Marek Lenarcik
Wegetarianizm po tajsku
Festiwal wegetariański na wyspie Phuket, w Tajlandii to doroczna ceremonia odbywająca się w trakcie dziewiątego miesiąca księżycowego według chińskiego kalendarza. W 2009 roku festiwal ten odbywa się w dniach 18-26 października.
Lokalna społeczność wierzy, że festiwal i związane z nim święte rytuały przynoszą szczęście tym, którzy aktywnie w nich uczestniczą. W trakcie festiwalu lokalni rezydenci o chińskich korzeniach przestrzegają wegetariańskiej lub wegańskiej diety w celu duchowego oczyszczenia.
Święte rytuały odbywają się w licznych chińskich świątyniach, gdzie praktykujący chodzą boso po rozżarzonych węglach lub wspinają się po drabinach, które zamiast szczebli mają noże, miecze i sztylety. Praktykujący te ascetyczne czynności znani są jako Ma Song. Lokalna społeczność wierzy, że w Ma Song w trakcie festiwalu wstępują bogowie.
Ma Song manifestują nadnaturalne zdolności i dokonują samookaleczeń, aby oczyścić współmieszkańców ze zła i przynieść im szczęście. Ma Song dzielą się na dwie kategorie: tych którzy mieli wizję zagłady i chcą przedłużyć swoje życie oraz tych, którzy zostali specjalnie wybrani przez bogów ze względu na swoje moralne cechy.
Phuket Vegetarian Festival: parada Ma Song
Phuket Vegetarian Festival: Finałowa parada! – zobacz zapis video
Więcej o festiwalu na www.phuketvegetarian.com
Fotografie są własnością autora

















































Marku, prosimy o więcej
Więcej tekstów czy fotek z festiwalu?
Lubię Twoje relacje i powiedzmy, że ta pozostawia lekki niedosyt
Dzięki Marku, Wrzucę więcej fotek. Raczej nie dam rady dopisać więcej w tej chwili, bo strasznie zajęty jestem kursem, który teraz robię. Ale planuję więcej materiałów na tematy różne!
Dzisiejszy katolicyzm jest jednak bardziej cywilizowany. Przynajmniej w Europie.
Nieźle dali panowie!
Też myślę, że coś w nich musi wstępować w trakcie…
Ossad, powiem ci, że kiedyś tak mówiłem. O Europie i chrześcijaństwie jako bardziej cywilizowanych na tle np. świata arabskiego i islamu. Im więcej jeżdżę po świecie tym coraz mniej w to wierzę. Nie chodzi o to, że uważam, że buddyjska Tajlandia jest bardziej cywilizowana niż chrześcijańska Polska, ale o to że chyba nie ma żadnego „bardziej”. Kultury potrafią być tak różne, dziwne i niezrozumiałe dla ludzi wywodzących się z innych kultur, że chyba nie warto nawet próbować porównywać.
Dodałem nowe fotki, ale czesc mi sie powtorzyla. z niejasnych przyczyn nie moge ich usunac. pomoze ktos?
Poprawiłem, Marku. Mam nadzieję, że nie wyrzuciłem za dużo.
Pogoda szara, deszczowa i wietrzna. Nie potrzeba wiatraków, niestety.
Ja natomiast, Marku, miałem kiedyś podobne przekonania do Twoich i głowę oraz serce pełne zachwytów tzw. egzotyką. Ale dzisiaj jestem bardziej skłonny stwierdzić, że samookaleczenia to jakaś ślepa uliczka w rozwoju religii. Większość katolików też już się nie biczuje. Ale religie Wschodu są w gruncie rzeczy niezwykle konserwatywne i pewne praktyki istnieją tam bez zmian od setek lat, a nawet tysiącleci.
A teraz wyobraź sobie teoretycznie fotograficzną relację z azteckiego obrzędu wyrwania serc…
Wiekszosc katolikow juz sie nie biczuje, wiec sa bardziej „cywilizowani” czy po prostu inni? Zachod zawsze przypinal latki – cywilizacja, brak cywilizacji. Pierwszy swiat, trzeci swiat. Kraj rozwiniety, kraj rozwijajacy sie. Ja staram sie wyjsc poza te ramki i kazde obce zjawisko traktowac jako warte poznania, zrozumienia i uszanowania.
Niesamowite. !! Marku. brawa! tchu mi brak!
)) także czekam na następne relacje.
