Jack Vineyard
Wywrócona piramida
“Było by logicznym, dojść do wniosku że konsumowanie ziaren, szczególnie zawierających gluten, po prostu nie jest warte ryzyka, dając naszej kulturze niezliczone wyzwania zdrowotne i podatność na choroby”. – Nora T. Gedgaudas, Primal Body, Primal Mind, 2009
W 1992 roku, Amerykański departament rolnictwa (USDA) stworzył Piramidę Żywieniową, unikalny wzorzec tego co powinniśmy jeść każdego dnia i w jakich proporcjach. Wkrótce potem, te zalecenia rozeszły się po całym świecie, wchodząc do szkół i innych publicznych instytucji na całym świecie, także w Polsce.
Podstawą piramidy były produkty mączne (węglowodany) ze źródeł takich jak makarony, chleb, ryż, płatki i tym podobne. Drugą bazę piramidy stanowiły owoce i warzywa, trzecia baza składała się z mięsa i produktów mlecznych, a sam wierzchołek stanowiły tłuszcze i słodycze. Pomimo iż USDA uaktualnia swoją piramidę co pięć lat, niewiele zostało zmienione do tej pory. Poza tym, że mięso stało się najmniej pożądanym pożywieniem, stanowiąc sam wierzchołek, daleko w tyle za mlekiem.
Poza najszczerszymi wysiłkami Amerykańskiej Agencji Rolnictwa aby uczynić nas zdrowszymi, ta piramida została przewrócona i odtąd leży na boku. Pomimo najsilniejszych starań, owe zalecenia żywieniowe przedstawione przez wyżej wymienioną agencje, jak dotąd, nie przynoszą pozytywnych rezultatów. W społecznościach, w których została ona wprowadzona w życie najwcześniej, można zaobserwować szczególnie odwrotny skutek do zamierzonego. Wzrost zachorowalności na większość chorób cywilizacyjnych czy plaga otyłości – to bezpośredni skutek wyżej wymienionych zaleceń. Warto przy tym zwrócić uwagę na fakt, że zalecenia żywieniowe stworzyła Agencja Rolnictwa, a nie Agencja Żywności – chociaż różnica mogłaby wydawać się nieznaczna – to jednak zabiegi przemysłu rolniczego o utrzymanie dochodów mogą mieć niewiele wspólnego ze zdrowiem konsumentów. Niestety również ta sama agencja jest odpowiedzialna za rozpowszechnianie i podtrzymywanie mitu chorób wynikających ze spożycia cholesterolu, na które jak dotąd nie znaleziono naukowych dowodów. Również USDA jest winna wywołania u nas „fobii tłuszczowej”, bez podziału na rodzaje tłuszczów, powodując w konsekwencji większe spożycie produktów zbożowych.
Osobiście pamiętam, jak i większość moich rówieśników, te wielkie plakaty rozwieszone na szkolnych korytarzach, kiedy byliśmy jeszcze dziećmi. Rysunki przedstawiające pieczywo, makarony, ryż, kasze i inne produkty mączne, były tak duże, że nie sposób było pozbyć się tego obrazu sprzed oczu. Nie sposób było pamiętać, co jeszcze znalazło się w piramidzie. Nauczyciele nauczali nas tego amerykańskiego dobra, kiedy nasz wiek był jeszcze reprezentowany przez tylko jedną cyfrę. Czy jest możliwe nanieść w dorosłym życiu poprawki do obrazu zapamiętanego jako „wyznacznik” w czasie wczesnej młodości? I gdy na dodatek cały świat nie widzi w tym nic złego? Co takiego złego jest w tej piramidzie, co nas zabija i niszczy od ponad stu lat?
Pierwszym poważnym błędem, było wyrzucenie z naszej diety mięsa i ryb.
Podczas gdy dzisiaj mięso jest tylko smacznym dodatkiem do posiłku (szczególnie w krajach zachodnich), kiedyś zwykliśmy jadać diety skomponowane prawie wyłącznie z posiłków mięsnych.
Naukowcy odkryli, że nasze systemy trawienne wyewoluowały wraz z udomowieniem przez człowieka wilka. To oznacza, że systemy trawienne człowieka i psa są przystosowane do trawienia podobnego pokarmu. Jeśli jedlibyśmy diety skomponowane z cukrów i węglowodanów, jak to ma miejsce dzisiaj, prawdopodobnie nigdy nie stworzylibyśmy tej pięknej więzi z wilkami. Obecnie, nakukowcy spekulują, czy ludzie byliby w ogóle w stanie dojść tak daleko na ewolucyjnej ścieżce, gdyby nie udomowienie wilka. Dawno temu, przed wynalezieniem rolnictwa około 10 000 lat temu (2000 lat dla Europy), ludzie byli dobrymi myśliwymi ale tylko do pewnego stopnia. Nasze pożywienie, głównie duża zwierzyna taka jak bizon czy tur, do łatwych zdobyczy nie należała. Juliusz Cezar opisywał dziko żyjące tury, jako zwierzynę wielkości dorównującą słoniom! Stąd potrzebowaliśmy pomocy psów, w otaczaniu zdobyczy. Wilki są bardzo skuteczne w otaczaniu swojej ofiary, jednak nie są najlepszymi zabójcami. Czasami w naturze zajmuje im nawet kilka dni, zanim otoczona ofiara padnie z wyczerpania. Stąd, związek człowieka z psem, był bardzo korzystny dla obojga.
