Michał Sałaban
Dziewięć lat ciszy
Granatowy volkswagen zatrzymał się z piskiem opon. Ze środka momentalnie wyskoczyło kilku dziarskich chłopców w mundurach. Pięciu, sześciu? Nie wiem. Na pewno było ich więcej niż nas. Otoczyli naszą trzyosobową grupkę kółkiem, a jeden rozpoczął standardową gadkę. Znowu to samo. Dokumenty, wyciąganie wszystkiego z kieszeni i plecaka… Można podyskutować i bezskutecznie domagać się by nie traktowali cię z góry jak przestępcę. Można po cichu i spokojnie doprowadzić procedurę do końca. Można też pożartować lub wprost zapytać, czy ma jest sens by sześciu funkcjonariuszy marnowało czas na przeszukiwanie nam kieszeni. Bez znaczenia. Wszystkie te warianty przerabialiśmy nie raz. Nic nie zmieniają, najwyżej wydłużają kontrolę. Znowu nie znaleźli nic, obrócili się na pięcie i pojechali dalej.
Dziewięć lat temu weszła w życie nowelizacja Ustawy o zapobieganiu narkomanii, definiująca najważniejszy kierunek polityki narkotykowej w Polsce. Pod pretekstem walki z drobnym handlem wykreślono przepis pozwalający umorzyć postępowanie w razie posiadania „nieznacznej ilości” narkotyku.
Zaostrzenie prawa miało być narzędziem pozwalającym wsadzać do więzienia dilerów, przy których znaleziono nieduże porcje środków odurzających. Tak przynajmniej argumentowała wtedy największa orędowniczka zmian, Barbara Labuda – minister w kancelarii Aleksandra Kwaśniewskiego. Nie wystarczało, że określenie „nieznacznej ilości” leżało w gestii prokuratora i sądu, dzięki czemu zawsze mogło być odpowiednio zinterpretowane wobec osoby ewidentnie parającej się handlem. Pani minister pokierowała propagandą, pan prezydent gotową ustawę podpisał. Specjalistów nikt nie spytał. Od tego momentu miało być pięknie.
Potem nastąpiło zderzenie z rzeczywistością. Polska popełniła ten sam błąd co USA i państwa Zachodniej Europy wiele lat temu. Ostre prawo zamiast w handlarzy trafiło w zwykłych użytkowników, zazwyczaj ludzi na progu dorosłości. Podczas gdy tam, widząc nieskuteczność drakońskich kar, prawo stopniowo liberalizowano, u nas wprowadzono najostrzejsze przepisy na całym kontynencie. Nawet Ameryka, która dała początek narkotykowej prohibicji i wydaje się nadal być opętaną przez „War on drugs”, stopniowo poluzowała prawo, niemalże legalizując posiadanie marihuany w Kalifornii i kliku innych stanach.
Realne konsekwencje posiadania jointa, grudki haszyszu, czy nawet naturalnie rosnących w Polsce grzybów wahają się od umorzenia po grzywnę i klikuletni wyrok w zawieszeniu. Zwolennicy wskazują edukacyjną wartość takiej kary. Realiści przypominają, że świadectwo niekaralności potrzebne jest zdumiewająco często w naszym praworządnym państwie. Jeden wybryk za młodu może zamknąć człowiekowi więcej dróg życia niż zrobiłyby to palone przez niego jointy.
Proste porównanie może tutaj wyjaśnić różnicę między Polską, a resztę Europy:
- Student zatrzymany w Polsce przez policjanta za przejeżdżanie rowerem przez ulicę na przejściu dla pieszych. Rutynowa kontrola kieszeni ujawnia 0,3 grama marihuany (akurat na jednego jointa). Kwalifikacja czynu: posiadanie. Wyrok sądu: 5000 PLN grzywny i 2 lata więzienia w zawieszeniu.
- Student zatrzymany przez celników na granicy czesko-niemieckiej. Błędnie działający test na obecność narkotyków wskazuje pozytywny wynik na amfetaminę. Przeszukanie ujawnia… 0,3 grama marihuany. Kwalifikacja czynu: przemyt. Wynik postępowania: umorzenie ze względu na niską szkodliwość.
W epoce internetu nietrudno znaleźć bardziej radykalne przykłady. Na jednym z forów odwiedzanych przez prokuratorów, pewien przedstawiciel tego zawodu chwalił się swoją skutecznością. Otóż przesłuchując dilera wydobył od niego dane klientów, którzy zaopatrywali się u niego w marihuanę. Na podstawie jego zeznań oskarżył kilku nastolatków o posiadanie. Przypomnijmy: nowelizacja z 2000 roku miała w swym zamyśle uderzać w dilerów i chronić ich klientów.
