Marek Bonarski
„Spójrz w lusterko, spójrz dwa razy…”
„Spójrz w lusterko, spójrz dwa razy, motocykle są wszędzie” - takie hasło często widzę przyklejone do karoserii różnych samochodów. Patrzę w lusterko, w oddali mały punkcik. Patrzę po chwili znów, punkcik zamienił się w motocyklistę „wiszącego mi na zderzaku”. Skoro ja jechałem szybciej niż dozwolona prędkość to jak szybko jechał on?
Stoję na światłach. Obok mnie na lewoskręcie motocyklista. Zapala się zielone światło. Motocykl jak z katapulty rusza z lewoskrętu na mój pas zajeżdżając mi drogę. Oczywiście ma przyśpieszenie kilkukrotnie większe od mojego, więc wystarczy zdjąć nogę z gazu na sekundę, aby uniknąć ewentualnej kolizji. Tylko czy wszytko jest w porządku?
Niedawno była na Jasnej Górze pielgrzymka motocyklistów. Jechałem akurat z Częstochowy do Katowic drogą A1. Dziesiątki jednośladów zmierzało w przeciwnym kierunku. Wyglądali jak roje os, jadąc w chaotycznym szyku całą szerokością drogi. Niektóre „roje” otaczały samochody, których bezradni kierowcy nie mogli wykonać żadnego manewru, gdyż ze wszystkich stron okrążali ich motocykliści.
W Google wpisuję hasło „wypadki z udziałem motocyklistów” (aktualność: 2009-08-05, godz. 10:00), pierwszy od góry link, aktualności w serwisie bielsko-biala.pl: „(…) 35-letni mieszkaniec Rudzicy kierując motocyklem marki Yamaha przewrócił się i uderzył w Volkswagena Polo (…)”, „ (…) 22-letni kierowca motocykla marki Yamaha, wyjeżdżając z ulicy podporządkowanej zderzył się z samochodem marki Ford Galaxy (…)”, ” (…) 28-letni mieszkaniec tej miejscowości kierując motocyklem marki Honda utracił panowanie nad pojazdem, przewrócił się, doznając złamania obojczyka i wstrząśnienia mózgu (…)”, „(…) 24-letni mieszkaniec województwa małopolskiego kierując motocyklem marki Suzuki nie zachował należytej ostrożności i najechał na tył poprzedzającego go pojazdu (…)”, „(…) 16-letni mieszkaniec tej miejscowości kierując motorowerem marki Derbi na przejściu dla pieszych potrącił nietrzeźwego (…)” (źródło)
Przyznaję, że nie przepadam za motocyklami na drogach. Drażnią mnie uwagi typu tytułowe „spójrz w lusterko…”. Fałszywe zdają się tłumaczenia jakie znalazłem w jednym z serwisów pasjonatów dwóch kółek: „Wykorzystywanie znakomitych osiągów oraz zwrotności motocykla w mieście spotyka się często z nieprzychylnym odbiorem kierujących samochodami, postrzegających przeciskający się miedzy samochodami motocykl za zagrożenie dla lakieru na ich maszynach.” (ścigacz.pl). Ja nie martwię się o lakier, bardziej o to, że przez czyjąś bezmyślność i brawurę odbiorę mu życie. Nie twierdzę, że kierowcy samochodów jeżdżą lepiej, przeciwnie, jeżdżą kiepsko i równie bezmyślnie. Tylko to nikogo nie upoważnia do brawury, ani nie usprawiedliwia z głupoty.
Zdjęcie autorstwa f650biker pt. Motorcycle Inclination opublikowane we Flickr na licencji CC-BY-NC-ND 2.0

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne 2.5 Polska.





Zgadzam się z powyższym tekstem. Jednak jako córka motocyklisty muszę powiedzieć ale;)
Drogi pełne są wariatów na motorach, jednak w 99% są to ludzie na tzw. ścigaczach. Nie można wszystkich motocyklistów posądzać o brawurę i bezmyślność… Jest to bardzo krzywdzące dla tych, którzy jeżdżą normalnie.
Wiele razy jadąc z tatą na motorze odczułam na własnej skórze jak złośliwi potrafią być kierowcy „czterech kółek”. Zamiast pozwolić motocykliście przecisnąć się między samochodami i ruszyć dalej, robią wszystko,aby utrudnić mu przejazd.
