Damian Suchan
Sportowe Grunwaldy: Tomasz Majewski
Urodzony 30 sierpnia 1981r. Zaczął uprawiać pchnięcie kulą w wieku 15 lat. Przed Igrzyskami Olimpijskimi w Pekinie jego największymi sukcesami były: brązowy medal halowych mistrzostw świata w Walencji (2008) i 4 miejsce w Halowych Mistrzostwach Świata w Budapeszcie (2004) – najlepsze z całej polskiej reprezentacji, złoty medal Uniwersjady w Izmirze (2005) i 5 miejsce podczas Mistrzostw Świata w Osace (2007).
Tomasz Majewski to 6-krotny mistrz Polski (2002-2005, 2007-2008) i 5-krotny halowy mistrz Polski (2004-2006, 2008-2009).
Brał udział w olimpiadzie w Atenach 2004 r. – 18 miejsce. Podcza Igrzysk w Pekinie 2008 zdobył złoty medal. W Pekinie wygrał eliminacje z rekordami życiowymi (21.04 m), następnie finał igrzysk (21.51 m) i zdobył drugi dla Polski złoty medal olimpijski w pchnięciu kulą po Władysławie Komarze. Był to 60 złoty medal w historii polskich olimpijczyków.
Triumfował także w kończącym sezon 2008 Światowym Finale Lekkoatletycznym. 27 lutego 2009 wygrał mityng w niemieckim Chemnitz ustanawiając nowy halowy rekord Polski – 21,10 m. Zdecydował się wówczas na start w HME w Turynie. Występ w hali Oval Lingotto zakończył się triumfem Majewskiego, który pokonał kolejnego zawodnika o prawie 42 cm.
Trening Mistrza
Sześć przysiadów ze sztangą 200 kg, jeden przysiad ze sztangą 265 kg, skoki z wysokości 110 cm ze sztangą 120 kilo – wylicza Olszewski. – I tak dwa razy dziennie, od listopada do maja. Trzeba orać – mówi zawodnik AZS AWF Warszawa.
Daje to imponujące liczby: 30 ton ciężarów podnoszonych na trwających cztery godziny zajęciach, 2000 ton podnoszonych rocznie. Do tego 7000 pchnięć kulą i 300 kilometrów biegu w ciągu roku.
Majewski o pchnięciu kulą
- Często przeklinam się przed rzutem, że już cztery lata tak się cackam z tą dwudziestką jedynką – przyznaje zawodnik.
- Powoli, przez długie lata nie mogłem pokonać granicy 21 metrów. Udało mi się dopiero na olimpiadzie w Pekinie. Dlatego na 22 metry też muszę trochę poczekać. Może nieco krócej, powiedzmy trzy lata, żeby padło na igrzyska w Londynie (śmiech).
- Chciałbym wszystko szybko załatwić i mieć spokój. Hop siup i potem mogę już na luzie oglądać sobie resztę zawodów.
Co przyjemnego jest w pchnięciu kulą?
- Dla przeciętnego człowieka pewnie nic. Trudno mi wytłumaczyć tę fajność. Mało osób może tego spróbować, a jeszcze mniej czerpać z tego radość. Wyczuwam ciężar kuli tak dobrze, jak potrafię, rzucam i ona leci. Daleko. Im dalej, tym fajniejsze wrażenie. - Tak odpowiada na to pytanie nasz mistrz, Tomasz Majewski.
Igrzyska Olimpijskie w Pekinie
Przed igrzyskami Tomaszowi Majewskiemu nigdy nie udało się pchnąć kuli na odległość ponad 21 metrów. W konkursie olimpijskim Polak przekroczył tę granicę o ponad pół metra, znokautował rywali i zdobył pierwszy złoty medal dla Polski w Pekinie.
Majewski zdobył złoty medal kilka dni przed 10 rocznicą śmierci Władysława Komara.
- Ta moja brązowa bandanka dała mi szczęście. Znalazłem ją gdzieś trzy, cztery lata temu i pewnego dnia założyłem na zawody, żeby mi długie włosy nie spadały na oczy. I tylko raz ją zgubiłem. Mogłem wtedy pokonać w Warszawie Reese Hoffę, ale przegrałem o siedem centymetrów. Na szczęście ją odnalazłem – mówił w piątek najnormalniejszy kulomiot świata.