Gdy w 2003 roku organizowaliśmy jedną z pierwszych manifestacji optujących za zmianą prawa antynarkotykowego wydawało nam się, że temat da się ruszyć z miejsca. Że rozluźnienie postępujące na kontynencie – w Niemczech, czy Hiszpanii, a nawet u naszych południowych sąsiadów – nie przejdzie w Polsce bez echa i ludzie zastanowią się nad sensem naszego prawa. Niestety, choć w Warszawie zgromadziliśmy kilka tysięcy młodych ludzi – w mediach było cicho. Temat narkotyków trzy lata wcześniej uznano za rozwiązany i wykreślono go zupełnie z publicznej debaty.
Cisza nie mogła jednak trwać w nieskończoność, bo każdy dywan może przykryć skończoną ilość śmieci, które się pod niego zamiata. To, że minister sprawiedliwości opowiada się za liberalizacją prawa najlepiej pokazuje, że dotychczasowa polityka nie działa. To, że Gazeta Wyborcza, która roszcząc sobie pretensje do bycia liberalnym medium dotychczas chowała głowę w piasek dziś uruchamia medialną kampanię „My, Narkopolacy”, oznacza chyba, że do decyzyjnych stanowisk dotarło pokolenie, dla którego powszechnie dostępne środki odurzające nie są niczym nowym.
Choć na świecie różnie podchodzi się do tematu narkotyków i żaden model nie okazał się idealny, od Polski nie wymagam zbyt wiele. Chciałbym po prostu mieszkać w kraju, w którym posiadanie trawki nie jest dla systemu pretekstem do zatruwania życia młodym ludziom, ani nie służy policji do nabijania statystyk. Chciałbym też nie oglądać więcej policyjnych radiowozów, które zamiast służyć do łapania pijanych kierowców na przełomie września i października rozjeżdżają polskie łąki w pogoni za młodzieżą zbierającą psychoaktywne grzyby. To takie moje drobne życzenia, ale dobrze wiem, że nie tylko moje.
Zdjęcie Joint (detail).jpg zostało opublikowane w Wikimedia Commons jako domena publiczna
Zdjęcie Psilocybe semilanceata.jpg zostało opublikowane w Wikimedia Commons jako domena publiczna

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 2.5 Polska.





no dobra. czyli, ze czego Autor się domaga/pragnie? tak konkretnie. i co rozumie przez „posiadanie trawki” – joint, dwa, czy może 20?
a co do tych radiowozów – jak rozumiem to, że zbieranie „naturalnie rosnących w Polsce grzybów” należy zalegalizować niezależnie od ilości zebranych grzybków z powodu tego, iż rosną one na naszej ziemi „naturalnie”?
że karać należy dealerów – to oczywista oczywistość, że żyjemy w durnym kraju, w którym prawo jest karykaturą prawa, a organy ścigania i wymiar sprawiedliwości to puste pojęcia i administracyjne potworki, tez jest dla mnie jasne, tylko ja bym teraz chciał konkretów.
a! i żeby nie było! jestem w temacie. mam za sobą 2 lata w monarze, daaawno temu, w ośrodku zarządzanym wówczas przez obecną szefową tego stowarzyszenia. skąd tam się wziąłem? ano zaczynałem niewinnie, od trawki i grzybków.
Czego oczekuję, chyba dość wyraźnie opisałem w ostatnim akapicie. Czy będzie wolno posiadać jednego, czy dwadzieścia jointów, to już szczegół realizacji. Mi zależy przede wszystkim na zmianie strategii i zaprzestaniu karania użytkowników tych środków.
W niektórych państwach prawo wyraźnie mówi, jakie ilości jakich substancji można posiadać. Można powiedzieć, że to otwieranie drzwi drobnej dilerce, bo handlarze zawsze będą nosić przy sobie tą dozwoloną ilość. Pojawia się jednak pytanie, czy nie lepiej dla państwa odpuścić sobie po prostu ściganie takiej drobnicy? Przecież na tą łapankę wśród młodzieży idą nasze pieniądze a szkód więcej z tego niż pożytku.
Co zaś tyczy się Twoich „początków”, to mogę się założyć o cokolwiek, że swoje przygody z używkami zacząłeś nie od trawki czy grzybków, tylko kawy albo piwa. Teoria „gateway drug” już dawno została obalona.
