Jagoda
Korzyści płynące z internetowych znajomości
Trzeba przyznać, że korzystanie z Internetu ma swoje dobre i złe strony. Dawno przed przejściem na emeryturę byłam w swoim zakładzie pracy pierwszą osobą, której stanowisko zostało powiększone o komputer. A był to rok 1988. Nie wiem czy pamiętacie jakie wtedy były oprogramowania. Edytor tekstu Reftekst, potem Tag, aż wreszcie Windows. O poczcie e-mail dowiedziałam się jednak dużo później. No i okazało się, że jestem dość pojętną uczennicą. Kolega uczący mnie zdalnie (ten sam budynek, inne piętra) wychwalał mój pęd do wiedzy.
Istniała tzw. poczta e-mailowa wewnętrzna. Frajda okrutna. A potem przyszło mi dzielić się swoją wiedzą z innymi. Ze wstydem przyznaję, że nie rozumiem instrukcji dodawanych do oprogramowania. Najłatwiej jest zrozumieć, kiedy ktoś tłumaczy co i jak kliknąć i jaki jest tego skutek. Śmiało sobie poczynałam jako samouk, bowiem kolega stwierdził że nie tak łatwo zepsuć program. Ale i tak zawsze byłam ostrożna. Dziś patrząc z pozycji emerytki nie wierzę, aby osobom w moim wieku trudno było pojąć technikę i opanować korzystanie z komputera, Internetu czy poczty e-mail.
Dzięki Internetowi poszerzam swoje horyzonty. To tu właśnie na wszelkiego rodzaju forach nawiązujemy znajomości, te trwałe i te – jak nazywam – sezonowe. No właśnie. Dzięki tak zawartym znajomościom spędziłam wspaniałe wakacje na Djerbie, poznałam ciekawych i wspaniałych ludzi na forum www.karawana.fora.pl, no i najsłynniejszej w Polsce stronie www.nasza-klasa.pl. Tu znalazłam osoby o podobnym do mojego zainteresowaniach, tu wymieniamy doświadczenia z zagranicznych wypraw, no i oczywiście dzielimy się wiedzą nie tylko turystyczną. Ale najważniejsze to organizowanie spotkań w „realu”. Wtedy następuje konfrontacja świata wirtualnego z rzeczywistym. Przed takim spotkaniem zadajemy sobie pytania, czy te osoby są takie same jakimi wydają się być w wypowiedziach forumowych. Zazwyczaj tak, chociaż nie zawsze. Ale ile ludzi tyle charakterów.
Dzięki takim spotkaniom zwiedziłam Olsztyn i Lidzbark Warmiński, byłam w bocianiej wsi Żywkowo, ale także po blisko 40 latach „nieobecności” odwiedziłam Kraków. To dzięki znajomościom zawartym na forum stworzyłam swój blog, w którym dzielę się swoimi doświadczeniami i wrażeniami z wyjazdów zagranicznych. Co to dla mnie znaczy? Bardzo wiele. To dzięki temu okienku na świat mogę rozmawiać z osobami oddalonymi o tysiące kilometrów, mogę robić albumy ze zdjęć z wypraw i tych domowych również.
A wszystkiemu przyświeca mi myśl: nigdy nie jest się tak starym, by nie móc się jeszcze czegoś nauczyć. Trzeba tylko chcieć. A ja chcę.
Fotografie są własnością autorki.









Jagodko!
Jestes super kobitka, ktora sobie ze wszystkim zawsze radzi, Ty powinnas zostac Prezydentem Rzeczypospolitej!!!!! Poradzilabys sobie ze wszystkim i wreszcie bylby porzadek!!!!
Brak mi slow na wyrazenie tego co czuje, dzialaj dalej!!!!!
Super, super !!!!
Helena
Helenko, Ty jesteś najlepszym dowodem na wspaniałą znajomość zawartą w sieci.
