Marika
Łzy RPA, smutne zwycięstwo Brazylii
Tegoroczny Puchar Konfederacji to rozgrywki kompletnie nieprzewidywalne. Wczoraj USA pokonały mistrzowską Hiszpanię, dziś Brazylia będąc przez cały mecz drużyną znacznie słabszą, wyeliminowała RPA z finału.
W pierwszej połowie meczu, piłkarze ubrani w charakterystyczne żółte koszulki, określani mianem pewnych faworytów, byli nimi wyłącznie na papierze. Ich gra była mało błyskotliwa, wręcz ociężała. Z trudem poruszali się po
boisku, czego powiedzieć nie można było o drużynie z RPA. Bafana Bafana grali bez kompleksów, kilkakrotnie wręcz ośmieszając Brazylijczyków technicznymi sztuczkami. Z całą pewnością reprezentacja Południowej Afryki to jedna z najszybciej rozwijających się drużyn piłkarskich na świecie.
Julio Cesar broniący brazylijskiej bramki, parokrotnie był w niemałych opałach po energetycznych strzałach zawodników RPA, jak choćby w 29 minucie, kiedy Tshabalala wykonując rzut wolny, posłał potężne uderzenie pod poprzeczkę. Brazylijski golkiper w ostatniej chwili zdążył wybić piłkę na rzut rożny. Koniec pierwszej połowy to kilka rozpaczliwych ataków „żółtych koszulek”, jednak zupełnie nieskutecznych, także za sprawą niezwykle czujnego Itumelengi Khune, stojącego między słupkami bramki RPA.
Druga połowa wyglądała jeszcze bardziej nieprawdopodobnie. Od pięćdziesiątej minuty Bafana Bafana zaczęli szaleńczy atak na bramkę Brazylii. W 57 minucie, po niewinnie wyglądającym strzale, RPA mogła prowadzić 1:0, jednak Julio Cesar w ostatniej chwili zdołał doskoczyć do piłki. Kolejne akcje zadziwiały wymyślnością, zaawansowaniem technicznym i finezją. Brazylia, będąca cieniem reprezentacji jaką znamy, mogła się tylko przypatrywać. Wzrok piłkarzy Aselecao mówił wszystko. Canarinhos byli w gigantycznym szoku.
Gracze z Afryki imponowali przygotowaniem fizycznym, odwagą i zaangażowaniem. Nie odpuszczali żadnej piłki, w grę wkładali całe serce. Niesieni głośnym dopingiem licznie zgromadzonych kibiców, rozgrywali jedną ładną akcję za drugą. Wciąż jednak brakowało wykończenia w postaci gola. Niestety, w futbolu niewykorzystane sytuacje mszczą się bardzo często.
87 minuta. Faul. Rzut wolny dla Brazylii z 20 metrów. Dani Alves długo spogląda na bramkę. Bierze rozbieg i… przepięknym strzałem pokonuje afrykańskiego bramkarza. Niemal półtoragodzinna dominacja graczy Bafana Bafana zostaje zniwelowana po jednym stałym fragmencie gry. Zbyt mało czasu na odrobienie straty zostało RPA. Mecz zakończył się wynikiem 0:1 i po raz kolejny mogliśmy się przekonać, że piłka bywa naprawdę niesprawiedliwa.
Fotografia pt. Brazil v Kuwait (licencja CC-BY-NC) autorstwa Bu Yousef pobrana z serwisu flickr.com





Może RPA nie grała jakoś fenomenalnie (nie przesadzałbym z tymi zachwytami) ale fakt, że w przeciwieństwie do Brazylijczyków włożyli w grę dużo serca.
A już myślałem, że będzie mecz marzeń o trzecie miejsce:) Rzeczywiście zawodnicy RPA włożyli dużo serca w ten mecz.
ximian, wierz mi, że jak na RPA, RPA grała fenomenalnie
W porónaniu z meczem z Polską, to rzeczywiście grali fenomenalnie.
Nie przesadzajmy że Brazylijczycy byli dużo słabsi. Patrząc na statystyki mecz był wyrównany, chociaż rzeczywiście RPA miało „więcej z gry”. Tylko futbol to taki sport, że mecz można wygrać jednym, magicznym dotknięciem piłki (Daniel Alves) i to jest piękne
Marika – oczywiście masz rację. Jak na RPA to grali fenomenalnie ale prawda jest taka, że gdyby Brazylia naprawdę zagrałą w tym meczu a nie tylko go przespacerowała to roznieśli by reprezentację RPA w pył
Ale i tak wolę zobaczyć w finale Brazylię:)