Wojciech Usarzewicz
Książka do lamusa
Studiuję bibliotekoznawstwo, uwielbiam książki – uwielbiam ich zapach, teksturę, wagę, wiedzę jaką przekazują, przyjemność jaką dają. Kolekcjonując książki stare i młode świadom jednakże jestem faktu, iż książka jako taka właśnie zaczęła swą drogę ku końcowi. Mam oczywiście na myśli książkę papierową…
Tehawanka wspomniał o księgarniach rzekomo odchodzących do lamusa – a dokładniej o urządzeniu zwanym Espresso Book Machine, które to ma zmiejszyć znaczenie współczesnych księgarni. Cóż, ja narzekać nie mogę, bowiem jako osoba w wolnych chwilach studiująca parapsychologię i okultyzm tę nową technologię wykorzystam do zdobycia papierowych wersji książek, których w obiegu nie ma już od wielu, wielu lat, bowiem leżą sobie bezpiecznie w prywatnych kolekcjach, w zbiorach działów specjalnych… Oczywiście mógłbym zaopatrzyć się w wersje elektroniczne, cóż jednak mogę powiedzieć – miłości do papieru ciężko się wyzbyć.
Cywilizacja jednak idzie do przodu. Najpierw były rysunki, potem alfabet, maszyna Gutenberga, papier, 500 lat udoskonalania technologii i nagle w ostatnich latach pojawił się tak zwany papier elektroniczny, jednocześnie nadszedł czas nowej rewolucji. Jak będzie wyglądać? Nikt tego nie wie, na podstawie posiadanej wiedzy i doświadczenia możemy spekulować, iż w ciągu trzech najbliższych lat spopularyzowane zostaną czytniki oparte o technologię e-papieru. Twierdzi się, iż ich popularność zacznie wzrastać w momencie, gdy cena pojedynczego urządzenia zbliży się w znacznym stopniu do $100 dolarów. Sam z niecierpliwością oczekuję czytnika o wdzięcznej nazwie Plastic Logic, który to zapowiadany jest jako przełomowe urządzenie w naprawdę niskiej cenie. Tę jednak poznamy dopiero na początku roku 2010.
Co będzie potem? Wpierw książki naukowe, a potem popularnonaukowe zaczną być wydawane głównie w formatach elektronicznych (tworząc tym samym nową gałąź e-biznesu, która choć istnieje już dzisiaj, dopiero w przyszłości zacznie się naprawdę dynamicznie rozwijać), za tym ruszą podręczniki akademickie i pomoce naukowe, potem podręczniki szkolne, za którymi pójdzie literatura popularna, taka jak kryminały czy romanse. Następną w kolejności będzie literatura piękna, w końcu zaś na papierze ostoją się jedynie prywatne wiersze pisane od serca i prywatne notatniki prawdziwych miłośników tekstury papieru.
Czy to oznacza koniec książki? Niezupełnie, po prostu nowe pozycje przestaną być wydawane w formie papierowej, lub co najmniej ograniczone zostaną do edycji kolekcjonerskich do postawienia na półce. Książki, które wydano dotychczas i które nadal są wydawane wciąż pozostaną na ziemskim padole, nie zostaną przecież zniszczone. Biblioteki nadal będą funkcjonować, jednakże w tym samym czasie ich zbiory (ogólnie wszystkie zbiory papierowe) będą dygitalizowane, by móc je udostępniać właśnie przez czytniki.
Taka forma udostępniania wiedzy sprawi, iż “książki” potanieją – przestanie się wliczać koszty druku, a co za tym idzie, dostęp do wiedzy uzyskają osoby, które do tej pory nie mogły na taki dostęp liczyć albo z powodu niskiego budżetu domowego, albo z powodu mieszkania w miejscu, w którym lokalna biblioteka posiada ograniczony księgozbiór.
Czy jednak to wszystko stanie się za naszego życia? Ciężko odpowiedzieć na to pytanie, można jedynie spekulować, iż rewolucja właśnie się rozpoczęła i my będziemy świadkami jej początku. To za naszego życia rozwinie się technologia elektronicznego papieru, to za naszego życia rozwiną się nowe kanały udostępniania książek elektronicznych. A co będzie dalej – tutaj naprawdę ciężko nawet spekulować.
