Jack Vineyard
Odżywianie kłamstwem
“Szaleństwo diety nisko-tłuszczowych jest z nami od dwóch dekad, jednak Amerykanie wciąż przybierają na wadze. Dlaczego? Powód jest prosty: diety nisko-tłuszczowe po prostu nie działają.” – Kevin Vigilante, Mary Flynn, “Low-Fat Lies, High-Fat Frauds”, 1999
Pojęcie „dieta” pochodzi z łaciny i greki, jej znaczenie to rutyna, nawyk – droga życia. Lecz nowoczesne pojęcie tego terminu zmieniło się drastycznie i aktualnie kiedy słyszymy „dieta” – automatycznie myślimy o tych kalorycznych reżimach, które przez krótki czas mają odmienić nasze życie na zawsze. Nasi zachodni sąsiedzi kojarzą dietę (ang. – diet) tylko z puszek Coca-Coli. Jednak dieta nie ma nic wspólnego z nowoczesnymi kłamstwami industrializmu.
Dieta, to jest to czym się odżywiamy i możemy płynnie manipulować i balansować pożywieniem w obrębie diety. Dieta to nic innego jak jedzenie, które jemy na co dzień – nie żadne białka, węglowodany i tłuszcze. Niestety, większość nowoczesnych rewolucyjnych diet polega na tej generalnej klasyfikacji składników odżywczych. Większość z nas, spogląda na etykietki aby policzyć kalorie lub tłuszcze i podąża śladem diet skomponowanych z kalorii, białek, węglowodanów i tłuszczów. Jednak w sklepach nie ma na szczęście jeszcze półek oznaczonych „białko” lub „węglowodany”. W rzeczy samej, dla przeciętnej osoby, zrozumienie nauki o żywieniu jest to bardzo trudne zadanie. Nie dlatego, że jest ona trudna. Ale dlatego, że jest ona przesycona ideami, teoriami i ogromnym biznesem – w rezultacie opinie są tak samo zagmatwane jak w polityce. W tym przypadku, ofiarami tej batalii są przeciętni ludzie. Wydawać by się nawet mogło, że naukowcy kompletnie nie rozumieją zagadnień żywieniowych, ponieważ ich prace różnią się w podstawowych założeniach. Świat naukowy, dopuszczony do analizowania naturalnych procesów, próbuje być mądrzejszy od natury. Lecz nasza wiedza, jest tylko marnym urywkiem całości wielkiego projektu, zaprojektowanego i prowadzonego przez niewidzialne siły natury. Naszym problemem jest przekonanie o tym, że już wszystko wiemy. Ale przecież nie możemy być mądrzejsi niż nasz stwórca – życie.
Przekonani przez władzę o racji badań naukowych, pozwoliliśmy im wnieść do naszego życia strach, który ma wpływ na nasze dokonywanie wyborów. Czy był to niezamierzony błąd, czy zamierzony akt – naukowcy wykreowali w nas specyficzne fobie, takie jak fobia cholesterolu czy fobia tłuszczowa. Większość z nas staje się nerwowa, kiedy słyszymy słowo „cholesterol”. Już w 1920 roku John Watson wraz z Rosalie Rayner udowodnili światu, że fobie można wywoływać u ludzi. Stąd faktem jest, że rządy pracujące nad zaleceniami żywieniowymi, wykreowały u nas takie fobie, mówiąc nam abyśmy unikali cholesterolu za wszelką cenę – w ten sposób utrzymując jego niski poziom we krwi. Ten mit krążył wśród nas przez ponad trzydzieści lat, powodując coraz to mniejsze jego spożycie. Nawet dzisiaj, wielu z nas skupia się na ograniczaniu cholesterolu w naszych dietach. Ale prawda jest zupełnie inna – cholesterol który jemy wraz z pożywieniem nie ma nic wspólnego z cholesterolem krążącym we krwi. Wbrew przeciwnie – jedząc cholesterol obniżamy poziom cholesterolu we krwi. Poza tym, cholesterol jest bardzo ważnym składnikiem odżywczym i jest używany przez ciało do produkcji hormonów. Jest on specjalnie ważny dla mężczyzn, u których wspomaga on produkcję testosteronu – głównego męskiego hormonu.
Dlaczego więc to błędne przekonanie było nagłaśniane tak długo? Prawdopodobnie miało to związek z czasem, w którym po raz pierwszy dowiedzieliśmy się o istnieniu cholesterolu – nie potrafiliśmy jeszcze wtedy rozróżniać dobrego cholesterolu (HDL) od tego szkodliwego (LDL).
