Ania

Elizabediath Monck, czyli nie taki grabarz straszny

Panteón del SaucitoLudzie porzucili bogów. Bogowie są okrutni, źli, nienasyceni. Wiecznie żądni krwawych ofiar i wyczerpujących rytuałów. Żądają czci dla siebie i dla swoich okrutnych kapłanów. Kapłanów, którzy urośli w siłę i potęgę pasącą się strachem wyznawców. A więc ludzie wygnali kapłanów, zburzyli świątynie, miejsca kultu zatarły proch i pył ludzkiego buntu, a później niepamięci. Kapłani pomni swej dawnej wszechwładzy i siły musieli zejść do podziemia.

Wierzyć wszak w coś trzeba. Bogowie zawiedli. Ludzie uwierzyli w moc przodków. Ufność zaczęli pokładać w swoich zmarłych protoplastach, uwierzyli w siłę ich życzliwej opieki. Aby jednak opieka owa życzliwą się stała, aby zapewnić sobie przychylność zmarłych – należy ich godnie pogrzebać. Z ceremoniałem i odpowiednimi dla tradycji danego ludu funeralnymi rytuałami. Tak minęły dziesiątki setek lat. Zawód grabarza cieszył się powszechnym uznaniem i estymą. Bo kto, jak nie mistrz grabarski pochowa godnie przodka, kto odprawi z kwitkiem krwiożerczych nieumarłych, powstających z grobów w wyniku wstrętnych knowań nekromantów i pogoni, gdy okoliczność tego wymaga, hieny cmentarne, zapewniając nie tylko szlachetny pochówek, ale i spokojne miejsce wiecznego snu czcigodnym protoplastom? Grabarskie rody gromadziły więc wiedzę i pieniądze. Ich usługi nieraz nie były tanie, ale któż odmówi pochówku zmarłym, gdy w grę wchodzi spokój nie tylko w zaświatach, ale i szczęście pozostałych przy życiu krewnych zmarłego? Więc chociaż wysoko się ceniący, nigdy jednak cech grabarski nie żądał ofiary krwi żyjących. Ludzie sumienni, poważni, uczeni w najtajniejszych rytuałach i funeralnych obrządkach wykonywali swe usługi ciesząc się wręcz sympatią swoich pobratymców – wszak to dzięki nim w świecie zmarłych panował spokój i równowaga.

Czasem grabarscy mistrzowie, czeladnicy wyzwoleni i zwykli terminatorzy spotykali się w karczmie „Pod trupkiem”, aby bawić się w iście grabarski sposób, pić i tańczyć przy wtórze uciesznych, tradycyjnych grabarskich pieśni („Niech pije grabarz do grabarza, szpadel do łopaty. Bo kiedy kufel pełen pijem za kamraty”), co spotykało się z ogólnym zrozumieniem, a nawet życzliwym zainteresowaniem społeczeństwa.

Bogowie jednak, a przede wszystkim ich zachłanni władzy kapłani, nie zapomnieli niegdysiejszych dni chwały. Spiskowali więc przeciwko całemu wolnemu światu, próbując nawrócić ludność na dawno zapomniane religie. Ostatecznym zaś uderzeniem w oporne królestwa umyślili przywrócić całkowicie dawne porządki – grozę i podszyty strachem przed okrucieństwem bogów respekt.

Mistrzowie śmierci nie oddadzą jednak tak łatwo świata na zatracenie bóstwom plugawym. Stoi za nimi władza i pieniądze, muszą się jednak śpieszyć. Profesorowie i uczniowie Szkoły Głównej Grabarstwa Wyzwolonego staną do najkrwawszej w dziejach ich świata bitwy, walcząc zarówno z nieumarłymi, jak i żywymi, przynosząc spokój tym pierwszym, drugim zaś śmierć.

Bogowie_przekleci„Bogowie przeklęci” to druga książka Tomasza Bochińskiego wydana nakładem Fabryki Słów. Po raz kolejny autor sięgnął po temat garbarstwa, głównym bohaterem czyniąc „perłę grabarskiej konfraterii”, Elizabediatha Moncka. Książkę otwiera opowiadanie pt. „Wyjątkowo wredna ceremonia”. Opowiadanie, które nie tylko znajduje się również w poprzednim tomie tego autora, ale daje całej tamtej książce tytuł. Czytelnik spotyka się z nim po raz drugi nie bez przyczyny – tym razem bowiem nie jest ono jedynie jednym z wielu, w „Bogach przeklętych” jest ono wstępem do dalszej fabuły. O wiele ciekawszej i lepiej napisanej niż miało to miejsce poprzednio.

Współczesna ta fantasy, chociaż napisana w stylu nieco już wyeksploatowanym przez rodzimą młodą literaturę fantastyczną, obrała sobie ciekawy i chyba niespotykany w szerszej perspektywie temat. Wprawdzie hordy nieumarłych, ghule, wampiry i wszelkiego rodzaju hieny cmentarne wielokrotnie na stronicach fantastycznych gościły, to jednak nigdy nie zdarzyło mi się czytać o nich przez pryzmat tak niepozornych, a tak nieodzownych nie tylko w świecie fabularnym person, jakimi są grabarze. Cech skupiający wcale nie tak ponurą, jak mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać, grabarską brać, uczyniony został głównym bohaterem książki bez szkody dla dobrego samopoczucia czytających. W końcu każdy z nas znajdzie sobie kiedyś miejscówkę na cmentarzu. Warto wiedzieć, że będzie wtedy pod opieką profesjonalnych, wysokiej klasy kopidołów ;)

Foto Panteón del Saucito autorstwa cristal cosmico na licencji CC-BY-ND z serwisu flickr.com

Artykuł można znaleźć także w dziale Książka na akademiec.pl

Creative Commons License
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska.

Podziel się na:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • Google Buzz
  • MySpace
  • Twitter
  • Wykop
  • Śledzik

Skomentuj