Kwestia jest o tyle poważna, że dotyczy tzw. wolności człowieka. Bo teoretycznie każdy ma prawo do tego żeby za siebie decydować. Chcesz chlać, chlej, chcesz ćpać, ćpaj, chcesz jeździć bez pasów – jeździj, jesteś wolnym człowiekiem więc powinieneś mieć wolny wybór. Człowiek jest wolny do momentu, gdy nie szkodzi drugiemu człowiekowi. Teoretycznie więc powinna być karana jedynie dilerka, coś na kształt prostytucji, gdzie ona sama karalna nie jest, ale stręczycielstwo już tak. Nasze prawo jednak zakłada, że ludziom ich wolność należy ograniczać – dla ich dobra (oczywiście definicja dobra w tym wypadku jest regulowana przez prawodawcę). Niestety w wielu przypadkach ma rację, bo my ludzie jesteśmy zwykle nieodpowiedzialni i łatwo ulegamy nałogom. Z kolei jednak, skoro ustawodawca chce pomagać obywatelom, powinien zabronić sprzedaży alkoholu i papierosów. W końcu też szkodzą, papieros to rak płuc, alkohol to marskość wątroby i rodzinne tragedie . Nie zabroni jednak, gdyż te używki są starsze niż ustawowa tendencja do uszczęśliwiania na siłę. Tak więc joint ma tego pecha, że w powszechnym użyciu pojawił się tak późno.
co do początków to raczej od wina marki „Liczyrzepa”. ale wiemy, że mówimy o początkach „nielegalnych”, prawda? jak dla mnie są one jasne jeśli pozwolisz
co do wolności – nie ma złotej metody. w niektórych stanach USA (np. Washington) trawka raz jest legalna, jako środek leczniczy/przeciwbólowy (rak), innym razem w tych samych stanach jest zakazana.
a co do zakazów i ograniczeń – jestem za obowiązkiem zapinania pasów i jazdy „na światłach” przez cały rok. i jestem w tej materii na tyle betonowy, ze żadne argumenty i pseudostatystyki mnie nie przekonają.
i jeszcze:
„Chciałbym po prostu mieszkać w kraju, w którym posiadanie trawki nie jest dla systemu pretekstem do zatruwania życia młodym ludziom, ani nie służy policji do nabijania statystyk.” otóż posiadałem kiedyś w zacisznym miejscu worek po ziemniakach wypełniony trawką. na własny użytek. no i kolegów. czasy były takie, że nikt tym nie handlował, tylko częstował. ja też częstowałem. za darmo, bez dilerki. dobrze robiłem, czy źle? gdybym zawartość worka odsprzedawał, to należałoby mnie przymknąć, czy nie? skoro rozdawałem, to nie podlegałem pod dilowanie czy jednak tak?
no i te szalejące po parowach radiowozy… wciąż uśmiecham się do tej (nomen omen) wizji Autora…
Co do pasów – choć to nie na temat – to ja akurat przeciwnie, jestem za nieograniczaniem kierowcy czy pasażerów. Jeśli kierowca nie zapnie pasów i zginie, czy się okaleczy z tego powodu to jego prywatna sprawa, jego wybór. Fakt zapięcia, czy nie zapięcia pasów nie szkodzi innym. Co innego brawura na przykład, tu się już ryzykuje czyjeś życie, a to dla mnie jest granicą wolności. Tak na marginesie, sam zapinam pasy, taki mój wybór i przepisy nie miały tu nic do rzeczy.
@picturepunk: Osobiście jestem za legalizacją wszystkich naturalnych używek. Dlatego właśnie, że są naturalne. Ludzkość żyła sobie z nimi przez tysiące lat, nasz system nerwowy ewoluował w obecności tych roślin i grzybów, których nasi przodkowie wcale nie omijali szerokim łukiem. Globalna prohibicja to przecież wymysł z XX wieku. Zresztą, wcale nie kierowany troską o zdrowie obywateli (ale to temat na długą powieść sensacyjną).
Generalnie w temacie narkotyków największym problemem jest niedostateczna edukacja. Zamiast straszyć młodzież bajkami o strasznej marihuanie lepiej uczciwie opisać potencjalne skutki zażywania. Demonizowanie miękkich używek to prosta droga do kompromitacji i utraty zaufania, a co za tym idzie – wywołania skutków odwrotnych do zamierzonych.
Co do radiwozów, to nie są żadne wizje. Widziałem taki patrol w Górach Sowich, moi znajomi z kolei na wrocławskim Rędzinie. Łapanie zbieraczy grzybów to smutna polska rzeczywistość.
radiowóz – wiem, że nie bajki, pochodzę z wałbrzycha
choc dziś mieszkam na wybrzeżu
co do używek – mam inny pogląd. znam kilka naturalnych trucizn – też są na szczęście nielegalne.
Peewien Szwajcar ze wsi obok przesiedział w więzieniu w Malezji- nie ważne gdzie, – z wyrokiem śmierci.
Cudem i kupą forsy wykupiono go. a wałściwe wykradziono z więzienia. A miał ledwie kilka nasionek.