Ogromny biznes związany ze sprzedażą nowych diet odchudzających, uniemożliwia prawdzie ujrzenie światła dziennego. Pieniądze, biznes, pieniądze.
Nawet jeśli pojmiesz podstawowe założenia żywienia, ta wiedza może być nie wystarczająca, abyś mógł odseparować kłamstwa od prawdy. Możesz nie wiedzieć jak i kiedy jesteś okłamywany. Jeśli kiedykolwiek, zrzucenie zbędnych kilogramów było dla ciebie wyzwaniem, prawdopodobnie spotkałeś się już z cudownymi dietami, mającymi ci pomóc. Te diety są oparte na teoriach, tak bardzo od siebie odmiennych, że wykluczają się one nawzajem. Te rewolucyjne pomysły, zostawią cię w zakłopotaniu, one zostały zaprojektowane aby wzbudzić poczucie winy. Część z nich, zostało stworzonych dla twojego niepowodzenia, ponieważ to nie jest możliwe dla normalnego człowieka wytrwać zbyt długo na takiej diecie. Mówimy tutaj również o rządowej nisko-tłuszczowej diecie (ang. – low-fat). Twoje ciało ma swoje mechanizmy, dzięki którym broni się przed brakiem składników odżywczych. Tajemnicą psychologii jest natomiast fakt, że za niepowodzenie obwiniamy siebie, nie twórców diety („przecież napisał to ktoś, kto musi się znać”). Loren Cordain, sławny badacz diety ewolucyjnej ludzi, napisał w swojej książce, że nauka o żywieniu jest tak samo sporna jak polityka i religia. My możemy przypuszczać, że ten chaos wokół żywienia został spowodowany przez brak wiedzy.
Jakość poszczególnych składników odżywczych, również może różnić się pomiędzy sobą znacząco. Rządy traktują opinię publiczną jak głupców – zakładając, że ludzie są zbyt głupi aby zrozumieć cokolwiek innego niż rozkład na białka, tłuszcze i węglowodany. To jest właśnie powód, dla którego powiedziano nam abyśmy wyrzucili jakikolwiek tłuszcz – ponieważ założono, że nie jesteś w stanie zrozumieć różnicy pomiędzy dobrym wielonienasyconym a szkodliwym nasyconym tłuszczem. Nasze rządy nie powiedziały nam, że węglowodany to cukry (szybko i wolno-wchłanialne), krochmal (dodawany do prawie każdej żywności) oraz naładowane błonnikiem, wolno-wchłanialne pełne ziarna. Również nie dowiedzieliśmy się, że białka dzielą się na szybko i wolno-wchłanialne, z różnymi profilami aminokwasowymi i jakością. Do dziś wielu nie wie, co to jednonienasycone kwasy tłuszczowe, czy są dobre czy złe – bo to przecież majonez, margaryna ale również omega 3 lub omega 6. Potrzebujemy zbalansowanej diety, tak samo jak potrzebujemy poznać prawdę. To jest dla nas bardzo ważne, zrozumieć w końcu jak różne składniki oddziałują na nasz organizm. Niektóre składniki diety są niebywale dobre, podczas gdy inne mogą zniszczyć nasze zdrowie. Ale totalne odrzucenie jednego ze składników odżywczych z naszej diety, nie jest żadnym rozwiązaniem. To jest samobójstwo. Niestety to jest to, co nam powiedziano o tłuszczu.
Na zachodzie, każdy fast-food ma w swojej ofercie coś co ma poprawić jakość jedzenia: nisko-tłuszczowy ser na pizzy, zestaw w McDonaldzie z colą „diet” czy beztłuszczowy majonez.
