ZbigniewKowalewski
Nietaktownie o pakcie
Obejrzałem w sieci film, którego nie zamierzam reklamować, bowiem uczyniły już to za mnie osoby i instytucje oburzone na Rosję za rzucane pod adresem Polski oskarżenia. Jakkolwiek pojmujemy Polskę i polskość musimy się zapoznać z utworem, który chcemy potępić. Włączyłem się więc do grona widzów powiększając statystykę oglądalności zamieszczonego na telewizyjnej witrynie programu rosyjskiej telewizji. Trudno, nawet za cenę manipulacji moim poczuciem rzetelności, musiałem się przekonać, czy mają rację polscy dziennikarze powtarzający jeden za drugim, że to niedopuszczalne, jednostronne kłamstwo postsowieckiej propagandy.
Otóż, rozczarowałem się… pozytywnie. W programie występuje dwóch rosyjskich historyków młodego pokolenia, mówiący po angielsku niemiecki historyk Jan Lisicki oraz politolog Wiaczesław Nikonow. Najwięcej czasu antenowego udzielono wszakże Polakowi. Tak, to dyrektor Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Sławomir Dębski wypowiada się swobodnie do kamery w języku rosyjskim. Czyni to prawdopodobnie z uzasadnionej obawy o zachowanie sensu słów, które tłumacz może zawsze interpretować po swojemu.
Nic z tych rzeczy nie ma w obejrzanym filmie miejsca. Niestety, nie mogę jednak zgodzić się z interpretacją przytaczanych faktów, dokumentów i opinii. Często po wypowiedzi polskiego historyka komentarz zaczyna się od słów, że „On nie praw…”, czyli nie ma racji. Chociaż jest to mistrzowskie pokłosie taktyki uprawianej przez Goebbelsa, jednak nie można rosyjskim dokumentalistom z Lex Film Wadimowi Gasanowi, Olegowi Kolinowi, odmówić staranności w researchingu materiałów źródłowych. Pieczęć zastrzeżonych dla nas zbiorów: Russkij Gosjudarstwiennyj Wojennyj Archiw, widnieje na dokumentach obciążających przedwojennych dyplomatów polskich za działania przeciwko ZSRR. Są tam oczywiście interpretacje, do których Polacy mieli święte prawo. Uzasadnione pretensje Polaków do Rosjan za fakty, o których dżentelmeni nie dyskutują, powinniśmy pamiętać, że to sir Winston Churchill ochrzcił Polskę mianem hieny po zajęciu Zaolzia w 1938 roku. Filmowcy – dokumentaliści przygotowali się merytorycznie oczekując protestów z naszej strony.
Każda teza i oskarżenie jest poparte fragmentami filmów archiwalnych, dokumentami i przygotowaną wypowiedzią historyka. Ciężko przyznawać rację przeciwnikom ideowym, ale jako dokumentalista muszę przyznać, że jest to robota wysokiej próby, rzec by można – z najwyższej półki. Wizualne efekty komputerowe są dopracowane, komentarz skrótowy, celny, jak strzały profesjonalnego snajpera. Widać, słychać i czuć kasę, jaką władowano w realizację tego filmowego projektu. Rosja nie po raz pierwszy posługuje się zdolnymi twórcami w politycznych celach. Autorem wielkiej, filmowej panoramy walk w 1939 roku – „Oswobożdienije Zapadnoj Ukrainy i Biełarusji z ruk Biełapaljakow” jest sam mistrz Aleksander Dowżenko. Do upadku NRD działało tam dokumentalne studio filmowe Sheyman i Heynowski. Socjalistyczne państwo, jako mecenas hojnie dotowało tę działalność i nagradzało ich filmy na festiwalach. Żaden krytyk filmowy nie ośmieli się napisać recenzji zarzucającej fabularnej wizji historii w „1612”, że jest to słabe kino.
Otóż, powiem rzecz najbardziej oczywistą ze wszystkich wniosków, jakie nasuwają się po głosach oburzenia z polskiej strony. Nikt za granicą nie słucha w Polskim Radio politycznych debat i nie ogląda dyskusji w polskich stacjach telewizyjnych. Jedynie skuteczną i zauważalną reakcją na wyemitowany film jest analogiczny film wyprodukowany w Polsce. Obawiam się jednak, że w panujących od zawsze warunkach polskiej produkcji telewizyjnej i filmowej zostanie rozpisany konkurs, który znowu wygra „znajomy Królika” odrabiając zadanie domowe jak zwykle, na trzy z minusem. Są u nas wszakże talenty na miarę Dżigi Wiertowa, Eisensteina i Dowżenki, rzeczywiście mamy wybitnych autorów i sprawnych producentów, którzy udowodnili, że potrafią robić arcydzieła, jeśli tylko zapewni się im warunki do twórczej pracy. Marnujemy ten olbrzymi potencjał uparcie powtarzając bzdurne slogany w takim stylu, że ”… polski lotnik poleci nawet na drzwiach od stodoły, zaś dobry artysta zawsze się ostatecznie wybije”.
