Ania K.
M(ł)oda Polska
Ostatnio zainteresowałam się stronami typu „street fashion”. Przeglądanie ich wiąże się z silnymi przeżyciami estetycznymi i może być uzależniające. Oprócz wrażeń wizualnych jakie dostarczają fotografie młodych ludzi – mieszkańców dużych światowych miast – przychodzą przemyślenia dotyczące polskiej mentalności w zakresie mody. Czy młodzi Polacy (choć modni mogą być oczywiście ludzie w każdym wieku) są innowacyjni, czy też odtwórczy w sposobie ubierania? Przechadzając się ulicami można odnieść wrażenie, że młodzi Polacy w niczym nie odstają od ich rówieśników z Londynu, Berlina, czy Amsterdamu. Są zadbani i fajnie przyodziani. Jak jest jednak naprawdę? Wydaje mi się, że można zauważyć swoisty pęd za modą z Zachodu, jednak w polskim wydaniu jest on troszeczkę chybiony.
W dużych miastach każdy chce być oryginalny. Poszukiwaniom stylu mają sprzyjać mnożące się ilości centrów handlowych z markowymi sklepami. Są one jednak pułapką. Młodzi ulegają wrażeniu, że swój własny styl można po prostu kupić w drogim sklepie. Zapominają, że przy budowaniu go, czynnikiem bardzo istotnym, jeśli nie innowacyjność jest nasza własna wyobraźnia. Jeśli pozwolimy jej zadziałać efekty mogą być o wiele bardziej interesujące. Wszyscy przestaliby wyglądać tak samo, gdyż nie kupowaliby w tych samych sklepach.
Na Zachodzie zaś „ludzie z ulicy” zapytani o to, co mają w tej chwili na sobie odpowiedzieliby zapewne tak: spódniczka z secondo handu, bluzka z H&M (lub innego „normalnego” sklepu), apaszkę znalazłam w szafie mojej babci, do bluzki doszyłam kwiatek itp. Czyli można inaczej. Czuć jakiś powiew świeżości, nietuzinkowości
. Przecież młodzi ludzie powinni łamać schematy, a nie hołdować wtórności. Symbolem takiego owczego pędu w modzie są dla mnie okulary przeciwsłoneczne „muchy”. Nosi je prawie każdy, ale już na pewno każdy, kto je nosi uważa się za niepowtarzalną personę.
Zakupy w lumpeksach ą w Polsce rzeczywiście coraz częstsze, ale i tak nie wszyscy chcą się do nich przyznawać. W naszej zbiorowej świadomości króluje jeszcze przekonanie, że aby wyglądać nieprzeciętnie należy wydać niebotyczne sumy. Jeśli nadal zamiast liczyć na swoją pomysłowość będziemy liczyć tylko i wyłącznie na sklepy, w których płacimy bardziej za markę, niż za ubranie, to proces zlewania się w jedną masę będzie postępował. Oczywiście, wszystko jest dla ludzi – nie namawiam tutaj do bojkotu wszystkich sklepów, ale do zastanowienia się nad tym co i gdzie kupujemy, bo dzisiaj prawie każdy jest oryginalny w ten sam sposób.
I choć są jednostki, które się pod względem ubioru wybijają, młodzi ludzie, których nowatorskość i pomysłowość budzi uznanie, to są oni jednak w mniejszości. Ktoś może rzec, że to właśnie na zasadzie tego kontrastu możliwe jest zauważenie ich, że bez tła przeciętności nie byłoby widoczny ich styl. I dobrze, niech tak będzie, ale czy to oznacza, że inni też nie powinni szukać? Kreatywność i szukanie własnego stylu na pewno jest lepszą zabawą niż wpasowanie się w kanony.
Foto Amy Lee Downtown 2 autorstwa scottsnyde pochodzi z serwisu stock.xchng oraz Jo autorstwa obyvatel z stock.xchng
Tekst pochodzi z działu Rozmaitości na serwiscie akademiec.pl

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska




Założę się, że 100 procent czytelników tego tekstu stwierdziłaby, że zakupy w ciucharni są ok. Więc po co pisać: “W naszej zbiorowej świadomości króluje jeszcze przekonanie, że aby wyglądać nieprzeciętnie należy wydać niebotyczne sumy”. W ogóle zbiorowa świadomość to ciekawe pojęcie, które znaczy równie wiele, co społeczeństwo obywatelskie: jeden idzie głosować, a trzech leży do góry brzuchem. Podobnie jest pewnie z tą świadomością
Ale tekst ogólnie spox, ilustracje też. Czekamy na następne (teksty)