Należało by więc podkreślić, że regulacje rządowe dotyczące przemysłu żywieniowego są oparte o fałszywe opinie i nieprawdziwe fakty. Ich zalecenia stawiają cię w obliczu zagrożenia zdrowia. Ich akcje, popierane przez kłamstwa nie powinny być zaskoczeniem, jeśli już zdążyłeś się zorientować, że to pieniądz rządzi tym światem. Raz, podczas wyjaśniania zagadnień różnych składników mojemu przyjacielowi, on zadał mi pytanie – „więc jak to jest możliwe, że nigdy dotąd o tym nie słyszałem?”. Moja odpowiedź, pomimo iż prawdziwa, nie była łatwa. „To proste – ponieważ jesteś naiwnym ignorantem”. Dopóki nie weryfikujesz informacji, lecz zamiast tego opierasz całą swoją wiedzę na faktach podanych na tacy, masz marne szanse poznać prawdę. Dzisiaj nie można ufać nawet badaniom naukowym! Jak wiadomo, większość badań do ich prowadzenia wymaga dużych nakładów pieniężnych. Co to oznacza? To oznacza, że wynik poszczególnych badań nie rzadko zależy od źródła finansowania. Interesującym jest, że przez lata mówiono nam, że jedzenie mięsa powoduje choroby serca, sól i witamina C powoduje kamienie nerkowe. Dzisiaj nowsze badania sugerują zupełną odwrotność. Podczas gdy jedne badania zachęcają nas do suplementowania diety multiwitaminami, inne mówią wprost – to powoduje śmierć. Przez lata witamina C pomagała zwalczać przeziębienia, lecz dzisiejsze badania sugerują inaczej. Fałszywe badania naukowe formują podstawę dla nauki żywieniowej, stąd bierze się chaos. (Jeśli wciąż nie wierzysz, że naukowe fakty są manipulowane, zachęcam do przeczytania historii aspartamu i tego jaki ma wpływ na nasze ciało). Niestety nie są to jedyne kłamstwa, w jakie uwierzyliśmy.
Jak dotąd, najniebezpieczniejsze kłamstwa rozpowszechniane w naszym społeczeństwie, to te które pomagają rządom i ich agencjom wnieść zmiany w nasze życie. Do tej pory, uwierzyliśmy w te kłamstwa, ponieważ są one popierane autorytetem. Popierane do tego stopnia, że również większość naukowców, dietetyków i lekarzy w nie uwierzyła i przyjęła jako bazową informację. Oni stanęli przed dodatkowym dylematem – ci którzy mogliby, nie oparli się – ponieważ wyjście poza linię, przeciwko autorytetom rządowym wymaga odwagi, a niekiedy poświęcenia. Ważne jest także to, w jaki sposób większość dzisiejszych autorytetów w swojej dziedzinie stała się autorytetami w ogóle – poprzez zaakceptowanie gotowych opinii. Fałsz podany na tacy, wielokrotnie odgrzewany, połykany na ścieżce kariery. Ci ludzie nie mają w swoich zamiarach wyrządzenia nikomu krzywdy, oni są po prostu ignorantami. Zaprogramowani, przekonani o swojej racji i pewni siebie, stosują fałsz w praktyce bez chwili zadumy. Oni rozprowadzają kłamstwa i mówią ci, żebyś nimi żył.
Niestety, czasami małe błędy na początku, prowadzą nas w złym kierunku ku ogromnym i katastrofalnym w skutkach błędom na końcu. To właśnie ma miejsce dzisiaj w nauce o żywieniu.
W odpowiedzi na rządową presję, producenci wprowadzili niezliczoną ilość dodatków aby podnieść walory smakowe produktów nisko-tłuszczowych.
Podążając dalej, w odpowiedzi na rządowe wymogi redukcji tłuszczu w pożywieniu, producenci żywności na całym świecie wynaleźli i wprowadzili takie dodatki jak Olestra, tłuszcze trans, cukry, chemiczne słodziki oraz wiele innych. Wszystko to po to, aby przywrócić smak pożywieniom obdartym z tłuszczu. Niektórzy mogą się nawet dziwić – co jest złego w cukrze i syropie maltodekstrozy? Cały problem polega na tym, że te dodawane są dzisiaj prawie do wszystkiego, nawet mięsa. Cukry są główną przyczyną otyłości w krajach rozwijających się. Poza tym, dlaczego chcielibyśmy pić cukier za każdym razem kiedy czujemy się spragnieni? Dlaczego chcielibyśmy cukier w kiełbasie i boczku? Ten cukier się sumuje, odkłada się wokół pasa i w połączeniu z nisko-tłuszczową dietą kreuje otyłe, niezdrowe potwory. Cała ta sprawa może wydawać się interesująca, ale byliśmy okłamywani znacznie dłużej. Nauczono się manipulować opinią publiczną, a w konsekwencji przemysł żywieniowy stał się bardzo podchwytliwy dla większości z nas. Dlatego, kiedy wybierasz produkty o niskiej zawartości kwasów nasyconych, dostajesz tłuszcze trans, jedne z najbardziej morderczych tłuszczów stworzonych przez człowieka. Kiedy starasz się unikać cukru, zaniepokojony rosnącym brzuszkiem, wtedy serwują ci chemiczne słodziki, które skutecznie odżywiają twoje guzy nowotworowe. Dlatego właśnie nie można polegać na regulacjach przemysłu żywieniowego – każda zmiana wymagana od producentów przynosi jeszcze większe zagrożenia dla twojego zdrowia. Presja regulacji spoczywająca na producentach, daje im zielone światło dla wprowadzania nowych substancji. Ten przemysł przeniósł swoją uwagę ze zdrowia klienta, na zdrowie handlu.
