Jack Vineyard

Wywrócona piramida

Piramida Żywieniowa

Było by logicznym, dojść do wniosku że konsumowanie ziaren, szczególnie zawierających gluten, po prostu nie jest warte ryzyka, dając naszej kulturze niezliczone wyzwania zdrowotne i podatność na choroby. – Nora T. Gedgaudas, Primal Body, Primal Mind, 2009

W 1992 roku, Amerykański departament rolnictwa (USDA) stworzył Piramidę Żywieniową, unikalny wzorzec tego co powinniśmy jeść każdego dnia i w jakich proporcjach. Wkrótce potem, te zalecenia rozeszły się po całym świecie, wchodząc do szkół i innych publicznych instytucji na całym świecie, także w Polsce.

Podstawą piramidy były produkty mączne (węglowodany) ze źródeł takich jak makarony, chleb, ryż, płatki i tym podobne. Drugą bazę piramidy stanowiły owoce i warzywa, trzecia baza składała się z mięsa i produktów mlecznych, a sam wierzchołek stanowiły tłuszcze i słodycze. Pomimo iż USDA uaktualnia swoją piramidę co pięć lat, niewiele zostało zmienione do tej pory. Poza tym, że mięso stało się najmniej pożądanym pożywieniem, stanowiąc sam wierzchołek, daleko w tyle za mlekiem.

Poza najszczerszymi wysiłkami Amerykańskiej Agencji Rolnictwa aby uczynić nas zdrowszymi, ta piramida została przewrócona i odtąd leży na boku. Pomimo najsilniejszych starań, owe zalecenia żywieniowe przedstawione przez wyżej wymienioną agencje, jak dotąd, nie przynoszą pozytywnych rezultatów. W społecznościach, w których została ona wprowadzona w życie najwcześniej, można zaobserwować szczególnie odwrotny skutek do zamierzonego. Wzrost zachorowalności na większość chorób cywilizacyjnych czy plaga otyłości – to bezpośredni skutek wyżej wymienionych zaleceń. Warto przy tym zwrócić uwagę na fakt, że zalecenia żywieniowe stworzyła Agencja Rolnictwa, a nie Agencja Żywności – chociaż różnica mogłaby wydawać się nieznaczna – to jednak zabiegi przemysłu rolniczego o utrzymanie dochodów mogą mieć niewiele wspólnego ze zdrowiem konsumentów. Niestety również ta sama agencja jest odpowiedzialna za rozpowszechnianie i podtrzymywanie mitu chorób wynikających ze spożycia cholesterolu, na które jak dotąd nie znaleziono naukowych dowodów. Również USDA jest winna wywołania u nas „fobii tłuszczowej”, bez podziału na rodzaje tłuszczów, powodując w konsekwencji większe spożycie produktów zbożowych.

Osobiście pamiętam, jak i większość moich rówieśników, te wielkie plakaty rozwieszone na szkolnych korytarzach, kiedy byliśmy jeszcze dziećmi. Rysunki przedstawiające pieczywo, makarony, ryż, kasze i inne produkty mączne, były tak duże, że nie sposób było pozbyć się tego obrazu sprzed oczu. Nie sposób było pamiętać, co jeszcze znalazło się w piramidzie. Nauczyciele nauczali nas tego amerykańskiego dobra, kiedy nasz wiek był jeszcze reprezentowany przez tylko jedną cyfrę. Czy jest możliwe nanieść w dorosłym życiu poprawki do obrazu zapamiętanego jako „wyznacznik” w czasie wczesnej młodości? I gdy na dodatek cały świat nie widzi w tym nic złego? Co takiego złego jest w tej piramidzie, co nas zabija i niszczy od ponad stu lat?

Pierwszym poważnym błędem, było wyrzucenie z naszej diety mięsa i ryb.

Podczas gdy dzisiaj mięso jest tylko smacznym dodatkiem do posiłku (szczególnie w krajach zachodnich), kiedyś zwykliśmy jadać diety skomponowane prawie wyłącznie z posiłków mięsnych.

Naukowcy odkryli, że nasze systemy trawienne wyewoluowały wraz z udomowieniem przez człowieka wilka. To oznacza, że systemy trawienne człowieka i psa są przystosowane do trawienia podobnego pokarmu. Jeśli jedlibyśmy diety skomponowane z cukrów i węglowodanów, jak to ma miejsce dzisiaj, prawdopodobnie nigdy nie stworzylibyśmy tej pięknej więzi z wilkami. Obecnie, nakukowcy spekulują, czy ludzie byliby w ogóle w stanie dojść tak daleko na ewolucyjnej ścieżce, gdyby nie udomowienie wilka. Dawno temu, przed wynalezieniem rolnictwa około 10 000 lat temu (2000 lat dla Europy), ludzie byli dobrymi myśliwymi ale tylko do pewnego stopnia. Nasze pożywienie, głównie duża zwierzyna taka jak bizon czy tur, do łatwych zdobyczy nie należała. Juliusz Cezar opisywał dziko żyjące tury, jako zwierzynę wielkości dorównującą słoniom! Stąd potrzebowaliśmy pomocy psów, w otaczaniu zdobyczy. Wilki są bardzo skuteczne w otaczaniu swojej ofiary, jednak nie są najlepszymi zabójcami. Czasami w naturze zajmuje im nawet kilka dni, zanim otoczona ofiara padnie z wyczerpania. Stąd, związek człowieka z psem, był bardzo korzystny dla obojga.

Podczas gdy Neandertalczycy, urodzeni myśliwi, byli mięsożerni prawie w stu procentach – Homo sapiens delektował się szerszą i bogatsza dietą, gdzie mięso stanowiło solidną podstawę żywieniową. Dziś wiemy to wszystko, dzięki badaniom izotopowym kolagenu kości szkieletów Neandertalczyków i ludzi z rodzaju Homo sapiens. Niektóre źródła sugerują nawet, wbrew mitom krążącym obecnie, że jedzenie diety bogatej w mięso obniża ryzyko zachorowalności na choroby serca. Po części mogło by to być prawdą, ale tylko w przypadku kiedy nasza dieta zawiera niewielkie ilości węglowodanów. Szerokie spożycie węglowodanów (produkty zbożowe, mączne, ziemniaki, kasze itd.), powoduje przesunięcie metaboliczne, powodując że organizm polega wyłącznie na energii z glikogenu (forma w jakiej nasz organizm przechowuje węglowodany). W tym przypadku, każdy tłuszcz, który dostanie się do naszego układu krążenia nie zostaje spalony na energię, lecz np. odkłada się w żyłach i tętnicach. Tak więc dieta mięsna, uboga w węglowodany powoduje, że nasz organizm wchodzi w stan „ketosis” – stan w którym tłuszcz przetwarzany jest na ketony, będące źródłem energii. Jest wiele kontrowersji krążących wokół ketosis w środowisku medycznym, uważa się bowiem, iż stan ketosis to skutek uboczny chronicznego głodu, spowodowany wyłączeniem węglowodanów z diety. Uważa się nawet, że jest to stan niebezpieczny dla życia i zdrowia. Wszystko to nie mogło by być prawdą, biorąc pod uwagę fakt, że na 500 000 lat ewolucji człowieka przypada Epoka Lodowcowa, gdzie jedynym źródłem pożywienia było mięso i tłuszcz. To samo ma się co do rodowitych amerykanów, plemion łowiecko-zbierackich żyjących ówcześnie, czy chociażby nawet Eskimosów. W XX wieku, pewien doktor-podróżnik, utknąwszy w lodzie wód północnych, wraz ze statkiem transportowym, został zmuszony do życia z Eskimosami. Żył jak oni, jadł i polował. Po wielu miesiącach powrócił i kontynuował swoją dietę opartą na jedzeniu pochodzenia zwierzęcego. Brał udział w wielu badaniach, gdzie jedno z nich wymagało pół rocznego życia w izolacji w jednym ze szpitali. Lekarze dawali mu niewielkie szanse przeżycia bez źródeł węglowodanów – lecz ku ich zdziwieniu doktor wyszedł po 6 miesiącach, wykazując zdumiewające zdrowie i wyniki badań krwi. W swojej biografii opisał życie pełne wigoru, dopóki nie ożenił się późną starością i był zmuszany przez swoją żonę do jedzenia konwencjonalnych wypieków i dań. Wkrótce potem zmarł.

W całej tej historii, należy pamiętać, że „chude mięso” tak bardzo popularne w dzisiejszych czasach, dla naszych przodków i wszystkich zwierząt mięsożernych są niesmacznym odpadem. Badania wykazały, że nasi przodkowie najpierw zadowalali się językami, mózgiem, organami i szpikiem kostnym, natomiast mięso traktowali jak pożywienie drugiej kategorii. (Jeśli spojrzeć na rozkład składników w tych organach, to są to najzdrowsze źródła wszystkich dobrych tłuszczów, potrzebnych człowiekowi). Również lwy karmione w zoo samym mięsem, szybko zapadają w chorobę i zdychają. Podróżnicy nazywali tą chorobę „chorobą króliczą” – od jedzenia wyłącznie chudego króliczego mięsa. Jest to śmiertelne zatrucie białkiem (białko w zbyt dużych ilościach jest toksyczne dla mózgu), powodowane brakiem węglowodanów lub tłuszczu w diecie. Kluczem do sukcesu doktora w XX wieku, naszych przodków, Eskimosów, Indian, Aborygenów oraz większości mięsożernych stworzeń na tej planecie – była konsumpcja organów (wątroba bogata w witaminę C, serca, żołądki) oraz tłuszczu.

Zadziwiającym jest również fakt, że białko zwierzęce okazuje się być w jakiś sposób ochronne dla serca. Ważnym jest aby zrozumieć, że białko które spożywamy, wpływa na jakość białka tworzących komórki naszego ciała. Na przykład, spożywanie mięsa zwierząt karmionych soją, przez ludzi uczulonych na soję, powoduje reakcje alergiczne. Ważne jest także, aby pamiętać, że białko pochodzenia mięsnego jest białkiem o najwyższej jakości i najlepszym profilu aminokwasowym. Białko, jako składnik budulcowy każdej komórki ciała, jest wymagane do naprawy zniszczonych tkanek w naszym ciele. Nasze komórki nieustannie się niszczą i odbudowują. Białko buduje każdą tkankę naszego ciała. Jest również wymagane do odpowiedniej pracy i gospodarki hormonów w naszym ciele, produkcji enzymów, podtrzymywaniu układu odpornościowego, wymianie czerwonych ciałek krwi i wielu innych ważnych funkcji. Niestety białko jest również najmniej obecnym składnikiem naszej diety. A mięso jest jednym z jego największych źródeł.

