suchy282

Pechowcy z Aten: Aneta Pastuszka

15 gramów – jeżeli zważymy jednego cukierka „krówkę”, jego waga będzie właśnie tyle wynosić. Każdy powie więc, że ciężar ten jest naprawdę niewielki i nie ma dużego znaczenia. Podczas igrzysk olimpijskich w 2004 r. w Atenach okazało się jednak inaczej.

olimpiada

Aneta Pastuszka była jedną z faworytek konkurencji K-1 w kajakarstwie klasycznym. To, co spotkało ją przez kilka dni podczas igrzysk w Atenach, nie zdarza się większości kajakarzy i kajakarek przez całe życie.

Dwa dni przed wyścigiem półfinałowym Polka, przygotowująca się do startu w eliminacjach, z powodu nerwów, krótkiej lekko-bocznej fali i wiatru wywróciła się do góry kajakiem i wykąpała w zimnych wodach toru kajakowego w Skinias. To już był ewenement na skalę całych olimpijskich regat jakie kiedykolwiek miały miejsce. Na szczęście sędziowie poczekali, żeby się pozbierała, a wyścig nieco się opóźnił. Pastuszce jednak nie udało się go wygrać gdyż zabrakło jej zaledwie kilka metrów  i o awans do finału musiała walczyć w półfinale. Optymistyczną informacją było jednak to, że jak się wydawało, limit pecha zawodniczki Pastuszki był wyczerpany…  Dwa dni później  Aneta Pastuszka stanęła na starcie swojego półfinału w konkurencji K-1 na 500 metrów. Przed startem jej kajak ważył 12105 gramów. Wszystko było więc w porządku. Wielkim sukcesem okazało się  to, że Pastuszka nie wywróciła się do wody tak jak dwa dni wcześniej, a chyba jeszcze większym bezapelacyjny awans do olimpijskiego finału. Wszyscy odetchnęli z ulgą, Pastuszka mogła odpocząć, a jej kajak powędrował na wagę w celu sprawdzenia, czy czasem nie jest za lekki. Skoro przed startem ważył o ponad 100 gramów więcej niż wynosi minimalna wartość – 12 kilogramów, nikt się nie obawiał. Tymczasem okazało się że łódź Polki ważyła ponad 100 gramów poniżej limitu!

Sędziowie byli mili i pozwolili wrzucić do kajaka stojącego na wadze szmatkę i zegarek “polar”, które miała w kajaku w czasie biegu, choć zwykle tego nie robią. 11985 gramów! Do limitu wagi – 12 kg – zabrakło więc 15 gramów! Polka została zdyskwalifikowana. Zaczęła płakać z rozpaczy. Mówiono że gdyby płakała do kajaka, pewnie osiągnąłby limit po pięciu minutach.

Długo potem zastanawiano się, co było powodem zbyt małej wagi kajaka. Koniec końców skończyło się na tym, że wszyscy zaczęli wszystkim wytykać błędy, a w ekipie, która miała przywieźć do Polski grad medali okazało się, że źle się dzieje.

Kto jest winny kompromitacji, utopienia kolejnego olimpijskiego medalu? Oczywiście winnych nie ma.

- Nie wiem, jak to się stało, przedziwna sytuacja – rozkładał ręce prezes Polskiego Związku Kajakarskiego, Tadeusz Wróblewski.

Do winy nie poczuwali się też Witold Pawelec (szef wyszkolenia), Ryszard Hoppe (trener kadry mężczyzn), ani oczywiście główny winowajca – Piotr Głażewski.

Parę dni później jednak w finale K-2 Pastuszka dopięła swego – wspólnie z Beatą Sokołowską-Kuleszą zdobyła brązowy medal.

Skomentuj