Drogie Panie, jesteście wspaniałym przykładem na to, że internet może zbliżać i można za jego pomocą zawierać piękne znajomości. Aż się serce raduje
Nie chcę mówić jakie z radości poznania Helenki moje serce wyprawiało brewerie.Z helenką jak się okazuje mamy wspólną znajomą rówież mieszkającą w Tunezji. A inne spotkania z internautami jka pisałam pozwoliły mi zwiedzić Olsztyn i nie tylko. W Krakowie odświeżyłam wiedzę o tym pięknym mieście.
Oj tak Maćku..zbliża ten net ludzi do siebie.
Oby takie przyjaźnie trwały wiecznie…
Kochani, czy znajomości przetrwają zależy wyłącznie od nas, od naszego stosunku do drugiego człowieka, a w przypadku przyjaźni do jej pielęgnowania.
Najważniejsze są spotkania w realu!
Czy jest miejsce na wzajemną życzliwość i zaufanie, kiedy obcuje się z innymi osobami poprzez szkło ekranu? W pewnym momencie ktoś dla kogoś może znaczyć już tylko tyle, co awatar. Co gorsze, awatar potrafi żyć własnym życiem i nagle może się okazać, że jego twórca utracił już pełną kontrolę nad dziełem stworzenia. Najlepszym przykładem z ostatnich dni jest casus Kataryny i wtargnięcie awataru w życie prywatne pani prezes.
Internet może być szkodliwy. Myślę, że trzeba to sobie powtarzać i powatarzać. Oczywiście, gdy rozsądnie się używa tego narzędzia, nie sieje spustoszenia. Ale czy każdy z nas jest w stanie dać sobie dostęp do sieci uciąć za to, że nigdy nie da się ponieść? Sieciowe znajomości są zaledwie namiastką prawdziwego kontaktu, rozmowy w cztery i więcej oczu. Jeśli nie następuje przeniesienie w real, to te poznane osoby, obojętnie jak dobrej jakości zdjęć by nie miały w swoich profilach, pozostaną tak wirtualni, jak politycy na billboardach, na których głosujemy, ale których nie znamy tak naprawdę. Ja na przykład ze wszystkich Banitów poznałem tylko Asena i ostatnio miałem okazję się przekonać, że to właśnie coś znaczy
Więc teraz Ossad..nie pozostaje nic innego jak spotkać się z pozostałymi osobami
okazało się to niemożliwe, Ewo
najlepiej zachować dystans z osobami ze szklanego okienka. Jesli jest możliwość spotkania w realu to świetnie. Wszyscy wiemy, ile osób z okienka szklanego nie jest tymi samymi co w realu. Ossad ma rację, dopóki nie poznamy ludzi w realu zawsze zostaną tylko wirtualni.
A ja się z tym stwierdzeniem nie zgadzam. Bo jaką macie gwarancję, że Ci poznani w realu są bardziej wiarygodni? Możecie jedynie upewnić się, że istnieją a nie jacy są naprawdę. Zwłaszcza po jednym spotkaniu.
Ewo, to zaplanuj wycieczkę w Lubuskie przez Wrocław. Dołączę do Ciebie.
A to się Ossad zdziwi.
To jest myśl:). Lubuskie mnie zaciekawiło, a we Wrocławiu, to 10 lat nie byłam. Więc najwyższa pora by tam zawitać. Oby tylko Ossad był. Bo tak myślę, kto mi pomoże…
Zapraszam serdecznie do Twierdzy Wrocław! Ja zawsze służę pomocą tym, którzy przyjeżdżają do Wrocka. Przyjeżdżajcie, krasnali szukać i knajpy poznawać!
Jestem fanem nawiązywania znajomości przez internet! Kilka lat temu pewna kobieta zaczepiła mnie na GG. Chciała z kimś pogadac i tak sobie zaczepiła mnie przypadkowo. Spotkaliśmy się po kilku dniach korespondencji. Kilka miesięcy później zostaliśmy parą na jakiś rok.