Teraz można by pomyśleć, że jest prawie nie możliwym znalezienie pożywienia wolnego od dodatków. Niestety, jest to ciężkie zadanie, ale wiedza pomaga rozróżniać związki mniej lub bardziej niebezpieczne. Generalnie, najgorsze pożywienie to te przetworzone, gotowe do odgrzania, wcześniej przygotowane (ang. – ready-to-eat meals). Wszystkie posiłki, które zostały wyprodukowane aby nakarmić twoje lenistwo, karmią także twoje guzy rakowe i zatykają naczynia wieńcowe. Możesz teraz czuć się nieco zakłopotany, więc poniżej prezentuję dla ciebie mały przewodnik:
-
Zawsze kupuj tylko surową, świeżą żywność, najlepiej prosto ze wsi.
-
Używaj tylko świeżych przypraw ziołowych, zamiast gotowych aromatów i sosów.
-
Wybieraj żywność ekologiczną zamiast zmodyfikowaną genetycznie.
-
Kupuj mięso zwierząt karmionych trawą, z wolnego wypasu lub dziczyznę, zamiast mięsa zwierząt karmionych zbożem, soją, antybiotykami i sterydami.
-
Zacznij czytać etykietki na produktach i analizować ich skład. Jeśli sprawia ci kłopot stanie na środku supermarketu i czytanie etykietek – nie powinno – przynajmniej dajesz innym przykład i pokazujesz, że nie jesteś ignorantem i dbasz o zdrowie swoje i rodziny.
Zdrowie jest czymś, czego nie można kupić!
Są również inne powody, dla których musisz natychmiast przestać wierzyć w te wszystkie kłamstwa. Będąc tylko marionetką, robiąc tylko to co ci powiedzą, wyklucza cię jako faceta. Prawdziwy mężczyzna zna prawdę i zawsze rozjaśnia każdą niejasność wokół siebie. Twoim zadaniem jest protekcja rodziny przed złem – i w dzisiejszym znaczeniu – te kłamstwa produkowane przez rządy są tymi smokami z którymi będziesz musiał walczyć.
* * *
SŁOWNICZEK:
TŁUSZCZE TRANS ; CZĘŚCIOWO UWODORNIONE / UWODORNIONE TŁUSZCZE:
Wynalezione przez tych samych ludzi, którzy wymyślili Olestrę, są to tłuszcze, którym sztucznie dodaje się cząsteczki wodoru w celu zmiany konsystencji. Tłuszcze trans są tańsze w produkcji niż inne stałe tłuszcze, dają pożywieniu lepszy smak i zapewniają dłuższe życie na półce. Mogą również zostać zareklamowane jako wolne od cholesterolu i jako nie zawierające tłuszczów nasyconych, dlatego łatwiej jest je sprzedać. Obniżają dobry cholesterol (HDL) i podwyższają szkodliwy (LDL). Występują w margarynie jak i również w smażonych produktach, wielu przekąskach, słodyczach i nawet w ciastkach ryżowych. Badania wykazują, że nawet mała ilość tłuszczów trans w naszej siecie zwiększa ryzyko chorób serca o 80 procent. Tłuszcze trans stanowią 3-5 procent codziennie spożywanych kalorii. Wystarczająco, żeby powoli zabić.
OLESTRA:
To może zabrzmieć jak science-fiction, ale nauczyliśmy się już produkować pożywienie z plastyku! Olestra lub Olean, jest syntetycznym tłuszczem, cukrozą poliestru. To ten sam materiał (śliski w dotyku) z którego szyło się swojego czasu modne kolorowe dresy sportowe. Olestra obniża poziom karotenów, zapraszając w ten sposób raka płuc, raka prostaty i wiele innych chorób.
ASPARTAM I SŁODZIKI:
Chemiczne słodziki są szkodliwe na wiele sposobów, niestety nie wiele przeprowadzono dotąd badań. Jedynym znanym jako bardzo szkodliwy, jest aspartam. Powoduje bóle głowy i nowotwory mózgu. Występuje w wielu produktach, od napojów po gumy do żucia.
