Adrian Zdrada

O pisaniu

writing- Dajesz, stary! Idź w to! - dodawał mi otuchy J., poważany dziennikarz pewnego znanego tygodnika, po mojej pierwszej publikacji.
- No chyba pójdę. Bo przecież w końcu trzeba – odparłem pokrzepiony.
- Nie jest łatwo. Sytuacja na rynku jest teraz ***jowa. Dziennikarzy zwalniają, płacą coraz mniej. W sumie to więcej ludzi pisze, niż czyta – zauważył refleksyjnie J.
- Może i tak, ale przecież chodzi o to, żeby pisać. Szukać ciekawych tematów i pisać – zauważyłem entuzjastycznie.
- Taaa. A co innego nam zostało… – westchnął J.
I tak staliśmy, czekając na kawę w foyer Kongresowej. I pewnie gdzieś tam, w tyle głowy  pojawiła się już myśl, że można by coś napisać o tym koncercie.

Obaj zdajemy sobie sprawę, że tak naprawdę potrzeba pisania jest w nas. Bez względu na wszystko, jak zauważył Ryszard Kapuściński, piszemy przede wszystkim dla siebie, w drugiej zaś kolejności dla czytelników. Pieniądze i zaszczyty nie powinny mieć na proces twórczy istotnego wpływu. One tylko rozpraszają.

Myśl, że obecnie więcej ludzi  pisze niż czyta, jest w pierwszej chwili zatrważająca. Po pierwsze, świadczy o nadprodukcji, czyli zachwianiu zasady podaży i popytu. A to nie wróży dobrze żadnemu dziennikarzowi, który z pisania musi utrzymać siebie i rodzinę. Oczywiście, można się pocieszać, że piszących aż tylu być nie może, skoro wskaźniki czytelnictwa utrzymują się w Polsce na żenująco niskim poziomie. Argument ten może i krzepiący, to wciąż nie poprawia sytuacji osoby piszącej.

Widzę jednak w tym stwierdzeniu pewien aspekt pozytywny. Coraz bardziej powszechne przelewanie myśli na papier, a chyba już częściej, wstukiwanie ich na twarde dyski świadczy o upowszechnieniu się w społeczeństwie uważności i refleksyjności. A to są cechy bardzo nam wszystkim dzisiaj, w świecie rozpędzonym do granic możliwości, potrzebne.

Wiem. Zaraz odezwą się głosy, że przecież większość tego internetowego pisania jest słabe, bez redakcji, na szybko. Często zupełnie bezmyślnie.
Zgadam się. Ale dużo takiego pisania jest produkowana przez ludzi, którym płaci się za to, żeby byli pierwsi, żeby przed konkurencją podali jakąś informację lub, dużo rzadziej, analizę. Takie pisanie wielkiej wartości nie ma. Nawet jeśli teraz wydaje nam się inaczej. Co więcej, taki pęd musi doprowadzić do awarii systemu. Przecież w którymś momencie takie dziennikarstwo przestanie mieć jakąkolwiek wartość eksplanacyjną. Rozpadnie w wyniku niedostosowania do nadmiernej prędkości. Jak Airbus zbytnio rozpędzony przez front burzowy nad Atlantykiem.

A przecież Ci którym się nie spieszy, którzy piszą własne blogi, bo czują wewnętrzną potrzebę, stanowią ogromną większość. Autorzy publikujący teksty na portalach dziennikarstwa społecznego nie liczą na gratyfikację finansową. Czują raczej, że coś ważnego mają do powiedzenia na tematy, które mogą dotyczyć sporej grupy społeczeństwa. To są tysiące ludzi, którzy siedzą na bosaka wieczorami, sącząc wino wstukują literki w swoje laptopy. Ci ludzie musieli zatrzymać się na chwilę. Dostrzec jakiś problem. Zastanowić się. Wyrobić własny osąd. Czasem nawet przeczytać książkę lub dwie, żeby mieć wiedzę potrzebną do napisania tekstu. Możliwe, że chcieli również przegadać tę kwestię z przyjaciółmi i zebrani przy kuchennym stole, przy herbacie lub innym napoju pobudzającym wyobraźnie, przedstawiali argumenty i wysłuchiwali racji.

Dlatego nie ma nic złego w tym, że tyle ludzi pisze. Pisanie rozwija, zbliża ludzi, powoduje, że spoglądamy bardziej uważnie na otaczający nas świat. Jeśli nawet ta twórczość nie ma wielkiej wartości literackiej, to na pewno sam proces pisania sprawia, że czujemy się lepiej. Że żyjemy pełniej i świadomiej. Widząc więcej, stajemy się ciekawszymi rozmówcami. A to są wartości nie do wycenienia. Dla nich warto pisać, nawet jeśli sytuacja na rynku jest, delikatnie mówiąc, nieperspektywiczna i nikt tego nie czyta.

Fotografia: Writing Challenge by StarbuckGuy (CC: BY-NC-ND)

Creative Commons License
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska.

Podziel się na:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • Google Buzz
  • MySpace
  • Twitter
  • Wykop
  • Śledzik

Skomentowano 14 razy

  1. olala pisze:

    Co to za pruderia? Przeciez wiadomo, ze sytuacja jest ***jowa na rynku i użycie tego słowa jest jak najbardziej adekwatne.
    Pisanie zbliża, ale chyba własne mysli. A jesli zabraknie herbaty i wina? I nikt tego nie bedzie czytał? Nadal warto?

  2. Mstaniul pisze:

    Amen! Dodałbym jeszcze, że jeśli coś robi się z pasją i zaangażowaniem, to prędzej czy później zacznie przynosić korzyści.

