Maciej.Gaj
Warszawska Polonia wygrywa 1:0 w San Marino
Warszawska Polonia po wygranym dwumeczu w I rundzie kwalifikacyjnej Ligi Europejskiej, w kolejnej fazie zmierzyła się z zespołem AC Juvenes Dogana. Na Estadio di Montecchio zdecydowanym faworytem był zespół ze stolicy Polski. Nie zawiódł. Trzecia drużyna polskiej Ekstraklasy wygrywa 1:0 w San Marino.
Już w pierwszych minutach spotkania Poloniści objęli prowadzenie. Po dośrodkowaniu piłki z rzutu rożnego, strzałem głową trafił do siatki Daniel Kokosiński. Piłkarze z Warszawy w kolejnych minutach nadal przeważali, ale nie potrafili zdobyć kolejnej bramki. W dziewiątej minucie meczu Francesco Perotta przedarł się prawą stroną boiska przez linię pomocy polskiej drużyny. Jednak kiedy wbiegł z piłką w pole karne przeciwnika, obrońcy nie mieli większych problemów z zażegnaniem niebezpieczeństwa. Na początku drugiego kwadransu gry, Jarosław Lato mocno dośrodkował piłkę w pole karne, ale nie sięgnął jej głową Macedończyk – Filip Ivanovski. Kilkadziesiąt sekund później gracz Polonii ponownie dośrodkował w pole karne. Piłka po jego zagraniu odbiła się od słupka, a dobijający ją Ivanovski uderzył wysoko nad poprzeczką.
Piłkarze „czarnych koszul” wciąż byli w natarciu. Po ładnej dwójkowej akcji pomiędzy Ivanowskim, a Marcelo Sarvasem szwedzki pomocnik mocno uderzył na bramkę AC Juvenes Dogana. Simone Montanari wybił piłkę przed siebie, po czym jego koledzy z linii obrony oddalili zagrania od własnej bramki.
Po pół godziny gry Polonia Warszawa podobnie jak w rewanżowym spotkaniu I rundy kwalifikacyjnej, miała przewagę ale niezbyt wiele z tego faktu wynikało. Sarvas nie zdołał pokonać w trzydziestej pierwszej minucie włoskiego „goalkeepera” z najbliższej odległości. Montanari złapał piłkę tuż przy linii bramkowej. Chwilkę później na linii pola karnego sfaulowany został gracz warszawskiego klubu. Rzut wolny Poloniści niestety wykonali fatalnie.
W ostatnich minutach pierwszej połowy spotkania, Poloniści przeprowadzili jeszcze kilka szybkich akcji. Jednak strzały piłkarzy z Warszawy pewnie bronił bramkarz drużyny z San Marino. Na dwie minuty przed przerwą, Mariusz Zasada za mocno dośrodkował piłkę z prawej strony i żaden z jego kolegów nie doszedł do tego zagrania. Pierwsze czterdzieści pięć minut zakończyło się jednobramkowym prowadzeniem Polonii Warszawa, choć wynik powinien być nieco wyższy.
Drugą połowę rozpoczęli piłkarze Polonii. Podobnie jak w pierwszej części meczu, gracze z Warszawy próbowali szybko strzelić bramkę. Piłka po ładnym strzale Ivanovskiego z ponad dwudziestu metrów odbiła się od poprzeczki, ale nie przekroczyła linii bramkowej. Następnie Simone Montanari wykazał się niezwykłą paradą. Włoski bramkarz wybił piłkę na rzut rożny po strzale Radosława Majewskiego. W 51 minucie Filip Ivanovski ponownie uderzył w poprzeczkę bramki AC Juvenes Dogana. Dziewięć minut później „goalkeeper” zespołu z San Marino minął się z piłką, która dośrodkowana była z prawej flanki. Tego prezentu nie wykorzystał piłkarz Polonii Warszawa, który nie sięgnął piłki głową.
W 65 minucie piłkarz „czarnych koszul” nie wykorzystał błędu Montanariego, który wypuścił piłkę z rąk. Gracz zespołu gości opanował piłkę na linii bocznej boiska, ale uderzył tak niefortunnie, że w efekcie odbiła się ona od jego nóg i wyszła poza plac gry. Dwanaście minut później Jarosław Lato otrzymał dokładne prostopadłe podanie w pole karne i uderzył z pierwszej piłki na bramkę rywala. Bramka nie padła, gdyż po raz kolejny w tym spotkaniu kapitalnie interweniował Simone Montanari. Na ostatnie minuty gry na murawę wszedł pomocnik Polonii Warszawa – Łukasz Piątek.
Kibice gospodarzy składali ręce jak do modlitwy, kiedy widzieli szaleńcze ataki Polonistów. Piłkarze Juvenes Dogana również próbowali stworzyć groźne sytuacje pod bramką Sebastiana Przyrowskiego, ale bez skutku. Więcej bramek w tym jednostronnym pojedynku nie padło. Rewanż odbędzie się za tydzień.




„Kibice gospodarzy składali ręce jak do modlitwy, kiedy widzieli szaleńcze ataki Polonistów”
Nie przesadzajmy z takimi stwierdzeniami. Z jednym mogę się zgodzić, że to były „szaleńcze” ataki Polonii, dosłownie. Nie widać było w tym żadnej myśli taktycznej i tak naprawdę zagrożenie dla rywali nie było takie wielkie. Wiele szumu, z którego niewiele wynikało. Przy silniejszym rywalu Polonia byłaby bezradna z taką grą.