Andrzej Pieczyrak
Kac po rocznicy
Współautorką tekstu jest klisowska
W tym roku okrągłą rocznicę czerwcowych wyborów obchodziliśmy w całym kraju wyjątkowo hucznie. W Gliwicach, w symbolicznym dniu 4 czerwca, odbyła się sesja Rady Miasta. Inauguracyjna sesja, w odremontowanej sali rajców w miejskim ratuszu, dokąd po wielu latach powróciły obrady tego gremium.
Obywatele lepsi i gorsi
Prasa już wcześniej rozpisywała się w detalach, jak kosztowny był remont ratusza i jak pięknie wygląda sala obrad. 4 czerwca wchodziłem tam po raz pierwszy, pełen ciekawości. Wnętrze ratusza faktycznie robiło wrażenie czystością, świeżością wykończeń i zupełnie nowym wzornictwem. Jakież było jednak moje zdumienie, gdy okazało się, że w przepięknej nowej sali sesyjnej… nie przewidziano wstępu dla mieszkańców, którzy chcieliby uczestniczyć w posiedzeniu radnych. Okazało się, że „zwykły obywatel” może jedynie zasiąść w korytarzu i śledzić obrady na specjalnych monitorach. Rad nierad, usiadłem jak petent w poczekalni i wraz z innymi gośćmi, na szklanym ekranie obserwowałem, co dzieje się za przymkniętymi drzwiami sali sesyjnej.
Kolejne zaskoczenie nastąpiło, gdy przewodniczący Rady Miasta powitał radnych, władze miasta, zaproszonych gości i gliwiczan, którzy po raz pierwszy mają okazję obserwować obrady rajców poprzez internet. O siedzących w „poczekalni” mieszkańcach, Pan przewodniczący najwyraźniej zapomniał. Poczułem się jak intruz, który chyba niepotrzebnie przyszedł do ratusza.
Już mnie nawet nie zdziwiło, kiedy przewodniczący Rady Miasta z zapałem prezentując wyposażenie nowej sali zachwalał swój pulpit: „a tu mam taki guzik, którym w każdej chwili mogę odebrać Państwu głos”.
Wspominając czerwiec 1989 roku
Jednym z pierwszych punktów obrad było przyjęcie stanowiska Rady Miejskiej w Gliwicach w XX rocznicę wyborów parlamentarnych z 1989 roku. Znalazły się tam słowa: „Dwadzieścia lat temu zapanowała przez chwilę zgoda powszechna. Ówczesna władza dopuściła do głosu opozycję, a przedstawiciele strony społecznej nie żądali rzeczy niemożliwych. Wszyscy odegrali swoje role dobrze. Nie sprowokowaliśmy interwencji zewnętrznej, a gdy pojawiły się kolejne możliwości – odrzucaliśmy stopniowo to, co nas krepowało […] Polacy wybrali Unię Europejską, NATO, gospodarkę rynkową i możliwość tworzenia przyszłości Ojczyzny własnymi rękami”.
Zbudowany tymi słowami, oraz świadomością, że dwadzieścia lat temu „odegrałem swoją rolę dobrze”, wierzyłem, że dalszy przebieg sesji zmierzać będzie w stronę demokratyzacji debaty publicznej, „dopuszczenia opozycji do głosu” i umożliwienia mieszkańcom zabrania głosu i tworzenia przyszłości miasta własnymi rękami. Oczami wyobraźni widziałem już nawet, jak przewodniczący Rady przychodzi do nas, siedzących w „poczekalni” i z uśmiechem zaprasza nas na salę sesyjną.
Stanowisko Rady zostało przyjęte jednogłośnie, ale przewodniczący nie przyszedł żeby nas zaprosić do środka. Dalsze wydarzenia rozwiały resztki naszych złudzeń…
Obywatel prosi…
Wykorzystując przerwę w obradach ośmieliłem się podejść do przewodniczącego i zapytać czy mieszkańcy mają jeszcze prawo do zabierania głosu w trakcie obrad? Przewodniczący uspokoił mnie i zapewnił że, mogę zapisać się do głosu. Złożyłem więc moją pisemną prośbę i uzyskałem zapewnienie, że zgodnie ze statutem miasta, jako przewodniczący Zarządu Osiedla Śródmieście, dostanę prawo głosu, bez pytania radnych o zgodę.