Podczas gdy Neandertalczycy, urodzeni myśliwi, byli mięsożerni prawie w stu procentach – Homo sapiens delektował się szerszą i bogatsza dietą, gdzie mięso stanowiło solidną podstawę żywieniową. Dziś wiemy to wszystko, dzięki badaniom izotopowym kolagenu kości szkieletów Neandertalczyków i ludzi z rodzaju Homo sapiens. Niektóre źródła sugerują nawet, wbrew mitom krążącym obecnie, że jedzenie diety bogatej w mięso obniża ryzyko zachorowalności na choroby serca. Po części mogło by to być prawdą, ale tylko w przypadku kiedy nasza dieta zawiera niewielkie ilości węglowodanów. Szerokie spożycie węglowodanów (produkty zbożowe, mączne, ziemniaki, kasze itd.), powoduje przesunięcie metaboliczne, powodując że organizm polega wyłącznie na energii z glikogenu (forma w jakiej nasz organizm przechowuje węglowodany). W tym przypadku, każdy tłuszcz, który dostanie się do naszego układu krążenia nie zostaje spalony na energię, lecz np. odkłada się w żyłach i tętnicach. Tak więc dieta mięsna, uboga w węglowodany powoduje, że nasz organizm wchodzi w stan „ketosis” – stan w którym tłuszcz przetwarzany jest na ketony, będące źródłem energii. Jest wiele kontrowersji krążących wokół ketosis w środowisku medycznym, uważa się bowiem, iż stan ketosis to skutek uboczny chronicznego głodu, spowodowany wyłączeniem węglowodanów z diety. Uważa się nawet, że jest to stan niebezpieczny dla życia i zdrowia. Wszystko to nie mogło by być prawdą, biorąc pod uwagę fakt, że na 500 000 lat ewolucji człowieka przypada Epoka Lodowcowa, gdzie jedynym źródłem pożywienia było mięso i tłuszcz. To samo ma się co do rodowitych amerykanów, plemion łowiecko-zbierackich żyjących ówcześnie, czy chociażby nawet Eskimosów. W XX wieku, pewien doktor-podróżnik, utknąwszy w lodzie wód północnych, wraz ze statkiem transportowym, został zmuszony do życia z Eskimosami. Żył jak oni, jadł i polował. Po wielu miesiącach powrócił i kontynuował swoją dietę opartą na jedzeniu pochodzenia zwierzęcego. Brał udział w wielu badaniach, gdzie jedno z nich wymagało pół rocznego życia w izolacji w jednym ze szpitali. Lekarze dawali mu niewielkie szanse przeżycia bez źródeł węglowodanów – lecz ku ich zdziwieniu doktor wyszedł po 6 miesiącach, wykazując zdumiewające zdrowie i wyniki badań krwi. W swojej biografii opisał życie pełne wigoru, dopóki nie ożenił się późną starością i był zmuszany przez swoją żonę do jedzenia konwencjonalnych wypieków i dań. Wkrótce potem zmarł.
W całej tej historii, należy pamiętać, że „chude mięso” tak bardzo popularne w dzisiejszych czasach, dla naszych przodków i wszystkich zwierząt mięsożernych są niesmacznym odpadem. Badania wykazały, że nasi przodkowie najpierw zadowalali się językami, mózgiem, organami i szpikiem kostnym, natomiast mięso traktowali jak pożywienie drugiej kategorii. (Jeśli spojrzeć na rozkład składników w tych organach, to są to najzdrowsze źródła wszystkich dobrych tłuszczów, potrzebnych człowiekowi). Również lwy karmione w zoo samym mięsem, szybko zapadają w chorobę i zdychają. Podróżnicy nazywali tą chorobę „chorobą króliczą” – od jedzenia wyłącznie chudego króliczego mięsa. Jest to śmiertelne zatrucie białkiem (białko w zbyt dużych ilościach jest toksyczne dla mózgu), powodowane brakiem węglowodanów lub tłuszczu w diecie. Kluczem do sukcesu doktora w XX wieku, naszych przodków, Eskimosów, Indian, Aborygenów oraz większości mięsożernych stworzeń na tej planecie – była konsumpcja organów (wątroba bogata w witaminę C, serca, żołądki) oraz tłuszczu.
Zadziwiającym jest również fakt, że białko zwierzęce okazuje się być w jakiś sposób ochronne dla serca. Ważnym jest aby zrozumieć, że białko które spożywamy, wpływa na jakość białka tworzących komórki naszego ciała. Na przykład, spożywanie mięsa zwierząt karmionych soją, przez ludzi uczulonych na soję, powoduje reakcje alergiczne. Ważne jest także, aby pamiętać, że białko pochodzenia mięsnego jest białkiem o najwyższej jakości i najlepszym profilu aminokwasowym. Białko, jako składnik budulcowy każdej komórki ciała, jest wymagane do naprawy zniszczonych tkanek w naszym ciele. Nasze komórki nieustannie się niszczą i odbudowują. Białko buduje każdą tkankę naszego ciała. Jest również wymagane do odpowiedniej pracy i gospodarki hormonów w naszym ciele, produkcji enzymów, podtrzymywaniu układu odpornościowego, wymianie czerwonych ciałek krwi i wielu innych ważnych funkcji. Niestety białko jest również najmniej obecnym składnikiem naszej diety. A mięso jest jednym z jego największych źródeł.
W tym przypadku powiedzenie, że „jesteś tym co jesz”, szczególnie wydaje się być prawdą. Jedząc mięso, budujesz chudą i szczupłą sylwetkę. Świat kulturystyki wydawał się być świadomy tego faktu dawno temu. Dlatego dzisiaj sportowcy jedzą dużo czerwonego mięsa i ryb. Nawet w czasach PRL, sportowcy dostawali większe przydziały mięsa rocznie niż reszta obywateli.