W tym przypadku powiedzenie, że „jesteś tym co jesz”, szczególnie wydaje się być prawdą. Jedząc mięso, budujesz chudą i szczupłą sylwetkę. Świat kulturystyki wydawał się być świadomy tego faktu dawno temu. Dlatego dzisiaj sportowcy jedzą dużo czerwonego mięsa i ryb. Nawet w czasach PRL, sportowcy dostawali większe przydziały mięsa rocznie niż reszta obywateli.

Pamiętaj również, ze ryby – zaszufladkowane przez USDA jako zło – są najtańszą i najpewniejszą polisą ubezpieczeniową na życie. Naukowcy badający nawyki żywieniowe Homo sapiens, odkryli, że nawet wśród tych żyjących głęboko w lądzie, dieta była obfita w ryby. (Zauważ, że ryba jest jednym z najważniejszych symboli w Biblii.)

Po przeczytaniu wszystkich tych informacji, możesz teraz się zastanawiać co takiego stało się z mięsem, że zostało ono okrzyknięte niezdrowym. Żeby to zrozumieć, musisz najpierw pojąć problem jaki przyszedł wraz z industrializacją świata. Coś, co zmieniło hodowle na zawsze. Otóż, zwierzęta hodowlane zaczęto – podobnie zresztą jak ludzi – karmić czymkolwiek co powodowało szybki wzrost, podczas gdy niskie koszty mogły zostać utrzymane. Mówimy o takich unowocześnieniach jak ziarna, soja, hormony i lekarstwa. Podane to wszystko, zwierzęta rosną szybciej, ale kompozycja i jakość ich ciał zmienia się drastycznie. W ten sposób, zwierzęta karmione bezwartościowym tuczącym pokarmem, są otyłe a mięso jest obdarte z minerałów. Zaklatkowane i zaboksowane, niezdolne do wolnego szukania pokarmu, jakość mięsa znacząco spadła. Każde mięso sprzedawane dzisiaj zawiera nienormalne ilości tłuszczu, zwykle nasyconego.

Jednak odrzucenie pokarmów mięsnych nie jest rozwiązaniem.

Zamiast tego, musisz nauczyć się rozróżniać jakość mięsa, na podstawie jego pochodzenia. Tutaj mały przewodnik:

Unikaj mięsa zwierząt tuczonych ziarnami, którym wstrzykiwano hormony i lekarstwa. (Niestety większość mięs na półkach od wejścia do Unii Europejskiej). Zawsze szukaj mięsa zwierząt karmionych trawą lub tych, które pasły się swobodnie na łące. Jeśli nie możesz znaleźć tego czego szukasz w lokalnych sklepach, przejrzyj internet. W Wielkiej Brytanii, (kraju gdzie mięso nie smakuje najlepiej), staje się bardzo popularnym zamawianie dziczyzny przez internet, gdzie ceny dorównują tym sklepowym. Również mięso oznaczone jako żywność ekologiczna (UK organic), oznacza że zwierzę było karmione pokarmem ekologicznym (co nie wyklucza ziaren). Pomimo iż zwierzę być może było szczęśliwsze jedząc ekologicznie, to jednak nie wnosi specjalnej wartości dla ciebie. Unikaj ryb hodowlanych, hodowanych w małych, zatrutych zbiornikach wodnych i rzekach. Pestycydy, metale ciężkie i chemikalia, które ryba przechowuje i gromadzi w swoim tłuszczu, są dla ludzi bardzo niebezpieczne. Odkładają się przez całe życie w twoim ciele, a ich dokładny wpływ na zdrowie jest jeszcze nie zbadany. Zawsze kupuj ryby złapane na dziko. I pamiętaj – im bardziej tłusta ryba – tym lepiej.

Drugi problem związany z piramidą – mleko i produkty mleczne.

Dzisiaj słyszymy tak często, że powinniśmy pić mleko aby utrzymać zdrowy system trawienny i mocne kości. (Odnośnie pierwszego twierdzenia, zachęcam do poczytania informacji na temat nie dopuszczenia reklamy Danone Actimel do telewizji w Wielkiej Brytanii, z powodu kłamstw).

Większość twierdzeń związanych z mlekiem, to zwykłe, tłuste kłamstwa, pchane naprzód przez przemysł mleczarski. Jak często widzisz chleb i mleko na liście zakupów? Zastanów się teraz, czy są to niezbędne do życia produkty, czy może efekt wychowania.

Jeśli zastanawiałeś się kiedykolwiek, jakim właściwie rodzajem zwierzęcia jest pospolita krowa – jest to udomowiony Tur. Było to dziko żyjące bydło zamieszkujące Europę. Jeden z opisów Tura, należy do Juliusza Cezara, wyraźnie zainspirowanego tym niezwykłym zwierzęciem. Z jego opisów wynika, że była to bestia niemal wielkości słonia, o brązowym umaszczeniu i imponujących ogromnych rogach. Kiedy ogląda się 550-cio letnią czaszkę tura, można zobaczyć jak bardzo zwierze to zmieniło swoje rozmiary poprzez udomowienie. Tur został również przedstawiony na jednym z najstarszych znanych ludzkości malowideł skalnych. Niestety, Tur został wytępiony poprzez polowanie do 1627 roku, po części dla rogów które w Europie były symbolem męstwa. W czasie drugiej wojny światowej, niemieccy naukowcy wspierani przez Hitlera, podjęli próby odtworzenia gatunku poprzez krzyżowanie odmian bydła z całego świata. Efekt został osiągnięty tylko w części, a bydło-efekt tych krzyżówek żyje obecnie na kilku angielskich farmach.

Tak więc, poza faktem, że gdyby nie udomowienie Tura i przeistoczenie go w krowę nie bylibyśmy w stanie pić dzisiaj mleka (wyobraź sobie dojenie rogatego Tura wielkości słonia), co jeszcze powoduje że mleko i jego produkty są dla nas niezdrowe?

Mleko, które przechodzi proces pasteryzacji (obecnie każde mleko w sprzedaży, dzięki Unii Europejskiej), jest obdarte z enzymów krytycznych do jego trawienia. Na dodatek każde mleko odtłuszczone, jest potencjalnie jeszcze bardziej szkodliwe, ponieważ tłuszcz również wspomaga jego trawienie. Z powodu, że krowom wstrzykuje się hormony wzrostu, niektóre z nich, jak IGF-1 przechodzą proces pasteryzacji i ludzki system trawienny, wchłaniając się prosto do krwiobiegu. (Obecnie więc, pojenie dzieci mlekiem można porównać do podawania im sterydów – rzeczywiście rosną szybciej!) Podwyższony hormon IGF-1 został powiązany ze wzrostem guzów i komórek rakowych. Nie ma wątpliwości co do tego, że pewien procent lekarstw i innych hormonów podawanych krowom, może zostać znaleziony w mleku.

Wychodząc naprzeciw opiniom, mówiącym o wysokiej zawartości wapnia w mleku, jest to tylko część prawdy. Jego właściwości wzmacniające kości to kolejne tłuste kłamstwo. Mleko, naturalnie bogate w fosfor, zapobiega wchłanianiu wapnia. Dodatkowo, nie zawiera ono więcej wapnia niż inne produkty spożywcze. Białko zawarte w mleku, zwiększa wydalanie wapnia z krwi poprzez nerki. To oznacza mniej wapnia, słabsze kości i niezbalansowaną dietę – również dla dzieci.

Mleko większości ssaków różni się od siebie w swojej kompozycji. Ludzkie mleko posiada unikalną kompozycję, bardzo różniącą się od tej w krowim mleku. Krowie mleko jest stworzone przez naturę dla rosnących roślinożernych cieląt, które posiadają nie jeden a dwa żołądki biorące udział w trawieniu. Jak wiadomo, my mamy tylko jeden, a jedyny okres naszego życia kiedy potrzebujemy mleka, kończy się po około roku niemowlęctwa.

Mleko powoduje biegunkę, skurcze mięśni, wzdęcia, gazy, krwawienie przewodu pokarmowego, anemię spowodowaną brakiem żelaza, wysypki, miażdżycę, zapalenie ucha środkowego u dzieci i trądzik – a to wszystko udowadnia jak nienaturalne i obce jest mleko dla naszego ciała. Mleko zostało także powiązane z cukrzycą, jako silny stymulant insuliny. Inne dolegliwości mocno powiązane z piciem mleka to reumatoidalne zapalenie stawów, bezpłodność i białaczka. Mleko podnosi także kwasowe środowisko w twoim organizmie, co może być niebezpieczne dla twoich organów. Interesująca jest także wrażliwość insuliny na mleko i jego produkty (najwyższe ze wszystkich rodzajów pożywienia), powiązane z otyłością i cukrzycą.

Zaskakująco, mleko nie zostało jeszcze przez wielu ludzi skojarzone z wielkim biznesem i pieniędzmi.

Ostatecznie, kiedy zbliżamy się ku podstawie piramidy, produkty zbożowe wydają się być niekwestionowanym pożywieniem krytycznym dla życia człowieka.

Jeśli to prawda, to w jaki sposób moglibyśmy przetrwać bez technologii, niezdolni do obróbki ziaren. Nie przetworzone ziarna, kiedy połknięte, zostają wydalone w nietkniętej, niezmienionej formie. Nasze organizmy nie potrafią ich trawić bez obróbki mechanicznej – co dowodzi, że węglowodany nie są dla nas głównym źródłem energii, z ewolucyjnego punktu widzenia. Według badać doktora Loren’a Cordain’a, ludzie wyewoluowali na diecie składającej się z 65% energii pochodzącej ze źródeł zwierzęcych, a tylko mniej niż 35% stanowiły rośliny. Nie były to jednak ziemniaki ani zboże. Nie bylibyśmy zwyczajnie w stanie zjeść tak dużo warzyw jak zaleca się nam dzisiaj, bo oznaczało by to jedzenie kilogramów roślin dziennie.

Co więcej, kiedy myślimy o zbożach, musimy mieć na uwadze ogromną różnicę pomiędzy produktami pełnoziarnistymi a przemielonymi. W kraju, gdzie powstał potwór USDA, zboże stanowią 24 procent dziennego spożycia, gdzie przerażające 85 procent z nich to mielone ziarno. Jaka jest więc różnica?