Jakiś czas później znów zostałem zaczepiony na GG przez nieznajomą. Też chciała z kimś pogadac. Wybrała mnie bo w sekcji miasto miałem wpisane: ‘Baile Atha Cliath’ czyli Dublin po irlandzku. Dziewczyna nie wierzyła, że miasto o takiej nazwie może istniec i stwierdziła, że mam niezłą fantazję. Dlatego z długiej listy dostępnych osób zwróciła uwagę na mnie. Ja w Dublinie, ona w Katowicach. Kilka spotkań, gdy byłem w Polsce i znów związek. Początkowo na odległośc z rzadkimi spotkaniami, ostatecznie trzy lata wspólnego życia w Dublinie.
Na Facebooku odnalazłem kilku znajomych ze szkoły, studiów etc. Gdy zakomunikowałem tam światu, że jadę do Iranu, odezwała się do mnie koleżanka ze studiów w Polsce. Powiedziała, że pisała pracę magisterską o Iranie. Moje pierwsze pytanie brzmiało: Czy masz tam jakieś kontakty? Dostałem jeden e-mail. Napisałem maila, zostałem dodany na Facebooku. Miałem pierwszy kontakt w Teheranie. W ramach eskperymentu wysłałem wiadomości do ok. 20 znajomych mojego pierwszego irańskiego kontaktu proponując spotkanie gdzieś w kraju. Dostałem 18 odpowiedzi. Wszystkie pozytywne. Kilka tygodni później lądując w Teheranie, Kom, Isfahanie, Szirazie i Jazd wykonywałem jeden telefon i w przeciągu od kilku godzin do 1 dnia miałem z kim iśc na kawę, obiad lub spacer po mieście.
Witamy w XXI wieku!
Cała frajda polegała jednak na tym, że tych ludzi poznałeś i Ci pomogli. Ja też niejeden nocleg wygooglałem, choćby u kochanej pani Zofii, Polki mieszkającej od urodzenia (lata 30-te) we Lwowie. Pisząc o szkodliwości, mam na myśli sytuację, kiedy znajomości internetowe zaczynają trawić tyle czasu, że trudno nam znaleźć chwilę na spotkanie z kumplem, który mieszka dwie bramy dalej. A bywa tak, bywa. Nie bez powodu psycholodzy zajmują się już ludźmi z zespołem uzależnienia od internetu. Psychologiem nie jestem, ale terapię proponuję prostą: raz piwko, raz łączka
Zakomunkowalam kilka dni temu tu, na forum, ze bede we Wroclawiu. Przed wyjazdem zajrzalam Niestety nie stwierdzilam, by jakas randka sie zapowiadala. Wprawdzie wloczylam sie po Wrocku w towarzystwie Pana i Wladcy, to jednak przewodnik by sie przydal, gdy tylko 4 krasnale upolowalam, ;,))) , a podobno jest ich wiecej.
Wczoraj rano wyjechalam z Wroclawia. Bylam az dwa pelne dni i dwie noce na ul. Kielbasniczej. Widzialam bicie rekordu Guinssa na Rynku. Niestety. na noc Kosciolow juz zostac nie moglam, gdyz czekali na mnie w Heidelbergu,
Wracajc do znajomosci internetowych. Mam dwie. ktore od 8 lat trwaja i sa przyjaznia bardzo szczera i wierna. Inne nie przetrwaly tak dlugiej proby czasu, aczkolwiek byly bardzo serdeczne i chyba w kazdej chwili moga byc odswiezone.
pozdrawiam jeszcze z podrozy
B,
po jednym spotkaniu rzeczywiście trudno ocenić, czy znajomość przetrwa, jaki ten drugi człowiek jest. Chyba powinnam być zadowolona bo mam kilka znajomych internetowych na których jak się przekonałam mogę liczyć. Są to wyjątki, ale są.
Do Wrocławia kiedyś się wybiorę, bardzo mnie interesują te krasnale, ale nie tylko.
Mówiąc o przetrwaniu znajomości internetowych – czy te realne też wytrzymują próbę czasu? Oczywiście nie zawsze.