Ania
„Modern Rocking” czyli Chylińskiej „misterny plan, by nie patrzeć wstecz”
Skandal, wstyd, oszustwo – wołają powszechnie oburzeni fani Agnieszki Chylińskiej. Nie robią tego bez powodu – ich idolka zapowiadając powrót na muzyczny rynek z najnowszą płytą zapomniała bowiem uprzedzić, że wraca odświeżona nie tylko wizualnie, ale i dźwiękowo. Odświeżona? Raczej całkowicie odmieniona!
Za pierwsze jaskółki tej, dla wielu drastycznej, przemiany możemy uznać diametralną zmianę wizerunku, jaką zaprezentowała nam artystka w zeszłym roku, najpierw zgadzając się na udział w było nie było komercyjnym programie rozrywkowym, jakim jest TVN-owski „Mam talent”, a następnie jawiąc się w nim jako zadbana, kobieca i pewna siebie babeczka, która nadal operując soczystym językiem, nie bała się ukazać także swojej wrażliwej (płaczliwej) natury. Również promocja najnowszej odsłony gry komputerowej „The Sims”, której Chylińska stała się twarzą, po tym, jak wszem i wobec głosiła, że to dla niej najlepszy na świecie relaks, pokazała ją od strony niejako „domowej”, jako dobrą kumpelkę, która z zapałem opowiada, jak jej Simowie spędzają czas wolny, gdzie pracują i w kim aktualnie są zakochani. Chylińska powoli ze zbuntowanej dziewczyny, na widok której co świątobliwsze kołtunki najchętniej przeszłyby na drugą stronę ulicy, zmieniła się w fajną, nadal dosadną, ale o wiele mądrzejszą i spokojniejszą kobietę. I moim zdaniem, nie była to wcale taka nagła i niespodziewana zmiana. Ewolucja Agnieszki Chylińskiej trwała już bowiem od jakiegoś czasu.
Chociaż w wywiadach Chylińska od dawna podkreśla, że największy wpływ na zmianę jej stylu życia miało macierzyństwo, dzięki któremu dokonała przewartościowania pewnych spraw i uspokoiła się wewnętrznie, trudno zapomnieć, że pierwszym elementem wprowadzającym rewolucję w życie znanej, zbuntowanej, niestroniącej od alkoholu, dragów i imprez pokoncertowych rockmanki był rozpad zespołu, w którym piosenkarka zaistniała dla szerszej publiczności, i którego była najjaśniejszym punktem – grupy O.N.A. Wokalistka miała swoich wiernych fanów, którzy nawet po rozwiązaniu grupy, szczególnie w świetle dalszej kariery popowej jej założyciela – Grzegorza Skawińskiego, wiernie czekali na każdy jej koncert czy radiowy wywiad. Słynąca z ciętego języka, czy jak kto woli, niewyparzonej gęby, wokalistka udzielała często kontrowersyjnych wywiadów a to na temat branży muzycznej, a to na temat własnego życia intymnego. Po rozpadzie grupy w 2003 roku, artystka założyła swój własny zespół, sygnowany już jej nazwiskiem, z którym wydała tylko jedną płytę. „Winna”, chociaż znalazła nabywców wśród wiernych fanów O.N.A. i miłośników ostrej polskiej muzyki, nie zaskoczyła niczym nowym i przez świat muzyczny została przyjęta dość chłodno. Pięć lat przyszło więc czekać nam na nowy album Agnieszki. W tym czasie wokalistka nie próżnowała. Przede wszystkim dojrzewała wewnętrznie i zmieniała swoje życie. Owocem tych przemian jest chociażby, trzyletni już dzisiaj, synek Ryszard, którego wokalistka uwielbia, i o którym mogłaby rozmawiać bez końca. Jeśli chodzi o dosadny styl wypowiedzi Chylińskiej – ten nie zmienił się ani o jotę. Sama artystka podkreśla, że zdaje sobie sprawę z potrzeby powściągania języka przy synku, jednak nie potrafi i w sumie nie chce wyzbyć się zupełnie swoich językowych przyzwyczajeń. To tak jak z jej licznymi tatuażami – wspomnieniami burzliwej młodości, o których sama mówi, że kojarzą się ludziom z chamstwem i recydywą. Co nie znaczy, że zamierza się ich pozbyć. Jest jaka jest, wygląda, jak wygląda, i chociaż dojrzewa i zmienia się zarówno wewnętrznie, jak i zewnętrznie, nie ma najmniejszego zamiaru wypierać się przeszłości i tego kim była zanim urodziła dziecko – zbuntowana nastolatką, nieszczęśliwą i pełną kompleksów, wywrzaskującą swoje żale do świata. A jeśli dziś ktoś zada sobie trud poznania prawdziwej Agnieszki Chylińskiej przynajmniej się mile zaskoczy.
