koyaanisqatsi
Zapomniany starszy człowiek. Tragedia osiedlowa
Przy Osiedlu Albertyńskim w podkrakowskiej Nowej Hucie dwa tygodnie temu doszło do dramatycznych scen. Tragedii starszego człowieka nikt nie zauważył, toteż nikt jej nie zapobiegł.
Jeszcze trzy miesiące temu, wesoły starszy wdowiec zamieszkujący blok numer 30, cieszył się dobrym zdrowiem. W rozmowach z sąsiadami planował wyjazdy na działkę i pielęgnowanie pomidorów, którymi potem obdarowywał sąsiadów. Na początku maja starszy pan został napadnięty i ciężko pobity. Po powrocie ze szpitala, miał się nim opiekować bratanek. Pana „amore pomodore”, jak nazywały go dzieci, przestano widywać. Podobno miał problemy z poruszaniem się i zapamiętywaniem, z wyrażaniem myśli i mową. Sąsiedzi przekonani byli, że to skutki pobicia unieruchomiły staruszka w domu. Nikt jednak nie pomyślał o udzieleniu mu pomocy jakiejkolwiek, choćby zwykłej sąsiedzkiej przysługi.
16 lipca, w godzinach porannych mieszkańcy Osiedla Albertyńskiego usłyszeli krzyk. Nieustające wołanie o pomoc wydobywało się zza uchylonego okna. Starszy pan krzyczał „ratunku, ratujcie, pomocy, pomóżcie mi” to były jedyne słowa, które wykrzykiwał. Wezwano policję. Po chwili pojawiła się straż pożarna i pogotowie. Mieszkanie mężczyzny było zamknięte, drzwi nie udało się wyważyć. Okna zarówno balkonowe, jak i te od strony ulicy były zabite gwoździami. Powietrze dostawało się do mieszkania jedynie małym, uchylnym oknem.
Po kilku godzinach akcji, udało się wyważyć okno i wyciągnąć wycieńczonego mężczyznę, którego natychmiast zabrano do szpitala.
Starszy pan, od czasu pobicia, przetrzymywany był we własnym mieszkaniu, głodzony i pozbawiony kontaktu ze światem. Świadkowie opisują, że sąsiad w niczym nie przypominał tego pana, którego znali, był blady, niedożywiony, odwodniony, wychudzony i przerażony. Po pobiciu, bratanek starszego pana, korzystając z braku świadomości wuja, podsunął mu dokumenty o darowiźnie – na jego rzecz – mieszkania przy osiedlu albertyńskim. Starszy pan podpisał dokumenty. Pozostawało jedynie pozbyć się go… w najlepszy z możliwych sposobów… Powinien umrzeć sam, jednakże trzeba było mu w tym tylko „trochę” pomóc. Mężczyzna miał wysoką emeryturę, którą wyłącznie dysponował młody człowiek, był jedynym odwiedzającym „amore pomodore”. Gdyby wygłodzony i odwodniony staruszek, nie postanowił sam zawalczyć o swoje życie, to nie wiadomo czy ktoś udzieliłby pomocy samotnemu człowiekowi.
Bratanka i jego dziewczyny nie udało się jak dotąd odnaleźć, sprawa trafi do prokuratury, ktoś zaoferował pomoc w odkręceniu kwestii bezprawnej darowizny, spisanej w chwili, gdy straszy pan nie był w pełni władz umysłowych.
Wszystko skończyło się dobrze, człowiekowi udzielona zastanie pomoc, jego życie udało się uratować. Przerażające jest to, że nikt wcześniej niczego nie zauważył. Nikt nie zareagował, nikogo nie zastanowił fakt nagłego zniknięcia staruszka. Wszyscy sąsiedzi cieszyli się z prezentów w postaci soczystych pomidorów, nikogo jednak nie zastanowiło, dlaczego w tym roku, całkiem jeszcze dobrze trzymający się starszy pan, nie wyjeżdża na działkę, nie przychodzi do kościoła, nie spaceruje po alejkach.
Osiedle Albertyńskie, to osiedle starzejące się, nieliczne mieszkania zajęte są przez dzieci zmarłych już lokatorów. Ci młodzi ludzie nie mają kompletnie styczności ze społecznością osiedla, głęboko związaną z kościołem, zdewociałą wręcz. Tym smutniejszy jest fakt, że w całym swoim katolickim miłosierdziu, nikt ale to nikt, nie potrafił zainteresować się udzieleniem pomocy temu człowiekowi.
Fotografia: anciano, autor: carbello, źródło: stock.xchng





Kiedyś nazywało się to znieczulicą społeczną. A dziś? społeczeństwo się postarzało. Młodzi zajęci są swoimi problemami, a starych łapie ” lenistwo umysłowe”… To smutna historia. Tymbardziej, że nie trwała kilka dni , ale aż 3 miesiące.
Kiedyś ludzie znali się z kolejek sklepowych, w biedzie i potrzebie sobie pomagali. -> nie znaczy,
że bieda jest lepsza. Taka chciwość w rodzinie, pazerna do tego stopnia, niekoniecznie jest częsta. Powiem rzadkością. Samotność starych ludzi jest problemem w calym świecie. Na zachodzie ludzie starają się nie interesować cudzym życiem, Nie pytać, nie ingerować w cudzą prywatną sferę i dom. Po prostu nie wtrącać sie w cudze życie.
Smutne i przygnębiające to wszystko.
Dotarły do mnie informacje, że starszego pana ze szpitala odebrał siostrzeniec i wywiózł na wieś. Nikt za bardzo nie wie gdzie. Sprawa nie trafi na prokuraturę, kompletnie nikt z policji, straży pożarnej pogotowia nie zareagował. Ja nawet nie chcę myśleć jak to się skończy.