A ile razy zdarza się tak,że jadący ciężarówkami próbują zepchnąć z drogi jadącego motorem?
Nie wiem czy Ty Marku kiedykolwiek jechałeś na motorze,ale jeśli nie, to spróbuj wsiąść na motor i przejechać 100 km. Jeśli po przejechaniu takiego odcinka ani raz nie natkniesz się na trudności wyżej przeze mnie opisane,to gratuluję, bo to oznacza,że masz ogromne szczęście.
Karolina, pod koniec mojego tekstu napisałem że kierowcy aut nie są w niczym lepsi. Ale załóżmy nawet, że przejadę zalecane przez Ciebie 100 km na motocyklu. Czy wtedy zgodzę się, że wyprzedzanie przez ciągłą linię, pobocze i pasy nakazujące skręt jest ok?
PS
Jak kierowcy traktują użytkowników jednośladów to ja wiem z własnego – rowerowego punktu widzenia.
Moim zdaniem kierowca nie ma obowiązku spoglądania w lusterko, jeśli nie zamierza wykonać jakiegokolwiek manewru, a już na pewno nie ma obowiązku ciągle doń zaglądać. Kierowca MUSI śledzić drogę przed sobą, by w razie potrzeby zareagować w porę i na czas.
Nie mam awersji do motocyklistów, wręcz przeciwnie – patrzę na nich z podziwem i zazdrością, kiedy zwinnie manewrują pomiędzy niezdarnymi autami. Dziwi jednak nagminne przekraczanie przepisów drogowych, o których pisze autor.
Nie dawniej jak wczoraj otoczyła mnie grupa 6 motocyklistów wyprzedzających z lewa i z prawa, jak popadło, jak im było wygodniej. Każdy motor był maksymalnie obładowany przytroczonymi skórzanymi torbami, przez co zajmował prawie taką samą szerokość, co normalny samochód. Zapewne ważył też nie mniej. I przyznaję, że mimo woli drżałam o tych wyprzedzających mnie z prawej: jak będzie, gdy któryś trafi w dziurę na miękkim poboczu drogi…?!…
I jeszcze dodam, że żaden kierowca sportowego auta nie wyczynia takich cudów na drodze publicznej, choć teoretycznie mógłby – zwinne auto przecież także poradziłoby sobie.
Przepisy ruchu drogowego są dla WSZYSTKICH JEDNAKOWO OBOWIĄZUJĄCE!
Oczywiście masz Marku racje, jak najbardziej. I skoro sam jeździsz na rowerze, wiesz o czym mówię.
Ja po prostu bronię motocyklistów jeżdżących z rozwagą, którzy cierpią z powodu głupoty tych na ścigaczach.
Nie mam nic do ludzi myślących za kierownicą, niezależnie od tego czy jest w kształcie koła, czy pałąka
Niestety jest tak że pewne rzeczy się uogólnia i patrzy się stereotypami, a te tworzone są na bazie tego co widać dookoła nas. Tak się składa, że bardziej widać „wariatów drogowych” niż dobrych kierowców. Ci drudzy jako, że nie tworzą dla nikogo zagrożenia są mniej widoczni.
„I jeszcze dodam, że żaden kierowca sportowego auta nie wyczynia takich cudów na drodze publicznej, choć teoretycznie mógłby – zwinne auto przecież także poradziłoby sobie.”
Z ciekawości zapytam jak dużo Pani jeździ? Bo mi już nieraz się zdarzyło być świadkiem równie szalonych wyczynów kierowców sportowych samochodów.
46 lat, codziennie i nie tylko w Polsce, proszę Pana.
Ale fotka w arcie jest superowa!
Myślę, że w tym wypadku miarodajne byłoby podanie ilości przejeżdżanych w ciągu roku km. Ja średnio przejeżdżam ok. 20 tys rocznie i widziałem już „mistrzów czterech kółek” którzy z pasa nakazującego skręt wystrzeliwali prosto dając z maszyny wszystko. Kierowcy aut w niczym nie różnią się „wyobraźnią” od motocyklistów, tyle że warunki mają ciut gorsze.
Wow, następny, który jak chwyci, to szybko nie puści, hihihi.
A może detektyw?
Proponuję przyjąć jakieś miarodajne kryterium, to że ktoś ma 50 lat pj moim zdaniem nim nie jest. Oczywiście zamiast podyskutować możemy też sobie pożartować
Czego skrót jest „pj”?