Wracając jednak do najnowszej płyty. Album „Modern Rocking” na półkach sklepów wylądował 23 października. Od jakiegoś czasu jednak mogliśmy słuchać piosenki zwiastującej to wydawnictwo. To właśnie „Nie mogę cię zapomnieć” stało się najgoręcej dyskutowanym wydarzeniem muzycznym wczesnej tegorocznej jesieni. Po Internecie rozlała się przede wszystkim fala miażdżącej krytyki. Zarzucano wokalistce, że się sprzedała, że poszła w kierunku szeroko rozumianej komercji i dyskotekowego chłamu. Na portalu Youtube pojawiały się oprócz obraźliwych wpisów, również gorące prośby o nawrócenie się wokalistki na cięższe brzmienie i o ponowne „bycie sobą” czyli zbuntowaną rockmanką z dawnych lat. Sama Chylińska takimi opiniami się nie przejmuje. Uważa, że nareszcie nagrała coś dla samej siebie, stworzyła płytę, na którą w danej chwili swojego życia miała ochotę i negatywne komentarze dotyczące jej nowej muzyki nie obchodzą jej w najmniejszym stopniu. Śpiewając o miłości i zawiązkach damsko-męskich (to właśnie słowo „kocham” pada w jej najnowszych tekstach chyba najczęściej) idealnie oddaje klimat, jaki aktualnie panuje w jej życiu – radość z przebywania z najbliższymi sobie osobami.
Początkowo mocno zaskoczone głosy powoli jednak zmieniają się w pełne zrozumienia, czy raczej mniejszego niedowierzania, opinie, gdy zaczęto kojarzyć ze sobą pewne fakty. Właściwie od początku pracy nad płytą wokalistka nie kryła, że produkcję swojej muzyki powierzyła Planowi B – duetowi producenckiemu, w skład którego wchodzą byli członkowie grupy Sistars, wcześniej trzymający pieczę nad ostatnią płytą Natalii Kukulskiej. Dość powszechnie cytuje się też stare wywiady artystki, w których Chylińska zwierza się ze swojej młodocianej miłości do Modern Talking i marzeń o wielkiej, szczęśliwej rodzinie. Wizerunek Agnieszki, odkąd zaczęła się pojawiać w ekipie jurorskiej „Mam talent” również uległ zmianie – w jej garderobie, oprócz nieśmiertelnej czerni, zaczęło się pojawiać sporo kolorów tęczy, a poobijane glany zostały zastąpione eleganckimi szpilkami nieraz na bardzo niebotycznych obcasach. Styl Chylińskiej nadal jest dość wyrazisty, jednak o wiele bardziej kobiecy i drapieżny, niż miało to miejsce jeszcze kilka lat temu.
Wraz z pojawianiem się kolejnych piosenek z „Modern Rocking”, „nowa” muzyka Chylińskiej przyjmowana jest coraz cieplej. Co bardziej liberalni fani ostrzejszego brzmienia oddychają z pewną ulgą przy „Niebie”, chociaż nadal wskazują na nie w pełni wykorzystane głosowe walory wokalistki. Moim zdaniem jest właśnie odwrotnie. Wokalistka wykonując muzykę taneczną udowadnia, że jej głos radzi sobie świetnie w różnorodnych tonacjach. Nie mogąc jedynie się wydzierać w tak wymagającej elektronicznej muzyce, Chylińska udowadnia, że i jej rockowy głos może być zdyscyplinowany, ustąpić pola bitom i pulsującym dźwiękom, gdy zachodzi taka potrzeba.
Sama płyta to dość spójny twór, który wykorzystując nowoczesne brzmienie i elektronikę, blisko stylu Reni Jusis, w bardzo ciekawy sposób prezentuje muzykę doskonałą do tańców, hulanek i swawoli. Ale też nie tylko i wyłącznie taneczne rytmy możemy tu znaleźć, sporo różnorodnych aranżacji sprawia, że towarzystwo tego wydawnictwa można uznać za pożądane również podczas spokojnych wieczorów z kieliszkiem wina w dłoni (a propos świetnych nostalgiczno-pulsujących utworów „Niebo” i „Zima”). Na pewno nastał koniec depresyjnej Chylińskiej. Sama wokalistka podkreśla, że szukający dawnej Agnieszki niechybnie się zawiodą i ostrzega: „tamtej dawnej mnie już nie będziesz miał” (piosenka otwierająca album – „Ostatnia łza”). Przyglądanie się tej płycie przez pryzmat poprzednich jej dokonań to największy błąd, jaki słuchacz może popełnić. Skupiając się na muzycznym tu i teraz Chylińskiej, przy płycie „Modern Rocking” po prostu się odprężamy i słuchamy kawałka dobrej muzyki. Może i nie ma tu żadnej dźwiękowej odkrywczości i świeżości brzmień. Jest za to klimat dobrej zabawy zmiksowanej z niezłymi tekstami dojrzałej i spełnionej kobiety. Jest dobrze.
Artykuł można również znaleźć w dziale Rozmaitości w serwisie akademiec.pl

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska





Jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy, z tekstów, jaki ostatnio się tu pojawił. Kongratulacje
Gorąco proponuję autorce tekstu zapoznać się chociażby z tegorocznym krążkiem Moderat, bo zestawianie wyrażenia ‘wymagająca elektronika’ z lokalnym, taśmowym produkcyjniakiem Planu B to jawna przesada, albo kompletny brak znajomości tematyki.
Mi szkoda jedynie niezłego wokalu, który oprawiony w odpowiednie warstwy dźwięków mógł zbudować naprawdę dobrą płytkę.
„Skandal, wstyd, oszustwo – wołają powszechnie oburzeni fani Agnieszki Chylińskiej”
Dołączam się do protestu.