Pewna Szwajcarska wzięła na lotnisku od kogoś paczuszkę do przeewiezienia w Turcji, a jej koleżance zamieniona reklamówki .
Obie znalazły sie w więzieniu, bo w przesyłce i w reklamówce było „sianko” o którym pojęcia nie miały.
Takie restrykcje powodują , 0e ludzie połykają w woreczkach foliowych i przwożą w żołądku.
Zdarzają sie śmiertelne pękniecia woreczków. Czy winny śmierci jest ustawodawca?
Kto zbiera skutki, ponosi koszty leczenia narkomanów, pijaków, palaczy ? fundusz zdrowia i rodzina.
Była już na Doorgu propaganda niechodzenia na wybory, czas na dragi. O ile jeszcze to smętne biadolenie Autora nad poczciwą trawką jestem w stanie zrozumieć, to apoteoza grzybków obsikiwanych przez kundle i zbieranych przez szczeniaków trochę mnie jednak mierzi. I tak Autor może się czuć usatysfakcjonowany tym, że nie jeżdżą patrole wyłapujące młodzież kupującą budapren. Przynajmniej w tym jest pełna wolność, bo worki też można bez problemu dostać…
Poza tym, cóż lepiej smakuje niż owoc istotnie zakazany?
Ossad, odnoszę wrażenie że nie bardzo miałeś pomysł co napisać. Przypadkiem jednak wskazałeś na istotną sprawę: są u nas niebezpieczne trucizny i substancje odurzające, które łatwo i legalnie można nabyć w sklepach. Mimo tego, nie widać epidemii ich nadużywania. Jaki sens zatem ma prohibicja nałożona na mniej szkodliwe, naturalne środki?
PS: Butapren pisze się przez „t”.
Autorze, cz zgodzisz się, że naturalne psychotropy oddziaływają na układ nerwowy zmieniając krótko- lub długotrwale jego funkcjonowanie, czy zgodzisz się, że nie mniej groźne od fizycznego, jest uzależnienie psychiczne (dopuszczasz mam nadzieję jego istnienie udokumentowane naukowo) szczególnie silne w wypadku tzw. lekkich narkotyków, czy zgodzisz się, że po narkotyki (także lekkie) sięgają dzieci i młodzież – uczniowie podstawówek i gimnazjów i zjawisko to nasila się w ostatnich latach, np. w porównaniu z poprzednią dekadą lub dwiema?
Ja jestem pewien tych tez. m. in. dlatego, że znam problem z obu stron, także jako profilaktyk uzależnień (mam na to oficjalny papier, żeby nie było, że nie znam zagadnień teoretycznych i praktycznych).
Dlatego uważam, że żaden narkotyk nie może być legalny.
Legalność zażywania papierosów została mocno ograniczona i ta tendencja rośnie. Co do alkoholu, pożyjemy zobaczymy. Lubię piwo i nie przeszkadza mi dym z fajki (tej prawdziwej), ale wiem, że to jest problem dla wielu i że nieletni mają zakaz zażywania alkoholu, choć nikt ich za to nie wsadza do mamra. wsadzani są, lub płacą grzywny, ci którzy w legalnych sklepach sprzedają alko dzieciakom.
Konsekwencje zdrowotne zażywania naturalnych psychotropów są dobrze znane. Wiadomo powszechnie, że są zazwyczaj negatywne, choć też nie w jakimś katastrofalnym stopniu. Tym niemniej, uważam że człowiek ma prawo ich używać i szkodzić sobie wedle własnego uznania.
Zakaz używania tych środków to dla mnie po pierwsze atak na wolność osobistą, a po drugie – marnotrawstwo wspólnych pieniędzy na walkę z wiatrakami. Jak sam zauważasz, mimo restrykcyjnych przepisów spożycie nie spada. Zatem strategia nie osiąga swoich celów i nadaje się do wymiany.
rzeczywiście, strategie trzeba zmienić. wyłapać skutecznie całą dilerkę i podwoić kary za dilowanie i posiadanie większej ilości. użytkowników „prywatnych” skutecznie leczyć, a najlepiej, zanim zaczną – sprofilaktykować
tu jest pies pogrzebany. no, ale dopóki zwolennicy używek będą głośno propagować ich zażywanie i lobbować za legalizacją, dobrze raczej nie będzie. teraz, kiedy coś się zaczyna kręcić w temacie, macie doskonałą okazję żeby siedzieć cicho.
Może od razu zastrzelić?