Gówno prawda!… rzekłby Nikodem Dyzma i zatrudnił fachowca. Nie znając języków ten prostak zatrudniał poliglotę. To wyniosło go na szczyt popularności, aż do władzy. Zapytam jednak współczesnych włodarzy, czy będąc dziś Europejczykiem obojętnym na dotyczące Polski sprawy, wystarczy od czasu do czasu otoczyć się patriotami? Świąt państwowych jest w tym kraju wiele, a więc okazji do manifestacji uczuć nie brakuje. W towarzystwie kombatantów politycy przebywają tak długo, jak wymaga tego etykieta. Potem już mogą rozejść się głosząc wszem i wobec, jak chociażby nasz premier, któremu polskość doskwiera, jak ciężka choroba. Jego niefortunne wyznania światowca sprzed lat kursują w Internecie przypominając, że „słowo wylatuje ptaszkiem, a spada wołem”.
Polska bywa zacofana i prowincjonalna, ale cóż, mamy tylko jedną Ojczyznę. Gdyby Władimir Putin pozwolił sobie na podobne wyznania, nigdy nie zyskałby tak wielkiej akceptacji i poważania jakim cieszy się wśród Rosjan. Staram się nikogo ostatecznie nie sądzić, nie potępiać winnych, ale wskazać na szanse zaistnienia Polski w Europie i na świecie, jeśli tylko nie pogrążymy się w koleinach rutyny i zaniedbania. Tymczasem przyjmujemy kolejne ciosy ruskiej i niemieckiej propagandy, jak bezradni uczniacy, od czasu do czasu odszczekując się zupełnie nieskutecznie. Oby wreszcie skończyła się ta urzędnicza bierność i intelektualny marazm. W przeciwnym razie obróci się przeciwko nam polityka wygadywania farmazonów w obronie słusznej sprawy. Zapraszani do radiowych i telewizyjnych studiów ci sami eksperci nic już nowego nie wymyślą. Niech sobie mądrale powtarzają wytarte półprawdy, ale musi dotrzeć do zadufanych mężów stanu, że dziś przede wszystkim należy przygotować się do zmasowanego odwetu. Wymaga to równie poważnego podejścia, jak do wojny w Afganistanie i misji poza granicami kraju. Właśnie taka bierność inspirowała twórcę „Szewców” do włożenia w usta Scurvy’ego słów:
„Po co ty masz władzę, która Ci na gówno w rękach gnije,
a mogłaby kupą piorunów twórczych być?”
Czesław Miłosz trafnie ujął proces pomijania milczeniem autora dramatu, ilustrując zjawisko ucieczki od wołających na puszczy wizjonerów:
„U nas ciekawy jest Witkacy
umysł drapieżny, jego książek
nie czytać , prawie obowiązek
i chociaż minie sto lat chyba
nikt w Polsce jego dzieł nie wyda
aż ta formacja, co go znała
stanie się niezrozumiała
a jaka była w nim trucizna
największy spec już się nie wyzna”
Głośny rosyjski film dokumentalny jest dowodem na fakt, że mamy do czynienia ze zmasowanym atakiem propagandowym. Sąsiedzi zza granicy zachodniej także nie zasypiają gruszek w popiele. Chcąc nie chcąc, trzeba wziąć pod uwagę, że jest to wojna… Chociaż nikt nie strzela do nas ostrymi nabojami, to jednak jest to agresja, a filmowcy walą wprost w oczy. Strach pomyśleć, co będzie dalej, jeśli wciąż ich genialne i sugestywne dzieła pozostaną bez odpowiedzi… Mam płonną nadzieję, że nie oddamy ani guzika.
Fotografia MolotovRibbentropStalin.jpg jest opublikowana w Wikipedii jako domena publiczna






Temat bardzo ciekawy, jednak z tekstu nie wynika co tak właściwie stoi w tym materiale. Oprócz tego, że jest to zgrabna propagandowa robota.
Wykrakałem, chociaż nie wymagało to wielkiej wyobraźni, a było tylko kwestią czasu. Oto Komisja stwierdziła, że to Niemcy wymordowali w Katyniu Polaków. Nie dość tych rewelacji:
Komisja oskarżyła Polskę o „zamorzenie głodem” 100 tys. czerwonoarmistów wziętych do niewoli w 1920 roku „na ziemiach okupowanych przez Piłsudskiego”. – Świadomie ich nie karmiono, przyglądano się, jak umierają – podkreśliła. Kremlowska historyk zgodziła się z oceną, że „był to pierwowzór faszystowskiego obozu koncentracyjnego”. – Tak, tak. Polacy o tym nie chcą mówić, a od nas stale żądają przeprosin – zauważyła, dodając, że Polska powinna przeprosić Rosję także za rok 1612. Narocznicka oświadczyła również, że zachodnia Ukraina, na którą 17 września 1939 roku wkroczyła Armia Czerwona, a „którą Warszawa nazywa Polską Wschodnią”, „była terytorium imperium rosyjskiego okupowanym przez Polskę Józefa Piłsudskiego w czasie wojny domowej”.
bardzo „ciekawe” są te „odkrycia” Komisji. Pewnie mają „dowody” śwaidczące o sprawstwie Niemców w Katyniu. Tej samej klasy co na zamordowanie przez nas 100 tys. żołnierzy Krasnej Armii. Swoją drogą kiedyś czytałem (nie mogę sobie w tej chwili przypomnieć gdzie niestety) o tym, że Niemcy jeździli przed II wojną do Rosji wymieniać doświadczenia (a może i uczyć się) w kwestii tworzenia obozów koncentracyjnych. W końcu Rosjanie posiadali rozbudowany system łagrów w czasach gdy Niemcy dopiero stawiali pierwsze kroki. Ciekawie to wygląda na tle twierdzeń o „polskich pierwowzorach faszystowskich obozów koncentracyjnych”.