GLUTAMINIAN SODU (MONOSODIUM GLUTAMATE – E621):
Spożywany w większych ilościach jest bardzo niebezpieczny dla człowieka. Glutaminian sodu to substancja wzmacniająca smak, dodawana do wielu potraw, w tym większości gotowych polskich przypraw. Działa na mózg jak narkotyk, powodując że jedzenie z tym dodatkiem zawsze odbierane jest jako smaczne. Szczególnie popularne w kuchni azjatyckiej, stąd też nazwa choroby – syndrom chińskiej restauracji – objawy to zawroty głowy, palpitacje serca, nadmierna potliwość i uczucie niepokoju, notowane po spożyciu posiłku w azjatyckich restauracjach. Unia Europejska zalegalizowała ten środek, a producenci znaleźli sposób na obejście norm – poprzez dodanie hydrolizowanego białka – które może zawierać glutaminian sodu. Dodane w ten sposób, nie muszą być podane na opakowaniu.
Fotografie:
1. Strawberry #2, fot. craig, licencja: CC-BY-NC-ND, źródło: flickr
2. Pinocchio, autorstwa Andre Koehne, licencja: GNU FDL, źródło: Wikimedia Commons
3. Voedingssupplement, fot. ElsBrinkering, licencja: GNU FDL, źródło: Wikimedia Commons

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych 2.5 Polska





„Na zachodzie, każdy fast-food ma w swojej ofercie coś co ma poprawić jakość jedzenia: nisko-tłuszczowy ser na pizzy, zestaw w McDonaldzie z colą „diet” czy beztłuszczowy majonez.” – nie do końca. To się tylko nazywa, że jest lepsze, a w rzeczywistości jest takim samym szajsem, jak wszystko tam sprzedawane. Kiedyś była afera z wegetarianiskimi daniami w sieci-której-nazwy-się-nie-wymienia, które okazały się zawierać tłuszcz wołowy. A o coli tam to już serio lepiej w ogóle nie pisać, niż twierdzić, że ona jest „diet”.
Swoją drogą to Twój tekst w jakiś sposób koresponduje z tajskimi wegetarianami Marka: http://www.doorg.info/2009/10/23/wegetarianizm-po-tajsku/
Hehe no jakos tam koresponduje. Swoja droga mi tajska dieta bardzo odpowiada. Nie pytam o pochodzenie miesa, ale warzywa i owoce czesto kroja na moich oczach. Super sie po tym czuje i jakos tak dobrze mi robi. Jak pogoda w umeczonym kraju? Ja dzis blogoslawie wiatrak w moim pokoju
“Szaleństwo diety nisko-tłuszczowych jest z nami od dwóch dekad, jednak Amerykanie wciąż przybierają na wadze. Dlaczego? Powód jest prosty: diety nisko-tłuszczowe po prostu nie działają.”
1. Prawdą jest propagowanie diety nisko-tłuszczowej.
2. Nieprawdą jest, że Amerykanie przybierają na wadze, ponieważ stosują dietę niskotłuszczową.
3. Wniosek jest fałszywy nie dlatego, że dieta niskotłuszczowa działa, ale dlatego, że tej diety oni nie przestrzegają ( w dłuższym okresie). W dłuższym okresie nie przestrzegają w ogóle żadnej diety rozumianej jako styl życia. Jedzą o wiele za dużo.
Inaczej automaty z colą, słodyczami i fast foody nie miałyby prawa bytu.
Jim Morrison swego czasu w Miami zwymyślał Amerykanów, wrzeszcząc im w twarz, że jedli by nawet gówno. Ciekawe, czy domyślał się, że będą jeść plastik. Olestra – porażająca sprawa. I jeszcze mają czelność twierdzić, że to dla zdrowia, w trosce o tych, co stosują dietę knura. Zamiast dać tłuściochom do zrozumienia, że nie tłuszcz jest szkodliwy, ale jego nadmiar!
Co do ekologicznej żywności – z nią też jest problem. Zwłaszcza z soją. Także mamy „ekologiczną” żywność i ekologiczną żywność. Ta druga to na przykład jajka kupione na wsi od gospodarza, który ma dziesięć, piętnaście kur, mleko prosto od krowy, podgniwające jabłko, kasza kupiona na wagę, miód prosto z pasieki, twaróg krojony a nie „serek wiejski”, no i warzywa w stanie surowym. Wcale nie potrzeba etykietki „żywność ekologiczna”. Wręcz przeciwnie: należy produktów z taką etykietką unikać!
„Wniosek jest fałszywy nie dlatego, że dieta niskotłuszczowa działa, ale dlatego, że tej diety oni nie przestrzegają ( w dłuższym okresie).”
Innymi słowy, nieprzestrzeganie diety która NIE DZIAŁA, prowadzi do problemów zdrowotnych? Bez sensu.
Nie. Nie powiedziałem, że dieta niskotłuszczowa nie działa.