Jeśli wskażesz mi jedno państwo, w którym udało się zlikwidować zjawisko narkomanii i wyeliminować wszelkie używki, to ja składam broń.
w żadnym się nie udało, ale to nie znaczy, że trzeba zalegalizować dragi. tak jak w żadnym nie zlikwidowano zabójstw i kradzieży. o ile mi wiadomo, w żadnym zabójstwa i kradzieże nie są legalne (nie mówię o patologiach typu sudan, gdzie trwa wojna domowa czy rządzi reżim zabijający obywateli „legalnie”).
To jest już jakąś tradycją. Kazdy zwolennik prohibicji w końcu sięgnie po porównanie z kradzieżami i zabójstwami. Jest to skrajna manipulacja lub po prostu brak zastanowienia nad tym, co się mówi.
Przypominam więc, że zażywając narkotyki szkodzi się przede wszystkim sobie. Można robić to w sposób nie naruszający wolności i własności innych ludzi. Kraść i zabijać tak się już nie da.
bzdura
powszechne przyzwolenie na zażywanie narkotyków nie byłoby szkodzeniem samemu sobie i miałoby fatalne, wielorakie skutki społeczne. m. in. dlatego, że narkotyki zabijają (nie zawsze i nie wszystkich – zupełnie jak alkohol). zgodzisz się?
takie jest moje zdanie, nawet jeśli ktoś ma inne zdanie.
powszechne przyzwolenie na pijaństwo młodzieży, sprzedaż młodym ludziom używek w sklepach, jazdę po kielichu etc. wywołuje fatalne skutki społeczne. czy może nie?
ja nie manipuluję, ja przedstawiam fakty i rzeczowe opinie. możemy rzecz jasna dalej sie boksować, bo do tej potyczki jestem dość dobrze przygotowany.
ale jak na razie: http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,6866710,Piwo_z_listkiem_marihuany_zniknie_ze_sklepow.html
i bardzo dobrze
Zażywanie może odbywać się bez szkody dla innych. Chyba się zgodzisz, że piwo wypite przy grillu czy joint zapalony przy filmie nikomu postronnemu szkody nie przynosi?
Surowo karane powinno być natomiast nakłanianie do używania oraz nadużywanie, takie jak np. prowadzenie pojazdów pod wpływem, czy rzucanie po pijaku butelkami z okna. Krótko mówiąc, jeśli ktoś używa i robi to w sposób wprowadzający zagrożenie dla otoczenia, powinien być surowo ukarany.
To, że ktoś się narkotykami zabije, to już nie Twój interes. To jego życie i ma prawo z nim zrobić co zechce. Skoro rzucenie się z mostu nie jest nielegalne, to czemu zabronione ma być zażywanie narkotyków?
Widzę u Ciebie ciągoty do uszczęśliwiania ludzi na siłę, do trzymania ich przy życiu i zdrowiu nawet wbrew ich woli.
palisz jointy po to by się uszczęśliwić, czy po to by się zabić? jaka jest Twoja wola? takie retoryczne pytanko.
gdybyś pamiętał to, co pisałem trochę wyżej, wiedziałbyś, że nie chcę karać nikogo, kto pociągnie kilka razy jointa przy filmie (w domu mam nadzieję, nie w kinie). karać trzeba propagatorów tego typu używek oraz dilerów. (swoimi wypowiedziami propagujesz i zacierasz skalę problemu.) no i tych, którzy pod wpływem narkotyków dokonają przestępstw lub wykroczeń (zgodnie ze skalą czynu). to, że narkotykami zabije się czyjeś dziecko, to jednak jest interes rodziców. to że narkotykami zabije się czyjś mąż czy żona to jest interes współmałżonka i ma on prawo zapobiegać na wszelkie możliwe sposoby, nawet jeśli Ty uważasz, że ludzie mają prawo się zabijać kiedy tylko maja ochotę, nawet jeśli ta ochota wynika z choroby.
wiesz ilu moich znajomych zmarło w wyniku zażywania narkotyków/popełniając samobójstwo w postaci „złotego strzału”/ z powodu AIDS? równo 30. sporo prawda? cała klasa by się zebrała. dziewczyny i chłopaki. myślę, że przynajmniej kilku, jeśli nie wszyscy, chciałoby żyć do tej pory.
wiec mi tu po prostu nie pitol.
a jeśli ktoś będzie chciał naprawdę się zabić, to i tak to zrobi. z naszym udziałem czy bez niego. mimo to warto próbować robić wszystko, by ten ktoś uznał, że to nie jest potrzebne.
nihilistyczna postawa, którą prezentujesz sprowadza się do hasła „róbta co chceta z własnym życiem i życiem innych ludzi” (bo chyba zgodzisz się, że czyjaś narkomania lub śmierć, ma wpływ na życie innych ludzi). i to jest smutne. bo każdy może z życiem robić, co zechce, ale warto, żeby to były rzeczy pozytywne. współczesność często objawia się w tumiwisizmie i egoizmie. godząc się na to marnujesz swoje życie
- tak, wiem, masz prawo, bo to twoje życie.