Ton klasycznego ‘narzekacza’ nie bardzo mi odpowiada… Wokoło mamy ich dosyć.
Ale jeśli to jest fajniejsze, to ponarzekam (na kierowców, żeby choć trochę tematu się trzymać).
Dwa dni wcześniej jechałam w szczycie ulicznego ruchu: jedynka, dwójka, stop.
Jedynka, dwójka, stop.
I tak cały czas.
W oddali widzę rozpaczliwe wysiłki samochodu zaparkowanego na trotuarze, który od dłuższego czasu usiłuje włączyć się do ruchu. Żaden kierowca jednak go nie wpuszcza. Kiedy byłam blisko, na skrzyżowaniu zapaliły się czerwone światła, czyli wszyscy i tak musieliśmy stanąć. Reflektorami mrugnęłam nieszczęśnikowi na trotuarze, że go wpuszczam. Pięknie podziękował i już delikatnie zjeżdżał z trotuaru, gdy nagle kozak jadący za mną, wyprysnął z kolejki, by wsunąć się na zwolnione miejsce.
Nie będę opisywała, co było dalej, bo nowy artykuł by powstał, ale zastanówmy się, czy trochę prospołecznych zachowań nie przydałoby się naszym kierowcom?
Z czymś podobnym spotkać się można jeszcze na południu Europy i w Hiszpanii.
W centrum – nigdy.
A może ja mam „pecha”?
No właśnie, polska kultura jazdy, a raczej jej brak zadziwia. W Polsce jeździłem prawie dwa lata, w Irlandii ponad trzy. Dwa inne światy. Wpuszczanie innych kierowców mrygnięciem światłami czy przepuszczenie pieszego, który często przechodzi na czerwonym (dla siebie) świetle jest na porządku dziennym. Kierowcy w miastach rzadko jadą więcej niż przepisowe 50 km/h. Klaksonu może użyłem z trzy razy, głównie, żeby obudzić kierowcę który zapomniał ruszyć na zielonym świetle – oczywiście po wcześniejszym mrygnięciem światłami – z reguły wystarcza. Ofiar na drogach statystycznie mniej. I nerwy jakby spokojniejsze. Polacy mieszkający w Irlandii wiedzą jednak swoje – Irlandczycy jeździć nie potrafią i w ogóle w każdej innej dziedzinie życia są upośledzeni
Marku, ostatnim zdaniem tak mnie rozbawiłeś, że aż popłakałam się ze śmiechu.
Cała kwintesencja Polaka!
Byłoby pewnie śmieszniejsze, gdyby nie było prawdziwe
Żeby jednak nie jechać już tak do końca po polskich kierowcach to zwróćmy uwagę, że kierowcy z Europy, Ameryki Północnej czy Australii wypadają na serio dobrze w porównaniu … do chyba całej reszty. Może to jednak z nami jest coś nie tak, skoro reszta świata jeździ tak jak jeździ?
Powolutku.
Wszystko się unormuje.
A tak na marginesie, to nigdy nie wiadomo, kto tak naprawdę ma ‘odchyły’ – ten niby normalny, czy ten niby odchylony?
Ostatnio złapano jakiegoś Szweda który na A4 testował (podobno) Porsche, wynik – przekroczona dozwolona prędkość o 106 km/h, nie tylko my mamy ułańską fantazję.
(pj = Prawo jazdy)
Z innych drogowych spostrzeżeń – tym razem USA.
1. Na relatywnie krótkim odcinku z Nowego Jorku do Waszyngtonu (ok. 350 km) widziałem chyba ze 30 patroli policyjnych i najwięcej opłat za autostrady. (w sumie chyba ok. 15 USD)
2. Wszędzie w Ameryce jeździ się spokojnie. Jak ograniczenie do 70 mil to tempomat na max 75 i wszyscy sznureczkiem.
3. Powyższe nie dotyczy Kalifornii, gdzie wszyscy nagli dostali małpiego rozumu. Nie są to jeszcze polskie standardy, ale przekraczanie prędkości i dziwne manewry były na porządku dziennym. Ciekawe z czego to wynika? Luźniejsza policja czy bogatsi kierowcy, których stać na mandaty?
