Jack Vineyard

Praca z pijanymi

800px-Sunny_Beach_disco_61

Życie klubowe jest bardzo popularne na wyspach

Stojący pod pubem bramkarz spojrzał ze zrozumieniem na młodego Rosjanina, ten kręcąc głową odpalił papierosa. Zmęczony gonitwą uliczną, w końcu odzyskał lusterko swojego samochodu.

- Żadnego szacunku… – wtrącił Paul, ochroniarz pracujący na drzwiach lokalu.
- Żadnego… Zbyt łatwe życie, niż nie poradzisz – odparł chłopak.

Bo w tej pracy właśnie głównie rozchodzi się o szacunek.

Nasza rozmowa, wielokrotnie przerywana jest przez krzyki tłumu. Ktoś wymiotuje, stojąca na papierosie dama zakłada sobie nogę na głowę, obnażając wszystko, czego skąpy strój wieczorowy jeszcze nie odkrył. W tle słychać krzyki i odgłosy tłuczonego szkła, nagle pijana dziewczyna jedząca frytki ze styropianowego pudełka potyka się i upada. Umazana keczupem wstaje i krzyczy „to twoja wina” do najbliżej stojącej osoby. W międzyczasie ulicą przebiega nagi mężczyzna w stroju kąpielowym z filmu „Borat”. Grupka dziewczyn z przyciasnymi butami w rękach, chodzi po rozbitym szkle nic sobie z tego nie robiąc. Za obrażoną dziewczyną idzie chwiejnym krokiem chłopak, zatrzymuje się przy grupce ludzi i krzyczy „mam wielkie jaja”, po czym wyjmuje je na dowód. Pośrodku tłumu wesoło spaceruje uśmiechnięta policja.

Nie jest to fikcja, lecz rzeczywistość weekendowa na wyspach. Zmartwieniem brytyjskiego rządu nie jest już nadmierna konsumpcja alkoholu, lecz plaga picia dla szybkiego upicia się (ang. – binge drinking). Dane statystyczne, niezależnie od źródła, są zatrważające. Dwa lata temu, ponad 73 procent ankietowanych mężczyzn, 58 procent kobiet i 21 procent dzieci w wieku 11-15 lat przyznało się do picia alkoholu w ciągu ostatniego tygodnia. Od alkoholu nie stroni również 39 procent ciężarnych kobiet. Odpowiednie organy decydują się na walkę z tym zjawiskiem, poprzez wprowadzenie restrykcyjnych praw licencyjnych, ograniczających godziny w których można kupić alkohol oraz odbierając licencję punktom, które do tej pory mogły sprzedawać alkohol nieznacznie dłużej. Lecz to nie sklepy są tutaj głównym zaopatrzeniem, ale miejsca takie jak puby i kluby. Takie miejsca również znalazły się na czarnej liście i rząd planuje wkrótce zapobiec zjawisku poprzez wprowadzenie ponad 60-procentowej podwyżki podatku na alkohol. Pomimo iż ceny alkoholu w pubach i klubach wzrosły drastycznie z powodu kryzysu, zjawisko picia na umór wcale nie zmalało. Bo czy można tak łatwo wyplewić narodowe obyczaje i tradycje? Są one tutaj równie silne, jak nasza polska wigilia i zwyczaj łamania się opłatkiem, z tą różnicą, że tutaj na wyspach każdy dzień jest dobry aby świętować. Minister Szkocji, społeczności w której jako pierwszej wprowadzono ograniczenia licencji na sprzedać alkoholu, oficjalnie przyznał w parlamencie, że „picie na umór (binge drinking), to już sport narodowy Szkocji”.

Piją wszyscy. Nawet w klubie bokserskim, reprezentowanym przez zawodników zarówno amatorów jak i profesjonalnych, weekend był porą kiedy byłem tylko ja, worki treningowe i pusty ring.

679px-Doorman

Praca "na bramkach" wymaga także wiedzy

W poniedziałek nie było lepiej, dopiero we wtorek pojawiała się elita bokserska z podbitymi oczami i zadrapaniami od pijackich wywrotek. Na czele z trenerem.

Spacerując po ulicy można się natknąć na kilkuletnie dzieci, żebrzące nie pieniądze ale o przysługę, aby kupić im alkohol.

- W mojej pracy spotykam się z oburzeniem rodziców, których nie wpuszczam do pubu ze swoimi, nieraz kilkuletnimi dziećmi. Zdarzały się też przypadki matek przemycających do lokalu swoje nieletnie córki, którym później kupowały alkohol. – mówi Paul, który na co dzień pracuje z pijanym tłumem.

Jego zdaniem, praca na drzwiach do łatwych nie należy tylko na początku. Jak każdą inną pracę – trzeba ją po prostu polubić. Podstawą w tej pracy jest rozmowa z ludźmi.

- Mamy taką technikę, jak zatrzymywanie problemów na drzwiach (ang. – stopping trouble at the door), opiera się ona na prostej zasadzie, że lepiej jest przewidzieć problemy przed wpuszczeniem grupy do lokalu, niż mieć z nimi do czynienia już w środku. Wymaga to odrobiny doświadczenia, psychologii, obserwacji i przede wszystkim czytania ludzkich intencji. Większość zdradza swoje intencje jeszcze na długo zanim zamieni je w zamiary. Czytanie mowy ciała (ang. body language) i umysłu, komunikacja werbalna i niewerbalna są w tej pracy podstawą. Niestety klient pijany, to nie zawsze łatwy klient. – Zauważa Paul, który przerywa rozmowę zapytany przez przechodnia o drogę.