Podsumuję krótko: o dzieci, rodzeństwo i współmałżonków niech się martwią ich bliscy. Bez wzajemnej troski żadne rozwiązania systemowe nie zadziałają. Tym bardziej rozwiązania oparte na represji. Czy rok „w zawiasach” za jointa czy garść grzybów oduczy kogoś zażywać? Wolne żarty! Najwyżej nauczy, że państwowy aparat należy omijać szerokim łukiem, a dragów nie nosić w kieszeni póki zawiasy nie miną.
Ja tu piszę o sytuacji prawnej, Ty o liczbie znajomych, którzy wykończyli się dragami. Są to tematy różne i słabo ze sobą związane, bo niezależnie od regulacji prawnych zawsze pewien odsetek ludzi będzie dążył do samodestrukcji. Amfą, heroiną, butaprenem czy jabolami – nie ważne. Sposób znajdą i się zniszczą. To normalny element ewolucji.
podsumowując krotko: to nie są tematy rozbieżne. to byli czyiś bliscy.
rok w zawiasach nie oduczy, ale rok w zawiasach i zalecenia terapii być może tak. nawet nie wiesz, jakie cuda może zdziałać represyjna i przymusowa, totalitarna terapia. poczytaj o tym, zanim sam doświadczysz.
żaden narkoman nie chce się początkowo leczyć dobrowolnie. naprawdę. żaden, nawet gdy mu się wydaje, że da radę.
Oho, mamy darwinistę rodem z XIX wieku
Dobór naturalny, czyli młodzian, co ledwie skończył 16 czy 17 lat powinien sobie dobierać do woli: dzisiaj haszysz, grzybki, ekstazy, LSD, czy może amfa przed sprawdzianem? Nie będzie go gonił żaden glina na quadzie, z obłędem w oczach rozjeżdżający polskie łąki, tratujący nasze złote zboża, wyrzucający po drodze kaskady ziemniaków (ew. pyr lub kartofli). Słowem, będzie jak piętnaście lat temu w całej Polsce i obecnie na Ukrainie. Wszędzie się pije, jara, leje i rzyga. Wiem, że miało to swoje uroki. Wiem też, że Autor ma prawo nienawidzić Unii Europejskiej, a już na pewno tego potwora: USA. Ale… może nie przesadzajmy…?
@picturepunk: Wiem co może zdziałać terapia. Rozmawiałem z terapeutami, rozmawiałem z ludźmi, którzy ją przeszli. Objawy są podobne: wyłączone fragmenty mózgu odpowiedzialne za samodzielne myślenie i wtłoczony odgórnie program. W istocie przecież terapia w wielu ośrodkach jest niczym innym niż praniem mózgu.
Większość ludzi po terapii łączy jedno: nie uznają faktu, że narkotyków można używać bez wywoływania tragedii. Sami wpadli w bagno i jedyny sposób, by przywrócić im wiarę w siebie, to wprogramowanie przekonania: „Narkotyki są od człowieka silniejsze. Nikt nie da sobie rady, więc nic dziwnego ze ty nie dałeś.” Jest to oczywista nieprawda, bo miliony ludzi używają i nie rozwinęły u siebie uzależnienia. Jednakże dla ludzi, którzy nie podołali, takie błędne przekonanie staje się podstawą do odzyskania wiary w siebie i powrotu do społeczeństwa. Niestety, już jako niepełnosprawni.
Martwi mnie dość powszechne w społeczeństwie uznanie autorytetu i rzekomej wiedzy wyleczonych ćpunów. Kto to widział, by o opinię o narkotykach pytać narkomanów? To tak, jakby o wskazówki wojskowe pytać generała, który przegrał wojnę i pozwolił na okupację kraju.
Bardzo się cieszę, że są metody pozwalające wyrwać ludzi z nałogu. Że mogą prowadzić normalne życie, zakładać rodziny, podróżować, kształcić, cieszyć się normalnymi rzeczami bez pomocy psychotropów. Mam tylko jedno zastrzeżenie: niech nie udzielają się w temacie, w którym raz już polegli.
No cóż. Ze zdaniem: „Kto to widział, by o opinię o narkotykach pytać narkomanów? To tak, jakby o wskazówki wojskowe pytać generała, który przegrał wojnę i pozwolił na okupację kraju.” trudno dyskutować nie narażając się na rozbicie głowy o mur ignorancji. Uznając jedyną słuszność Twoich argumentów zaniecham komentarza. Dodam jedynie, że jakieś 70 mniej więcej procent terapeutów w ośrodkach, to dziś byli, a kiedyś czynni narkomani.