  3. Barbara Romer Kukulska Barbara Romer Kukulska pisze:

    Kreatywność jest chyba tym, co różni nas od zwierząt. Ośmielę się powiedzieć , że pisanie -
    zapisywanie myśli, jest właśnie kreatywnością inteligentną ;) ) QUI SCRIBIT, BIS LEGIT Kto pisze, to jakby dwa razy czyta.

  4. gragaK GragaK pisze:

    Jasne. Dzisiaj nie pisze się już „do szuflady” ani kajecika.
    W internecie zawsze znajdzie się ktoś, kto przeczyta, może nawet i skomentuje.
    To nadaje sens pisaniu. ;)

  5. asen asen pisze:

    Dla pisania zarobkowego może sytuacja jest trudna. Dzisiaj zysk przynosi platforma publikująca JAKIŚ content, niekoniecznie wartościowy. Zysku nie przynosi natomiast dzieło, czy to będzie artysta malarz, rzeźbiarz, muzyk, czy pisarz czy reporter.
    Jednak z drugiej strony dzisiaj jest najlepszy czas dla pisania, publikowania, tworzenia dzieł. Może trzeba znaleźć inne kanały niż wydawca, kontrakt z wytwórnią muzyczną. Dzisiaj wystarczy dotrzeć bezpośrednio do odbiorcy i to daje kopa.

  6. Ossad Ossad pisze:

    Wino zdecydowanie nie sprzyja pisaniu na kompie. Co innego piwo :)
    „Obecnie więcej ludzi pisze niż czyta” – nie wiem, kto wymyślił tak piramidalną głupotę. Przede wszystkim ci piszący też czytają i to dość aktywnie. Ten tekst przeczytało już 55 użytkowników. Czy równocześnie ukazało się 60 tekstów na Dorgu…?

  7. Barbara Romer Kukulska Barbara Romer Kukulska pisze:

    Ossad na Doorgu nie, ale gdzie indziej tak. Niestety , czytelnictwo leży. Ale masz rację, ci co piszą, czytają. To jest pewne. Natomiast nie wszyscy czytający piszą.
    Ja jednak optuję za winem. ;-) i to czerwonym.

  8. Jagoda Jagoda pisze:

    do pisania zarobkowego trzeba mieć odpowiednie przygotowanie zawodowe. A co w tym złego, że ludzie chcą się podzielić swoją wiedzą, spostrzeżeniami czy wrażeniami. Nie mówię tu o nastolatkach prowadzących blogi bo im raczej (choć nie jestem pewna) przyświeca cel zawierania znajomości. Ale jeśli robi to osoba dorosła nawet mniej wykształcona to nie widzę problemu. Ja piszę głównie dla własnej przyjemności, a jeśli ktoś przeczyta i do tego skomentuje to ok. A zarobki z pisania? pojęcie względne, fakt że pieniądze szczęścia nie dają ale bez nich raczej trudno żyć.
    A ja poproszę o kawę.

  9. Ossad Ossad pisze:

    Zastanawiam się, co mają do tego wszystkiego czipsy czekoladowe w kajeciku jakiejś amerykańskiej housewife?

  10. Barbara Romer Kukulska Barbara Romer Kukulska pisze:

    housewife? jakiejś? przepraszam @Ossad, wyczuwam ironię, a nawet pogardę dla tego „rodzaju ludzkiego” . Czy mógłbyś powiedzieć dlaczego? ;) proszę.;)
    @Jagoda. aby zarabiać, nie wystarczy po prostu ppisać. Z pisania nie wyżyje każdy, kto pisze. Żeby pisanie zamieniało się w brzęczącą monetę, nie może być przeciętne, ani nawet ponad przeciętne.
    Po prostu musi być nazdzwyczane, wyjątkowe. Ale zgadzam się, że pisanie może uczynić nas szczęśliwymi, jednak bez pieniędzy nie da się żyć.

  11. Barbara Romer Kukulska Barbara Romer Kukulska pisze:

    i jeszcze @Jagoda. oczywiście nie ma nic złego w tym, że ludzie piszą. Rzecz w tym, że piszą różni ludzie , różne rzeczy, co nie zawsze nazwać można „wiedzą”, Pisać może każdy, więc piszą co im do głowy przyjdzie i ślina na język przyniesie, dlatego tyle „śmieci” w internecie. trzeba wybierać zairno od plew, gdyż nie tylko kiepska polszczyzna , ale i owa „wiedza” jest często tragicznej jakości.

  12. Ossad Ossad pisze:

    Ciekawe jak się wyczuwa ironię przez internet…
    Basiu, bez przesady.

  13. asen asen pisze:

    Jagoda poruszyła istotną sprawę w tzw. obywatelskim pisaniu. Niestety, chociaż to nie problem, wiele aktywności ma jednak na celu zysk, jeśli nie natychmiastowy to przyszły.

    A przecież chodzi o coś innego, nawet nie o ideały – zmienianie obrazu mediów, czy coś w tym rodzaju. Według mnie chodzi o nieodpłatne dzielenie się wiedzą. Kiedyś za wszystko trzeba było płacić. Dzisiaj mamy bezpłatną encyklopedię w internecie, a ponadto mnóstwo informacji, które udostępniają prywatne osoby, jak rozwiązywać problemy techniczne, jakie następują efekty leczenia chorych, jak wyglądają kontakty z wielkimi firmami, itd.
    Jest szerokie pole do popisu, a że nie zostanie się gwiazdą, to cóż, żal. :D

  14. kresowiak pisze:

    Witam i podziwiam dyskusje niestety ale obie strony maja racje ,tyle ,ze Pecunia non olet i taka jest prawda

Skomentuj