Pamiętaj również, ze ryby – zaszufladkowane przez USDA jako zło – są najtańszą i najpewniejszą polisą ubezpieczeniową na życie. Naukowcy badający nawyki żywieniowe Homo sapiens, odkryli, że nawet wśród tych żyjących głęboko w lądzie, dieta była obfita w ryby. (Zauważ, że ryba jest jednym z najważniejszych symboli w Biblii.)
Po przeczytaniu wszystkich tych informacji, możesz teraz się zastanawiać co takiego stało się z mięsem, że zostało ono okrzyknięte niezdrowym. Żeby to zrozumieć, musisz najpierw pojąć problem jaki przyszedł wraz z industrializacją świata. Coś, co zmieniło hodowle na zawsze. Otóż, zwierzęta hodowlane zaczęto – podobnie zresztą jak ludzi – karmić czymkolwiek co powodowało szybki wzrost, podczas gdy niskie koszty mogły zostać utrzymane. Mówimy o takich unowocześnieniach jak ziarna, soja, hormony i lekarstwa. Podane to wszystko, zwierzęta rosną szybciej, ale kompozycja i jakość ich ciał zmienia się drastycznie. W ten sposób, zwierzęta karmione bezwartościowym tuczącym pokarmem, są otyłe a mięso jest obdarte z minerałów. Zaklatkowane i zaboksowane, niezdolne do wolnego szukania pokarmu, jakość mięsa znacząco spadła. Każde mięso sprzedawane dzisiaj zawiera nienormalne ilości tłuszczu, zwykle nasyconego.
Jednak odrzucenie pokarmów mięsnych nie jest rozwiązaniem.
Zamiast tego, musisz nauczyć się rozróżniać jakość mięsa, na podstawie jego pochodzenia. Tutaj mały przewodnik:
Unikaj mięsa zwierząt tuczonych ziarnami, którym wstrzykiwano hormony i lekarstwa. (Niestety większość mięs na półkach od wejścia do Unii Europejskiej). Zawsze szukaj mięsa zwierząt karmionych trawą lub tych, które pasły się swobodnie na łące. Jeśli nie możesz znaleźć tego czego szukasz w lokalnych sklepach, przejrzyj internet. W Wielkiej Brytanii, (kraju gdzie mięso nie smakuje najlepiej), staje się bardzo popularnym zamawianie dziczyzny przez internet, gdzie ceny dorównują tym sklepowym. Również mięso oznaczone jako żywność ekologiczna (UK organic), oznacza że zwierzę było karmione pokarmem ekologicznym (co nie wyklucza ziaren). Pomimo iż zwierzę być może było szczęśliwsze jedząc ekologicznie, to jednak nie wnosi specjalnej wartości dla ciebie. Unikaj ryb hodowlanych, hodowanych w małych, zatrutych zbiornikach wodnych i rzekach. Pestycydy, metale ciężkie i chemikalia, które ryba przechowuje i gromadzi w swoim tłuszczu, są dla ludzi bardzo niebezpieczne. Odkładają się przez całe życie w twoim ciele, a ich dokładny wpływ na zdrowie jest jeszcze nie zbadany. Zawsze kupuj ryby złapane na dziko. I pamiętaj – im bardziej tłusta ryba – tym lepiej.
Drugi problem związany z piramidą – mleko i produkty mleczne.
Dzisiaj słyszymy tak często, że powinniśmy pić mleko aby utrzymać zdrowy system trawienny i mocne kości. (Odnośnie pierwszego twierdzenia, zachęcam do poczytania informacji na temat nie dopuszczenia reklamy Danone Actimel do telewizji w Wielkiej Brytanii, z powodu kłamstw).
Większość twierdzeń związanych z mlekiem, to zwykłe, tłuste kłamstwa, pchane naprzód przez przemysł mleczarski. Jak często widzisz chleb i mleko na liście zakupów? Zastanów się teraz, czy są to niezbędne do życia produkty, czy może efekt wychowania.
Jeśli zastanawiałeś się kiedykolwiek, jakim właściwie rodzajem zwierzęcia jest pospolita krowa – jest to udomowiony Tur. Było to dziko żyjące bydło zamieszkujące Europę. Jeden z opisów Tura, należy do Juliusza Cezara, wyraźnie zainspirowanego tym niezwykłym zwierzęciem. Z jego opisów wynika, że była to bestia niemal wielkości słonia, o brązowym umaszczeniu i imponujących ogromnych rogach. Kiedy ogląda się 550-cio letnią czaszkę tura, można zobaczyć jak bardzo zwierze to zmieniło swoje rozmiary poprzez udomowienie. Tur został również przedstawiony na jednym z najstarszych znanych ludzkości malowideł skalnych. Niestety, Tur został wytępiony poprzez polowanie do 1627 roku, po części dla rogów które w Europie były symbolem męstwa. W czasie drugiej wojny światowej, niemieccy naukowcy wspierani przez Hitlera, podjęli próby odtworzenia gatunku poprzez krzyżowanie odmian bydła z całego świata. Efekt został osiągnięty tylko w części, a bydło-efekt tych krzyżówek żyje obecnie na kilku angielskich farmach.
Tak więc, poza faktem, że gdyby nie udomowienie Tura i przeistoczenie go w krowę nie bylibyśmy w stanie pić dzisiaj mleka (wyobraź sobie dojenie rogatego Tura wielkości słonia), co jeszcze powoduje że mleko i jego produkty są dla nas niezdrowe?