A! Dodam tylko w imieniu swoim i myślę, wszystkich wyleczonych, nie czuję się niepełnosprawny. Naprawdę! Jeśli niepełnosprawnością określasz mój stosunek do narkotyków, to… ponownie nie komentuję.
Co do prania mózgu. Narkotyki piorą mózgi i w terapii trzeba je przeprać ponownie. Ale co ja tam wiem, przecież pytać mnie o zdanie „To tak, jakby o wskazówki wojskowe pytać generała, który przegrał wojnę i pozwolił na okupację kraju.” O ile rzecz jasna wyjście z nałogu można porównać do przegranej wojny i okupacji.
I to by było na tyle. Życzę wysokich lotów
Jeśli czyta to jakiś terapeuta, pewnie już dawno strzelił sobie w łeb.
mam zaprzyjaźnionego, podeślę mu link
Uwazam ze picturepunk ma racje. Legalizacja narkotykow czy tez broni spowoduje wiekszy dostep. A dostep to nie tylko osoby dorosle, ktore maja juz uksztaltowana psychike i wole ale glownie dzieci. To wlasnie dzieci sa narazone na to ze siegna po narkotyk czy bron i zrobia sobie lub komus krzywde. Nie mozna tez mowic ze jak ktos chce to niech tak ma. To sie moze tyczyc coniektorych doroslych chociaz czesto moze byc to przyczyna pewnych problemow. Potem one miajja i czlowiek czesto wychodzi na swoje. Normalnie byl by juz denatem zazywajac legalne narkotyki wszedzie dostepne. Wlasnie ich „brak na pulkach sklepowych” moze spowodowac ze ten czlowiek przezyje swoj ciezki okres i jeszcze wyjdzie na swoje. To tak jak by dac naladowany pistolek czlowiekowi ktory sie zalamal psychicznie. Jest to prawie rownowazne z tym ze palnie sobie w lep. A wiadomo ze ludziom trzeba pomagac, nie mozna byc obojetnym chamem ktorego nie obchodzi drugi czlowiek. Czasami moze byc tak ze sami znajdziemy sie w takiej sytuacji. Ktos wyzej napisal tez porownanie o zapisananiu pasow – kto nie chce to nie musi. Wcale nie. Co bedzie jak wyleci przez szybe i walnie w osobe na przeciwko?.
Dodatkowo tak jak mowilem na poczatku najwazniejsza role w tym wszystkim graja dzieci ktore jeszcze nie wiedza co dla nich dobre a co nie, a dostep do narkotykow bedzie czesto rownoznaczny z podaniem dziecku pistoletu.
Chcialem jeszcze dodac ze odnosnie alkoholu tez sie autor myli.
To ze alkohol jest legalny jest powodem wielu wypadkow drogowych gdzie gina czesto niewinne osoby jadace z rodzina na wycieczke czy gdzies indziej.
Otoz legalne narkotyki spowodowaly by podwojenie wypadkow albo i potrojenie przez to ze spoleczenstwo jest durne i nei umie tego uzywac.
Zabronienie alkoholu wplywa pozytywnie.
Przyklad:
Na codzien mieszkam w Kanadzie w stanie Ontario gdzie przewozenie samochodem osobowym alkoholu (obojetnie jakiego) jest zabronione. Noszenie alkoholu tez jest zabronione. Ogolnie alkohol mozna dostac tylko w okreslonych sklepach i tylko w okreslonych godzinach. Przewoz lakoholu tylko w bagazniku. To samo tyczy sie roznych imprez i dyskotek gdzie alkohol sprzedawany jest tylko w okreslonych godzinach, nie tak jak w PL do rana ile wleze.
Co za tym idzie? Otoz to ze jest bardzo malo wypadkow samochodowych spowodowanych z pijanstwa – a aut jak w mrowisku!
Jak by lakohol byl sprzedawany wszedzie i zawsze jak w PL to sadze ze ludzie by sie pozabijali nawzajem. Boje sie myslec co by bylo jak by zalegalizowali narkotyki ! :<
Z dostępnością nie ma problemu. W zasadzie można założyć, że każda szkoła ponadpodstawowa ma przynajmniej jednego dostawcę nielegalnych narkotyków (niektóre nie mają, niektóre zaś się od nich roją). Dostawcę docierającego bezpośrednio do odbiorców. Dostawcę bliższego niż sklep monopolowy, którego przecież nie można założyć w pobliżu szkoły. Wreszcie dostawcę, któremu nie przyjdzie do głowy spytać klienta o dowód osobisty.
