Łukasz Wolski
Pierwsze DME w lekkiej atletyce za nami
Za nami pierwsze Drużynowe Mistrzostwa Europy w lekkiej atletyce. Pierwsze, choć bez skrępowania można nazwać te zawody kontynuację Pucharu Europy. Zmieniła się formuła, zmieniły się zasady. Było sporo emocji, latających butów i zamieszania. A co działo się dokładnie w portugalskiej Leirii? O tym poniżej.
Na początek należy wspomnieć o nowych zasadach, jakie wprowadza powoli IAAF. Do wyboru mamy następujące przymiotniki: durne, niepotrzebne, nieprzemyślane, mącące. Już tłumaczę dlaczego.
- W biegach na 3000 m oraz na 3000 m z przeszkodami, na pięć, cztery i trzy okrążenia przed końcem rywalizacji,
ostatni zawodnik zostaje zdjęty z trasy. Z kolei w biegu na 5000 eliminacja następuje na siedem, pięć i trzy okrążenia przed metą. Minusy: przepychanki, które powodują upadki zawodników, ogromne zamieszanie połączone z trudnościami w zdjęciu biegacza z trasy, wybijanie zawodników z rytmu, gdyż są oni niekiedy zmuszeni finiszować w środku biegu. Plusy: nie znaleziono.
- Jeden falstart powoduje dyskwalifikację. W Leirii to się sprawdziło, bowiem przez dwa dni zawodów nie popełniono tego błędu (choć to nie pierwszy taki mityng). Ale są też ogromne minusy. Zawodnicy zdecydowanie są ostrożni na starcie, nie chcąc wypaść z rywalizacji jeszcze przed jej rozpoczęciem. Przykładem bieg na 100 m z udziałem świetnego Portugalczyka Obikwelu, który tak fatalnie wystartował, że przez połowę biegu znajdował się na ostatniej pozycji (ostatecznie bieg wygrał, co tylko świadczy o jego klasie).
- W skoku wzwyż oraz skoku o tyczce, zawodnik może strącić tyczkę tylko 4 razy w całej rywalizacji (oczywiście gdy strąci ją 3 razy pod rząd, także zostaje wyeliminowany). Ten przepis sprawia, że zawodnicy rozpoczynają walkę od wyższych wysokości, co może spowodować zrzutki już na początku i nieklasyfikowanie sportowca. Jak twierdzi sama Monika Pyrek, przepis miast skracać, wydłuża czas trwania zawodów.
- W konkurencjach rzutowych oraz skoku w dal i trójskoku, zawodnicy mają już nie 6 a 4 próby. W dodatku po drugiej odpada połowa startujących, a po trzecim rzucie/pchnięciu/skoku, kolejnych dwóch. Powoduje to zmniejszenie atrakcyjności (awanse z 8. miejsca na pierwsze w ostatniej próbie) oraz większą liczbę nieklasyfikowań, gdyż po nieudanej pierwszej próbie, zawodnik w drugiej musi mocno zaryzykować.
- Udział w zawodach 12 ekip spowodował spore komplikacje w biegu na 800 m (w którym wystartować powinno tylko 8. zawodników), czego dowodem był latający but Kszczota (o tym później).
Reprezentacja Polski uplasowała się na 5. pozycji (statystycy, porównując wyniki zawodników w tym sezonie, plasowali Polskę na 6. miejscu), a mogło być znacznie lepiej. Przede wszystkim odnieśliśmy aż 5 zwycięstw: Pyrek w skoku o tyczce, Majewski w pchnięciu kulą, Jesień w biegu na 400 m przez płotki, Włodarczyk w rzucie młotem oraz Małachowski w rzucie dyskiem. Mieliśmy też sporego pecha, gdyż nasza sztafeta 4 x 400 m kobiet została zdyskwalifikowana, a 3. pozycja dawała nam 10 punktów. Dodatkowo legitymujący się najlepszym czasem w stawce na 800 m Kszczot, musiał finiszować… z jednym butem, bo drugi spadł mu gdzieś na 120 m przed metą (nie z jego winy). Mimo tego, nasz reprezentant zdołał wyprzedzić kilku rywali.
Były także pozytywne niespodzianki jak 3. miejsce Teresy Dobiji w skoku w dal czy 2. miejsce Sylwii Ejdys w biegu na 3000 metrów (pierwotnie 3., lecz pierwsza na mecie Hiszpanka, została zdyskwalifikowana za rzekomy brak manier). Nieudane starty zaliczyli: oszczepnik Igor Janik (3. miejsce ale w fatalnym stylu – ledwie 76. metrów z groszami), Marek Plawgo (8. miejsce w biegu na 400 m przez płotki) czy Marcin Starzak (10. miejsce w skoku w dal z kompromitującym wynikiem 7. 51).
Triumfatorami zawodów zostali Niemcy, gromadzą 326,5 punkta, drugie miejsce zajęli Rosjanie – 320, a trzecie Brytyjczycy – 303. Nasz dorobek to 289 punktów.
Za rok zawody najprawdopodobniej odbędą się w Bydgoszczy, zatem emocje gwarantowane. Miejmy nadzieje, że IAAF nie wprowadzi nowych zasad i obędzie się bez tegorocznego zamieszania.

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych 2.5 Polska
Fotografia pt. Estadual de Atletismo – 800m Feminino/Track & Field State Championship – 800m women (licencja CC-BY-NC-ND) autorstwa Cassio Dorneles pobrana z serwisu flickr.com





„Jeden falstart powoduje dyskwalifikację.” – jestem całkowicie przeciwny tej zasadzie! Zawodnicy zamiast skupiać się na jak najszybszym starcie, martwią się o to by nie popełnić falstartu, przez co wyniku biegów są słabsze.
Tak, tak, wszystko to racja, ale! ja chciałam zwrócić uwagę na świetny styl tekstu – Łukaszu, ubawiłam się jak dawno. Naprawdę
W ogóle przepisy są beznadziejne.
Dzięki Mariko za komplement:)
PS
Wpadki komentatorów – tym razem TVP rewelacyjnie dobrze – nie wyłapałem żadnej wpadki. natomiast Eurosport w osobie Marka Rudzińskiego:
- orzekł, że Kszczot biegł na 800 m
- wywnioskował, że Michalski (tyczka) ma kontuzję, bo opuścił wysokość 5.55 xD
- a na koniec bomba…stadion w Leirii ma kolorowe krzesełka, prawie każde w innym kolorze. Rudziński wywnioskował, że stadion jest pełny….he, he, a on był pusty, tylko te krzesełka takie wrażenie sprawiały:)
Och jak dobrze, że nie komentował Bogdan Chruścicki…
Łukaszu…pisz, pisz