Proces mielenia ziarna na białą mąkę, obdziera ziarna z większości ich (i tak prawie nieobecnych) witamin i minerałów. Co pozostaje, to tylko puste kalorie. Krótko po Drugiej Wojnie Światowej, nawet Amerykański rząd zorientował się, że jedzenie białej mąki powoduje niedobór witamin. Aby obronić bazowej pozycji zboża w piramidzie, rząd amerykański wzbogacił mąkę marnymi pięcioma witaminami i minerałami. W międzyczasie, obróbka zuboża zboże o przynajmniej 18 witamin i minerałów. Modyfikując żywność, zamiast zmieniać diety i przyzwyczajenia żywieniowe, jest starą polityką rządu. To jest najlepszy dowód na to, że rząd nie działa w interesie konsumentów, ale przemysłu.

Jeśli myślisz więc teraz, że przejście na produkty pełnoziarniste rozwiąże problem, jesteś dopiero w połowie drogi. Żywność napakowana szybko wchłanialnymi węglowodanami (po angielsku starchy foods, starch = krochmal), taka jak mąka i produkty mączne, ryż, ziemniaki, kukurydza, kasze, grochy – pogarszają wchłanianie składników odżywczych (takich jak wapń, magnez, żelazo, witaminy z grupy B czy cynk). Dwa z nich – cynk i magnez oraz witamina B6, są najbardziej nieobecnymi składnikami w naszej diecie. Ale są one bardzo ważne dla zarówno kobiet jak i mężczyzn, wspomagają wypoczynek, sen i regeneracje. U mężczyzn, wspomagają produkcję spermy oraz testosteronu, oraz są bardzo cenionym suplementem diety wśród kulturystów siłowych.

Węglowodany są złe i niezdrowe w każdej ich formie. Jeśli typowa zachodnia dieta, zawiera około 60 procent energii pochodzącej ze zbóż, gdzie 85 procent są szybko-wchłanialne, oznacza to że nasza dieta zapewnia nic poza pustymi kaloriami. Szybki zastrzyk energii nie jest wystarczający aby utrzymać nasze ciała w zdrowiu przez długi czas, ponieważ potrzebujemy również tysięcy innych składników odżywczych. Co więcej, jeśli twoje ciało przyzwyczai się do funkcjonowania na węglowodanach, staje się wtedy prawie niemożliwe spalenie tkanki tłuszczowej. Stąd, tłuszcz obrasta wokół pasa i zatyka tętnice. Węglowodany mają także lekko uzależniający efekt, dlatego wielu z nas nie wyobraża sobie życia bez nich. Odwyk trwa zwykle kilka tygodni, a po tym czasie zmysł smaku zaczyna intuicyjnie odrzucać źródła węglowodanów. Powrót na dietę węglowodanową zwykle okazuje się niemożliwy, z powodu dokuczających dolegliwości (brak energii, uczucie senności a nawet symptomy choroby) i jeszcze szybszego nabierania na wadze.

Niestety nasze rządy są zbyt ślepe aby dostrzec prawdziwy problem związany z większością dzisiejszych chorób cywilizacyjnych, takich jak syndrom X (metabolic syndrome – jedno z najpowszechniejszych i najbardziej bagatelizowanych następstw chronicznie podwyższonej insuliny), cukrzycy, chorób serca, problemy układu krążenia, rak, osteoporoza i reumatyzm. Zamiast tego, uwzięto się na cholesterol krążący we krwi i zabroniono tłuszczu w jakiejkolwiek formie, pomimo tego, że obie koncepcje zostały dawno temu udowodnione jako nie prawdziwe. Główny problem leży w nadmiernej, chronicznej konsumpcji węglowodanów. Około 150 lat temu, ludzka dieta składała się z węglowodanów tylko w 10 procentach. Zwiększona konsumpcja zbóż przyszła dopiero wraz z industrialną rewolucją, jako odpowiedź na żywieniowe potrzeby mas ludzi pracujących w fabrykach i osiedlających się w miastach. Podobnie jak w przypadku mleka, rządowa opieka nad żywieniową bazą nie jest opieką nad konsumentem, ale zabiegiem dla podtrzymania przemysłu.

Cała Piramida Żywieniowa jest mocno zdeformowana od czubka, aż po podstawę. To jedna wielka pomyłka. Nie rozróżnia ona pożywienia na podstawie indeksu glikemicznego, ładunku glikemicznego, szybkości przyswajania, kwasowo zasadowego balansu, wpływu na insulinę czy zawartości błonnika. Można znaleźć wiele kontrowersji wśród naukowców na temat piramidy. Jest wiele profesjonalnych głosów krytykujących rządowe zalecenia, ale wszędobylny rząd krzyczy głośniej. Należy pamiętać, kto dzisiaj uczy większość specjalistów ich fachu. Być może za niedługo już nikt nie będzie pamiętał, jak powinna wyglądać nasza dieta, będą tylko nieskończone teorie diet odchudzających. Rządy kreują zalecenia dla nauczycieli, lekarzy – i nauczają nasze dzieci o jedzeniu. Zastraszeni profesjonaliści z pokolenia na pokolenie, pomagają rozprowadzać fałsz w naszym społeczeństwie.

Pozbawieni pysznych i odżywczych jaj, ryb, mięs, zdrowych i krytycznych dla funkcjonowania organizmu wielonienasyconych kwasów tłuszczowych, mamy  gwarancję naszego upadku.

Bibliografia: – Loren Cordain, Joe Friel – Paleo Diet for Athletes ; – Kevin Vigilante, Mary Flynn – Low-Fat Lies ; – Ray V. Audette – Neanderthin: Eat like a caveman ; – Nora T. Gedgaudas – Primal Body, Primal Mind

Fotografie:
1. My Pyramid należy do domeny publicznej, źródło: Wikimedia Commons

Creative Commons License
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych 2.5 Polska

Podziel się na:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • Google Buzz
  • MySpace
  • Twitter
  • Wykop
  • Śledzik

Skomentowano 58 razy

  1. gragaK GragaK pisze:

    Popieram zdanie autora i jestem ZA wszystkimi czterema kończynami.
    To temat rzeka.
    Z własnej praktyki mogłabym przytoczyć mnóstwo przykładów zgubnego ulegania reklamom „zdrowego” odżywiania się głównie tym, co u podstawy piramidy umieścili szacowni naukowcy oraz dietetycy.
    Jest tylko 1 poważny problem: brak faktycznie naturalnej żywności!
    Tereny rolnicze się kurczą, a liczba ludności rośnie lawinowo. Wszyscy chcą (i muszą) jeść. Zatem, jak wyprodukować żywność dla tej coraz wiekszej masy głodomorów?!
    Przyjrzyjmy się łańcuchowi pokarmowemu, a dostrzeżemy, jak koło się zamyka…

  2. taka_cisza pisze:

    Tekst jest ok. Ale jak zwykle więcej straszenia niż porad (typowe dla wszystkich newsów, w każdym typie mediów).

    Brakuje mi na sam koniec kliku zdań nt tego co jeść, żeby uniknąć chorób cywilizacyjnych.

  3. Art pisze:

    Z wieloma tezami się zgadzam. Kilka wydaje mi się przesadzonych.

    Oczywiście zgadzam się z negatywnym wpływem obróbki pożywienia w ogóle. W szczególności zbóż. Zgadzam się z tezą odnośnie węglowodanów wysoko przetworzonych, mleka, kwasów wielonienasyconych.

    Jednak , moim zdaniem, należy się zastanowić, czy zachorowalność obecna to rzeczywiście wpływ tak dobranej piramidy pokarmowej, czy wręcz odwrotnie, jest to wpływ jej nieprzestrzegania. ( uwzględniając nawet fakt, że jest ona ustawiona nieoptymalnie, to czy rzeczywiste nawyki żywieniowe nie są znacznie, znacznie gorsze ?).

    I wreszcie:
    „Około 150 lat temu, ludzka dieta składała się z węglowodanów tylko w 10 procentach.”
    Bardzo jestem ciekaw źródeł tych danych.

    Poza tym sprawy indeksu glikemicznego, przyswajania, błonnika, nie są przecież tematem tabu.
    Wprost przeciwnie. Według mnie są dość szeroko propagowane. W kręgach zainteresowanych oczywiście. W tych samych kręgach zresztą funkcjonuje pojęcie piramidy żywieniowej.

    Mylimy chyba propagowanie z reklamą.

  4. Art pisze:

    Patrząc zaś na sprawę czysto pragmatycznie.

    Problemy zaczynają się tam, gdzie pojawia się nadmiar, czyli dzienne zapotrzebowanie na kalorie zostaje przekroczone. Wtedy rzeczywiście jest niezmiernie ważne, co organizmowi dostarczamy w ramach tego nadmiaru i to jak z owym nadmiarem sobie radzi, co i gdzie odkłada.
    Natomiast w przedziale umiaru/normy, to co jemy ma o wiele mniejsze znaczenie. Wszystko/prawie wszystko i tak zostanie spalone.

    A więc miast toczyć uczone dyskusje, Panie i Panowie – mniej źreć po prostu ;)

  5. Jack Vineyard Jack Vineyard pisze:

    „(…) to co jemy ma o wiele mniejsze znaczenie. Wszystko/prawie wszystko i tak zostanie spalone.” Jedz chleb i popijaj olejem roślinnym – dużo energii w malej ilości i nie trzeba gotować.

  6. Art pisze:

    O wiele mniejsze znaczenie nie oznacza braku znaczenia w ogóle. Tym bardziej braku znaczenia nie oznaczają skrajności.

  7. misiek pisze:

    Ciekawe jak autor odniesie się do średniej długości życia, która na przestrzeni wieków wzrosła znacząco co miało miejsce (wg. artykułu) wraz ze spadkiem jakości pożywienia.

    Art dobrze mówi: najważniejsza jest odpowiednia ilość jedzenia.

  8. Anarchabetka pisze:

    Treść interesująca, ale dlaczego podana w tak strasznej formie? Angielska interpunkcja nie znajduje zastosowania w polskim, podobnie amerykańskie kalki językowe!

    „Zaklatkowane i zaboksowane, niezdolne do wolnego szukania pokarmu, jakość mięsa znacząco spadła” – to już prawdziwy potworek!

    „bie koncepcje zostały dawno temu udowodnione jako nie prawdziwe.” – już nawet pomijając to „nie” z przymiotnikami, jak można udowodnić coś jako nieprawdziwe?!