Ostatnim pytaniem, jakie należy zadać jest: czy miłośnicy książki papierowej na tym nie ucierpią? Zapewne tak, biorąc pod uwagę możliwość kupowania książek papierowych w ramach edycji kolekcjonerskich, których cena na pewno będzie co najmniej poważna. Nie przewiduję jednak problemów ze zdobywaniem książek starszych, których ilość w obiegu jest naprawdę spora. Jeśli zaś chodzi o zdobywanie do prywatnej biblioteczki książek rzadkich, to przecież nawet i dzisiaj liczymy się z poważną ceną takich woluminów. Można więc powiedzieć, że kto ceni sobie dobrą książkę papierową, ten jednocześnie liczy się z tym, iż jego zamiłowanie do tanich nie należy.
Ergo, jedynym co rozwój papieru elektronicznego zmieni to szerszy dostęp do wiedzy przekazywanej w książkach i dokumentach elektronicznych, a cała reszta pozostanie bez zmian, nie mogę więc dopatrzeć się tych strasznych demonów, tak często wytykanych przez wielu bibliofilów. Lecz może po prostu jestem zapatrzony w jeden punkt, nie widząc obrazu całości?
Ilustracja White Books autorstwa Vicki jest opublikowana we Flickr na licencji CC-BY-NC-SA 2.0

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 2.5 Polska.




Google Books to już jest totalna rewolucja. Wie o tym każdy, kto zajmuje się pracą naukową, wymagająca od czasu do czasu sięgnięcia do starej, XIX-, XVIII- wiecznej lub nawet starszej literatury specjalistycznej.
Tam też radzę szukać ksiąg magicznych i o okultyzmie. Tylko ostrożnie z rozpruwaniem kotów i naparem z ogona szczura
Przesiadka z papieru na format elektroniczny zmieni wiele – będzie się szerzyć piractwo. Jak na razie amazon.co.uk oferuje tak wiele książek, w bardzo tanich cenach, że jego podręczne urządzenie do kupowania i czytania e-booków na razie nie wypiera papieru.
Piractwo? Dlaczego?
Bo już dzisiaj mam do wyboru kupić książkę albo ją ściągnąć na lewo z internetu. Póki co, w internecie krążą głównie skany tych drogich egzemplarzy. Dlaczego? Taki już jest internet. Poza tym jest wiele wspaniałych książek anglojęzycznych, które wydawane i rozprowadzane są tylko w krajach anglojęzycznych – wielu poza tymi krajami chciało by je poczytać.
Z całym szacunkiem, ale co za problem zeskanować ksiązkę i wrzucić w sieć? Twierdzenie, iż przesiadka na przysłowiowe pdf’y zwiękrzy piractwo jest trochę nielogiczne – ułatwi, tak, ale nie zwiększy, bowiem i tak jest już wielkie. Co więcej, IMO to szukanie dziury w całym, jakby piractwo było argumentem na wszystko…
Jeśli będę miał do wyboru kupić papierową książkę za kilkadziesiąt zł i elektroniczną za (powiedzmy) 5 zł to wybieram e-booka. Przy rozsądnych cenach nie będzie zbyt dużego piractwa, szczególnie, że nie będzie kosztów wyprodukowania książki, do sprzedania będzie sama “czysta” twórczość
Ja bym z tą czystą twórczością też nie przesadzał, bowiem nalezy wliczyć w koszty ebooka również takie podstawowe rzeczy jak korekta, edytorów, grafików, DTPowców, samego wydawcę i opłaty “manipulacyjne” takie jak choćby wydanie numeru ISBN. Nie wspominając o promocji książki. Więc na 5 złotych bym nie liczył, ale np. na 15 już tak.
Pamiętajmy, iż jedynie rezygnujemy z papieru, tuszu i druku, reszta pozostaje bez zmian.
Jasne, masz rację, chodzi mi o to że w internecie użytkownik zapłaci relatywnie niewielką kwotę za prawo do jakiejś pozycji (nieważne czy to książka czy piosenka czy co innego) ale nie zapłaci kwoty którą uzna za zbyt wygórowaną. Tak więc opłata za książkę musi być atrakcyjna zarówno dla kupującego jak i sprzedającego, inaczej zacznie kwitnąć piractwo.