Powiedziałem, że Amerykanie nie przestrzegają tej diety. Ani jakiejkolwiek innej.
Zupełnie innym problemem jest czy dietę niskotłuszczową można stosować przez całe życie bez skutków negatywnych dla zdrowia.
Problemem jest ilość spożywanych kalorii.
Co człowiek to ekspert. Jest tyle wzajemnie wykluczających się pomysłów na zdrowe żywienie, że głowa mała. Ja wyłapałem fragment o szkodliwości węglowodanów. Przez rok praktycznie ich nie spożywałem. Zero chleba, makaronów, ryżu i tak dalej. Dieta w całości oparta na mięsie (nawet ponad 500g dziennie) plus warzywa. Do tego średnio intensywna aktywności fizyczna = magia. Więcej energii, lepsze samopoczucie, spadek wagi i procentu tłuszczu w organizmie. Pierwszy miesiąc był bardzo ciężki, bo uzależnienie od węglowodnów było dość silne. Ale po 3-4 miesiącach spróbowałem zjeść np. pizzę czy hamburgera i efekt był koszmarny. Senność, drastyczny spadek energii i uczucie jakby mi miało żołądek rozwalić.
Ekspertem nie jestem, ale nie zgodzę się, że chodzi ilość spożywanych kalorii. Zmieniłem swoją dietę z ok 2,000 kalorii na 3-4 tysiące, ale z aktywnością fizyczną plus wycięciem węglowodanów i efekt był lepszy niż w przypadku obcinania ilości kalorii i jedzenia świństwa. Moja trenerka mówiła to samo. Jak obcinasz ilość kalorii to organizm się przestawia i po prostu zaczyna spalać mniej. Obetnij do 1000, schudniesz parę kilo i potem przestaniesz chudnąć. Organizm będzie spalał mniej, a tobie będzie brakować energii.
Marek, ja się z Tobą zgadzam. Przećwiczyłem ( mówię bez przesady) co najmniej 5-6 rodzajów diet. Niektóre wielokrotnie. Na przestrzeni kilkunastu lat.
Teraz jadam zarówno węglowodany jak i wybrane rodzaje mięs. Staram się jednak ich nie łączyć (coś jak dieta Diamondów, ale nie do końca)
Ale z węglowodanów pochodzących ze zbóż tylko otręby właściwie, ciemny, pełnoziarnisty chleb razowy lub pumpernikel w małych ilościach. Głównie ze względu na błonnik.
Jednak białko oprócz mięs jadam równie często np pod postacią fasoli najróżniejszych rodzajów.
Mówiąc o ilości kalorii posłużyłem się uproszczeniem. Oczywiście, że chodzi o całkowity dzienny bilans energetyczny. Jest dodatni – tyjesz. Ujemny – chudniesz.
Masz rację, że można jeść mało kalorii i organizm nie będzie sobie radził z ich przetworzeniem i odwrotnie, jeść więcej, ale takich, że organizm będzie miał energię się ich pozbyć.
Ja się tylko odniosłem do zdania ekspertów:
“Szaleństwo diety nisko-tłuszczowych jest z nami od dwóch dekad, jednak Amerykanie wciąż przybierają na wadze. Dlaczego? Powód jest prosty: diety nisko-tłuszczowe po prostu nie działają.”
Jeżeli nie ma błędu w tłumaczeniu, to jest to absurd.
Jakie szaleństwo? Ilu Amerykanów przeszło na dietę niskotłuszczową?
A ilu
A ilu zażera fast foody?
@ Jack
Na koniec, żeby nie było wątpliwości.
Ze wszystkim, co napisałeś zgadzam się w zupełności. Artykuł wyśmienity.
Z wyjątkiem zdania – cytatu na początku.
Po prostu jest tam błąd logiczny. Powodem tego, że Amerykanie tyją ( mówię o średniej), nie jest dieta niskotłuszczowa.
Dieta niskotłuszczowa to nie to samo, co przemysłowe „odtłuszczanie” żywności po prostu.
Skutkujące wymianą tłuszczów „dobrych” na „złe”, dodawaniem cukrów itd.
Sam to zresztą doskonale wytłumaczyłeś w dalszej części artykułu.
Jednak jestem pewien, że w końcowym efekcie w diecie przeciętnego Amerykanina jest za dużo wszystkiego, tłuszczów też. (sumując wszystkie ich rodzaje). Dlatego sformułowanie „dieta niskotłuszczowa” w cytacie na początku jest nieprecyzyjne i mylące.
Panowie sugerują schabowy lub żeberka bez ziemniaczków? A fe!