  9. hosecarlos pisze:

    W ogóle nie ma tu żadnych konkretów! 0, po za tym na końcu „odżywczych jaj, ryb, mięs, zdrowych i krytycznych dla funkcjonowania organizmu wielonienasyconych kwasów tłuszczowych”. Jak chcielibyście być konkretni to wyślijcie mi ułożoną dietę na maila. W której powinno sie znajdować jakie składniki i jakie proporcje powinny sie znajdować w dziennym zapotrzebowaniu człowieka na nie. I ułóżcie optymalną dietę dla przeciętnego mężczyzny na pół roku. I to będzie dla mnie konkret. Primo, gdybym chciał zbliżyć sie do natury, musiałbym kupić kuszę i iść do lasu na dziczyznę. Niestety strach takie coś jeść bo teraz dzikie zwierzęta są schorowane. A już całkowicie sie zbliżyć do natury to jeść surową dziczyznę. Ale to byłoby samobójstwo.

  10. gragaK GragaK pisze:

    Hosecarlos, nie za łatwo by Ci było?
    A pogłówkuj sam i poszukaj tych konkretów. Sam rozpatrz, co dla Ciebie jest dobre i korzystne. Skoro włączyłeś się do dyskusji to znaczy, że autor już Cię wyrwał z odrętwienia. A więc do dzieła, chłopie! Pokaż, co potrafisz i jak to ma być, a nie czekaj na gotowca. Net oraz miejskie biblioteki stoją otworem i zapraszają wszystkich szukających. Myślę, że każdy chętnie zapozna się z wynikami Twoich poszukiwań, a przede wszystkim z Twoimi wnioskami.
    Im więcej szukających tym większe prawdopodobieństwo znalezienia, czyż nie? ;)

  11. kamat pisze:

    Dla poszukujący i wątpiących w prawdziwość powyższego artykułu odsyłam do książek dra Jana Kwaśniewskiego (strona www do znalezienia przez nazwisko). Tam znajdą Państwo uzupełnienia i odpowiedzi na wszystkie nurtujące powyższe pytania łącznie z jadłospisami i ilościami artyków do zjedzenia. Polecam szczególnie książki „Dieta optymalna”, „Tłuste życie” oraz „Książkę kucharską” zawierającą 700 przepisów kulinarnych z podaniem proporcji podstawowych składników tj. białka, tłuszczów i węglowodanów, a także kaloryczności potraw. Mogę zapewnić wszystkich, że można nie jeść chleba, makaronu, kasz (podobno bardzo zdrowych), surowych jarzyn i warzyw, w przeciwieństwie do gotowanych których ilość odpowiada jednemu małemu ziemniakowi. Mogę dodać, że jajka, mięso, ryby i sery mogą zastąpić prawie wszystko. Nie choruję od czasu zmiany jedzenia. Książki, o których mowa polecam ludziom z otwartym umysłem i otwartymi głowami potrafiącymi zadać sobie pytanie; czy stać mnie na zrewidowanie moich nawyków żywieniowych wyniesionych ze szkoły, domu, „troskliwych” żon, reklamy i tzw dietetyków, którzy nie potrafią podać podstawowych proporcji żywieniowych. Pozdrawiam /–/ kamat

  12. herva pisze:

    Dobrze, załóżmy że tak jest. Załóżmy że ten artykuł trafi do większości poważanych osób i poczują pragnienie zmian. Ale co wtedy z problemem głodu na świecie? Nawet jeśli żywienie opiera się na zbożach (tańszych w produkcji) wciąż są miejsca gdzie ludzie umierają z głodu. A jeśliby tak zamienić uprawy zbóż w pastwiska… Ile osób wtedy mogłoby najeść się do syta? 50% mniej? 70%?
    A propos zbóż czytałam o tym, że w jednym ze słynnych więzień (nie pamiętam dokładnie w którym) torturowano więźniów dając im posiłki złożone wyłącznie ze zbóż. Umierali z głodu.

  13. hosecarlos pisze:

    Chciałem powiedzieć, że nie mam czasu na studiowaniu cud diet. Jeśli GragaK zarabiasz na tym, jeśli to twoja praca to musisz mieć na to czas. Muszę pracować i dodatkowo studiuje. Mam tyle spraw na głowie, że wszystko w planie dnia mam wyliczone co do minuty. Nie wszyscy mają tak lekko jak ty, że mogą pozwolić sobie na swoje dodatkowe zainteresowania. Zresztą po co wszytko utrudniać? Nie lepiej upraszczać sobie życie?

  14. Ossad Ossad pisze:

    W takim razie także ten komentarz musiał być wliczony w Twój niezwykle zapakowany plan dnia, między 23:23 a 23:24. Zamiast niego mogłeś jednak postudiować cud diety.

  15. Art pisze:

    @ Ossad

    Może tym komentarzem hosecarlos miał nadzieję, że jednak dostanie gotowca ;)

    W każdym razie nobilitacja dla Doorga, że tutaj szukał autorytetu :)

  16. hussair73 pisze:

    Cały ten tekst,choć miejscami brzmi rozsądnie, trąci fanatyzmem promięsnym, że to tak nazwę. Skoro zatem bez, jak tu piszą, mięsa, ryb, jaj, nasza ludzka rasa degeneruje się (organicznie), to skąd się wziął taki lekkoatletyczny mistrz świata z lat 90. Carl Lewis, który najlepsze rekordy osiągnął po przejściu na WEGANIZM? Z Marsa, jak się wydaje.

  17. hosecarlos pisze:

    Ossad jak ty coś napiszesz to pożal się Boże!

  18. gragaK GragaK pisze:

    @->hosecarlos – Każdy ma jakąś swoją pasję i dla niej zawsze znajdzie czas, bo to leży w naturze człowieka nawet nie nazbyt inteligentnego. Problem może tkwić tylko w rodzaju pasji, ale z biegiem czasu i one ulegają zmianom. Zgadzam się, że bez sensu jest iść pod górkę skoro można z górki, jak również nadrabiać drogi, skoro można pójść skrótami.

    @-> – kamat – Dietę optymalną dr Kwaśniewskiego znam na wylot. Dokładnie przestudiowałam podręczniki doktora, jego informacje sprawdziłam w podręcznikach fizjologii oraz biochemii wydziałów medycznych i ten styl odżywiania (nie lubię nazywać dietą, gdyż dieta jest środkiem leczniczym, a więc krótkotrwałym, przejściowym) stosowałam przeszło 5 lat. Uważam, że jest rewelacyjny dla osób z grupą krwi 0 i gdybym była samotna, to w tym stylu odżywiałabym się już do końca mojego życia.

    Nie jest to jednak sposób odżywiania dla mas. W kontekście globalnym zbyt drogi – jeszcze raz zwracam uwagę na piramidę ekologiczną, w której na samym dole stoją trawożercy. Aby dojść do człowieka, trzeba przejść na wyższy/e poziom/y, co już podnosi koszt żywienia.
    Dlatego problem o którym rozmawiamy, robi się globalnym. Proszę zwrócić uwagę na post hervy trzeźwo sprowadzającej nas do meritum sprawy, bowiem uparcie dryfujemy w kierunku problemów puszystych, zamiast trzymać właściwy kurs: ZDROWE ODŻYWIANIE.

  19. pokram pisze:

    Fakt, wzmożone spożycie mięsa (protein), spowodowało wzrost pojemności mózgoczaszki. Ale dalszemu rozwojowi mózgu potrzebne były „kopy energetyczne”. W tym przypadku rozmawiamy o większej ilości energii, energii szybciej przyswajalnej. Węglowodanach!
    Nie wiem jak wy, ale ja nie chcę zacząć cofać się do homo neandertalis;p
    A mleko piję i chłop ze mnie jak Tur! Ach te hormony krowie-wszystko tłumaczą te wypustki na brzuchu-dziadek mówił na to wymiona.

  20. gragaK GragaK pisze:

    Nie przesadzajmy. Nigdzie się już nie cofniesz, nawet gdybyś nie wiem, jak chciał.
    To se ne vrati! :P

    Pijesz mleko? Niech Ci służy. Ja także je lubię, choć dla nas dorosłych korzystniejsze jest już wstępnie przetworzone przez mikroorganizmy – ml. kwaśne, jogurt, kefir itp.

    A jeśli idzie o energię (piszesz bowiem: „rozmawiamy o większej ilości energii, energii szybciej przyswajalnej”), to powiem, że organizm najbardziej sobie ceni tłuszcz. Z nim ma mniej roboty i jako materiał zapasowy jest bardziej pakowny. Przy okazji spełnia kilka pożytecznych funkcji, choćby takie jak ochrona przed nadmierną utratą ciepła, czy amortyzacja wstrząsów (bardzo niebezpiecznych dla nerek, jelit, oczu), nie wspominając już faktu, że chroni skórę przed wysychaniem, ułatwia wchłanianie wit. A,D,E,K i jest podstawą tworzenia hormonów sterujących pracą całego organizmu.
    A jak to wygląda praktycznie lub lepiej – ekonomicznie?
    Dla uniknięcia ubytku wagi u osobnika, u którego podstawowa przemiana materii wynosi 2000 Kcal, przy karmieniu pokarmem białkowym należy podać aż 2600 Kcal .
    Przy diecie węglowodanowej należy podać 2120 Kcal, a przy diecie tłuszczowej tylko 2080 Kcal. Każdy nadmiar (nie tylko tłuszczu!) odkładany jest jako materiał zapasowy w postaci….tłuszczu. Tak, tak! Nadmiar białka jak również nadmiar węglowodanów organizm zamienia na lipidy, czyli tłuszcz. Gdzie? W specjalnie utworzonej tkance. Jakiej? Tłuszczowej!
    Bo to właśnie tłuszcze pełnią w ustroju rolę wysoko energetycznego paliwa. Ich kaloryczna wartość jest przeszło dwukrotnie wyższa od kalorycznej wartości węglowodanów i białek, a na dokładkę, w przeciwieństwie do węglowodanów i białek mogą być magazynowane w dużych ilościach.
    Ufa, znowu się rozpędziłam.
    Sorki!

