Maciej Lewandowski
Klient twój wróg
Pogruchotane palce, poobcinane dłonie, a nawet pracownicy ugotowani w całości w wielkich kadziach z przerabianą na hamburgery wołowiną – oto obraz typowej fabryki półproduktów zaopatrującej międzynarodowe sieci fast foodów, ukazany w książce Erica Schlossera, Kraina fast foodów. Z drugiej strony nowoczesne laboratoria badawcze, w których wybitni naukowcy opracowują esencje smakowe wykorzystywane przy produkcji najpopularniejszego pożywienia Amerykanów. Żaden z produktów sprzedawanych w opisywanych sieciach nie smakuje swoim „własnym” smakiem – hamburgery, cheeseburgery, chickenburgery, a nawet frytki nasączane są chemicznymi substancjami smakowymi – nie dosyć, że muszą być dobre, to w każdym punkcie świata i w każdej chwili muszą smakować identycznie! Z jednej strony ogromne pieniądze przeznaczane na biotechnologiczne eksperymenty nad „polepszaczami smaku”, z drugiej maksymalne oszczędności na lekarskich badaniach przeznaczonego do spożycia mięsa – skutkujące masowymi zatruciami bakteriami E. coli czy Salmonelli, często ze skutkiem śmiertelnym.
Dodajmy do tego bezwzględną walkę ze związkami zawodowymi i z państwowymi inspekcjami sanitarnymi, katastrofalne warunki zatrudnienia, wyniszczanie małych i średnich hodowców bydła, drobiu i ziemniaków, drakońskie warunki umów franczyzowych oraz galopującą otyłość źle odżywianej ludności. Oto w miarę pełny obraz tego, co ponadnarodowe korporacje zrobiły z amerykańskim (a w tej chwili już ze światowym) społeczeństwem.
Najdziwniejsze w funkcjonowaniu tych międzynarodowych molochów jest podejście ich właścicieli do praktyki wolnego rynku. Jak powszechnie wiadomo, władze wszelkich korporacji, głośno i bezwzględnie wypowiadają się za funkcjonowaniem wolnego rynku w jego najczystszej postaci. Żadnych dotacji, żadnych przywilejów, żadnych regulacji państwowych, żadnych ograniczeń! Konkurencja, konkurencja i jeszcze raz konkurencja – wygrywa lepszy, szybszy, tańszy i mądrzejszy (sprytniejszy), przegrywa słaby. Owszem – w teorii. W praktyce wygląda to tak, że opisywane koncerny są czołowymi beneficjentami amerykańskiego systemu pomocowego. Korzystają z rządowych (gwarantowanych przez państwo) tanich kredytów inwestycyjnych, otrzymują miliardowe ulgi i zwolnienia podatkowe oraz fundusze przeznaczone na dokształcanie pracowników (których, nota bene nie kształcą w ogóle). Wolny rynek w rozumieniu McDonald’s czy KFC kończy się tam, gdzie zaczynają się ich własne interesy!
Co więcej – niektóre z firm parokrotnie przyłapano (i ukarano) na niedozwolonych praktykach monopolistycznych: zmowach cenowych, prowadzących do wyeliminowania (czyli bankructwa) mniejszych, często rodzinnych, biznesów z rynku. Okazuje się zresztą, że prawdziwym wrogiem wielkiej sieci fast foodu nie jest konkurencyjna (wielka) sieć, tylko klient – o czym dobitnie świadczą przytoczone w książce słowa jednego z jej szefów: „Our competitors are our friends, and our customers are our enemies”. (książkę czytałem w oryginale, cytat za: Eric Schlosser, Fast food nations, London 2002, s. 143).
Biorąc pod uwagę to szczere wyznanie, dość dziwne wydają się wnioski Schlossera, który – w zakończeniu książki – twierdzi, iż właściciele i szefowie opisywanych koncernów tak naprawdę nie są złymi ludźmi, oni są po prostu biznesmenami, sprzedającymi społeczeństwu to, co społeczeństwo kupuje. Konsumenci – zdaniem autora Krainy fast foodów – powinni zbojkotować niezdrowe, tłuste i sztuczne (ale smaczne) hamburgery i głośno, kolektywnie domagać się zdrowego, organicznego pożywienia…
Czy na pewno jest to efektywny sposób walki z ponadnarodowymi firmami obracającymi bilionami dolarów?

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska
___
Tekst ukazał się wcześniej w serwisie Lektury reportera




Niech Schlosser tak sobie tłumaczy “oni nie są złymi ludźmi tylko biznesmenami” i ich wybiela…. Przecież to kpina – biznesmen to przecież zawód człowieka, a człowiek który przedkłada zysk nad dobro ogółu i świadomie kpi sobie z prawa i mniejszych firm – TO NIE JEST DOBRY CZŁOWIEK.