Już ponad dekadę temu nie miałem problemu z załatwieniem różnych używek, nie wychodząc poza ściany liceum (dodam, że uchodzącego za jedno z „lepszych”). Podejrzewam, że nieudolna walka państwa z dilerami sytuacji tej nie poprawiła.
Odnośnie zaś jazdy po pijaku – to kwestia bardziej kulturowa niż prawna. Kanadyjczycy są narodem zdyscyplinowanym. Polacy – nie bardzo.
Obecnie mieszkam w Hiszpanii. Tutaj alkohol dostępny jest w sklepach do godziny 23, potem tylko w klubach. Mimo tego, normą jest wsiadanie za kierownicę po dwóch piwach, czasem po większej ich liczbie. Kary za jazdę w stanie nietrzeźwym są łagodne (od mandatu począwszy). I jakoś hekatomby na ulicach nie ma. Może dlatego, że Hiszpanie, nawet po pijaku, jeżdżą ostrożnie i powoli?
PS: Żart o niezapiętym pasażerze trafiającym w osobę naprzeciwko jest niezły
Widzialem gdzies testy reakcji jakie przeprowadzili na kierowcach ktorzy uwazali ze po 2 piwach jest wszystko ok. I wszyscy oblali. Co to zartu to moze i zart ale moze i realny, czasami kierowca lezal 20m od auta albo i dalej.
narkotyki w szkołach? są w każdej szkole! w wiejskich szkółkach i w sławnych ogólniakach. w podstawówkach i w gimnazjach. są powszechne! co z tym problemem zrobić? jak go rozwiązać? zalegalizować trawkę? no chyba jednak to nie jest metoda.
Nie zgadzam się z autorem. Jestem przeciw! Ma racje picturepunk ..całkowitą rację.
@picturepunk: Prohibicja nie działa. I choćbyś nie wiem jak się pocił i starał, i zbierał argumenty, bądź je wymyślał, to prawda i tak pozostanie niezmienna. Ludzie chcą pić alkohol, palić marihuanę, brać heroinę itd. Zakazywanie nie jest najlepszą metoda. Mnie np. takie działanie obraża, bo wychodzę z założenia, że jestem traktowany jak kretyn, który nie wie z czym ma do czynienia i trzeba go od tego odizolować, pogrozić palcem, a jak będzie trzeba to ukarać, żeby więcej łap po owoce zakazane nie wyciągał. W to miejsce można za to wstawić edukację i po prostu uczyć ludzi od najmłodszych lat o tym, czym są narkotyki, jak działają i jakie zagrożenie wiążą się z ich stosowaniem, tak by doskonale wiedziały, z czym mają do czynienia i by dokonywały świadomego wyboru.
Szkoły. W Polsce mamy surowe prawo antynarkotykowe, i co panie picturepunk? Nie ma narkotyków w szkołach? Oczywiście, że są! Nic się nie zmienia. Prohibicja, jak już mówiłem, nie działa! Zadziałać za to mogłaby legalizacja. Wówczas państwo przejęłoby kontrolę nad narkotykami, nad ich produkcją i dystrybucją, wówczas osobom nieletnim byłoby trudniej je zdobyć, bo na pewno należałoby być pełnoletnim, tak jak w przypadku tytoniu i alkoholu. Nie można oczywiście mówić o całkowitym braku dostępności do narkotyków, ale na pewno ja wolałbym, aby to państwo trzymało nad nimi pieczę. Bo diler nie będzie pytał mojego dziecka, czy jest pełnoletnie. Diler nie powie mu o zagrożeniach. Państwo przez kontrolę i edukację na pewno mogłoby zmniejszyć skalę szkodliwości narkotyków. Zresztą… nad dwoma narkotykami trzyma pieczę – nad papierosami i alkoholem. I dla mnie w tym momencie jest to niczym innym jak hipokryzją, że dzieli się narkotyki na te cacy i te fuj. Poza tym od marihuany jeszcze nikt nie umarł, za to alkohol i fajki zabijają tysiące ludzi. I jakoś nie powoduje to publicznego oburzenia. Poza tym za legalizacją przemawia też taki argument, że byłaby ona silnym ciosem skierowanym w przestępczość zorganizowaną, która czerpie najwięcej zysków z obrotu narkotykami.
Dlatego dla mnie twierdzenie, że wszystkie narkotyki powinny być nielegalne jest bzdurą i to nader szkodliwą. Przez takie myślenie właśnie nadal jesteśmy w czarnej dupie mili państwo.
I jeszcze ten bezsensowny podział na alkohol i narkotyki. To może wprowadzić także podział na ziemniaki i warzywa. Albo na buraki i warzywa. Tak! wyróżnijmy buraki, one są najfajniejsze – bezapelacyjnie.