość głównego konfliktu skupił swoją uwagę na regionie Azji Środkowej, gdzie zlokalizowane są ostatnie znane, największe zasoby gazu ziemnego i ropy naftowej. Kontrola eksploatacji tych złóż stanowić ma centralny punkt uwagi amerykańskiej geostrategii politycznej i militarnej, której ostatecznym celem jest wywołanie konfliktu zbrojnego z udziałem Chin i Rosji. W książce dedykowanej swoim studentom, „by pomóc im kształtować przyszły świat”, Brzeziński zaprezentował ciekawy sposób widzenia rzeczywistości. Obracając mapę do góry nogami zaproponował uczniom, by „ze świeżym spojrzeniem” potraktowali kontynent azjatycki po prostu tak jak patrzy się na szachownicę, na której „rozegrana zostanie partia o globalną dominację”, w grze, w której, jak pisał, „Ameryka jest zbyt silna, by pozostać niezaangażowaną”.[12]

Na podstawie tej krótkiej opinii, wydanej przez głównego imperialnego stratega, można tylko wnioskować, że paranoiczne wyobrażenie swojej siły, któremu towarzyszy lęk przed jej utratą jest źródłem psychopatycznych zachowań. I to właśnie one są istotą naszej cywilizacyjnej udręki.

PRZYPISY________________________________
[1]  N. Chomsky, Powers and Prospects. Reflections on Human Nature and Social Order, South End Press, Boston, 1996, s. 78;
[2]  Z. Brzeziński cytowany w W. Engdahl, Seeds of Destruction. The Hidden Agenda of Genetic Manipulation, Global Research, 2007, s. 42, 40; użyte w książce Brzezińskiego, Between Two Ages. America’s Role in the Technetronic Era słowo ‘technetronic’ nie istnieje w języku polskim, charakteryzuje ono stosowanie technologii w powiązaniu z elektroniką do rozwiązywania problemów społecznych gospodarczych i politycznych;
[3]  S. Huntington cytowany w H. Zinn, A People’s History of the United States, Harper Collins Publishers, 2003, s. 558-560.
[4] Fragmenty dokumentów Komisji Trójstronnej, publikowane na stronach University of Colorado at Boulder, K.H. Lewis, Anxiety and Cynicism in the 1970s,  HYPERLINK “http://www.colorado.edu/AmStudies/lewis/2010/anxiety.htm” www.colorado.edu/AmStudies/lewis/2010/anxiety.htm
[5]  S. Huntington, The Clash of Civilizations and the Remaking of World Order, Simon and Schuster, 1996, s. 51;
[6] Z. Brzeziński w wywiadzie dla Le Nouvel Observateur, Paris, 15-21 January 1998, tłumaczenie angielskie dostępne na stronie:  HYPERLINK “http://www.globalresearch.ca/articles/BRZ110A.html” www.globalresearch.ca/articles/BRZ110A.html
[7] na podstawie wikipedia.org, „Soviet war in Afghanistan”;
[8] Z. Brzeziński cytowany w W. Blum, Państwo zła, Refleksje, Warszawa, 2003, s. 114, z art. Public Affairs, New York, 1998, s. 435.
[9] D. Rockefeller, Memoirs, Random Hause Trade Paperbacks, 2003, s. 332, 242.;
[10] D. Rockefeller, From a China Traveler, The New York Times, 10.8.1973, cytowany w D. Cuddy, Secret Records Revealed, Heartstone Publishing Ltd, 1999, s. 117-118;
[11] H.P. Martin & H. Schumann, The Global Trap: The Globalization and the Assault on Prosperity and Democracy, Zed Books London & New York, 1997, s. 1-4;
[12] Z. Brzeziński, The Grand Chessboard: American Primacy and its Geostrategic Imperatives, Basic Books, 1997, s. 125, 211.

Foto Brzezinski 1977 należy do domeny publicznej, źródło: Wikimedia Commons

Skomentowano 9 razy

  1. qadamo mówi:

    Gratuluję trzeciego już tekstu i dziękuję za zwrócenie uwagi kilka spraw, o których się “gdzieś słyszało”, jednak brakowało wiedzy i szczegółów, by dyskutować o nich szerzej.

  2. Artur mówi:

    Dopatrywać się odruchów moralnych u polityków, szczególnie tych, którzy naprawdę za “coś” odpowiadają? Dla mnie niedorzeczne… Skuteczny polityk – szczególnie wysoko postawiony w strukturach rządowych wielkiego mocarstwa – musi stosować się raczej do przykazań Machiavellego, niż chrześcijańskiego miłosierdzia. Musi być skuteczny, bo tego od niego wymaga racja stanu. Co więcej – może wcale nie być szczególnie zadowolony z tego, co musi robić – ale warunki zmuszają go do takiego, a nie innego zachowania.