Pierwszy punkt obrad, w którym chciałem zabrać głos, to sprawa sprzedaży budynku, który miasto przez ostatnie 52 lata użyczało na potrzeby Hufca Ziemi Gliwickiej ZHP. Mimo kilku tysięcy obywatelskich wniosków o pozostawienie harcerzom ich siedziby, biuro prawne prezydenta przygotowało uchwałę o sprzedaży tego budynku. Formalnie, powodem tej decyzji był zły stan techniczny budynku. Prezydent uznał, że remont „jest nieopłacalny” i najlepiej będzie nieruchomość sprzedać. Teraz ostateczną decyzję mieli podjąć radni. Wbrew temu, ile emocji wywołała ta sprawa przez ostatnie miesiące w naszym mieście, debaty praktycznie nie było. Radni szybko wyczerpali temat i przewodniczący zakomunikował, że udziela mi głosu. Wywołany z imienia i nazwiska, nieśmiało wszedłem na salę sesyjną. I zadałem kilka pytań: jaka jest wartość obiektu, jaki jest jego stan techniczny, ile gmina zainwestowała w zeszłoroczne remonty, w tym wymianę dachu i czy rzeczywiście sprzedaż tego obiektu jest lepszym rozwiązaniem, niż pozostawienie go zasłużonej organizacji wychowawczej, która powinna chyba otrzymywać jak najszersze wsparcie ze strony gminy?
W odpowiedzi dowiedziałem się od jednego z wiceprezydentów, że gminy „nie stać” na dokończenie remontu hufca i „najkorzystniej” jest go sprzedać. Dowiedziałem się też, że jestem ignorantem, a koszt wymiany dachu… jest jedną z najniższych pozycji w kosztorysie remontu budynków, dlatego nie ma co żałować pieniędzy już włożonych w remont. Prawa odpowiedzi „ad vocem” mi nie dano, więc z głupim wyrazem twarzy wróciłem na swoje miejsce w poczekalni, a radni zdecydowaną większością głosów zgodzili się na sprzedaż budynku hufca. Harcerze stracili więc swoją dawną siedzibę, a nowy nabywca dostanie w prezencie dach wyremontowany na koszt gminy.
Czekałem zatem, aż radni przejdą do punktu 27A – petycji mieszkańców, którzy zwrócili się do Rady miasta o zajęcie stanowiska w odniesieniu do kolejnej kontrowersyjnej decyzji prezydenta. W maju prezydent Gliwic jednoosobowo wnioskował do śląskiego organizatora komunikacji (KZK GOP) o zastąpienie linii tramwajowej autobusem, argumentując, że modernizacja sieci tramwajowej jest ekonomicznie nieopłacalna. Mieszkańcy zdecydowanie oprotestowali tę decyzję, mieli też nadzieję, że w tym proteście poprą ich radni. Nim jednak doszło do omawiania petycji mieszkańców, radni przegłosowali zmianę statutu miasta. Poprawiono m.in. zapis w paragrafie 57 („Radny po otrzymaniu petycji lub protestu podpisanego przez co najmniej 100 osób przedstawi Radzie Miejskiej na najbliższej sesji odpowiedni wniosek z zaznaczeniem jego pochodzenia”) na następujący „Radny po otrzymaniu petycji […] przekazuje ją poprzez Przewodniczącego Rady Miejskiej właściwej merytorycznie Komisji Rady. Komisja przedstawia stosowny projekt uchwały w sprawie wniesionej petycji lub protestu […] jednak w okresie nie krótszym niż 30 dni od daty wpływu […]”.