Cha, cha! A nie mówiłam, że temat rzeka? Cha, cha!
Zgadzam się w jednym 100%-owo: odżywiać się, a nie żreć. Fast foody to właśnie żarcie.
I jeść o połowę mniej, tzn. od stołu odchodzić nieco głodnym.
A poza tym, jeśli komuś służy jedzenie bezmięsne, np. ludzie z grupą krwi A , to proszę bardzo, tylko na zdrowie im wyjdzie – polecam książkę pt. ‘Żyj zgodnie ze swoją grupą krwi’ – dr Peter J.D’Adamo. Można również śledzić indeks glikemiczny (we Francji podają go na opakowaniach produktów spożywczych), ale niezależnie od wszystkiego istnieje zasada podstawowa: ŻP (żryj połowę) i NIE DAJ się ZWARIOWAĆ!
Ossad, właśnie schabowy bez ziemniaczków lecz z dużą porcją surówki.
Ale jeśli jesteś wegetarianinem, to nie dziwota, że fe! – schab, rzecz jasna
Art prawdę rzecze. A skoro przeszedł tyle diet, to podejrzewam, że już stał się ekspertem i jeśli nie trzeba, to przynajmniej wypada Go słuchać z uwagą.
A propos Amerykanów. Znam, znam. Łykają po 4 wielkie tabletki na zbicie cholesterolu (bo mają 220 jednostek hihi), ale winko do każdego posilku i po posiłku też, a co. Natomiast sam posiłek to najchętniej grillowany lub z serii fast foodów. Oczywiście z piwkiem lub winkiem.
I znowu piguły na zbicie „wysokiego” cholesterolu.
I jakaś siłownia.
I jakiś jogging.
A tłuste wałki sadła jak były tak są i to coraz większe.
Przemysł spożywczy oraz farmaceutyczny zacierają rączki z radości, bo kwitną.
Porąbani ludzie!
A my zaczynamy ich bezmyślnie naśladować.
Też porąbani.
@ GragaK
Jasne, że przeciwstawiając się zabójczym praktykom poszczególnych gałęzi przemysłu spożywczego i farmaceutycznego, rozwiązaniem najprostszym jest ” nie dać się zwariować” i po prostu jeść mniej.
Tylko, że dla wielu jest to bariera trudna do przekroczenia. I właśnie w tym momencie dla dodatkowo tych, którzy mają ochotę zagłębić się w temat, przychodzi z pomocą odpowiednia wiedza. O której Jack pisze w artykule.
Począwszy od najprostszych, elementarnych i łatwych rzeczy. A skończywszy na dobraniu diety optymalnej dla siebie samego, w dodatku diety będącej ciągle modyfikowanej w zależności od wielu czynników życiowych, wieku, codziennego stopnia aktywności fizycznej, poziomu stresu itp.
Bywają rozwiązania naprawdę proste i skuteczne. Zwykłe wypicie szklanki wody kilkanaście minut przed każdym posiłkiem skutkuje efektem sytości przy skonsumowaniu 5-10 % kalorii mniej. Jeszcze lepszy efekt daje spożycie przed posiłkiem małej porcji otrębów owsianych z naturalnym jogurtem. Skutecznie wypełnią przewód pokarmowy i efekt sytości podczas posiłku pojawi się jeszcze wcześniej. No i zapewnią odpowiednią ilość błonnika. Prostymi metodami można sobie pomóc.
Podobnie przekonuje mnie jedzenie owoców na czczo. Zgadzam się z tymi, którzy mówią, że klasyczny deser na koniec posiłku to zbrodnia na organizmie. Taki owoc znajdujący się na samym końcu kolejki do strawienia i przyswojenia, zanim do niego dojdzie, po prostu sfermentuje.
Alkohol to odrębny temat. Wiedzieć jednak trzeba, że to aż 7 kcal z każdego grama. Żadnych „pustych” jak się to często określa. Po prostu kalorii, które zwiększają jedną stronę równania bilansu energetycznego organizmu po stronie energii dostarczonej.
To, że są „puste” w sensie wartości odżywczych to zupełnie inna kwestia.
Zgadzam się w pełni.
Jednak rozmawiamy nie o zmniejszeniu liczby kalorii, czyli nie o zbijaniu wagi, lecz o ZDROWYM odżywianiu. A to jest już całkiem inna piosenka, w każdym razie problem w dzisiejszej dobie coraz trudniejszy do realizowania.
Szklanka wody?