  21. pokram pisze:

    ok, wszystko dobrze, ale czy to nie glikogen jest podstawowym źródłem energii w mięśniach? a z tego co pamiętam to węglowodan.
    artykuł ciekawy, daje do myślenia, ale szczerze, jak dla mnie trochę przesadnie traktuje o tej całej piramidzie. Tu raczej chodzi o proporcje, a nie kolejność, ale dietetykiem nie jestem;p
    Zastanawia mnie skąd ta nagonka na Unię Europejską?
    Osobiście uważam, że to porażka znajdować się w tej wspólnocie, a jedynym plusem jak dla mnie jest strefa Schengen, ale żeby tak od razu wymyślać teorie spiskowe?
    A może się mylę…

  22. gragaK GragaK pisze:

    Glikogen to zwierzęcy (i grzybowy) cukier złożony, odpowiednik skrobii charakterystycznej dla roślin.
    Zgadza się, występuje w mięśniach oraz we wszystkich innych komórkach zwierzęcych, a w niektórych organach jest go więcej niż w innych, dlatego w smaku potrawy z tych organów są wyraźnie słodkie (np. wątróbka). Organizm produkuje go ze składników pokarmowych: węglowodanów (prostych i złożonych) i z białek, a po hydrolizie tłuszczów do postaci m.in. glicerolu, włącza go właśnie w szlak glikolizy. Cała maszyneria komórkowego spalania jest bardzo skomplikowana i nie ma tu miejsca na jej omówienie, dlatego zainteresowanym polecam przyjrzeć się odpowiednim schematom szlaków metabolicznych (w każdym podręczniku fizjologii i na pewno w necie też).
    I wiadomo, że z jadłospisu nie można całkowicie wyeliminować węglowodanów, czy odwrotnie – tłuszczów. Nawet dr Kwaśniewski wyraźnie to podkreśla.
    Jednak w pierwszej kolejności organizm spala tłuszcze, potem węglowodany, a na samym końcu białka. I tu przy okazji warto sobie uświadomić, że ostatnim mięśniem, do którego organizm sięgnie w celu uzyskania energii dla podstawowych procesów życiowych jest…serce (patrz: muzułmanie obozów koncentracyjnych).

    Puszysty walczący z nadwagą traci zapasy tłuszczów.
    Sportowiec nie posiada nadwyżek tłuszczu, choć ciągle posiada niezbędną warstwę wokół nerek, gałek ocznych i w jamie brzusznej, a pływak dodatkowo warstewkę pod skórą, hehe, niczym foka lub wieloryb. Jednak te zasoby są oszczędzane, a dlaczego – wyjaśniałam wyżej. W związku z tym organizm sportowca czy w ogóle osoby szczupłej korzysta bezpośrednio z glikogenu. Ale niech no tylko troszkę przytyje (czyli wyhoduje tłuszczyk), jego organizm natychmiast sięgnie po glicerol oraz kwasy tłuszczowe powstałe w wyniku hydrolizy pod wpływem mało specyficznej lipazy.

    @->Pokarm, masz rację, chodzi głównie o proporcje! No i …o ilość. Każda nadwyżka jest szkodliwa, jak zresztą szkodliwe jest wszystko, czego za dużo.

    A dlaczego i „skąd ta nagonka na Unię Europejską?”
    Musiałabym się zastanowić, gdyż mnie także się nie podoba. :-I

  23. hussair73 pisze:

    Jak już udowodniono, krowie mleko nie s~łuży nawet dzieciom, na dorosłych wp~ływ ma tragiczny. Nie wiem, jak tu odnieść się do Pani uwag odnośnie zapotrzebowania na tłuszcze. Sam jestem wegetarianinem przechodz~ącym na witarianizm. Moje posiłki to głównie szejki zmieszanych SUROWYCH warzyw i owoców. Białko pobieram z orzechów i kiełków. Mięsa, cukru i kawy nie dotykam. Ani mleka. Jedynie kilka plastrów i serca i gomółka masła tygodniowo to cały mój nabiał na tydzień. Posiłki ciepłe 2-3 razy w tygodniu, bo nie popełniam flagowego grzechu „słabych fizycznie” wegetarian – nie smażę i nie gotuję warzyw, co zmasakrowałoby prawie całą ich zawartość mineralno-witaminiową. Tu zacytuję:
    Badania udowadniają, że nawet gdy lekko podgotowujesz jedzenie tracimy zawarte w nim enzymy. One właśnie pomagają nam w trawieniu i wykorzystywaniu zdobytych składników. Surowypokarm powinien więc być częścia diety każdego.
    Kiedy gotujemy jedzenie system immunologiczny reaguje na nie jak na toksyny. Większość ludzi o tym nie wiem.
    Krew przechodzi w procesie leukocytozy trawiennej, który uaktywnia białe krwinki przeciwko zjadanemu gotowanemu pożywieniu. Prawdopodobnie dlatego, że proces gotowania zniekształca strukturę żywności, w taki sposób, że ciało go nie rozpoznaje i traktuje jako toksyne. Szwajcarski dr. Paul Kouchakoff wykazał pierwszy w latach 30, że jeśli twoja dieta składa się z ponad 51% gotowanego jedzenia, to ciało zareaguje na nie tak, jakby zostało zaatakowane przez obcy organizm.

    Jeśli natomiast nasza dieta składa się z ponad 51% surowego pożywienia, to nie zaistnieje reakcja białych krwinek. System odpornościowy nie będzie więc aktywowany przez falszywy alarm. Ponieważ obecnie borykamy się z tyloma problemami układu odpornościowego, powinniśmy zadbać, by co najmniej 51% każdego posiłku było surowe, byśmy nie musieli przeciążac i tak już nadwyrężonego systemu immunologicznego.
    Takie jedzenie powoduje chroniczne niedożywienie.Dlatego ludzie są zmęczeni.

    Tu ujawnię, że trenuję z powodzeniem kung-fu, kulturystykę i bieganie. Do pracy dojeżdżam 8 km rowerem. Sk~ąd ta energia? Bo ani z mięsa, ani z tej szczypty nabia~łu, to pewne.

  24. gragaK GragaK pisze:

    Miło mi poznać prawdziwego wegetarianina, który wie co robi i o czym mówi.
    I niczego nie neguję w Pańskim odżywianiu. Nigdzie też nie napisałam, że nie należy spożywać surowego pokarmu – sama go spożywam w ilościach dużych. Nawet mięso chętnie zjadam surowe, gdy znam jego pochodzenie i jestem pewna, że nie jest nafaszerowane chemią. [Kłania się makrobiotyka.]

    Jeśli zaś mowa o tłuszczach, to rośliny również je posiadają i to dość sporo szczególnie w nasionach. Bo nasiono jest jak zwierzęce jajo – zawiera wszystko niezbędne dla rozwoju organizmu i na dokładkę w idealnych proporcjach. Ja, kochająca mięso (niestety, przykro mi, jestem drapieżcą ;) ) również zjadam kiełki, które od wielu, wielu lat sama hoduję. Uważam, że powinny być dodatkiem do każdej diety każdego człowieka, a już bezwzględnie dzieci.
    Z mlekiem walczę, bo służy wyłącznie mojemu podniebieniu, ale jego „żywot” w moim jadłospisie już niedługi….

    Kwestia gotowania ma dwa oblicza.
    Prawda, że podwyższona temperatura zmienia kształt cząsteczek, ale też prawdą jest, że obróbka cieplna pokarmu korzystnie wpłynęła na zdrowotność i długość życia ludzi. Być może wiąże się to z niszczeniem drobnoustrojów chorobotwórczych oraz pasożytów w trakcie gotowania. Dobrze, że zwrócił Pan na to uwagę, gdyż wielu ludzi nadal uważa, że woda nieprzegotowana jest trująca.
    Ale to już temat na odrębny wykład, hehehe.

    Reakcja krwinek, o których Pan wspomina pod koniec swojej wypowiedzi dotyczy każdego rodzaju pokarmu, jednak na każdy pokarm różni ludzie różnie reagują. Ja np. fatalnie na wszystkie strączkowe i zbożowe, a moja mama – odwrotnie.Tu wchodzimy w sferę badań nad antygenami grup krwi prowadzonymi przez dr.P.J.D’Adamo oraz C.Whitney.
    [Wcześniej sygnalizowałam książkę pt. "Żyj zgodnie ze swoją grupą krwi".]
    Ale to także temat zbyt obszerny na roztrząsanie tutaj.
    Pozdrawiam serdecznie, GK.

  25. Ossad Ossad pisze:

    Najlepsza dieta: wódka i kawał paszteta.

    Wegetarianie zawsze budzą moje współczucie. Są wyraźnie chudzi i nerwowi i ciągle rozglądają się, co by tu można przegryźć. Męczą się.

  26. gragaK GragaK pisze:

    Jesteś panem swego życia, więc masz prawo pasztet zapijać wódką, a wódkę zagryzać pasztetem.
    Wolność Tomku w swoim domku! :D

  27. Ossad Ossad pisze:

    Masz na myśli agenta Tomka?

  28. gragaK GragaK pisze:

    Każdego. Może być Tomek, Franek, Józek, Adam.
    Jeśli tak im pasuje, to cóż – ich wybór, ich życie. ;)

  29. hussair73 pisze:

    Dziękuję za Pani wyważone uwagi. Odżywia się Pani znakomicie, niczego innego się po fachowcu nie spodziewałem. Co do mięsa, pozostają wątpliwości. Nawet, jeśli unika się puszek mięsnych z cukrem i chemią, powstaje pytanie, czym i w jakich warunkach karmiono zwierzę, które wylądowało na stole. Zazwyczaj resztkami poprzedników… Szerzące się na świecie choroby „odmięsne” źle chyba rokują na przyszłość.
    Trudno się nie zgodzić, że genetyka ma ogromne znaczenie w kwestii przyjmowania pokarmu przez każdego z nas. Dlatego oprócz zerkania w fachowe pisma nie należy lekceważyć intuicji i reakcji organizmu na wprowadzane zmiany. Jakkolwiek takie – pozytywne lub nie – wewnątrz mogą pozostać długo nieujawnione. Spotkałem się z krytycznymi opiniami wobec osławionej diety Kwaśniewskiego właśnie z tego powodu. Podobno – bo trudno osobiście mi weryfikować – natychmiast podnosi poziom energetyczny organizmu, natomiast po 5-10 latach okazuje się, że wnętrze jest bardzo wyniszczone, np. dochodzi do poważnych zmian miażdżycowych.
    Ossad, masz rację. Zawsze tak postrzegałem wegetarian, dlatego wiele lat unikałem ich diety,choć miałem kiepskie samopoczucie ze względu na zwierzęta. Byłem jednak kulturystą i wierzyłem w całą tę korporacyjną propagandę, że bez mięsa, mleka i puszek z chemią mięśnie rozpuszczą się jak cukier w gorącym grogu.
    Przez lata doszedłem z kolei do źródeł, które otworzyły mi oczy. Teraz moją odżywką jest nie chemia, lecz np. koktajl bananowo-malinowo-migdałowy. Dziękując Ci za troskę (wy, Izraelczycy,znani jesteście z życzliwości), zapewniam, że moje mięśnie mają się niezgorzej, a gdy idę ulicą, nie padają okrzyki w rodzaju „O, hobbit!”.
    Jako zachętę załączam film (nie mając udziału najmniejszego ani w jego powstaniu, ani profitach finansowych):
    http://www.youtube.com/user/RobertJGD#p/u/19/oAMXCK5XwcE