Śmieszy mnie np. w Polsce, jak to co niektórzy właściciele firm z jednej strony charytatywne udzielają się i pokazują jacy to oni są fair, a w rozmowach i negocjacjach oszukują i łamią wcześniej uzgodnione umowy. Jest mi znany przypadek ze słyszenia, jednej firmy ze śląska, której to prezes opisywał siebie jako “nasze umowy są święte” a potem przy okazji gdy nawiązywał umowę z mniejszą firmą, zmodyfikował ją (wykreślił zapisy w umowie,próbując “zmusić” konkurenta do swoich nowych “warunków”, oczywiście bez jego wcześniejszej zgody). Po prostu tchórze i oszuści (bo jak nazwać inaczej kogoś kto robi coś za plecami) nastawieni na zysk. Wtórują im słabi etycznie, a czasem i psychicznie, nastawieni na zysk prezesi trochę mniejszych firemek, którzy jak marionetki “mówią jednym głosem za zarządem większych firm/korporacji” i sprzedają im udziały w swoich firmach.
Sposób na McDonaldsa i KFC jest prosty – ograniczyć spożycie ich produktów do minimum i kupić naprawdę dobre jedzenie, a nie sztuczny syf z kolejnej franczyzy, tylko dlatego że dodają jakieś bonusy do zestawów.
Ja osobiście jakoś nie widzę tego, by społeczeństwo np w Polsce ograniczyło lub zrezygnowało z chodzenia do McDonaldsa , KFC czy innych tego typu “restauracji”.
Wzięliśmy modę na takie jedzenie od zachodnich sąsiadów i weszło nam to już w krew. Co z tego, ze niezdrowe? Ale jakie modne i wygodne. I bardzo popularne. Reklamy w przedszkolach, reklamy w szkołach..zapraszamy na urodziny, imieniny, Dzień Dziecka itp i tak się to kręci.
To nie moda wzięta od zachodnich sąsiadów, tylko efekt przemyślanej, wspartej wielomiliardowymi nakładami finansowymi, strategii marketingowej opisywanych firm.
O tym też opowiada ta książka.
Odniosłam się do wypowiedzi Dominika.
A książka patrząc na recenzję niewątpliwie zaciekawia.
@Dominik, a propos bycia dobrym człowiekiem. Don Corleone był wspaniałym ojcem.
Ja uważam, że to dobrze, że tylu ludzi żre to gówno. Dzięki temu jest więcej zdrowej żywności dla tych, którzy chcą się nią żywić.
A propos monopoli. Dostaliście kiedyś rachunek telefoniczny z doklejoną blachą ?
Ja dostawałem wielokrotnie. Zastanawiało mnie to, poszperałem trochę i okazało się, że w ten sposób prywatna firma konkuruje z Pocztą Polską. Poczta ma monopol do któregoś tam roku na przesyłki do 50 gram. A konkurencja, żeby nie wypaść z rynku postanowiła dociążać rachunki blachą i w ten sposób zwiększać wagę przesyłki, która ” pod monopol” już się nie załapie.
Czy to nie idiotyzm ? Prawo daje ochronę monopoliście, który na przesyłkach do 50 gram zdziera z nas tak strasznie, że prywatnej firmie opłaca się świstek papieru dociążyć blachą ( całkiem ciężką), dostarczyć i zarobić !
Dziś w nocy przypadkiem trafiłem w telewizorni na dokument w Viasat History o Coca – Cola.
Okazuje się, że z monopolami można walczyć. Wyprowadzanie ze szkół automatów z gazowanymi napojami, akcje uświadamiające co to za świństwo itd.
Pojęcia nie miałem, że akcje koncernu w ciągu kilku ostatnich lat spadły o połowę, a Pepsi wprowadzając wcześniej gamę zdrowszych produktów urosła w siłę.
Oczywiście nie dotyczy to istoty problemu monopoli, tylko konkretnego produktu, ale to już coś. Przynajmniej można spowodować jakąś zmianę polityki jakościowej koncernów.
McDonalds i KFC powinno czekać to samo.
Dociążali blachą??? Żartujesz…
Dalej dociążają. Nie żartuję.
To jest coś!
Możesz skontaktować się ze mną mailowo? Proszę.
maciej.lewandowski@doorg.info
Supersize me. Blachą
z dociążaniem blachą się nie spotkałem, ale zdarzało mi się dostać kartkę papieru w grubej tekturowej kopercie, wszystko po to żeby miało swoją wagę i można było wysłać In-postem, zamiast Pocztą Polską
Jasne, że dociążają. Ostatni rachunek telefoniczny TpSA otrzymałam z z tą brzydotą ‘na pamiątkę’.
Gdybym wiedziała wcześniej, brakowałoby mi tylko 177 blach
, by dostać takiego fajnego strusia http://www.inpost.pl/index.php?id=66