    Z drugiej strony, autor niepotrzebnie miesza naukową czy publicystyczną pracę Brzezińskiego z jego funkcją w administracji Cartera.

    Teza jest tym bardziej naciągana, że autor nie ma żadnych dowodów na psychopatyczne skłonności wymienionych osób, nie zbadał bowiem ich osobistych relacji z rodziną, przyjaciółmi, współpracownikami.

    Wielka szkoda – bo artykuł zapowiadał się niezwykle interesująco…

    Pozdrawiam,
    Artur

  3. Torino mówi:

    Żałosny komentarz Artura demaskuje żenujący poziom edukacji politycznej wśród inteligencji, która przygotowana jest, dzięki swojemu systemowi kształcenia, do akceptowania i usprawiedliwiania wszelkiego kłamstwa, łajdactwa, zbrodni i matactw dokonywanych nieustannie przez elitę polityczną. Najwyraźniej jest to komentarz człowieka, który otarł się o wiedzę uniwersytecką – o Machiavellim i “racji stanu” nie naucza się przecież w szkołach podstawowych.
    Proszę zwrócić uwagę na to:
    Dopatrywanie się odruchów moralnych u polityków jest według niego “niedorzeczne”. Ocenianie Adolfa Hitlera pod kątem etyki jest więc niedorzecznością.. bo “służył on racji stanu”. Zwróćmy uwagę, że “racja stanu” to magiczne pojęcie, które pozwala inteligencji usprawiedliwiać niemal każdy czyn polityka, który z założenia owej “racji” służy. Innym takim słowem jest “pragmatyzm” (inne ciekawe słowo), który oznacza robienie wszystkiego, na co polityk ma ochotę i co służy jego interesom.

    Pan Artur również odkrywa, że “teza artykułu jest naciągana” bo “autor nie ma żadnych dowodów na to, że brzeziński jest jaki jest”. Bo to że zajmuje się organizacją konfliktów zbrojnych nie mówi nam o nim nic dopóki nie poznamy jego “życia prywatnego”. (ocena życia prywatnego, jest z tego wynika, najważniejszą rzeczą w ocenie postępowania osó publicznych – jakieś kuriozum logiczne!) Jeśli zatem Adolf Hitler były miły dla Ewy Braun to znaczy, że nie powinniśmy go żle oceniać, tym bardziej, że Adolf tak dobrze służył “racji stanu” i był taki pragmatyczny.
    No i pamiętajmy, że mieszanie naukowej pracy Hitlera z jego funkcją kanclerza jest absolutnie “niepotrzebne” – według logiki naszego komentatora Artura (??? sam nie rozumiem tego argumentu ale najwyraźniej dla Artura ma sens)
    Po takim komentarzu można tylko zadać pytanie, czemu służyć ma właściwie dyskusja publiczna? I jaka jest funkcja inteligenta w porządku społecznym?

  4. Artur mówi:

    Prawie umarłem ze śmiechu Panie Torino – przede wszystkim z Twojego nadęcia, ale i z zupełnie do niego nieprzystającej jakości “argumentów”… Po pierwsze jednak – daruj sobie chamskie wycieczki personalne i prymitywnie paternalistyczny ton, bo one więcej mówią o Tobie, Twojej edukacji i poziomie kultury osobistej, niż mój komentarz o mnie.

    Twoje zachowanie perfekcyjnie oddaje specyficzną logikę artykułu: wydajesz ostre sądy na podstawie zaledwie bardzo niewyraźnych poszlak; bardzo to łatwe i przyjemne. Jak coś nie pasuje do tezy – ciach!, przycinamy i już jest okej. (Swoją drogą, czy jesteś autorem tego artykułu?).

    W kwestii Twojego komentarza:

    Ja – w odróżnieniu Ciebie – nie żyję w czarno-białym świecie własnych iluzji i chatek z piernika. Nie doszukuję się moralności tam gdzie jej nie ma, nigdy nie było i nie będzie. Tak więc, Torino, gdybyś umiał czytać ze zrozumieniem, to na pewno zauważyłbyś, że w moim komentarzu nie było nic o ocenianiu polityków pod względem etycznym tylko co najwyżej o tym, że nie ma co się dopatrywać w ich działaniach odruchów moralnych. I nie ma w tej myśli nic odkrywczego – autor artykułu zresztą z nią się zgadza; daje jednak inne wyjaśnienie tego zjawiska: chorobę psychiczną. Ja twierdzę natomiast, że sama polityka i jej warunki sprawiają, że ludzie muszą zachowywać się tak, a nie inaczej. Tak – to znaczy nierzadko niemoralnie. Ci którzy się przystosują robią karierę w polityce, reszta odpada. Jestem zresztą przekonany, że nawet tak krystalicznie moralna osoba jak Ty, postawiona w miejscu dajmy na to takiego Brzezińskiego, musiałaby iść na kompromisy, także z własnymi przekonaniami i wcale nie musiałaby postępować tak, jakby sobie tego życzyła. Prawa jest taka, że łatwo jest oceniać innych wtedy, gdy sami nie jesteśmy w ich położeniu.