  30. Jack Vineyard Jack Vineyard pisze:

    Ze wszystkich składników odżywczych tylko węglowodany nie są nam potrzebne do życia. Inaczej nie przetrwalibyśmy 500 000 lat naszej ewolucji na skutym lodem globie. Druga sprawa GLIKOGEN jest potrzebny do funkcjonowania tylko 5% komórek naszych ciał, a nasze organizmy potrafią wytwarzać glikogen dla tych komórek zarówno z białka jak i tłuszczu. Glikogen dla mięśni to szybkie źródło energii, jednak jeśli organizm przyzwyczai się do pobierania energii z glikogenu, przestaje spalać tłuszcz. Poza tym węglowodany podnoszą poziom insuliny, co dzisiaj jest uważane za normalne, a nawet potrzebne. Tymczasem podniesiony poziom insuliny występuje tylko i wyłącznie po spożyciu pożywienia, które przez większość czasu naszej ewolucji nie istniały w naszej diecie. Wygląda to tak jakby system obronny, miał pomóc w trawieniu obcego pokarmu. Jednak chronicznie podniesiony poziom insuliny prowadzi do syndromu metabolicznego – nadwrażliwości, która objawia się głównie nie znikającą oponką wokół pasa. Ray Audette w swojej książce „NeanderThin” napisał o tym, w jaki sposób węglowodany i mleko mają efekt uzależniający. Jest to prawda, o której przekonałem się osobiście ja i wielu znajomych – jest je ciężko odstawić tylko przez pierwszy tydzień do dwóch a potem nas to odrzuca. Co ciekawsze, po odstawieniu węglowodanów powrót do nich jest bolesny – występują objawy choroby, uczucie zmęczenia, senność itd

    Natomiast odstawienie ich, zostało już dawno docenione w sporcie, gdzie na diecie wysokotłuszczowej z łatwością buduje się mięśnie i spala tłuszcz. Mowa np o diecie anabolicznej doktora Mauro DiPasquale, czy opracowanej przez naukowców TNT (Targeted Nutrition Tactics). Udowodnienie mojej racji nie wymaga pisania kolejnego artykułu, wystarczy poczytać notatki pierwszych przybyłych na kontynent Amerykański – ich zdumiewające opisy siły, zdrowia i muskulatury rodowitych Amerykanów. Nie znali oni ziemniaków, zboża nie mówiąc o innych źródłach cukrów. Podobnie z resztą jak aborygeni, czy nawet jeszcze współcześnie żyjące ludy zbieracko – łowieckie. Przekonał się o tym między innymi doktor Kim Hill, który spędził 30 lat swojego życia żyjąc z ludźmi Ache of Paraguay oraz Hiwi w Wenezueli. Porównywał ich kondycję fizyczną do obecnych Olimpijczyków (którzy kłują się w cyklach 12 miesięcy na rok – to aby rozwiać wątpliwości dlaczego jakiś tam wegetarianin wygrał). Obecne i przeszłe ludy zbieracko-łowieckie spędzały tylko 3 godziny dziennie na polowaniu, obróbce i wszystkich innych pracach, nie robili w polu 12 godzin dziennie i nie chodzili na siłownie.

    Dane mówiące o tym, że długość życia wydłużyła się w neolicie sugerują, że w paleolicie żyliśmy maksymalnie 15 lat. Ale dane te są średnią, co oznacza że wlicza się w to zgony noworodków, zgony po porodzie itd. Antropolodzy wyraźnie zaznaczają, że dorośli żyli tyle samo co my, a nawet dłużej – bo pozbawieni problemów otyłości, chorób serca, osteoporozy i wielu wielu innych. Dodatkowo, są na to wyraźne dowody, że odkąd zaadoptowaliśmy rolnictwo i nową dietę – zmaleliśmy. Straciliśmy na wzroście, muskulaturze, jakości uzębienia itd. Myślicie, że to normalne tracić zęby bez opieki dentystycznej w wieku 20-30 lat? To skutek diety – tłuszcz zabija bakterie, węgle i cukry je karmią.

    Argument, że już zdążyliśmy przyzwyczaić nasze organizmy do naszej diety – jest bez sensu. Rolnictwo w Europie istnieje dopiero od 2000 lat, podczas gdy chroniczna konsumpcja węglowodanów i cukru to tylko lata po-1900. Jak się to ma do setek tysięcy lat naszej ewolucji? Naukowcy sugerują, że potrzeba nam kolejnych 40 000 lat aby zaadoptować się do nowej diety. Ale po co? Po to aby zakończyć istnienie gatunku w obliczu upadku technologii?

    Jako ciekawostka – badania nad zawałem serca prowadzi się na królikach – które karmi się orzechami ziemnymi – aby wywołać choroby serca. Orzeszki ziemne, to nie orzechy a groch i bez obróbki są nie jadalne. W swoim składzie mają białko połączone z cząsteczką węglowodanu, które nie jest trawione przez ludzki układ trawienny i dostaje się prosto do krwiobiegu, a tam odkłada w naczyniach wieńcowych.

  31. Ossad Ossad pisze:

    „Inaczej nie przetrwalibyśmy 500 000 lat naszej ewolucji na skutym lodem globie”
    1. Mówisz tylko o ewolucji homo sapiens
    2. Nigdy glob nie był skuty lodem. Większość społeczności łowiecko-zbierackich egzystowała w warunkach klimatu ciepłego lub tropikalnego (Afryka kolebką ludzkości).

  32. Jack Vineyard Jack Vineyard pisze:

    1. A czym jesteśmy jeśli nie Homo sapiens sapiens? Jeśli nawet ktoś z nas byłby z innej rodziny Homo, to wszystkie inne szczepy niż Homo były 95-100% mięsożerne. Większości wydaje się, że jeden gatunek Homo wymierał a następny powstawał. Natomiast różne gatunki żyły obok siebie, nie mając ze sobą wiele wspólnego genetycznie. To tak jakbym opisując ewolucje szympansów brał pod uwagę ewolucję goryli.
    2. Afryka kolebką ludzkości, co nie oznacza, że przez okres zlodowacenia była taka sama. W czasie zlodowacenia Afryka była pustynią bez roślinności, ani zwierzyny. Zwierzęta powędrowały za roślinnością, a ludzie podążyli na północ za zwierzyną. Nikt dla przyjemności nie przeprowadza się tam gdzie zimno.

  33. hosecarlos pisze:

    Napisała Pani GragaK, że wcina surowe mięso. Od kiedy zjadłem tatar to nie mogę doczekać się kiedy znowu będę jadł surowe mięso. Czy zna pani jakiś sposób na sprawdzenie, mięs czy są z dobrego źródła. Skąd mam mieć pewność? Mam za każdym razem po kupieniu kotleta badać go? Może zna pani jakiś link do pewnej strony gdzie opisują sprawdzone sposoby jedzenia surowego mięsa? Gdzie mógłbym przebadać mięso?

  34. Jack Vineyard Jack Vineyard pisze:

    hosecarlos:

    Nie polecam jedzenia surowego mięsa, ani ja ani żaden z dietetyków czy naukowców. Po pierwsze obróbka termiczna mięsa pozwala na jego lepsze przyswajanie. Obróbka termiczna rozbija długie łańcuchy aminokwasowe na krótsze, przez co trawi się ono krócej i dokładniej. Dla przykładu, ten sam ugotowany kawałek mięsa, zostanie strawiony w 90% podczas gdy jego surowy odpowiednik tylko w 45%

    (Dlatego właśnie produkty pełnoziarniste uważane są za zdrowe – ponieważ są trawione tylko w małym stopniu. Błonnik jest tylko potrzebny podczas stosowania diety węglowodanowej, a jego funkcja to blokowanie wchłaniania węglowodanów i cukrów.)

    Jedzenie surowego mięsa to przesada. Ostatni raz kiedy jeśliśmy surowe mięso w Europie to było około 200 000 lat temu, więc po co cofać się tak daleko w ewolucji? Poza tym, to właśnie obróbka termiczna pozwoliła nam pokonać siły natury. Rodowici Papuasi, którzy jedzą surowe mięso, mają porę godową tylko raz do roku – w maju. Obróbka termiczna wyłania enzym który zaburza ten cykl.

    Poza tym, z uwagi na panujące dziś choroby zwierzęce, które ze zwierzyny hodowlanej przeniosły się również na dziczyznę – nie warto ryzykować. Osobiście polecam suszone i wędzone mięso. Nie wiem jak w Polsce nazywają się takie specjały, ale tutaj jest tego dużo, suszone i wędzone szynki, suszona wołowina (beef jerky) itp. (Suszenie to jedyna naturalna metoda przechowywania żywności, od dawna znana ludzkości)

  35. gragaK GragaK pisze:

    @-> hosecarlos – każde ubite zwierzę winno być zbadane przez weterynarza.
    Żadna szanująca się rzeźnia nie zaryzykuje pominięcia tego obowiązku, gdyż zbyt wiele by ją kosztowało, gdyby zdarzył się przypadek zachorowania choćby jednego klienta na włośnicę lub wągrzycę czy jakąś inną „zarazę”.
    Osobiście unikam kupowania mięsa z wielkich przetwórni, bowiem tam jest mocno napompowane chemią chroniącą przed szybkim utlenianiem i psuciem. Ale mam dostęp do niewielkiego sklepu mięsnego prowadzącego sprzedaż z własnego uboju. I jak na razie mogę im ufać, choć unijne wymogi zaczynają również i ich nękać…[i właśnie m.in. dlatego nie podoba mi się przystąpienie do Unii, heh].
    Poza tym wiem, które zwierzęta na co najczęściej chorują, a w przypadku robaczyc – gdzie larwy lubią się lokować. Stąd tatara przyrządzam z dobrze wybranej wołowiny z tzw. ‘grubego’ (gdyż nie stać mnie na prawdziwą polędwicę), a surową wątrobę zjadam bez oporów z indyka, nie gardząc również z jagnięcia.
    Inne mięsa dla bezpieczeństwa poddaję obróbce cieplnej.

    Tak więc nie musi Pan badać każdego kotleta. On jest już zbadany, a Pan i tak dostatecznie mocno go wysmaży. :D
    Bądźmy rozsądni i nie dzielmy włosa na czworo.

