Ewa Marczewska
Uwaga zakręt!
F1 to sport, w którym często decyduje pierwszy zakręt. Często jest on punktem kulminacyjnym w wyścigu i właśnie dlatego, należy zwracać na niego szczególną uwagę. Walka w pierwszym zakręcie jest piękna. Dwudziestu kierowców, często aż za bardzo, walczących o jak najlepszą pozycję? To już normalność. Formuła 1 przyzwyczaiła nas do tego, że po pierwszym zakręcie nie raz wielu kierowców już jest poza torem, albo zjeżdża do alei serwisowej po nowe skrzydło. Czasami zdarza się tak, że na tor wjeżdża Safety Car.
Ale jak wiele korzyści niesie za sobą pierwszy zakręt. Zapewne każdy pamięta start Roberta w Japonii. Wspaniały pierwszy zakręt pozwolił Robertowi z szóstego miejsca przedostać się na pierwsze. Ten start pokazał kolejne uroki F1. Ale nie zawsze musi on być taki pozytywny. W pierwszym zakręcie można też wiele stracić. Nie raz i nie dwa kierowca kończył na tym swoje Grand Prix i odnotowywał za „nieudane”.
Aby utrzymać nerwy na wodzy w pierwszym zakręcie kierowcy muszą się długo przygotowywać i fizycznie i psychicznie. W końcu, w takim chaosie jakim jest pierwszy zakręt łatwo o stłuczkę. W żadnej części wyścigu emocje nie są tak wielkie jak na starcie, a dokładniej w pierwszym zakręcie. Dzięki koncentracji i treningom podczas startu kierowcy są w stanie utrzymać puls na poziomie 130 uderzeń na minutę. Potem ciało przejmuje kontrolę – przy sprincie do pierwszego zakrętu tętno wzrasta do 180. W takich warunkach normalny kierowca zwykłego samochodu mógłby stracić przytomność. To pokazuje, jak ważny dla kierowcy jest odpowiedni trening, a zarazem uświadamia, jak trudne jest ściganie się bolidem formuły 1. Bo niektórzy uważają, że to w ogóle nie jest sport. Powiem szczerze nie lubię takich ludzi za ich podejście. Nawet jeśli „nie kręci” ich ten sport nie muszą wypowiadać się o czymś, co jest totalną bzdurą.
Aby pokonać dobrze pierwszy zakręt, potrzeba nie tylko umiejętności. Ważne jest też opanowanie, a czasami decyduje zwykły pech albo szczęście. Każdy kierowca chce dojechać do pierwszego zakrętu po idealnej linii. Wiadomo jednak, że to jest niemożliwe. Dlatego właśnie jeden kierowca może spowodować wielką kolizję. Często bardziej korzystny jest spokojny przejazd i skupienie się by nie wypaść z toru niż szukanie idealnej trasy jazdy. Takie szukanie może doprowadzić w najgorszym wypadku do zakończenia przez kierowcę wyścigu, a w najlepszym lekkim uszkodzeniem bolidu.
Walka o pozycje na pierwszych metrach jest nieunikniona, dlatego Międzynarodowa Federacja Sportów Samochodowych (FIA) rygorystycznie patrzy na bezpieczeństwo kierowców. Często w pierwszych zakrętach występują specjalnie poszerzane pobocza. To zapewnia większe bezpieczeństwo kierowców, ale jak wiadomo nigdy nic nie wiadomo.
Fotografia: Old teammates, not old friends, autor: ph-stop (licencja CC-BY-SA), źródło: flickr.com





Start to zawsze najciekawszy moment, czasem decyduje o całym wyscigu.
P.S. Czy nie powinno być „safety” car?
„Bo niektórzy uważają, że to w ogóle nie jest sport. Powiem szczerze nie lubię takich ludzi za ich podejście.” Też mnie to wkurza. Tacy ludzie pewnie nawet nie zdają sobie sprawy jak ważna w tym sporcie jest odpowiednia kondycja fizyczna zawodnika.
Zgadza się suchy282
poprawione
Gorzej, jeśli po starcie okazuje się, że kierowca, pilot i mechanik nie mogą dojść do porozumienia, kto odpowiada za pojazd. To się nazywa jazda po bandzie
Tekst bardzo… na czasie