Ja tylko zwracam uwagę, że kiedy mówi się o polskiej religijności, często szydzi się na przykład z gromnic, odpustów itp. Natomiast te same osoby często jednak bezrefleksyjnie zachwycają się religijnością Wschodu, choć tam się zabija dla bogini Kali, czci się fallusy i okalecza własne ciało. Chrześcijaństwo jako kolejny etap rozwojowy religii monoteistycznej odrzuciło tego typu praktyki jako jednak szkodliwe dla człowieka. Nie twierdzę, że to jest lepsze, a tamto gorsze. Ale gdy oglądam takie zdjęcia, myślę, że to co widzę jest w najlepszym wypadku kuriozalne, a w niektórych kadrach – obrzydliwe.
Coś w tym jest, co Ossad pisze.
To kto zrobi ciekawy fotoreportaż z jakiegos polskiego odpustu? Plus gromnice do tego itp. Zobaczylibyśmy, jakie będą reakcje…
No ja nie należę do szydzących z gromnic itd i też się nie zachwycam bezrefleksyjnie religiami wschodu, ani niczym z zasady. Po prostu jak usłyszałem, że taka impreza się odbędzie to złapałem aparat i pognałem robić zdjęcia. I przyznaję, że jest dla mnie coś magicznego, fascynującego i pociągającego w tym. Nie w tym, że banda facetów zrobiła sobie z ryja jesień średniowiecza, ale w tym, że oni głęboko wierzą, że zostali wybrani przez bogów by wziąć na siebie całe zło społeczności, z których pochodzą. To forma ofiary mająca zapewnić dobrobyt mieszkańcom ich wiosek. Oni w to głęboko wierzą, ludzie oglądający paradę patrzą na nich z wielkim szacunkiem, częstują ich piciem, jedzeniem. A obcokrajowcy jak ja sterczą z aparatami ze śmiertelnie poważnymi minami nie wiedząc jak się zachować, gdy mężczyzna z szablą w twarzy podchodzi i wręcza garść cukierków…
Mi osobiście nigdy by do głowy nie przyszło, że Ty Marku szydzisz z jakichkolwiek obrzędów.
Natomiast uważam, że coś w tym jest, co Ossad napisał – spora część społeczeństwa odbiera tradycyjne obrzędy religijne z naszego kręgu kulturowego, jako objaw zacofania i ciemnogrodztwa. Krytykując je, jednocześnie z zafascynowaniem wypowiadają się o egzotycznych zwyczajach. Tak sądzę.
A Twój materiał jest świetny, bo pokazuje coś, czego większość z nas nigdy w zyciu nie ujrzy na własne oczy i przybliża nam sposób myślenia, odczuwania pokazanej przez Ciebie społeczności.
Marku, nie bierz do siebie mojej uwagi, bo oczywiście nie taki był jej wydźwięk. Twoje teksty świadczą o tym, że z szacunkiem traktujesz chyba wszystkie przejawy religijności. Ten szacunek, moim zdaniem, nie wyklucza jednak naszego prawa do oceny. Moja ocena jest negatywna, komuś może się natomiast to podobać lub wydawać się fascynujące, tak jak odczuwamy fascynację połączoną ze strachem, kiedy myślimy o kanibalizmie. Jednak w wielu miejscach na świecie doszło chyba do dziwnej sytuacji, w której religia opiera się na ciemnych mocach, destrukcyjnych i bardzo niebezpiecznych dla ludzi. Można założyć, że wyznawca będzie w stanie poradzić sobie z demonami, które przyzywa i którym służy. Ale nie zawsze musi tak być…
Nic do siebie nie biorę, spokojnie.
Chyba można uznać, że traktuję z szacunkiem wszystkie objawy religijności, choć sam religijny nie jestem. Byłem swojego czasu zaczytany w Orianie Falacci, Robercie Spencerze i regularnie śledziłem http://www.jihadwatch.com. A potem odwiedziłem dwa kraje islamskie (obecnie trzy), poznałem wielu muzułmanów, doczytałem co nieco i totalnie zmieniłem swój stosunek do tej religii. Te doświadczenie chyba wpłynęły na to, że ostrożnie u mnie z ocenianiem, zwłaszcza negatywnym.
Ty Ossad słyniesz jednego z czarno-białych osądów, więc Twoja postawa zupełnie mnie nie dziwi
.