Mleko, które przechodzi proces pasteryzacji (obecnie każde mleko w sprzedaży, dzięki Unii Europejskiej), jest obdarte z enzymów krytycznych do jego trawienia. Na dodatek każde mleko odtłuszczone, jest potencjalnie jeszcze bardziej szkodliwe, ponieważ tłuszcz również wspomaga jego trawienie. Z powodu, że krowom wstrzykuje się hormony wzrostu, niektóre z nich, jak IGF-1 przechodzą proces pasteryzacji i ludzki system trawienny, wchłaniając się prosto do krwiobiegu. (Obecnie więc, pojenie dzieci mlekiem można porównać do podawania im sterydów – rzeczywiście rosną szybciej!) Podwyższony hormon IGF-1 został powiązany ze wzrostem guzów i komórek rakowych. Nie ma wątpliwości co do tego, że pewien procent lekarstw i innych hormonów podawanych krowom, może zostać znaleziony w mleku.
Wychodząc naprzeciw opiniom, mówiącym o wysokiej zawartości wapnia w mleku, jest to tylko część prawdy. Jego właściwości wzmacniające kości to kolejne tłuste kłamstwo. Mleko, naturalnie bogate w fosfor, zapobiega wchłanianiu wapnia. Dodatkowo, nie zawiera ono więcej wapnia niż inne produkty spożywcze. Białko zawarte w mleku, zwiększa wydalanie wapnia z krwi poprzez nerki. To oznacza mniej wapnia, słabsze kości i niezbalansowaną dietę – również dla dzieci.
Mleko większości ssaków różni się od siebie w swojej kompozycji. Ludzkie mleko posiada unikalną kompozycję, bardzo różniącą się od tej w krowim mleku. Krowie mleko jest stworzone przez naturę dla rosnących roślinożernych cieląt, które posiadają nie jeden a dwa żołądki biorące udział w trawieniu. Jak wiadomo, my mamy tylko jeden, a jedyny okres naszego życia kiedy potrzebujemy mleka, kończy się po około roku niemowlęctwa.
Mleko powoduje biegunkę, skurcze mięśni, wzdęcia, gazy, krwawienie przewodu pokarmowego, anemię spowodowaną brakiem żelaza, wysypki, miażdżycę, zapalenie ucha środkowego u dzieci i trądzik – a to wszystko udowadnia jak nienaturalne i obce jest mleko dla naszego ciała. Mleko zostało także powiązane z cukrzycą, jako silny stymulant insuliny. Inne dolegliwości mocno powiązane z piciem mleka to reumatoidalne zapalenie stawów, bezpłodność i białaczka. Mleko podnosi także kwasowe środowisko w twoim organizmie, co może być niebezpieczne dla twoich organów. Interesująca jest także wrażliwość insuliny na mleko i jego produkty (najwyższe ze wszystkich rodzajów pożywienia), powiązane z otyłością i cukrzycą.
Zaskakująco, mleko nie zostało jeszcze przez wielu ludzi skojarzone z wielkim biznesem i pieniędzmi.
Ostatecznie, kiedy zbliżamy się ku podstawie piramidy, produkty zbożowe wydają się być niekwestionowanym pożywieniem krytycznym dla życia człowieka.
Jeśli to prawda, to w jaki sposób moglibyśmy przetrwać bez technologii, niezdolni do obróbki ziaren. Nie przetworzone ziarna, kiedy połknięte, zostają wydalone w nietkniętej, niezmienionej formie. Nasze organizmy nie potrafią ich trawić bez obróbki mechanicznej – co dowodzi, że węglowodany nie są dla nas głównym źródłem energii, z ewolucyjnego punktu widzenia. Według badać doktora Loren’a Cordain’a, ludzie wyewoluowali na diecie składającej się z 65% energii pochodzącej ze źródeł zwierzęcych, a tylko mniej niż 35% stanowiły rośliny. Nie były to jednak ziemniaki ani zboże. Nie bylibyśmy zwyczajnie w stanie zjeść tak dużo warzyw jak zaleca się nam dzisiaj, bo oznaczało by to jedzenie kilogramów roślin dziennie.
Co więcej, kiedy myślimy o zbożach, musimy mieć na uwadze ogromną różnicę pomiędzy produktami pełnoziarnistymi a przemielonymi. W kraju, gdzie powstał potwór USDA, zboże stanowią 24 procent dziennego spożycia, gdzie przerażające 85 procent z nich to mielone ziarno. Jaka jest więc różnica?
Proces mielenia ziarna na białą mąkę, obdziera ziarna z większości ich (i tak prawie nieobecnych) witamin i minerałów. Co pozostaje, to tylko puste kalorie. Krótko po Drugiej Wojnie Światowej, nawet Amerykański rząd zorientował się, że jedzenie białej mąki powoduje niedobór witamin. Aby obronić bazowej pozycji zboża w piramidzie, rząd amerykański wzbogacił mąkę marnymi pięcioma witaminami i minerałami. W międzyczasie, obróbka zuboża zboże o przynajmniej 18 witamin i minerałów. Modyfikując żywność, zamiast zmieniać diety i przyzwyczajenia żywieniowe, jest starą polityką rządu. To jest najlepszy dowód na to, że rząd nie działa w interesie konsumentów, ale przemysłu.
Jeśli myślisz więc teraz, że przejście na produkty pełnoziarniste rozwiąże problem, jesteś dopiero w połowie drogi. Żywność napakowana szybko wchłanialnymi węglowodanami (po angielsku starchy foods, starch = krochmal), taka jak mąka i produkty mączne, ryż, ziemniaki, kukurydza, kasze, grochy – pogarszają wchłanianie składników odżywczych (takich jak wapń, magnez, żelazo, witaminy z grupy B czy cynk). Dwa z nich – cynk i magnez oraz witamina B6, są najbardziej nieobecnymi składnikami w naszej diecie. Ale są one bardzo ważne dla zarówno kobiet jak i mężczyzn, wspomagają wypoczynek, sen i regeneracje. U mężczyzn, wspomagają produkcję spermy oraz testosteronu, oraz są bardzo cenionym suplementem diety wśród kulturystów siłowych.