4. Jak po opłaceniu autostrady chyba w Oklahomie musiałem zaraz zawrócić na pierwszym zjeździe żeby zjechać do motelu, zrefundowano mi opłatę
5. Przekroczenie prędkości w Nevadzie kosztuje 130 USD. Byłoby to smutne gdyby nie to, że akurat jechaliśmy Fordem Mustangiem. Przekroczyliśmy prędkość o 15 mil w terenie zabudowanym koło szkoły, gdzie z uwagi na dzieci ograniczenie było do 30 mil. Było to o drugiej nad ranem…
Z innych wojaży drogowych – Dublin-Warszawa. Koszt przejazdu przez most w okolicach Londynu – 1 GBP. Potem wszystko za darmo aż do okolic Poznania. Stamtąd w stronę Warszawy – 3 x po 11 zł. Mamy najdroższą autostradę w Europie…
„Mamy najdroższą autostradę w Europie…” – która jest nowa, ale podobno już ma być remontowana… Co zresztą jest normalne skoro A4 pomiędzy Krakowem i Katowicami jest w permanentnym remoncie od wielu lat (a może ma ich w sumie 10 od otwarcia)…
No, pięknie, pięknie! <-To odnośnie światowej pasji przekraczania szybkości.
Ale swoją drogą zwrot opłaty za de facto 'nadpłatę', to u nas nie do pomyślenia. My, jak te bociany – co połknięte, to nasze i żadnym sposobem nie zwrócimy. Wiem, gdyż kolega robił pracę n/t ptasiego menu w oparciu o badanie tzw. wyplówek. U bociana nie doczekał się. Dopiero jedyny w Polsce prawdziwy znawca bocianich zwyczajów uświadomił mu, że nigdy się nie doczeka; bocian zdechnie, ale nie zwróci.
Rok temu nierozważnie wpakowałam się na E30. Na pierwszym zjeździe opuściłam ją, bo chciałam do Gniezna, a nie do Poznania i oczywiście na bramce musiałam zapłacić.
To była moja najdroższa w życiu autostrada – jeden kilometr kosztował mnie blisko 3 zł.
Ale jechałam nowiuteńką autostradą, a co!
A4 permanentnie rozkopana? Ludziom przecież trzeba dać pracę, czyż nie?
[Coby nie wszyscy uciekli...]
Fordem Mustangiem ciezko jest jechac 30 mil na godzine. Gaz by trzeba wciskac malym palcem u nogi i to delikatnie.
Po ponad 3 latach w Irlandii non stop i kilku wczesniejszych wizytach na wyspie powiem Ci, ze o dziwo nie wszyscy wyjechali z powodu braku mozliwosci znalezienia w Polsce. Oczywiscie wiekszosc tak, ale sa perelki. Studia, szlifowanie jezyka, o wiele latwiejsze zycie w zakresie stosunkow spolecznych, zwykla ciekawosc swiata, innych ludzi, kultury. Sam naleze do osob, ktore nawet nie szukaly stalej pracy w Polsce. Cos tam robilem dorywczo na studiach – glownie pisalem. Konczac studia juz mialem bilet w jedna strone.
O, jednak mój wpis odnalazł się. Zapewne obleciał kulę ziemską jak mój ostatni bagaż lotniczy.
Miło.
Fordem mustangiem po polskiej drodze? Niewiele okazji ma do wykazania się. Ach, te dziury, ‘pralki’ i wyboje… Szkoda autka.
Takich ja Ty, Marku, znam kilku i przyznać muszę, że są bardzo interesującymi ludźmi pod wieloma względami. A już na pewno (sprawdziłam) w dyskusji przy lampce dobrego wina w ciepły wieczorek.
Pozdrawiam.
Eeeee nie, przekroczenie predkosci Mustangiem bylo w USA
Dziekuje za slowa, ktore odebralem jako komplement.
Grażyno, Twój wpis trafił z nieznanych przyczyn do spamu. Nasza moderatorska wina, że został z niego tak późno wygrzebany. Przepraszam.
Marku L. – i tym były
z całą życzliwością, bez odrobiny jadu, ktorego nie poskąpiła mi wczorajsza pszczoła. Głupia, przypłaciła to życiem, choć naprawdę chciałam ją uratować. Ona nie żyje, a ja w nocy wylądowałam w szpitalu. Czy warto więc pszczole walczyć z ssakiem?
Marku B. – nie ma sprawy, nic wielkiego się nie stało, nawet gdyby wpis wylądował na Księżycu, a nie w spamowej skrzynce. Również ->