Gdy przygotowywałem się duchowo do zabrania głosu w punkcie 27A, przewodniczący RM zarządził: „mimo, że zmiany w statucie jeszcze nie obowiązują, proponuję odesłać petycję mieszkańców do komisji”. Tym samym radni uniknęli dyskusji, uniknęli decyzji, mają czas „nie krótszy niż 30 dni”, aby dobrze przemyśleć odpowiedź na proste pytanie „czy popierasz wniosek prezydenta o zastąpienie linii tramwajowej autobusem”. Pozostaje wierzyć, że zdążą się określić, zanim tory tramwajowe zostaną zdemontowane… Tym prostym zabiegiem formalno-prawnym radni odsunęli od siebie niewygodny temat, dali też kolejny wyraźny sygnał, że w każdym sporze poprą choćby najdziwniejszą decyzję prezydenta, a nie wnioski i wolę mieszkańców.
Podsumowanie rocznicowej sesji
Gdy przekraczałem próg ratusza w dniu 4 czerwca, towarzyszyły mi mieszane uczucia. Gdy wychodziłem po blisko czterech godzinach oglądania obrad na telebimie w ratuszowej „poczekalni” czułem już jedynie niesmak i gorycz. Nawet w dwudziestą rocznicę wyborów czerwcowych nasza demokratycznie wybrana władza lokalna pokazała gliwiczanom, że prawa obywatelskie, możliwość współdecydowania o losach miasta, pozostają jedynie pustym zapisem. Gliwiccy samorządowcy, w większości politycy szczycący się solidarnościowym rodowodem pokazali, że miasto jest dla nich jedynie firmą, która ma przynosić zysk. Zapomnieli, że miasto, to instytucja, której celem jest realizowanie potrzeb społecznych. Bez wahania skreślili z listy potrzeb mieszkańców harcerstwo i transport szynowy w mieście, bo do tego sprowadzają się ich decyzje z 4 czerwca 2009 roku.
Siedzę zatem nad puszką piwa i zastanawiam się nad tym co się w mojej Ojczyźnie wydarzyło przez te ostatnie dwadzieścia lat. Wspominam zapał i entuzjazm, który towarzyszył nam w maju i czerwcu w tamtym pamiętnym roku i myślę o wszystkich tych, którzy odeszli od nas, dosłownie i w przenośni. Tym pierwszym cześć i chwała, tym drugim zaś dedykuję wiersz naszego rodaka i noblisty:
Który skrzywdziłeś człowieka prostego
Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając,
Gromadę błaznów koło siebie mając
Na pomieszanie dobrego i złego,
Choćby przed tobą wszyscy się skłonili
Cnotę i mądrość tobie przypisując,
Złote medale na twoją cześć kując,
Radzi że jeszcze jeden dzień przeżyli,
Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta
Możesz go zabić – narodzi się nowy.
Spisane będą czyny i rozmowy. […]
Następna sesja RM będzie 16 lipca. Na niej ponownie rozpatrzą petycja mieszkańców po dokładnym jej zbadaniu przez komisję Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska. A więc ciąg dalszy tej sprawy już wkrótce…
Czytaj też: W Gliwicach tramwaj testuje demokrację
Materiały ilustracyjne pochodzą z zasobów autora.

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 2.5 Polska




Trzymamy za Was kciuki, bo dzięki takim właśnie jak między innymi; radny Berezowski, prężną rada osiedlowa, stowarzyszenie „Gliwiczanie dla Gliwic”, Gliwice mają szansę powtórnie wyjść na prostą.
Niestety Gliwice zamiast rozwijać się, dosłownie i w przenośni zwijają się, a wszystkie wskaźniki naciągane są jak za PZPR.
Ktoś o Gliwicach w kontekście władz powiedział kiedyś tak:
„byłem w ZOMO byłem w ORMO, teraz jestem za Platformą”.
To są ci sami ludzie, ten sam styl rządzenia, te same pozorowane konsultacje i debaty z udziałem społeczeństwa poprzez dopuszczanie do głosu jedynie ludzi podstawionych.
Przeciez Wieczorek byl ponoc w sluzbach celnym w stanie wojennym.
Dzięki Panie Andrzeju za pamięć o Harcerzach… na sesji ,
ale frankowi udało się zastraszyć komendę i to tak skutecznie że teraz nie zabiorą dobrowolnie głosu w tej sprawie … A to co nam pozostało to obserwować KOMU i ZA ILE zostanie sprzedany budynek Hufca Gliwice.No chyba że do tego czasu zmieni się władza w naszym mieście… .