Węglowodany są złe i niezdrowe w każdej ich formie. Jeśli typowa zachodnia dieta, zawiera około 60 procent energii pochodzącej ze zbóż, gdzie 85 procent są szybko-wchłanialne, oznacza to że nasza dieta zapewnia nic poza pustymi kaloriami. Szybki zastrzyk energii nie jest wystarczający aby utrzymać nasze ciała w zdrowiu przez długi czas, ponieważ potrzebujemy również tysięcy innych składników odżywczych. Co więcej, jeśli twoje ciało przyzwyczai się do funkcjonowania na węglowodanach, staje się wtedy prawie niemożliwe spalenie tkanki tłuszczowej. Stąd, tłuszcz obrasta wokół pasa i zatyka tętnice. Węglowodany mają także lekko uzależniający efekt, dlatego wielu z nas nie wyobraża sobie życia bez nich. Odwyk trwa zwykle kilka tygodni, a po tym czasie zmysł smaku zaczyna intuicyjnie odrzucać źródła węglowodanów. Powrót na dietę węglowodanową zwykle okazuje się niemożliwy, z powodu dokuczających dolegliwości (brak energii, uczucie senności a nawet symptomy choroby) i jeszcze szybszego nabierania na wadze.
Niestety nasze rządy są zbyt ślepe aby dostrzec prawdziwy problem związany z większością dzisiejszych chorób cywilizacyjnych, takich jak syndrom X (metabolic syndrome – jedno z najpowszechniejszych i najbardziej bagatelizowanych następstw chronicznie podwyższonej insuliny), cukrzycy, chorób serca, problemy układu krążenia, rak, osteoporoza i reumatyzm. Zamiast tego, uwzięto się na cholesterol krążący we krwi i zabroniono tłuszczu w jakiejkolwiek formie, pomimo tego, że obie koncepcje zostały dawno temu udowodnione jako nie prawdziwe. Główny problem leży w nadmiernej, chronicznej konsumpcji węglowodanów. Około 150 lat temu, ludzka dieta składała się z węglowodanów tylko w 10 procentach. Zwiększona konsumpcja zbóż przyszła dopiero wraz z industrialną rewolucją, jako odpowiedź na żywieniowe potrzeby mas ludzi pracujących w fabrykach i osiedlających się w miastach. Podobnie jak w przypadku mleka, rządowa opieka nad żywieniową bazą nie jest opieką nad konsumentem, ale zabiegiem dla podtrzymania przemysłu.
Cała Piramida Żywieniowa jest mocno zdeformowana od czubka, aż po podstawę. To jedna wielka pomyłka. Nie rozróżnia ona pożywienia na podstawie indeksu glikemicznego, ładunku glikemicznego, szybkości przyswajania, kwasowo zasadowego balansu, wpływu na insulinę czy zawartości błonnika. Można znaleźć wiele kontrowersji wśród naukowców na temat piramidy. Jest wiele profesjonalnych głosów krytykujących rządowe zalecenia, ale wszędobylny rząd krzyczy głośniej. Należy pamiętać, kto dzisiaj uczy większość specjalistów ich fachu. Być może za niedługo już nikt nie będzie pamiętał, jak powinna wyglądać nasza dieta, będą tylko nieskończone teorie diet odchudzających. Rządy kreują zalecenia dla nauczycieli, lekarzy – i nauczają nasze dzieci o jedzeniu. Zastraszeni profesjonaliści z pokolenia na pokolenie, pomagają rozprowadzać fałsz w naszym społeczeństwie.
Pozbawieni pysznych i odżywczych jaj, ryb, mięs, zdrowych i krytycznych dla funkcjonowania organizmu wielonienasyconych kwasów tłuszczowych, mamy gwarancję naszego upadku.
Bibliografia: – Loren Cordain, Joe Friel – Paleo Diet for Athletes ; – Kevin Vigilante, Mary Flynn – Low-Fat Lies ; – Ray V. Audette – Neanderthin: Eat like a caveman ; – Nora T. Gedgaudas – Primal Body, Primal Mind
Fotografie:
1. My Pyramid należy do domeny publicznej, źródło: Wikimedia Commons

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych 2.5 Polska





„… Twego wniosku, że gdyby przodkowie byli wegetarianami, to bylibyśmy mniej rozgarnięci. …” Fakty raczej to potwierdzają co mówię.
Do ok. 2,3 do 1,2 milionów lat temu istniał równolegle do „nas” Paranthropus – tzw. australopitek roślinożerny. Miał mniejsze kły od „naszej” linii rozwojowej i posługiwał się jedynie przypadkowo znalezionymi przedmiotami, jako narzędziami a „żarł” twarde roślinne części. Jego mózg przez ponad milion lat nie przyrósł jednak ani na jotę. W tym czasie „my” oszczepem zabijaliśmy go a doskonale obrobioną pałką rozbijaliśmy mu …
Używając dużych ilości tłuszczu z nasion do np. smażenia (szczególnie) i sałatek, zjadając dużą ilość takowych nasion w formie np. orzeszków, doprowadzamy do stosunku omega 6 do o. 3 – w diecie, do nawet 50 do 1 !
O ile dla dorosłych skończy się to „co najwyżej” rakiem sutka i depresją, to dla dziecka niedorozwojem umysłowym … (Obecnie uważa się, że dopuszczalny stosunek ww. tłuszczy w diecie to 5 : 1, a optymalny 3 : 1 a dawniej mówiono nawet o 1 : 1 !).