    Zważywszy na to, że nie zrozumiałeś mojego komentarza, nie miałoby sensu dalej odpowiadać – ale chyba warto, bo ktoś o podobnym poziomie umiejętności czytania ze zrozumieniem mógłby uznać, że masz rację. Otóż, Panie Torino, teza artykułu jest naciągana, bo na podstawie przytoczonych przez autora przykładów nie da się nawet podejrzewać Brzezińskiego o psychopatię. Jest to bowiem “defekt emocjonalny polegający na braku odruchów moralnych i braku empatii (…), skłonność do agresji, upośledzenie związków polegające na budowaniu relacji opartych na przydatności innych do własnych celów oraz zubożone życie psychiczne (…) narcyzm” (za autorem). O ile w ostateczności absolutysta moralny taki jak Ty mógłby stwierdzić, że autor podał przykłady popierające “brak odruchów moralnych”, to nie widzę w artykule żadnych tez potwierdzających pozostałe towarzyszące psychopatii objawy. Dlatego napisałem, że teza nie została udowodniona. Bo czy jeśli byłbym narcyzem, byłbym psychopatą? A jeśli uznałbym, że jesteś skłonny do agresji (słownej, bo słownej, ale można nagiąć to pod tezę, nieprawdaż?) – jesteś psychopatą?

    Co do “kuriozum logicznego”, to oczywiście tak przytoczona teza jest idiotyczna. Problem jest taki, że powstała ona w Pańskiej wyobraźni, bo ja – jeszcze raz to powtórzę – nie pisałem nic o ocenie etycznej działań polityków. Co najwyżej o tym, że na podstawie wątpliwych poszlak nie można kogoś nazwać psychopatą. To “lekka” różnica – ale po co się męczyć z niuansami i sensem wypowiedzi?

    Rozumiem, że nie ma dla Pana sensu argument o niemieszanie czyjejś naukowej pracy z jego działalnością polityczną – po prostu nie odróżnia Pan (tak jak i autor) różnicy między obserwatorem polityki (Brzeziński jako naukowiec czy publicysta), a osobą tworzącą politykę (doradca Cartera czy Obamy).

    Dlaczego zapytałem się, czy Torino i Z. Jankowski to jedna i ta sama osoba? Bo widzę te same zachowania, ten sam tok rozumowania i to samo niezrozumienie materii. Brak rozróżnienia obserwatora i podmiotu biorącego udział w danym działaniu oraz uznawanie, że każda wypowiedź musi być ocenna i na pewno zdradza zamiary jej autora widać także w artykule. Przykład pierwszy z brzegu: to, że Brzeziński pisał tak w 1970 r. nie oznacza, że on chciał aby tak było; opisywał tylko, jak jego zdaniem będzie wyglądał świat w przyszłości. Czy Orwell, który pisał podobnie, też był psychopatą, chcącym świata non-stop kontrolowanego przez władze? Czy jeśli lata później ZB pisał, że świat dąży do samoogłupienia poprzez durnawą rozrywkę, to oznacza, że on to pochwala? A tym bardziej – że on za tym stoi? (Ach, prawda, zapomniałem – Brzeziński pstryknął palcem i w tym momencie dwa samoloty wbiły się w WTC, więc czym dla niego jest zorganizowanie globalnego tittytainment). I wreszcie – czy jeśli piszę o tym, że politycy są zazwyczaj niemoralni bo wymaga tego od nich ich profesja, automatycznie daję im rozgrzeszenie? Oczywiście, że odpowiedź na każde z tych pytań brzmi: nie!

    Artur

    PS. Porównania ZB z Hitlerem – przez litość – nie skomentuję.
    PS 2. Jesteś ostatnią osobą, która może pytać o to, czemu służyć dyskusja publiczna – bo nie potrafisz utrzymać standardów, które nawet w zapyziałej Polsce uznawane są za minimum.