Należało by zaznaczyć, że tutejsi „bramkarze” w eleganckich płaszczach, pod krawatami, to prawdziwi dżentelmeni. Praca wymaga niezwykłej cierpliwości i niesamowitych zdolności komunikacyjnych.
- Oczywiście czasami się zastanawiam co ja tutaj jeszcze robię, ubrany jak na pogrzeb pośród wrzeszczącego, pijanego tłumu. Ale to są tylko chwile zwątpienia. Przed klientem nie można pokazać słabości, bo to może być gwóźdź do twojej trumny. Przez większość sytuacji, w których mam do czynienia z agresją, pozostaję spokojny. Pokerowa twarz (ang. poker face), odpowiedni język ciała i stosunek do agresora potrafią zdziałać cuda. Nikt tak naprawdę nie chce cię uderzyć, gdy jesteś dla niego miły, uśmiechasz się, a na dodatek sprawiasz wrażenie że właśnie wyświadczyłeś mu wielką przysługę.

- Oczywiście nie wszyscy moi koledzy po fachu inwestują w wiedzę na temat ludzkiego umysłu i jego mechanizmów, niektórzy preferują argument siły. – Ze smutkiem stwierdza Paul.

Głównie stąd też wziął się podział na nową (new school) i starą szkołę (old school) wśród brytyjskich ochroniarzy. Nowymi nazywa się tych, którzy weszli w ten zawód po ustanowieniu nowego prawa licencyjnego, wymagającego niekaralności do wykonywania zawodu – starzy natomiast, to wszyscy ci którzy kiedyś pięścią uczyli szacunku, nieraz z przyzwoleniem policji.
- Dla mnie jednak motywem przewodnim stało się powiedzenie jednego z największych angielskich bandziorów (ang. bad boys): „Miło jest być kimś ważnym, lecz ważne jest by być miłym” - Lenny McLean

800px-Alcohol_consumption_per_capita_world_map

Wielka Brytania to czarny punkt na mapie konsumpcji alkoholu na świecie.

Statistic source – NHS Statistics on Alcohol: England 2007 [http://www.ic.nhs.uk/pubs/alcohol07]

Fotografie:
1. Sunny Beach Disco, autorstwa Wizzard, należy do domeny publicznej, źródło: Wikimedia Commons
2. Doorman, autorstwa Hans-Petter Fjeld, licencja: CC-BY-SA, źródło: Wikimedia Commons
3. Alcohol consumption per capita world map, autorstwa Sbw01f, licencja: CC-BY, źródło: Wikimedia Commons

Creative Commons License
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych 2.5 Polska

Podziel się na:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • Google Buzz
  • MySpace
  • Twitter
  • Wykop
  • Śledzik

Skomentowano 4 razy

  1. Ossad Ossad pisze:

    Na tej Grenlandii to chleją… ;) Z Polską nie jest jednak tak źle!
    Ciekawy tekst.

  2. ximian pisze:

    Tu nie tylko chodzi o ilość ale przede wszystkim o jakość picia chociaż fakt, że z nami nie jest wcale tak najgorzej. Sam tekst rzeczywiście bardzo ciekawy (kolejny zresztą).

  3. Art pisze:

    No ale ta Skandynawia wygląda mi podejrzanie jasno :)
    Podobno 10 litrów na głowę.
    http://wyborcza.pl/1,86750,4465478.html

    Chyba, że Wyborcza kłamie ;)

  4. gragaK GragaK pisze:

    Tekst ciekawy, bo od strony ochroniarzy o ludziach w czasie i miejscu zwykle pomijanym przez zdeklarowanych abstynentów.
    No i niejako rozgrzeszający nasze polskie picie na umór.
    Nie wydają mi się jednak potrzebne wstawki angielskich wersji takich sformułowań jak: „stara szkoła”, „nowa szkoła”, „pokerowa twarz”, „mowa ciała” itp., gdyż nie wnoszą niczego nowego. Po prostu są dokładnym (słowo w słowo) tłumaczeniem zbytecznie rozbudowującym tekst.
    Owszem, przetłumaczenie powiedzenia „picie na umór” na „bringe drinking” ma już sens, gdyż nieslangowo mówi się: „deep drinking” (albo jeszcze inaczej w nieco dłuższej formie), a „stopping trouble at the door” tłumaczone słowo w słowo: „zatrzymywanie problemów na drzwiach” brzmi już interesująco, bowiem u nas nie używa się takiego zwrotu.
    Tak więc proponuję tłumaczyć tylko to, co różni się znaczeniem w swoim dokładnym tłumaczeniu. Nie wszyscy bowiem wiedzą, co znaczy np. „kopnąć w wiadro”, „mieć mrówki w spodniach”, „być jabłkiem w czyichś oczach” i wiele innych, całkiem ciekawych powiedzonek.
    Jednak nie o naukę języka angielskiego tu przecież chodzi!
    Serdecznie i cieplutko pozdrawiam „Dwie-Wykluczające-się-Osobowości-w-Jednej”.

Skomentuj