„… to, co mówią dziś o tym rzekomym strącaniu bizonów, mogą np. wyśmiać za 5 lat jako bzdury …”
Będzie trudno, bowiem wiemy ponad wszelką wątpliwość, iż:
„Liczba tych zwierząt w Kanadzie malała już na długo zanim na preriach pojawili się biali ludzie. Kiedy przybyli, zdumieli się marnotrawstwem, z jakim Indianie obchodzili się z bizonami. Wprawdzie nie było takiej części bizona, którą uważaliby za niejadalną, ale w praktyce jadali tylko GARBY, a czasem z kilku setek upolowanych zwierząt wycinali tylko ozory. Ich najczęstszym sposobem polowania było zaganianie bizonów do zagród (naturalnych, jak wąwozy, lub sztucznych) albo wpędzanie ich w przepaść. Antropomorfizujący Indianie polowali tak, jak wojowali — w zagrodach maczugami rozłupywali uwięzionym zwierzętom czaszki bez wyboru płci, wieku i przydatności do spożycia — aby nie uszedł ani jeden świadek klęski, który mógłby ostrzec innych. Z urwisk stada bizonów spadały w przepaść, pierwsze spychane przez następne i grzebane pod stosem ciał, aż Indianie mogli ruszyć na nie z nożami i siekierami. Jak wyglądało to „polowanie”, którego ofiarą padało czasem ponad tysiąc bizonów naraz, wskazuje obrazowa nazwa takiego urwiska — piskun, ,”głęboki kocioł krwi”. Jedno z takich urwisk w prowincji Alberta, zwane Head-Smashed-In Buffalo Jump, ma obecnie wysokość 12 m, a U JEGO PODNÓŻA ZALEGA WARSTWA KOŚCI GRUBA NA 10 M. Miejsce to zostało zaliczone przez UNESCO do obiektów dziedzictwa światowego i jest przeciwstawiane marnotrawstwu białych jako przykład „zrozumienia równowagi ekologicznej oraz ekonomicznego użytkowania zasobów”.
„Warto porównać, że William F. Cody („Buffalo Bili”), kiedy zaopatrywał armię budowniczych kolei Kansas Pacific, upolował 4280 bizonów w ciągu 18 miesięcy, co czyni 8 bizonów (średnio razem 1500 kg mięsa) dziennie (dzienna norma żywieniowa pracowników Kompanii Zatoki Hudsona wynosiła 1,2 kg mięsa [!!!]).”
„Przez Indian tylko część zwierzyny była zużywana — z reguły ponad jedna czwarta bizonów, leżących na samym spodzie, pozostawała nie ruszona. Ponieważ krowy ze względu na swe mięso, skóry i futra były cenniejsze od byków, często w zagrodach i piskunach sprawiano tylko je, gardząc zabitymi bykami. Na dodatek wiosną, „gdy cielęta w łonie są już dobrze pokryte futrem”, jak napisał świadek tego procederu, Indianie polowali na krowy dla nienarodzonych cieląt, które były ich przysmakiem [to a propos cielęciny, która jest rzekomym odpadem przemysłu mleczarskiego]. Metysi byli zdania, że było to „główną przyczyną zdziesiątkowania bizonów; POKOLENIA PRZESTAŁY ISTNIEĆ, ZANIM SIĘ NARODZIŁY, UMARŁY Z ZABITYMI MATKAMI”.
„Biali, którzy wiązali spadek liczebności bizonów z ich masowym zabijaniem, inaczej niż żyjący w symbiozie z naturą Indianie nie znali zasad funkcjonowania ekosystemu. Indianom było wiadome, że zasadnicze stada bizonów żyją na podziemnych preriach pod wielkimi jeziorami, i tylko ich nadwyżki wychodzą na powierzchnię przez jaskinie i źródła rzek. Niektórzy sami to widzieli albo znali takich, którzy widzieli. Ostatnio bizonów było faktycznie jakby mniej, ale należało tylko wywabić je na zewnątrz odpowiednimi szamańskimi rytuałami.”
„Jednak mimo starań szamanów, w 1878 r. bizony zniknęły z północnych prerii …”
Do obowiązków agentów rządu Kanady opiekujących się rezerwatami doszło rozdawanie wędek i nauka Indian prerii łowienia ryb …
„… Nadmiar sałaty nikomu jeszcze nie zaszkodził …”
CSPI ma tutaj inne zdanie; otóż ponoć możemy się wówczas (szczególnie tą ekologiczną sałatką na oborniku) zarazić np. E. coli, bo dżdżownice, deszcz – rozpryskujące się krople, owady i ptaszki …
… ale poważnie (bo CSPI to nie jest dla wielu poważna naukowa organizacja a raczej lobbystyczna – przemysłu zbożowego) – warzywa surowe warto jeść uzupełnione warzywami gotowanymi. Te pierwsze mają bowiem, oprócz wielu niepodważalnych zalet, także znaczną ilość czynników anty-żywieniowych, hamujących szczególnie wchłanianie protein („blokady proteolityczne”) i łatwo tracą przy obróbce mechanicznej witaminy (utlenianie – konieczna oliwa z oliwek najlepiej ograniczająca ten proces; rozkład przez, uwolnione ze zniszczonych struktur komórkowych, enzymy).
Nie mam nic przeciwko wegetarianizmowi i jego odmianom. Jest to jednak dość skomplikowana „technika żywieniowa” – trzeba, szczególnie dla dzieci, dobrze skomponować zwłaszcza aminokwasy ale i tłuszcze. Bo np.:
„Wim Riedel z Uniwersytetu z Maastricht opublikował na łamach „Brain, Behavoiur and Immunity” wyniki badań dotyczących wpływu poziomu tryptofanu na zdolności zapamiętywania i samopoczucie. Przebadano 27 ochotników, z których 16 miało w rodzinie osoby ze skłonnością do depresji. Uczestnikom eksperymentu obniżano poziom tryptofanu, a następnie testowano ich pamięć oraz nastrój. Okazało się, że zdolności pamięciowe spadły u wszystkich badanych, zaś w grupie uczestników, których krewni mieli skłonność do depresji, stwierdzono również jej objawy.”(www.depresja.pl).