  5. Torino mówi:

    Czytając Twoje słowa nie mam najmniejszej wątpliwości , że wbrew temu, co o sobie sądzisz, żyjesz nie tylko w świecie iluzji, ale przede wszystkim w świecie permanentnego kłamstwa – które usilnie starasz się usprawiedliwiać swoim własnym nadmuchanym pseudointelektualnym cynizmem. Porównywanie komentatora politycznego Orwella do Brzezińskiego (aktywnego uczestnika tajnych, elitarnych stowarzyszeń politycznych jak Trilateral Commision czy Bildeberg Group czy Council on Foreign Relations) jest tego najlepszym dowodem.
    Czynienie z aktywnych i kreatywnych projektantów strategii politycznych (jak Hitler czy Brzeziński a bynajmniej nie Orwell) ich własnych ofiar jest oburzające. Bo jakkolwiek można zgodzić się z tym, że monarcha jest również do pewnego stopnia ofiarą systemu monarchistycznego, to nie można zgodzić się z tym, że jest on bezradny, niewinny a już na pewno nie święty.
    I pomimo iż tak bardzo ciebie śmieszyć może owo “chrześcijańskie miłosierdzie”, to, jako człowiek inteligentny, powinieneś zadać sobie wreszcie to fundamentalne pytanie, czy w zdrowym społeczeństwie człowiek powinien ponosić odpowiedzialność za przewidywalne konsekwencje swoich czynów czy też nie musi tego robić (z tonu twojej wypowiedzi można wnioskować, że niektórzy politycy nie muszą, bo Machiavelli dał im dyspensę). Jeżeli zgodzisz się ze mną, że jednak powinien, to musisz konsekwentnie uczyć się te czyny oceniać. Jeżeli natomiast nie chcesz podjąc się tego wysiłku, to oznacza tylko, że nie masz ochoty w zdrowym społeczeństwie żyć.

    I tylko w tym kontekście powinieneś oceniać wartość swego intelektu i jego kreatywne moce. Bo spostrzeżenie, że świat jest pełen zła a polityka jest brudna, nie jest, wbrew twoim machiavellistycznym deklaracjom ani odkrywcze ani szczególnie motywujące.

    Co do oceny polityka pod kątem skuteczności zamiast etyki (czyli tego tak śmieszącego ciebie “chrześcijańskiego miłosierdzia”) warto również zwrócić uwagę na bankructwo twojego toku rozumowania. Skoro: polityk, jak piszesz “może wcale nie być szczególnie zadowolony z tego, co musi robić – ale warunki zmuszają go do takiego, a nie innego zachowania”, czyli ze polityka jest “zła” bo pozbawia ludzi wolnego wyboru, to z jakich powodów mielibyśmy promować “skuteczność” w polityce. Rozumiem, że ty wolałbyś być ofiarą skutecznego mordercy. Ja akurat nie.
    Nie masz odwagi “komentować” ale Adolf Hitler jest przykładem jednego z najskuteczniejszych polityków w historii zachodniego kapitalizmu. I rzeczywiście trudno jest z nim konkurować, choć David Rockefeller i jego towarzysz Zbig mają również imponujące portfolio.

    PS. Porównanie ZB z Orwellem, zlituj się, jest kompromitujące i może być dokonane tylko i wyłącznie przez inteligenta, który potrafi “oddzielić teorię od praktyki” tego wybitnego wojennego stratega.

  6. Torino mówi:

    I jeszcze jedno: argument, że teza artykułu jest naciągana bo nie przedstawia wiarygodnej diagnozy medycznej jest, wybacz, absurdalny. Artykuł nie jest tekstem medycznym ale publicystycznym, próbą wbicia kija w mrowisko i przekazania kilku ważnych faktów, które starasz się ignorować i udawać, że są nieprawdziwe. Tylko twardogłowy inteligent nie jest w stanie tego zauważyć. A że prawda w oczy kole, to widać, słychać i czuć po tonie oburzenia i braku kontrargumentów.

  7. Artur mówi:

    Ech, ja o A, a ty o B. Naprawdę nie potrafisz czytać ze zrozumieniem??? Nadal nie potrafisz odpowiedzieć merytorycznie na żaden z moich argumentów co tylko potwierdza, że nie ma sensu dyskutować z Tobą. Jestem zwykłym internetowym prostakiem, który pod maską swojej arogancji i chamstwa ukrywa niewiedzę oraz brak podstawowych umiejętności przydatnych w dyskusji!

    Sorry, od kiedy to Grupa Bilderberg, Trilateral Commision czy CFR to tajne stowarzyszenia? W przypadku tych dwóch pierwszych tajne są co najwyżej obrady – a nawet jeśli, to co z tego? I co z tego, że ktoś tam uczestniczy w ich obradach? A CFR to zupełnie inna bajka!