- No bo pchnięcie kulą to jest sport dla normalnych ludzi. Żadnych idiotycznych wyrzeczeń. Można wypić piwko, można normalnie zjeść - mówi Majewski.
Ale „normalny człowiek” jest określeniem nie w pełni trafnym do opisu mistrza olimpijskiego. Trzeba jeszcze dodać jego niezwykły, zadziwiający spokój w chwilach, w których ten spokój jest najbardziej potrzebny.
- Podczas konkursu w ogóle się nie denerwowałem. Jakbym miał książkę, to bym sobie czytał. Byle ludzie nie hałasowali. Nawet dwie godziny przed finałem jeszcze sobie spałem. Musiałem odespać, bo wstałem dziś rano na eliminacje o wpół do piątej.
Był w stanie rozbić konkurencję, używając starusieńkiej techniki – pchając kulę uślizgiem. Czyli dokładnie tak, jak pchał Komar ponad 36 lat temu w Monachium. Majewski, człowiek olbrzymi, nie ma innego wyjścia – gabaryty nie pozwalają zakręcić się jak fryga, tak jak robią to Amerykanie.
Miejmy nadzieję, że przed Tomkiem jeszcze wiele wspaniałych konkursów i mnóstwo medali.





„No bo pchnięcie kulą to jest sport dla normalnych ludzi. Żadnych idiotycznych wyrzeczeń. Można wypić piwko, można normalnie zjeść” hehehe to mnie rozbawiło
prawdziwy facet, musi dobrze zjeść, piwa się napije, a od czasu do czasu zdobędzie medal olimpijski hehehe żyć nie umierać
Z zainteresowaniem przeczytałam. Wyczyny sportowe to ciężka harówka, żmudna i wymagająca samodyscypliny.
Sport daje ogromną satysfakcję.
PS.
A mnie się marzy przeczytać – o Walasku i Pietrzykowskim, których nazywano „eleganckimi bokserami” dzientelemnami bokserstwa.
„A mnie się marzy przeczytać – o Walasku i Pietrzykowskim, których nazywano “eleganckimi bokserami” dzientelemnami bokserstwa. ” – przypinam się do tych marzeń
Zanotowałem: Walasek i Pietrzykowski. Kiedyś o nich też napiszę, nie mogę powiedzieć kiedy to będzie ale postaram się coś napisać.
O Tadeuszu Walasku Wikipedia po niemiecku ma obszerną, wyczerpujący, wielgachną stronę. A polska wersja ledwie go wspomina.
Napisz. Będę mogła skonfrontować i wnieść ewentualne sprostowania – hehehe – gdyż Zbyszka znam „od kuchni”.
A o Walasku też trochę anegdotek krąży w światku sportowym.
No to teraz boję się napisać na ten temat:P Strach przed Twoją oceną GragaK jest paraliżujący;)
Chyba żartujesz!
Ale wiesz? Zdopingowałeś mnie do pomyślenia (na razie pomyślenia, hihi) i może nawet podyskutowania z byłą Kotówną (olimpijską medalistką z Melbourne) jak również z jej mężem, swojego czasu słynnym polskim skoczkiem Piotrem Walą. Oni oboje mają o czym opowiadać. Niech tylko rozpoczną się dłuższe wieczory z naszymi wspólnymi czwartkami, w które ćwiczymy brydżyka. Teraz jest za ciepło, za dużo różnych ludzi i zbyt wiele przeróżnych dyskusji nie sprzyjających wspomnieniom.
Pisz, pisz, a ja będę porównywać.
To jak z książką o Marii Koterbskiej, którą napisał jej syn.
Konfrontacje są nadzwyczajnie interesujące.
Nic nie obiecuje. Jak na razie mam dużo materiałów przygotowanych o innych sportowcach. Dużo do zrobienia, dużo chęci a tak mało czasu, niestety.
Znam to. Dobrze znam. Będę cierpliwa.
heheheh lubię tego gościa
Do jednej rzeczy się tylko przyczepię. Olimpiada w Atenach. Tak się jakoś przyjęło w naszym kraju. Olimpiada. Zapomnieliśmy, że to czas pomiędzy igrzyskami olimpijskimi. Niby drobiazg, ale…
No ale… Jak skończę urlop to postaram się napisać parę słów o pierwszym Polaku, który pobiegł 400 m w czasie poniżej 50 sekund.
Zgadza się, masz Tomku rację. Ale jak sam piszesz w naszym kraju jakoś tak się to przyjeło…