Nie zapominajmy więc np. o bananach, czy żółtym serze w diecie dla dzieci wegetariańskich.
Unikajmy pieczywa z pełnego przemiału, bo okazuje się, że praktycznie wszystkie – całość tzw. otrębów, zawiera termooporne mykotoksyny (nie można ich usunąć bez karmelizacji). Ulegają one rozkładowi w żołądkach przeżuwaczy – w naszym, zwłaszcza najgroźniejsze patuliny i aflatoksyny, praktycznie wcale. A rakotwórczo działają one czasami w dawkach poniżej technicznych możliwości wykrywania !
W USA zrobiono badania: karmiono myszki zrównoważoną dietą, gdzie głównym składnikiem był chleb z pełnego przemiału renomowanych 3 firm, a „kontorlę” stanowiły myszki karmione dietą, gdzie głównym jej składnikiem była, uważana za bardzo „niezdrową” – polska kiełbasa (hi, hi, hi …). Pierwsze nie dożyły w 70% – ach, miesiąca (z padłych ok. 2/3 osobników wykazywało przy tym zmiany nowotworowe), kontrola dożyła w 99%-ach do 4 m-cy – końca badań. Badania wielokrotnie powtarzano z tym samym rezultatem …
Mleko krowie, czy jest szkodliwe?
I tak i nie. Chyba.
Jeśli popatrzymy na dietę Masajów to opiera się ona w (do) 80 %-ach na przetworzonym mleku krowim i to tym tłustym (7% tłuszczu – co ciekawe rasy prymitywne zawsze mają tłustsze mleko niż nowoczesne, np. HF), reszta to krew bydlęca. Do niedawno uważano, że Masajowie mimo tłustej diety nie chorują bo do 20 km dziennie wędrują. Jednak obecnie z przyczyn ekologicznych (Parki Narodowe z zakazem wypasu) i politycznych (granice) nawet do 9 m-cy w roku prowadzą osiadły tryb życia z ulubionym wylegiwaniem się przy słuchaniu wszechobecnego radia. Mimo to …
Także dieta tzw. kreteńska (największy odsetek stulatków na świecie żyje w populacji interioru tej wyspy) to przede wszystkim nie rybki a przeżuwacze i serki „fetopodobne”. Bardzo zdrowe jako dodatek, ryby w nadmiarze – główna pozycja diety, nawet nie skażone, często powodują niestrawności o nie do końca znanej jeszcze etiologii; oraz braki w tych mniej znanych a niedawno odkrytych, witaminach z grupy B-podobnych.
Diety koczowników to mleko kóz i krów i brak zawałów, miażdżyc. Dieta Mongołów, zdobywców połowy świata, to przetworzone mleko końskie … Miesiącami potrafili egzystować tylko na takiej diecie – galopowali a … w jukach ubijał się ser … Czy chorowali na niewydolność serca? Tego na pewno nie wiemy, wiemy natomiast, że próchnica zębów była im obca …
Warto wiedzieć też, że mleko u cielaka omija nieczynne w tym wieku przedżołądki (w pełni sprawne są one właściwie dopiero wtedy gdy ciele dorośnie) i trafia bezpośrednio do trawieńca, który praktycznie niczym nie różni się od naszego żołądka.
Więcej o zaletach pełnotłustego mleka i przetworów z niego, jest na „lobbystycznej” co prawda stronie, ale solidnie naukowo rozpisanej, tutaj: http://www.uwm.edu.pl/wnz/v3/fck_files/text/3.pdf.
Mleko szkodliwe jest wówczas gdy obniżamy w nim tłuszcz – te z poniżej 0,5% to już nieomal czysta trucizna … Białko z niego jest traktowane jako źródło energii przez nasz organizm. Pozostałości po takim metabolizmie to azotany, N-nitrozoaminy ale i mocznik, amoniak, nadmiar sodu itp. itd. …
P. S. No i oczywiście jeśli ktoś z nas dorosłych nie pił mleka świeżego przez kilka lat to nie ma enzymu laktazy, nie powinien więc go pić.
“… Nadmiar sałaty nikomu jeszcze nie zaszkodził …”
CSPI ma tutaj inne zdanie; otóż ponoć możemy się wówczas (szczególnie tą ekologiczną sałatką na oborniku) zarazić np. E. coli, bo dżdżownice, deszcz – rozpryskujące się krople, owady i ptaszki …
A KRÓLIKI?
A wyżej polecana „antymleczna” strona to w sporej części popis „antynauki”, i tego co nam się „zdroworozsądkowo” wydaje, i „czystych” manipulacji także a jakże.
Pierwszy lepszy przykład:
„W Afryce i Azji średnie BMI osób dorosłych wynosi 22-23, natomiast w Ameryce Północnej i Europie jest znacznie wyższe i plasuje się między 25 a 27 [WHO, 2006d].”
Po pierwsze dalsze stosowanie prymitywnego BMI (idiotycznego np. wobec sportowców), zakrawa na kpinę z metod naukowych …
II: w krajach Afryki i Azji średni wiek osób dorosłych to 20-30(maks.)-kilka lat a w krajach Europy nawet ponad 50. Znaczna część nadwagi jest więc naturalna – związana z wiekiem. W USA np. tempo wzrostu średniego wieku jest takie samo jak średniej wagi obywatela – starsi ludzie w sposób naturalny tracą centymetry w górę a zyskują w szerz.
