Lilianna Antonik

Wojciech Jagielski nagrodzony w Gdańsku

W Nadbałtyckim Centrum Kultury w Gdańsku 13 października odbyło się spotkanie z Wojciechem Jagielskim w ramach projektu Festiwalu Kultur Świata „Spotkania ze światem”.  Reporter ten porównywany często do Ryszarda Kapuścińskiego, autor m.in. „Wieży z kamienia” i „Dobrego miasta do umierania” otrzymał Nagrodę V Festiwalu. Doceniono w ten sposób jego „wybitny wkład w kształtowanie w Polsce świadomości problemów krajów Azji i Afryki, pisanie o innych kulturach, narodach, społecznościach z wielkim wyczuciem ich odrębności, wyjątkowości, autonomiczności, tożsamości; mądrość bycia wśród ludzi, do których podróżuje i umiejętność ich słuchania, narażanie własnego życia, aby stać się świadkiem i kronikarzem obcej wojny; książki, które nie dają wytchnienia.” Gość otrzymał również Medal Prezydenta Miasta Gdańska za pokazywanie Polakom w tym także gdańszczanom innych światów i owoc projektu – publikację o twórczości mistrza reportażu „Wojciech Jagielski. Dziennikarz”, wydaną przy współpracy Nadbałtyckiego Centrum Kultury oraz Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Josepha Conrada Korzeniowskiego w Gdańsku.NCK poczt front

Lektury takich książek jak „Modlitwa o deszcz” (nominacja do Nagrody Nike w 2003 r.) oraz najnowszego reportażu „Nocni wędrowcy” pozostawiają czytelnika ze zdziwieniem i przerażeniem wyrażonym przez Wojciecha Jagielskiego w wyniku zetknięcia ze światami, w których nieustannie obecna metafizyka zderza się z pragmatyzmem władzy. Dziennikarz pokazuje, co się staje, kiedy władza w sposób absolutny a jednocześnie naturalnie w różnorakich kulturach Afganistanu i Ugandy wkracza w sferę religii i raczej już nienaturalnie wchodzi do domu z karabinem w ręku. Dziwią również światy nieustannych wojen bratobójczych pełne przywódców prowadzących z ogniem w oczach swój lud na rzeź. A lud oczarowany, uwiedziony boską mocą i autorytetem władcy wierzy, że niezwykły człowiek nawiedzony przez duchy uwolni swoje plemię od zła. Reporter w „Nocnych wędrowcach” odkrywa czytelnikowi niejednoznaczność świata. Prezentowany tu lud Aczolich właściwie nie wie, po której stronie ma się opowiedzieć: tej rządzącej oficjalnie czy tej rządzącej inaczej – partyzanckiej. Będąc pod ochroną władzy legalnej, naraża się na ataki tej drugiej. Opowiedzenie się po jednej ze stron i tak niczego nie rozwiąże i nie przyniesie oprócz prześladowań. Jak w antycznej tragedii, można by rzec, tyle tylko, że to nie literatura ale absurdalna rzeczywistość. Dziennikarz pokazuje również kontrast między światem Zachodu, gdzie dziecko żyje pod ochronnym parasolem, a sytuacją dzieci w Afganistanie czy Ugandzie wplątanych w konflikty dorosłych. Zaciera się tu granica między dzieckiem a dorosłym, między zabawą a światem realnym. Mały człowiek nie tylko bawi się w wojnę, ale zaciągnięty do armii uczy się zabijać. W tej sytuacji Jagielski przyznaje się do swojej bezradności wobec okrutnych mechanizmów władzy. Jak potoczy się los dzieci, które zabiły w wieku dziewięciu lat? Może już nie dorosną i pozostaną wielkimi dziećmi, oczekującymi wybaczenia kolejnych zbrodni, może przekroczyły granicę człowieczeństwa bezpowrotnie? – zdaje się pytać Jagielski.

Wojciech Jagielski podczas wieczoru z czytelnikami, odpowiadając na liczne pytania, zaznaczył, że w swoich reportażach stara się rzetelnie oddać prawdę, dlatego nie ocenia, nie komentuje przedstawianych zdarzeń. Pozostawia w ten sposób wolną rękę swoim czytelnikom. Uważa bowiem, że reportaż wyklucza ocenę, a poza tym nie zamierza tworzyć – jak to określił – „kaznodziejskich tekstów”. W swoim warsztacie jako jedyny rodzaj komentarza traktuje czarny humor albo ironię zmierzającą do autoironicznej refleksji. Często śmieje się z własnej nieporadności opisywania i z pewnych konwencji narzuconych przez dziennikarstwo. Zwykle korespondent wojenny przecież „nie jedzie”, ale ”dociera”  i najczęściej „drogą śmierci do piekła (na przykład) Afganistanu” – żartował Jagielski . Reporter wspomniał również o dziennikarskiej wrażliwości na krzywdę świata, która popycha go do ryzykownych podróży i do rozmów ze zbrodniarzami i ofiarami, choć trudno jest mu słuchać o cudzym cierpieniu. Wskazał również na konkurencyjność w świecie dziennikarstwa. Niektórzy zachodni zagraniczni korespondenci z racji współpracy z renomowanymi ośrodkami prasowymi mają z natury rzeczy łatwiejszy dostęp do konkretnych postaci świata polityki. To, co on może zrobić w tej sytuacji, to pojechać dalej od innych i w ten sposób zdobyć oryginalny materiał. Jagielski podkreślił, że liczne podróże i obserwacje nauczyły go pokory wobec odmienności kulturowej. Czy zawsze można wyrazić swój sprzeciw konkretnym działaniem? To zupełnie tak, jakby w Wielkiej Brytanii na znak buntu zacząć poruszać się po prawej stronie jezdni. Dziennikarz nawet jeżeli czuje wewnętrzny bunt, nie zgadza się z niesprawiedliwością, to zawsze zastanawia się nad prawidłowościami odmiennej kultury. Bo przecież to, co człowiekowi Zachodu wydaje się niewłaściwe i niepojęte, w innej kulturze bywa typowe i nie do podważenia. Podobnie nie można zachodniego modelu demokracji narzucać innym obszarom z założeniem, że tylko ten jedyny model jest najlepszy, bo w innej przestrzeni społeczno-kulturowej może się nie sprawdzić. Jego bunt przeciwko ogólnie panującej tolerancji okrucieństwa zawiera się w potrzebie przekazania informacji, naświetlenia światu przykrej prawdy, choć bunt ten dręczony jest świadomością, że świata nie można zmienić.

Podziel się na:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • Google Buzz
  • MySpace
  • Twitter
  • Wykop
  • Śledzik

Skomentuj