Małgorzata Michnowicz
Niepełnosprawni w drodze na Kilimandżaro
Każdy ma swoje Kilimandżaro Małgorzaty Wach, to reportaż z wyprawy dziewięciorga niepełnosprawnych osób na „dach Afryki” – górę Kilimandżaro. Angelika Chrapkiewicz-Gądek, Krzysztof Gardaś, Krzysztof Głombowicz, Jan Mela, Piotr Pogon, Katarzyna Rogowiec, Jarosław Rola, Piotr Truszkowski, Łukasz Żelechowski, to ludzie, którzy chcą pokazać sobie i innym, że utrata rąk, nóg czy wzroku to nie koniec życia, to początek nowego.
Książka zaczyna się od listu Anny Dymnej do uczestników wyprawy. Zwraca się ona do nich jak do swoich „szalonych i niezwykłych dzieci”, by dodać im otuchy i podziękować za trud, jakiego się podjęli. Wstęp ten jest niezwykle ciepły i wzruszający, mówi o najważniejszych wartościach w naszym życiu. O tym, że z przyjaciółmi, w drużynie, czy z bliską osobą łatwiej przejść przez trudy losu: „gdy obok ma się Przyjaciela, można wyjść z każdej ciemności, można nauczyć się na nowo kochać życie, biegać bez nóg, widzieć bez oczu… I normalnie żyć.” Pani Anna mówi również o zaufaniu – wartości znikającej w naszej codzienności. To dzięki zaufaniu, wyprawa na szczyt Kilimandżaro mogła dojść do skutku i to dzięki zaufaniu do siebie, uczestnicy wyprawy mogli zacząć wędrówkę.
Książka podzielona jest na dwie części. Pierwsza, pod tytułem „Zdobywcy” zawiera dziewięć historii z życia uczestników wyprawy – opowiada o tym, jak to się stało, że są niepełnosprawni, jak sobie z tym radzą, jak odmieniło to ich życie i dlaczego idą na Kilimandżaro.
Druga cześć to już „Wyprawa”, w której czytelnik dowiaduje się o przygotowaniach do podróży oraz o odwadze, bólu i determinacji w drodze na szczyt. Opis wyprawy jest krótki i ubogi w szczegóły, pozostawia uczucie niedosytu. Jest to jednak przemyślany zabieg autorki, która chce nam powiedzieć, że nie sama ekspedycja jest tu najistotniejsza, jest ona także symbolem. Najważniejsi są tu ludzie, którzy pomimo ułomności fizycznej decydują się na podjęcie tak ciężkiego wyzwania. Ich życiowe historie przedstawione na początku książki, są sednem opowieści. Ludzie ci zdobyli „swoje” Kilimandżaro jeszcze przed wejściem na tę górę, albowiem pokonali swoją niepełnosprawność w świecie pełnym nietolerancji i niezrozumienia. Pokazali sobie i innym, że „bycie szczęśliwym nie zależy od ilości rąk czy nóg. Bariery są tylko w naszych głowach” (Jan Mela).
Książka zawiera bardzo dużo zdjęć zrobionych przez Marka Kowalskiego – fotografa, którego prace ukazały się w polskiej i europejskiej prasie, a który obecnie jest współpracownikiem Fundacji „Mimo Wszystko”. Fotografie zamieszczone w książce tworzą z tekstem spójną całość, uzupełniając go, czasami mówią więcej niż słowa.
Pozycję tę można zaliczyć do czytanych przy pierwszym podejściu, nie można się oderwać. Dzięki temu, że język utworu jest prosty, w wielu miejscach wręcz potoczny, pozwala zrozumieć w pełni to, co autorka chciała przekazać. Nie ma niedomówień.
Każdy ma swoje Kilimandżaro, nie jest może literackim bestsellerem, bo według mnie zbyt ubogi jest w słowa (ciągle czuję niedosyt), to jednak ma w sobie coś istotniejszego – przekaz, mówiący o tym, że każdy, bez względu na wszystko, patrząc w lustro powinien mówić: „mogę”, „potrafię”, „chcę”, „dam radę”. Pozycję tę polecam każdemu, zwłaszcza w trudnych życiowych sytuacjach. Motywuje ona do działania i udowadnia, że „dopóki żyjemy i walczymy, możemy być, kim chcemy i możemy dojść, dokąd chcemy” (Piotr Pagon). Lektura ta zmusza do zastanowienia się nad własnym życiem, nad jego celami i motywami, które kierują naszym postępowaniem. Każdy z nas, po przeczytaniu tej książki, może zapytać się: „Gdzie jest moje Kilimandżaro”?
Recenzja książki pierwotnie została opublikowana na stronie www.lekturyreportera.pl





Widuję niepełnosprawnych na narciarskich zawodach. To rzeczywiście są osoby o niebywałym charcie ducha i woli.
Malgorzato, masz rację każdy z nas ma swoją góre. Mamy upadki, ale każdy wierząc w siebie jest w stanie zdobyć nawet najwyższą. Bardzo ciekawie przedstawiłaś tę nie zwykłą książkę.
Książka pozostaje w pamięci na długo i pomaga wziąć się w garść w trudnych sytuacjach.Myśl o uczestnikach wyprawy podnosi na duchu i dochodzi się do wniosku, że zawsze mogło być gorzej i nie ma sensu się poddawać, trzeba walczyć.
tak dla uzupełnienia: http://www.pozahoryzonty.org/
super, dziękuję