… A teorii powstawania miażdżycy jest już aż 6 (obok lipidowej są to: inkrustacyjna, monoklonalna – nowotworowa, oksydacyjna – wolne rodniki, immunologiczna czyli zapalna – infekcyjna, czy jednolitej odpowiedzi na uraz). Także zaburzenia hormonalno-metaboliczne wynikłe np. z nadmiaru białka w diecie, mogą mieć tutaj dość istotny wpływ.
No i gdy ostatnio sprawdzono badania statystyczne z lat 60-tych leżące u podstawy „udowodnienia” teorii lipidowej, zauważono – okazało się, że „niepasujące” wyniki np. z Chile (dieta w ogóle uboga ale szczególnie w mięso i tłuszcze zwierzęce, a opierająca się na przetworach roślinnych – w tym ziaren; słabo „przerobionych” – mimo to duża ilość zawałów) i Holandii (dieta bardzo bogata w tłuszcze zwierzęce – słynne holenderskie masła i sery – mimo to – warzywa – mało zawałów) po prostu wyrzucono z bazy danych – za słabo by „straszyły” – wyłudzały „granty” na badania …
Oczywiście duża ilość cholesterolu we krwi sprzyja zawałom. Ostatnio jednak stwierdzono, że w każdym przypadku w płytkach miażdżycowych występuje (buduje je ?) bakteria Chlamydia pneumoniae – bardzo częsta także przy różnych silnych stanach zapalnych. Zauważono, że gdy występował chroniczny stan zapalny, to bez względu na dietę, nawet (zwłaszcza ?) u sportowców wyczynowych stwierdzano daleko posuniętą miażdżycę – niewydolność serca !!!
Podobnie okazało się z rzekomymi rakotwórczymi właściwościami czerwonego mięsa z amerykańskich befsztyków wołowych. Tutaj z kolei lobby klimatyczne (metan – to ten gaz cieplarniany „gorszy” nawet od CO2), chciało i chce ograniczyć hodowlę bydła …
Kończąc: ja pochodzę z rodziny „dotkniętej” licznymi zawałami.
Moja dieta wyglądała jednak – wbrew protestom mamy, zawsze tak: rano chleb z masłem i rzodkiewką (pycha !), lub owocami np. truskawką; zimą z dżemem, serem – ale wtedy – od czasu studiów zawsze – już bez masła, lub z samym masłem czy smalcem (z cebulką oczywiście !). Na obiad zupa (ulubiona – czerwony barszcz), ale ZAWSZE wbrew protestom rodziców – bez chleba (dzieci uparte są zdrowsze ?), który „wtryniała” Bóg wie po co, cała moja pracująca umysłowo rodzina; dalej „mięsko” (ulubione to tłuste bitki wołowe) ale dla mnie specjalnie niedosmażone (dziwne ale na wycieczce we Francji tylko ja jadłem pyszne „krwiste” befsztyki); no i też dla mnie specjalnie druga surówka zawsze z cebulą (skąd dziecko wiedziało o siarce, glikozydach i saponinach …) i oczywiście jak najczęściej buraczki najlepiej z chrzanem (… i wiedziało o odkwaszającym działaniu – na zakwaszające mięsa; warzyw korzeniowych ?), na kolację dużo owoców – wolałem śliwki, gruszki od jabłek (z jabłek najlepsze są ogryzki) czy cytrusów; i jajka sadzone na boczku, kiełbasie lub sam boczuś z oczywiście … cebulką (!) i bez chleba czy bułek naturalnie. Do mięsa i twarogu dużo ziołowych przypraw. Raz na kilka dni pyszne ciasto z owocami lub sernik, kilka razy na rok tort „okolicznościowy” … No i moja słabość „od zawsze” – cukierki i czekoladki: jadłem je często ale mało …
Po takiej (prawda, że dużo prostszej od wegetariańskiej ?) , od blisko 50 lat diecie (i raczej za biurkiem pracy), ciśnienie mam 110/75 (cholesterolu, lipidów, cukrów nie badam, bo po co) wagę ok. 67 kg przy 168 cm wzrostu …
„Cherry picking” ?
… A żałuję tylko tego, że na stołówkowym wikcie jadłem zbyt dużo chleba zwłaszcza wieczorem – zębów nie mam więc jak Masajowie …
A Masajowie jedzą naprawdę bardzo tłusto (ok. 5 tys. czysto „zwierzęcych” Kcal dziennie) – przy tym ci nie osiadli do końca: ZERO węglowodanów typu skrobia; ale i ZAWSZE bogate w saponiny, siarkę, glikozydy – „warzywa” ichnie:- korzonki, kapustę itp., owoce, ale jak trzeba to i korę czy inne „ziółka”).
No bo mięso chude jest tak samo szkodliwe jak chude mleko …
P.S. I jak tutaj się dziwić, że nasze świnie rasy „Złotnicka pstra” – jednej z ostatnich ras o marmurkowym mięsie, robią obecnie furorę np. w Niemczech ?
P.S. II … a w USA w MacDonaldzie zastanawiają się czy nie wrócić do smażenia frytek na łoju bydlęcym
P.S. III … Tłuszcze zwierzęce maja bowiem i tą zaletę, że szybciej ostrzegają nas („smrodkiem”) o zbyt wysokiej temperaturze smażenia (zwłaszcza propagowane przez dr G. Rusaka tzw. „sklarowane” masło) …
Bardzo rzeczowe wywody, smaczny. I wyważone. Świetnie się czyta.
Dieta Optymalna dr Kwaśniewskiego doskonale odpowiada wymogom naszego organizmu i sprzyja naszemu zdrowiu. Po prostu istniejącą piramidę należy przewrócić do góry nogami.