  36. gragaK GragaK pisze:

    @-> Jacku Vineyard – nie przesadzaj, nikt dzisiaj nie jada surowego mięsa na co dzień! To jest okazja, jak okazją bywa wypicie drinka czy lampki wina. Również tatara je się w ilosciach symbolicznych.
    A jeśli robi się to nagminnie i ponad miarę, wówczas mamy już do czynienia z uzależnieniem kwalifikującym delikwenta na leczenie odwykowe. ;)

  37. hosecarlos pisze:

    No nie wiem, odsyłam do http://www.dobradieta.pl/forum/viewtopic.php?t=14841 tutaj piszą co innego.

  38. hosecarlos pisze:

    P.S. Słyszałem o ludziach z ogromną siłą, np: dziadek mojego przyjaciela był kierownikiem prac przy budowaniu koleji, byli tam ludzie jedzący surowe mięso i ponoć wykazywali się przeogromną siłą. Dokładnie tak jak to opisują w moim odnośniku.

  39. Ossad Ossad pisze:

    Niedawno pisałem tu, że prawdziwy facet powinien jadać półsurowe mięso. Widzę jednak, że się myliłem. Prostuję: powinien wbijać kły w surowe płaty mięsa, najlepiej na miejscu, przy ladzie. Miejmy tylko nadzieję, że jego pora godowa przez to nie ulegnie redukcji, lecz wręcz przeciwnie – zacznie się już w tymże sklepie, gdyż panie sklepowe będą mdleć na widok takiego drapieżnika!

  40. Smaczny pisze:

    Pięknie się Państwo „zgraliście” z kanałem Planet bodajże. Tam też przedstawiono film – krytykę piramidy żywnościowej. Ja zajmując się zawodowo warzywami i owocami musiałem też zapoznawać się z produktami z pełnego przemiału zbóż. Ostrzegam przed nimi: są pełne tzw. czynników antyżywieniowych, mogą zachwiać równowagę w przyswajalności bardzo wielu niezbędnych składników pokarmowych ! Szczególnie związki ligninopodobne (czyli drewno) i metale ciężkie są tam obecne w zaskakująco dużej ilości …
    Także oleje roślinne z nasion (zwłaszcza kukurydzy, soi, rzepaku i lnu) są bardzo szkodliwe dla zdrowia. Powodują, że w naszej diecie znaczącą przewagę nad omega 3 zdobywają omega 6. Po kilku pokoleniach takiej diety możemy po prostu najzwyczajniej „zidiocieć” …
    Rozpatrując rozwój linii hominidalnej – od jakieś 2,5 miliona lat do ok 8-7 tys. lat temu jedliśmy potężne ilości mięsa korzonków (warzyw) i owoców (ryby to dieta częstsza od najwyżej kilkudziesięciu tys. lat, a oleje roślinne od 4 tys lat – oliwa z oliwek, kilkuset lat – !!! – pozostałe). Owszem gdy w „praczasach” zjedliśmy za dużo surowego mięsa to ginęliśmy na hiperwitaminozę „A” …
    Warto zajrzeć do książki Mitologia ekologii Indian, by dowiedzieć się, że z zabijanych tysiącami bizonów (strącanie z urwisk), Indianie zjadali tylko tłuste garby (nie umieli łowić ryb, i niektórzy właściwie nigdy nie polowali na inne zwierzęta) !!! Mimo to próchnica zębów i zawały się ich nie imały !!!
    Jedzenie powinno być przede wszystkim smaczne !!!
    A najlepiej fizjologicznie (z „pełnego przemiału” działa przecież tylko fizycznie – jako wypełniacz) syci głód wieprzowe mięso „marmurkowe” (to co tak usilnie wyrugowano w procesie hodowlanym) i boczek a raczej trzeba by było powiedzieć – „boczuś”. Uzupełnione dużą ilością warzyw i owoców nie pozostawiają bowiem miejsca na tzw. dojadanie. Jeśli do tego dołożymy pełnotłuste wyroby mleczne z fantastycznym dla zdrowia omega 9 i doskonałym stosunkiem omega 6 do 3 …
    A w naszej diecie najgorsze to chleb do zupy – dieta ciężko fizycznie pracującego rolnika z pradawnych czasów …
    No i nie krzyczmy na naszych dzieci żeby nie biegały po mieszkaniu, bo wówczas zabijamy ich naturalną skłonność do ruchu i … sami wpychamy je do komputera …

  41. gragaK GragaK pisze:

    @-> Smaczny, bardzo dziękuję za włączenie się do dyskusji. Ten temat bardzo mi leży na sercu.
    O ligninie w osławionych zdrowych otrębach i o olejach roślinnych już nie chciałam wspominać, bo dość się naraziłam tłustym mięsem.
    Ale przy okazji roślinnych tłuszczów – jedynie olej z oliwek jest OK, czy tak?

    Do uwagi n/t dzieci dorzuciłabym jeszcze dwie prośby:
    1. Nie zmuszajmy je do zjadania wszystkiego, co nałożyliśmy im na talerz, gdyż u dzieci funkcjonuje instynkt, który podpowiada, ile pokarmu muszą przyjąć.
    2. Nie krzyczmy na nie, kiedy z kromki chleba zdejmują wędlinę. Również instynkt podpowiada im, jakich pokarmów nie należy mieszać.
    To przez kochających dorosłych nabywają złych nawyków żywieniowych, które potem w życiu mszczą się zaburzeniami metabolizmu, co prowadzi do otyłości oraz chorób.
    Pozdrawiam, GK.

  42. hussair73 pisze:

    W poniższym linku zwróćcie uwagę na wypowiedź buchu_88, który szeroko uzasadnia dlaczego spożywanie gotowanego i smażonego mięsa (i innych potraw) JEST bardzo szkodliwe dla zdrowia, przy tym rakotwórcze.
    http://www.sfd.pl/Obr%C3%B3bka_termiczna_pokarm%C3%B3w-t143696.html
    Środowisko już nie wegetarian – którzy niestety ciągle gotują swoje „zdrowe” warzywa, niszcząc ich enzymy i minerały – ale wegan i witarian (100% surowego jedzenia) szerzy się w świecie tak gwałtownie, że nie przegapiają tego media:
    http://www.youtube.com/watch?v=rYX18NGTwls
    No, cóż, wobec tych danych, udokumentowanych na tyle, że niepodważalnych, można przyjąć założenie, że spożywanie mięsa surowego niesie szkody dużo mniejsze, niż spożywanie mięsa smażonego, czy gotowanego. Ale założyłbym raczej, że wobec faktu, iż każda forma mięsa wnosi szkody i ryzyko, nie ma żadnego powodu – poza smakowym upodobaniem – by je w ogóle jeść i kopać organizm, który chcemy zachować sprawnym i przytomnym jak najdłużej. Mięso nie daje nam takich znowu wielkich cudów, te kilka witamin, żelazo i białko można szczodrze zrekompensować z garści orzechów i kilku warzyw (surowych, surowych…). A rośliny krzywdy nam nie robią i to jest fakt.
    Można powiedzieć, że w roślinach tkwi jakaś chemia (większość witarian sama je sobie jednak hoduje), ale po pierwsze – roślina jest organizmem żywym, który w jakiś sposób te obce naleciałości zwalcza, gdy martwe mięso z pewnością nie. Po drugie – w roślinach tkwi mnóstwo substancji i witamin antyrakowych (np. niesłychanie istotny pancerz antyrakowy: B17 w migdałach czy kiełkach lucerny) można zatem przyjąć założenie, iż nawet jeśli przyjmujemy owoc, czy warzywo spryskane, to już z antidotum. Natomiast o ile mi wiadomo, w mięsie nie ma NIC, co wydałoby walkę (lub choćby namiastkę ochrony) atakującemu nasze ciało rakowi, czy wirusowi. Nic. Jest natomiast, poza rakotwórczymi zniszczonymi enzymami, cukier i chemia – jeśli kupujemy np. mięso puszkowane – co zadaje kolejne kopniaki obciążonemu już systemowi immunologicznemu. No, ale wszystkie te sprawy profesjonalnie i dokumentnie opisuje pierwszy z powyższych linków.
    Chciałbym powtórzyć, że weganie – ludzie jedzący wyłącznie rośliny (warzywa, owoce, kiełki, orzechy) to prawdziwe postacie z krwi (zdrowej) i kości (mocnej), a nie jakieś elfy z powieści Tolkiena, których sprawności i zdrowia nikt nie widział. Jeden z nich, Carl Lewis, był najszybszym człowiekiem świata w latach 90. I to nie dlatego, że ważył 25 kg i niósł go wiatr;-)
    Co do uwag na temat żywienia dzieci – tak, szanowanie ich instynktu, co do łączenia i porcjowania, jest zaprawdę świętością. Mój syn ma teraz 4.5 roku. Nigdy nie zmuszałem go, by jadł na przykład kiełbasę z chlebem. Odkąd zostałem wegetarianinem, siłą rzeczy mięso rzadko pojawia się na naszym stole, ale nie zakazuje mu jego konsumpcji, jeśli ma takie życzenie. Co zdarza się rzadko i pewnie bardziej dlatego, że moja żona mięso je;-).
    Smaczny – radziłbym mieć na uwadze, że nauka ciągle się rozwija (pomijam fakt, że bywa narzędziem manipulacji w rękach rządzących), to, co mówią dziś o tym rzekomym strącaniu bizonów, mogą np wyśmiać za 5 lat jako bzdury. Wiek Ziemi, wiek człowieka, przyswajanie narzędzi etc.etc – to wszystko ciągle jest przesuwane i korygowane. Nauka jest jakoby organizmem żywym. To sprawiło, że już dawno na opnie naukowców patrzę z pobłażaniem. Kiedyś czytało się całe tomy o dobroczynnym wpływie mleka, dziś coraz częściej mówi się, że to ciężkostrawna trucizna. Za komuny, jak pamiętam, polecano 1-2 jajka w tygodniu, strasząc cholesterolem. Dziś już słychać opinie, że jedno jajko dziennie to samo dobro. Kiedyś być może usłyszymy opinię, że jajko w ogóle nie jest dobrem, podobnie jak mleko i mięso.
    Odrzucając dyrdymały o cholesterolu, zrobiłem sobie w zeszłym roku wielomiesięczną „kurację” jajeczną, nieomal dzień w dzień jajecznica albo gotowane jajka. Moja forma w niczym się nie pogorszyła. Mój kumpel poszedł z tym dalej – nawet zresztą nie wiedziałem, że czyni podobny eksperyment w tym samym czasie. Nafaszerował się jajkami przez dwa miesiące i poszedł zrobić wyniki. Cholesterol? Dolna dopuszczalna granica.
    Autorytety lekarzy upadają, bo weryfikuje je samo życie i nasza kondycja. Ostatnio na świeczniku pojawiła się coraz głośniejsza sprawa szczepionek dla dzieci (dorosłych też zresztą, wobec epidemii), które czynią spustoszenie w systemie obronnym i degenerują organizm, dając w zamian nic albo niewiele.
    Jedno jest pewne. Nadmiar sałaty nikomu jeszcze nie zaszkodził;-)

  43. Jack Vineyard Jack Vineyard pisze:

    Wegetarianie pozyskują główne źródło energii albo z węglowodanów (które zawsze są pochodzenia roślinnego) albo tłuszczów roślinnych. Jak na razie jedno i drugie jest głównym problemem industrialnej diety, powodując szereg chorób cywilizacyjnych. Pytanie brzmi, czy istnieje wegetarianizm bez pomocy technologii? Już widzę wegetarianina jedzącego surowe zboże albo ziemniaki, albo wyciskającego olej z ziaren słonecznika. Albo wyobraźcie sobie naszych przodków hodujących owoce i warzywa w swoim lodowym ogródku.