To raczej propozycja dla odchudzającego się, bo dla np. oczyszczającego swój organizm z toksyn stanowi poważne wyzwanie. Razem z tą wodą wprowadza nowe substancje, z których organizm także ‘chciałby’ być oczyszczony. Nawet deszczówka z pierwszego opadu jest toksyczna. Idealną wodę w warunkach miejskich, czyli ZDROWĄ wodę można otrzymać jedynie z filtra odwróconej osmozy. Pytam: ile rodzin w naszym kraju (i nie tylko w naszym) stać na założenie takiego filtra?
Owoce, warzywa są zdrowe.
Ciekawostka.
A czym one oddychają? A co one pobierają z gleby, do której wraz z opadami atmosferycznymi (najczęściej z tzw. kwaśnymi deszczami) dostają się też substancje – jak mawiał Smoleń – różne różniste? Kogo stać na nieomal sterylne uprawy?
Jajka od ‘prawdziwej’ kury, mleko prosto od krowy…
Ludzie, wy chyba śnicie na jawie! Przecież dla mieszczuchów, szczególnie wielkich konglomeracji są to tylko pobożne życzenia lub marzenia ściętej głowy. Bądźcie realni i stąpajcie po ziemi, a nie bujajcie w obłokach, bo pewnych spraw już nie cofniemy ani nie przeskoczymy. Musimy nauczyć się maksymalnie eliminować niekorzystne elementy, ale i pamiętać, ze zawsze coś będzie nie tak. Bo jest nas już za dużo i będzie jeszcze więcej! Medycyna się rozwija, ratuje każde życie. Przeciwnicy aborcji również dokładają swoją cegiełkę do zwiększenia populacji Homo sapiens. I przeciwnicy środków antykoncepcyjnych, i przeciwnicy wczesnego uświadamiania seksualnego młodzieży, i zachęcanie do posiadania duuuużej liczby dzieci.
A wszyscy chcą jeść dużo i najlepiej ZDROWO!
Tego nie da się tak łatwo pogodzić…
Na zakończenie tej mojej epistoły zwracam się jeszcze do Arta przytaczając zresztą jego własne zdanko: popieram, że powinniśmy nauczyć się dobierać diety optymalne dla siebie samych, w dodatku ciągle modyfikować je w zależności od wielu czynników życiowych, wieku, codziennego stopnia aktywności fizycznej, poziomu stresu itp.
Pozdrawiam. G.
Artykuł ciekawy ale po przeczytaniu tego akapitu:
„Są również inne powody, dla których musisz natychmiast przestać wierzyć w te wszystkie kłamstwa. Będąc tylko marionetką, robiąc tylko to co ci powiedzą, wyklucza cię jako faceta. Prawdziwy mężczyzna zna prawdę i zawsze rozjaśnia każdą niejasność wokół siebie. Twoim zadaniem jest protekcja rodziny przed złem – i w dzisiejszym znaczeniu – te kłamstwa produkowane przez rządy są tymi smokami z którymi będziesz musiał walczyć.”
Mam odczucia, że autor stara się manipulować i na siłę narzucić swoje zdanie czytelnikowi a tego nie lubię
Co do diety, chyba mam odwrotny problem do większości, bo staram się przytyć ale nic z tego nie wychodzi, może macie jakiś sprawdzony sposób na przybranie paru kilo?
@ GragaK
I ja się zgadzam.
Napisałem tylko o „sztuczkach” pozwalających na „oszukanie mózgu” pozwalających poczuć zadowolenie czyli sytość przy mniejszej ilości kalorii, jako odpowiedź na „sztuczki” przemysłu ze swoimi wszystkimi środkami uzależniającymi.
Ot, taka wojenka, żeby czuć się sytym zdrowiej
Co do wody, owszem wprowadza minerały wszelakie i inne związki ( nie zawsze pożądane), ale jednocześnie wypłukuje już istniejące, które nie mogą być dostarczone w samej wodzie. To jest zresztą koronny argument przeciwników tak modnej przecież teorii o wypijaniu dużej ilości wody dziennie.
Ale ja znowu mówię o „sztuczce”. Tak czy owak wodę pić musimy, więc zróbmy to kilkanaście minut przed posiłkiem, zamiast w trakcie czy po, co zaburza procesy trawienne dodatkowo.
Efekt lepszy, większe prawdopodobieństwo MŻ.
Poza wszelkimi sporami stoję na stanowisku, że PŻ czy MŻ jest najlepszym, najtańszym i dostępnym dla każdego (teoretycznie) wyjściem z i tak trudnej sytuacji, w jakiej znaleźliśmy się w dzisiejszym, żywieniowym świecie.
Reszta to już nieco „wyższa szkoła jazdy”. Z możliwością pomyłek.