    Nie robię z nikogo ofiar – zwracam tylko uwagę, że na decydentach ciąży większa presja, niż Ci się zdaje. Nie uważam także polityków za świętych, ani nie usprawiedliwiam ich działań – po prostu stwierdzam fakt, który każda osoba bez klapek na oczach wie od dawna. Tym bardziej – nie zwalniam ich od odpowiedzialności!

    Ręce opadają z tym, że to co napisałem nie jest odkrywcze. Ja rozumiem, że obecnie wielu ludziom ciężko jest zrozumieć coś dłuższego niż smsa, ale w takim razie po co odzywać się w portalowej dyskusji? Dla wyjaśnienia: nigdy nie twierdziłem, że jest to myśl odkrywcza, co najwyżej zwróciłem uwagę na fakt, że o braku moralności pisali już dawno temu. I nie ma co nad tym rozpaczać, bo tak było, jest i będzie.

    Czym innym jest oceniać etycznie, a czym innym na wpół medycznie. Autor miesza oba systemy i dorabia do własnej oceny etycznej nieprzekonującą podbudowę medyczną.

    W sprawie “bankructwa” – jak zwykle dodajesz swoją wybujałą interpretację do moich słów. Piszesz: “polityka jest “zła” bo pozbawia ludzi wolnego wyboru, to z jakich powodów mielibyśmy promować “skuteczność” w polityce”. A czy ja mówię, że powinniśmy ją promować. Nie! Co najwyżej to, że czy tego chcemy czy nie, w polityce ludzie nie zawsze moralni mają większe szanse, bo to akurat jest taka dziedzina życia ludzkiego, która wybitnie promuje jednostki potrafiące godzić się z własnym sumieniem.

    Różnica między mną a Tobą jest taka, że ja opisuję stan rzeczy (nie wdając się w jego moralno-etyczną ocenę), a Ty – jak wg Ciebie powinno być. Uwierz mi, jak też wolałbym by politycy byli moralni, na świecie nie było wojen, a pieniądze przeznaczane obecnie na zbrojenia szły na walkę z ubóstwem/. Ale świat taki nie jest i nie będzie – nie z powodu Brzezińskiego, Hitlera czy Pol Pota, tylko z powodu natury ludzkiej. I tyle – nie mam zamiaru siedzieć i płakać rzewnymi łzami, że wiatr wieje mi w oczy, a z nieba pada grad, bo to i tak nic nie zmieni.

    Tą życzeniowość widać właśnie w artykule i w Twojej żałosnej wypowiedzi dotyczącej publicystyki. Rozumiem, że wg Ciebie tekst publicystyczny rządzi się innymi prawami niż praca naukowa? Nie dziwne – w końcu jesteś zapewne fanem rozmaitych teorii spiskowych, więc brak argumentów w tekście i jego życzeniowość nie razi Cię po oczach. Gwarantuję Ci jednak, że są jeszcze w Polsce takie osoby, które wymagają od publicystyki prawdziwej argumentacji i logicznego wywodu. W tym artykule nie ma ani 1 ani 2. A jego jedynemu obrońcy brakuje poważnych kontrargumentów!

    Artur

    PS. Kompromitujące jest porównywanie Brzezińskiego czy Rockefellera do Hitlera. A w kwestii Orwella, to on też był w pewien sposób “wykonawcą” polityki – gdybyś znał jego biografię, to wiedziałbyś, że walczył po stronie republikańskiej w hiszpańskiej wojnie domowej i był lewicowym publicystą.

    PS. Z absurdów z artykułu – przekonanie o tym, że to Brzeziński wywołał wojnę w Afganistanie i jest autorem całego nieszczęścia tego kraju. Gdybyś znał historię tego państwa i jego społeczeństwo, to wiedziałbyś że interwencję wywołały walki wśród afgańskich komunistów. A Afgańczycy z pomocą USA czy bez niej i tak walczyliby z Rosjanami.

  8. Ψ
    Psychologia.XMC.PL Typy Cechy Osobowości Psychologia Manipulacja Zachowanie Ludzi…

    Poniższe video to eksperyment psychologiczny, który pokazuje zachowanie się człowieka w dwóch roznych sytuacjach. Z reszta, zobaczcie sami……

  9. MAX mówi:

    Pragnę tylko potwierdzić, iż na szczyty władzy mogą dojść ludzie o skłonnościach psychopatycznych i to władzy realnej, o wiele większej niż władza medialna, za którą kryje się władza manipulowania całymi systemami społecznymi. Znam to z autopsji. Wojen nie wywołują ludzie z pierwszych stron gazet.

Skomentuj