    Gdyby nasi przodkowie jedli tylko warzywa i owoce to na pewno nie bylibyśmy tak bardzo rozgarnięci dzisiaj. Ale przynajmniej nikt by nie doszedł do wniosku że od teraz będziemy jeść trawę…

    hussair73: chyba nie wierzysz w to, że twój syn będzie jadł mięso? Jesteś autorytetem i wszystko co robisz, on będzie powielał w dorosłym życiu. Wegetarianizm to nie kwestia smaku, gustu, zdrowia tylko ideologia. Niestety wszystkie diety dzisiaj to ideologie.

  44. hussair73 pisze:

    Czy istnieje w ogóle jedzenie bez technologii? Technologia sama w sobie nie jest złem przecież. Ale uprę się, że żadnej nie trzeba, by żyć z roślin. Choć nie powiem – sokowirówka i malakser stanowią ważną część mojego kuchennego sprzętu:). Vineyard, wegetarianie jedzą gotowane ziemniaki, ale witarianie już nie. Pytanie brzmi – czy muszą jeść w ogóle te ziemniaki? Mając setkę innych warzyw smacznych w swej surowej postaci raczej nie płaczą z powodu kartofli… Tak a propos, ja wyciskam sok z ziemniaków w sokowirówce, oczywiście mieszając z jabłkami i pomarańczami. Przesuwam się powoli w kierunku linii witarianizmu, bo mimo wszystko długowieczne zdrowie i podwojenie sił wyżej u mnie stoi, niż nawyki smakowe (a kocham puree).
    Najzupełniej nie rozumiem Twego wniosku, że gdyby przodkowie byli wegetarianami, to bylibyśmy mniej rozgarnięci. To taki strzał kulą w płot, jak to mówią. Niby dlaczego? W warzywach i owocach jest wszystko, co potrzeba, tak mięśniom, jak i mózgowi. Nierozgarnięci, hm… Ciekawe, że najmądrzejsi ludzie tej planety byli wegetarianami, że wymienię:
    Platon i cała jego grupa filozoficzna, Thomas Edison, Leonardo da Vinci, Isaac Newton, Nicola Tesla, Sokrates, Pitagoras, Einstein, Plutarch…
    Wydaje się, że odrzucenie mięsa oczyszcza umysł… Nie muszę chyba mówić, że wymienione wyżej postacie wniosły ludzkości rewolucyjną filozofię lub wynalazki. Spróbuj wymienić taką armię geniuszy mięsożerców, niełatwo chyba.
    Ciekawostka – eksperymenty dietetyczne na więźniach wykazały, że wyłączenie mięsa z ich jadłospisu w ogromnym stopniu obniżyło skalę przemocy w badanych ośrodkach. Wiadomo już także, że mięsożercy mają znacznie silniejszą potrzebę picia alkoholu, co wiąże się z potrzebą organizmu oczyszczenia się z toksyn, gdy tymczasem u wegetarian skłonność do alkoholu spada diametralnie – co osobiście potwierdzam.
    Tak, zdaję sobie sprawę, że mój syn zapewne pójdzie moim wegetariańskim tropem. Mimo wszystko będzie to jego nienarzucony wybór. Co więcej, z pewnością dokona go tylko widząc moją wysoką formę ducha i ciała. Gdyby tego nie widział, czy wstępowałby na pole minowe?
    Dieta jest ideologią? Możliwe. Samo w sobie nie jest to wszak złe. Muszę powiedzieć, że w moim przypadku decydowały równomiernie dwa czynniki; los zwierząt i moje zdrowie. Gdyby nie współczucie dla męczonych, tuczonych i masakrowanych zwierząt, nie dałbym rady odrzucić mięsa – co najwyżej ograniczyć. Po prostu uwielbiam smak mięsa i brak mi go do dziś.
    I odwrotnie – gdyby odłożenie mięsa zaczęło osłabiać ciało i rujnować organizm, na pewno nie trzymałbym się wegetarianizmu tylko dla zwierząt. Krótko mówiąc moje zdrowie jest dla mnie priorytetem, czy to nazwać egoizmem, czy nie. Ale człowiek niesprawny nie jest szczęśliwy tak, jak sprawny,poza tym moja rodzina oczekuje we mnie podpory, a nie obciążenia.
    Na szczęście – wegetarianizm krzepi:). Czy będzie mi służył witarianizm, co oznacza odrzucenie nawet nabiału (bądź, co bądź, wydzieranego zwierzętom), przekonam się już latem. Jeśli nie – wrócę do niego. Zmiany w diecie należy przeprowadzać ostrożnie i bez fanatyzmu. Niestety, podejrzewam, że ta wiara w mięso i nabiał to tylko zakorzeniona w głowach ludzi propaganda wielkich korporacji. Warto spróbować się od tego oderwać, skoro ciało może zyskać.
    Jeszcze jedna ciekawostka – odkąd mój syn coś słodkiego, np. batonik, może jeść tylko raz w tygodniu (niedziela), znacznie złagodniał i wyciszył emocje. Jest grzeczny i wyważony. I energia też się go trzyma. Dieta cuda czyni:)

  45. hosecarlos pisze:

    Ale wpadliście w jakiś labirynt. Kłucicie się jaką dietę mieli ludzie x lat temu. A skąd to możecie wiedzieć. Kwestia nie do sprawdzenia. A zwłaszcza na forum. Jeśli chcecie wiedzieć jaka dieta jest najlepsza, to trzeba to sprawdzić. Należy przeprowadzić badania naukowe na grupie ludzi. Jeśli takowych nie ma i wtedy będzie wiadomo na 100% co jest OK a co nie. Czy przy mięsnej diecie człowiek jest skażony, i czy w wegetarianie są bardziej podatni na manipulacje i czy ich układ nerwowy jest osłabiony. Na podstawie badań będzie można cokolwiek powiedzieć. Bo tak to do niczego w tej rozmowie nie dojdziecie.

  46. Art pisze:

    Ciekawe, czy większe znaczenie w historii ewolucji miały tysiące lat powolnych zmian, czy przeciwnie, nagłe zmiany, powodujące potrzebę dostosowania się z pokolenia na pokolenie.

    Idąc tym tropem trzeba zadać pytanie, czy to co człowiek zrobił ze swoim środowiskiem w ostatnich dekadach, to już jest ta „nagła zmiana” ? Innymi słowy, czy mamy raczej tego co dla nas najlepsze szukać w historii tysięcy poprzedzających nas pokoleń, czy może jednak został już osiągnięty punkt krytyczny, wymagający nadzwyczajnych środków dopasowanych do aktualnej, a nie żadnej innej sytuacji z przeszłości.

  47. hussair73 pisze:

    hosecarlos – nikt się w zasadzie nie kłoci:). Ale masz rację, że to sięganie wstecz niczego nie weryfikuje. Tyle, że z tymi badaniami oficjalnej nauki trzeba być ostrożnym, bo często okazuje się,że ile ośrodków badawczych, tyle teorii, tyle „dowodów”… Często na wynik badań wpływa jakieś lobby, na przykład korporacja mleczarska sponsorująca ośrodek badawczy. Jakiego w takim wypadku oczekiwać wyniku? Że nabiał szkodzi? Wiadomo, że nie. Wskażą tylko profity. Nie powiedzą na przykład tego;
    http://dubrov.inwestnet.com/mleko/index.php?option=com_content&task=view&id=30&Itemid=44
    … Sam wiesz, jakie rzeczy się dzieją. A potem reklama czyni sito w głowach ludzi, którzy bezkrytycznie kupują te czy inne hasła. Taki rzekomo cudotwórczy Actimel już dostał po uszach za fałszywe obietnice z reklam.
    Krótko mówiąc najlepiej sprawdzić na sobie. Ja to robię.

  48. Marek Bonarski Marek Bonarski pisze:

    ” Ciekawe, że najmądrzejsi ludzie tej planety byli wegetarianami, że wymienię:
    Platon i cała jego grupa filozoficzna, Thomas Edison, Leonardo da Vinci, Isaac Newton, Nicola Tesla, Sokrates, Pitagoras, Einstein, Plutarch…”

    No wybacz, ale brzmi to jak „Kopernik była kobietą” :)

  49. hosecarlos pisze:

    Badania można zlecić i je wykonywać pod różnym kątem. Nie mniej jednak badania naukowe są niepodważalne jeśli ewentualnie nie wkradnie się błąd lub zła interpretacja wyników. A kto tam wie jak naprawdę żywili się 1000 czy 5000 lat temu. Minęło tyle lat i to jest taki kawał czasu! A co dopiero mówić o tym co było 5000 000 lat temu, moim zdaniem to głupie troszkę.

  50. Ossad Ossad pisze:

    A pomyślałeś o tym, że mogły się zachować pozostałości uczt naszych przodków, nawet sprzed wielu tysięcy lat? I o tym, że antropolog potrafi zidentyfikować, jakie zwierzę zostało znalezione na ten przykład w jakiejś jamie odpadkowej na podstawie jednej, małej kosteczki? Ze pestki, ziarna i kości właśnie mogą w sprzyjających warunkach nie ulec rozkładowi przez wiele tysięcy lat? A potem archeolog, archeozoolog i antropolog analizują procentowe zestawienia takich pozostałości na setkach i tysiącach podobnych stanowisk i uzyskują o wiele bardziej obiektywne wyniki badań, niż jakieś współczesne instytuty opracowujące diety optymalne itp.?

Skomentuj