Marek Bonarski

Parytety, czy równo znaczy sprawiedliwie?

Prasa uprzejmie doniosła o tym, że Pan Prezydent spotkał się z przedstawicielkami Kongresu Kobiet i po wysłuchaniu ich racji zapowiedział, że jeśli pojawi się projekt ustawy o parytetach, to on ten dokument podpisze. O cóż chodzi Paniom?

2061107538_33a5ab201aAno o to, żeby wprowadzić określoną proporcjonalnie reprezentację kobiet na listach wyborczych, najlepiej 50%. Z tego samego artykułu wynika, że pomysł ten popiera PO oraz lewica. W Sejmie podobno toczą się prace nad ustawą o parytetach. Tylko PSL jest przeciwne temu rozwiązaniu.

Po co to wszystko? Pewnie ma być sprawiedliwie. Tylko czy to słuszne? Czy jest w interesie kraju, aby kryterium kandydowania do Sejmu były nie kompetencje, tylko płeć? Śmiem wątpić. Owszem, gołym okiem widać, że dziś mężczyźni zdominowali politykę w Polsce, a kobiety w sejmowej ławie są bardziej wyjątkiem, niż normą. Dlaczego? Czy mężczyźni nie dopuszczają kobiet do „władzy”? A może panie w większości nie są zainteresowane „babraniem się” w rynsztoku jakim jest współczesna polityka? Czy przedstawicielki Kongresu Kobiet, rzeczywiście są głosem wszystkich (czy raczej większości) pań w naszej Ojczyźnie, czy tylko pewnego lobby, które w normalnych warunkach nie jest w stanie wprowadzić swoich przedstawicielek do parlamentu, więc oczekuje specjalnego traktowania.

W ostatnich wyborach parlamentarnych startowała Partia Kobiet. Szumna kampania, plakaty jak z reklamy środków pielęgnacji ciała, gdzie nikt nie ma niczego do ukrycia, wszystko to nie przyniosło oczekiwanego efektu. Na Partię nie głosowały nie tylko kobiety, ale i mężczyźni kuszeni wdziękami krągłych bioder i ud.

Czy nasz kraj dojrzeje kiedyś do myśli, że kluczem do rozwoju jest nie płeć, kolor skóry, wyznanie, czy wzrost, tylko kompetencje, umiejętności? Wolałbym, żeby zamiast zwiększenia ilości pań na listach zwiększyć liczbę zawodowców, specjalistów z kompetencjami. A jeśli to niemożliwe, to choć niech będzie więcej szczęściarzy, bo na szczęście zawsze jest popyt.

Fotografia pt. luxuria autorstwa hidden side została opublikowana w serwisie Flickr na licencji CC-BY-NC-SA 2.0

Podziel się na:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • Google Buzz
  • MySpace
  • Twitter
  • Wykop
  • Śledzik

Skomentowano 12 razy

  1. ximian pisze:

    Kolejny, idiotyczny pomysł, który co gorsza można pociągnąć do granic absurdu. No bo dlaczego ma on dotyczyć tylko kobiet? Jest tyle „dyskryminowanych” grup społecznych…

  2. Marek Bonarski Marek Bonarski pisze:

    najkrócej mówiąc jest to zaprzeczenie demokracji, oficjalnie w jej imię

  3. Barbara Romer Kukulska Barbara Romer Kukulska pisze:

    Wierutna, i bałamutna bzdura. Ta ewentualna ustawa, rzecz jasna.
    Zamyka ona drogę kobietom do większościowego układu. Parytet, to znak równego ilościowo stosunku, w tym przypadku nie złota i innych wymiernych rzeczy, lecz konkretnie płci!
    Zamyka też drogę kompetentnieszym, a otwiera głupszym.
    Właśnie obecnie w CH, gdzie ledwie kilkanaście lat temu w ogóle pierwsza kobieta weszła w skład 7 osobowego gabinetu rządowego, stworzyła sie sytuacja, że kobiety mogą być w przewadze liczebnej.
    ntb. skład nieparzysty jest nie bez kozery, ze względu na wszelkie głosowania.

  4. gragaK gragaK pisze:

    Oj, Basia mi weszła w ‘słowo’, ale jednak wysyłam, com naklikała.
    Całość brzmi mi jakoś tendencyjnie z powodu zapewne (a może tylko jakby?) nieco uszczypliwych zdań: „…panie w większości nie są zainteresowane “babraniem się” w rynsztoku jakim jest współczesna polityka”, „Szumna kampania, plakaty jak z reklamy środków pielęgnacji ciała”, „…mężczyźni kuszeni wdziękami krągłych bioder i ud.”
    Czy faktycznie seksizm skrywa się pod oddanym głosem?
    Oj, to w kraju mamy mnóstwo gejów! ;)

    A ‘parytet’ też mi się wydaje jakoś dziwnie użyty.
    Wg mnie parytet = równowartość (głównie ekonomiczna, a przede wszystkim dotycząca zawartości kruszcu w monetach różnych krajów).
    Dlaczego zastępować nim wszystko, co tylko się da?
    Tak, tak, to Pan Prezydent użył. Jednak czy obce wyrazy muszą być wciskane wszędzie na siłę? Czy nie posiadamy własnych, rodzimych określeń?
    Czasami trafiają się teksty tak przesycone słowami oraz zwrotami obcojęzycznymi, że aż niedobrze się robi.
    Zjechałam z tematu. Sorry.