„Ty Ossad słyniesz jednego z czarno-białych osądów, więc Twoja postawa zupełnie mnie nie dziwi”
Nie, to tylko takie wrażenie wirtualne. Po prostu czasem trzeba coś przerysować, żeby zobaczyć ostrzej. Natomiast cała skala szarości i barw jest zawarta w warunkach świata rzeczywistego. Dajmy na to, że też bym był na tej ceremonii. Gdybym miał przy sobie swojego Nikona, na pewno zrobiłbym zdjęcia. Być może zdecydowałbym się je opublikować gdzieś w internecie. Ale stojąc w tłumie fotoreporterów zastanowiłbym się jednocześnie nad tym, czym jest w istocie dzisiaj takie święto. Czy każdy z jego uczestników działa z głębokiej potrzeby i przekonania, czy też czy i tu dotarły prawa popytu i podaży? Może dzisiaj jest tak, że zostali już tylko ci, którzy „mieli wizję zagłady i chcą przedłużyć swoje życie”, a tych „którzy zostali specjalnie wybrani przez bogów ze względu na swoje moralne cechy” trzeba szukać zupełnie gdzie indziej? Nietrudno mieć wizję zagłady, zwłaszcza z pomocą różnych substancji. Ale ten mechanizm samookaleczenia jest na pewno inny, niż wynikający z przekonania o byciu namaszczonym. W tym drugim przypadku człowiek pewnie jest w stanie przebić sobie strzałą oba policzki i nic nie poczuć ani nie zalać się krwią.
Podsumowując: jeśli to wszystko jest dzisiaj głównie na pokaz, to szkoda.
@ Ossad
„Czy każdy z jego uczestników działa z głębokiej potrzeby i przekonania, czy też czy i tu dotarły prawa popytu i podaży?”
Dokładnie to samo pytanie można zadać spełniającym rytuały w każdej kulturze. Również chrześcijańskiej.
@ Art. Wiem o tym. Dlatego wspomniałem o odpustach.
Dorzucilem nocne fotki i dwa filmiki
O rany! A ja dopiero dzisiaj odkryłam obecność filmików.
…
Takie sprawozdania z podróży to rozumiem. Jeszcze tylko zapach, degustacje smakowe i nie ma potrzeby wychodzić z domu
Świetny pomysł i świetna relacja.
Ciesze sie, ze sie podobalo. Znow nie mam czasu ani sily pisac. Mam material na jakies 6-7 tekstow, w tym o psychicznie chorych na Bali, gdzie obecnie jestem. Obiecuje wysyp w grudniu, bo musze w koncu gdzies zacumowac i to w koncu spisac. We Wschodnim Timorze podobno atmosfera sie zageszcza w zwiazku ze zblizajacymi sie obchodami niepodleglosci. Lece w poniedzialek, trzymajcie kciuki
Bali? Świetnie! Siostra niedawno wróciła z Bali z furą zdjęć oraz filmików. Jest całkowicie oczarowana, choć nie tak łatwo ją czymś omamić (jest przewodnikiem turystycznym w Afryce, niejedno widziała i niejedno doświadczyła). Tylko pisać nie lubi, paskuda jedna, więc za chiny ludowe nie mogę jej namówić, by tutaj dzieliła się swoimi przygodami.
I nie zwlekaj z tym pisaniem, gdyż czas nie służy pamięci, a drobne, najsmaczniejsze kąski łatwo się gubią w gąszczu ważniejszych informacji.
Powodzenia życzę oraz wolnego czasu z weną!
Marek, trzymam kciuki. Pisz i o tych Tajkach nie zapomnij
Dzieki GragaK! Bali ma cos w sobie. Kazdy moze znalezc tu cos dla siebie. Od 7* resortow (dwa mialem okazje zrecenzowac, ale nie wiem czy to opisac bo znow mi zarzuca kryptoreklame!) przez hedonistyczne kluby z londynskimi cenami wzdluz przepelnionych plaz po magie, duchy, lokalne wierzenia, kulture, swiatynie… ufff… dlugo by wymieniac. Biore przyklad z kolegow z Lonely Planet – Czego nie zobacze lub zapomne to zmysle
Dzieki Ewo. O Tajkach pamietam. Pozwol mi nabrac indonezyjskiej perspektywy
. Zeby rozbudzic ciekawosc w zyciu nie przypuszczalem do czego zdolne sa dziewczyny w teoretycznie islamskiej Indonezji, zeby upolowac sobie chlopaka za zachodu
.
Tajki… uważaj, są zdolne poświęcić WSZYSTKO!!!!
Nie daj się zwieść blichtrowi pięknych słówek oraz tzw. „dowodów”…
Wiesz? Mój wujek (za komuny podróżujący – o dziwo! – własnym żaglowcem), musiał 5x brać ślub z córkami miejscowych notabli, by w ogóle móc wypłynąć z portu.
Nasze europejskie wyobrażenia nijak się mają do realiów Trzeciego Świata.
Niestety…
Trzymam zaciśnięte kciuki!
Tajki, Indonezyjki…wyglada na to, ze cos jest na rzeczy jesli chodzi o Azjatki i Europejczykow
. Od jutro zbadam jak sie sprawa ma we Wschodnim Timorze. Fajna historia u wujku!