  5. Marek Bonarski Marek Bonarski pisze:

    Tekst jest tendencyjny bo nie ukrywam swojego zdania. W końcu jest w dziale „myślę, że”.

    Co do kampanii PK – to czy wielki billboard z garstką nagich pań nie miał się właśnie odwoływać do męskich instynktów? Bo na pewno nie do logiki. A że nie chwyciło – cóż w dzisiejszych „dobrych” czasach nagość na papierze czy w internecie nie jest niczym szczególnym, więc i sam plakat nie przyciągnął zbytniej ilości głosów. Może trzeba było być bardziej kontrowersyjnym jak się używa tego typu argumentów.

    Parytet – za Wiki: „(…) prawo – polega na ustalonej ustawowo lub umownie reprezentacji podmiotów prawnych (reprezentowanych przez osoby fizyczne) na zasadzie równości w składzie osobowym ustalonych umową, lub ustawą instytucji wyłanianych wspólnie przy udziale tych dwóch podmiotów prawnych.”
    Całość: http://pl.wikipedia.org/wiki/Parytet

  6. gragaK gragaK pisze:

    Tiaaaa…. Ty z Wiki, a ja z PWN oraz Słownika W. Kopalińskiego.
    Mnie chodzi o nadużywanie obcych słów. Wiem, że czasami jest konieczne i najlepiej oddaje myśl, ale…bez przesady.
    Niektórzy jednak uważają, że im bardziej naszpikują tekst obcym słownictwem, tym mądrzejsi się wydadzą. Nic bardziej mylnego!
    Prostota i umiar zawsze zwycięża.
    Marku, nie napadam na Ciebie, tylko dyskutuję Naprawdę. :)

  7. Marek Bonarski Marek Bonarski pisze:

    Nie czuję się napadnięty :)

    Słownik Języka Polskiego: „1. ekon. stosunek wymienny (np. walut) 2. parytet złota – zawartość czystego złota w jednost. wymiennej stanowiąca podstawę kursu 3. praw. zrównanie ze sobą różnych podmiotów 4. społ. zrównanie warunków życia, dochodów pewnych grup ludności”
    źródło: http://www.sjp.pl/co/parytet

    Myślę, że w tym wypadku to słowo jest na miejscu. Zaproponuj jakiś zgrabny polski odpowiednik.

  8. gragaK gragaK pisze:

    Jezu, nie mam tyle czasu dla PC, ale przy słoiczkach z konfiturami pogłówkuję i jeśli nie zapomnę, to wpiszę. Przypominam jednak, o co mi w ogóle chodzi.
    Kiedyś posiadałam psa rasy bokser. Fajne, przyjacielskie psisko było, tylko że jak już zębiskami chwycił, to nie puścił póki nie wsadzono mu drąga między szczęki. Dopiero wtedy ofiara mogła się uwolnić.
    :P :D

  9. Oczywiście pomysł to bzdura. Jeśli obywatele chcą wybrać 90 proc. mężczyzn to mają do tego prawo (zwłaszcza, że kobiet jest więcej od mężczyzn).

    Załóżmy, że w jakiejś partii nie ma tylu kobiet, bo taki program partii im nie odpowiada. To co teraz? Partia ma szukać na ulicy kobiet i w pisywać je na listy? Czy też, zakładając że w partii ma 20 kobiet, ma zredukować listy wyrzucając mężczyzn? To bzdura. Niepokoi mnie to, że wszyscy (oprócz PSL) są za.

    Może wrowadzimy też parytety w szkołach, żeby było tyle samo nauczycieli co nauczycielek?

  10. zaozi pisze:

    Niby wszyscy wiedzą, że pomysł jest skrajnie idiotyczny a nie zdziwię się, jeśli okaże się, że i tak się go nam narzuci. I wszyscy będą pomstować i nikt nie będzie wiedział jak naprawdę do tego doszło. To jest w tym wszystkim najgorsze!

  11. Barbara Romer Kukulska Barbara Romer Kukulska pisze:

    Parytet płci, hehehe właściwie parytet płciowy, to „genialny” i dyskriminujący je same wymsł Kongresu Kobiet.
    Bją sobie kobiety bicz na własną skórę, wychodząc z założenia , że lepsza słodka idotka, bo kobieta, niż
    rozsądny facet. Przypomina trochę stare komunistyczne czasy kiedy był numerus calsus dla kandydatów na wyższe uczelnie, dzieci robotników i chłopów.

Skomentuj