Benfranklin

Powyborcze pobojowisko

Powoli i opornie zaczyna opadać kurz bitewny po kampanii do ubiegłotygodniowych wyborów do Parlamentu Europejskiego. Można już nieco spokojniej pokusić się o pewne wnioski dotyczące przyszłości polskiej polityki na podstawie wyników wyborów.

Niekwestionowanym zwycięzcą wyborów okazała się Platforma Obywatelska. Nie dość, że przy niższej niż dwa lata temu frekwencji uzyskała lepszy wynik, to po przeliczeniu głosów na mandaty okazało się, że kandydaci tej partii uzyskali połowę z 50 przypadających na Polskę miejsc w PE. I to właśnie w dłuższej perspektywie wydaje się być największym zagrożeniem dla tego ugrupowania. Łatwo bowiem (zwłaszcza przy takiej opozycji) popaść w samozachwyt i stracić kontakt z rzeczywistością. Warto przypomnieć politykom Platformy, że notowania rządu ich premiera są już znacznie gorsze niż ostatnie wyniki wyborcze. Oczywiście dopóki PiS istnieje w obecnej formule, usiłując w dość dziwaczny sposób dezawuować 1675741041_901310a8c4PO (sprawa pewnej aktorki jest moim zdaniem właśnie przykładem takiej dziwacznej próby), dopóty politycy PO mogą spać spokojnie. Na dłuższą metę jednak, taka sytuacja okazać się może dla partii rządzącej niekorzystna. W tej materii dużo zależeć jednak będzie od ugrupowań opozycyjnych oraz sytuacji gospodarczej Polski i nie tylko.

PiS z kolei wydaje się być głównym przegranym wyborów do PE. Oczywiście zarówno wynik jak i liczba mandatów uzyskanych przez to ugrupowanie nie jest niski, jednak najwyraźniej jest to osiągnięcie zdecydowanie poniżej ambicji zarówno prezesa Kaczyńskiego jak i jego pretorian. Sprawa małego sporu w „rodzinie” jaki wywołał Zbigniew Ziobro oraz przedziwna medialna gra aktorska wokół sprawy Anny Cugier-Kotki dowodzą, moim zdaniem, dwóch rzeczy. Otóż, prawdziwym problemem PiS nie jest sama porażka czy też wynik, lecz to, dzięki jakiemu elektoratowi ten rezultat został osiągnięty. Prawo i Sprawiedliwość po wchłonięciu elektoratów byłych koalicjantów, stał się partią najmniej rozwiniętych obszarów kraju, zamieszkałych przez najsłabiej wykształcony, bierny i najstarszy wiekiem elektorat. Wszelkie próby otwarcia się na inne środowiska, podejmowane niegdyś przez spin-doktorów (próbowali tego także ludzie związani z „Dziennikiem”) spełzły na niczym. Wydaje się, że nie dość, iż PiS jawi się mainstreamowi polskiego społeczeństwa jako partia obciachu, to jeszcze nie potrafi znaleźć żadnej recepty, aby z tej kulturowej i socjologicznej pułapki wyjść. Problem ugrupowania polega moim zdaniem na tym, że posiadając stosunkowo liczny i twardy, ale zbyt mały na zwycięstwo w wyborach ogólnopolskich elektorat, partia ta może staczać się tylko po równi pochyłej, tracąc w kolejnych próbach wyborczych po kilka punktów procentowych. Nerwowość z jaką reaguje obecnie prezes Kaczyński zdaje się potwierdzać, iż świadomość o tym fakcie powoli dociera też do odizolowanej i żyjącej w świecie chciejstwa politycznego czołówki partyjnej PiS. Trudno też oprzeć się wrażeniu, że tuż po wyborach w kręgach pisowskich powstała dziwna obawa przed utratą zaufania u twardego i oczekującego sukcesu własnego elektoratu. Nie da się bowiem inaczej wytłumaczyć bezsensownego ataku na Radio Zet ani dziwacznej sugestii dotyczącej ewentualnego politycznego kontekstu sprawy domniemanego pobicia aktorki ze spotu wyborczego PiS, Anny Cugier-Kotki. W kręgach decyzyjnych PiS najprawdopodobniej uznano, że ze względu na charakter elektoratu najlepiej byłoby odwrócić uwagę od sytuacji wewnętrznej w partii poprzez starą metodę: „nastraszymy swoich, aby trzymali zwarte szeregi”. Stąd powrót do znanej już frazeologii typu „my jesteśmy z AK, a wy stoicie wiadomo gdzie”, biją naszych, prześladują nas „liberalne” media itd. W dłuższej perspektywie taka strategia nie może jednak dawać szansy na ewentualne zwycięstwo w jakichkolwiek wyborach. Czy politycy PiS-u będą potrafili zmienić charakter partii tak, aby utrzymując twardy elektorat równocześnie pozyskać nowy? Śmiem wątpić, na razie nic na to nie wskazuje.

Znacznie ciekawsza sytuacja wytworzyła się po wyborach na Lewicy. Oto niczym dar niebios rozwiązał się nieco sztucznie rozdmuchiwany przez media, ale jednak konflikt na linii Grzegorz Napieralski – Wojciech Olejniczak (zapewne zgodnie z oczekiwaniami samych liderów). Ten drugi wraz z uzyskaniem mandatu zostawił wolną drogę „konkurentowi” do spokojniejszego kierowania partią, przynajmniej w najbliższym okresie. Drugim rozwiązanym problemem jest kwestia konkurencyjnych rozłamowców z SDPl. Po raz pierwszy od bardzo dawna, inwencją popisali się ludzie odpowiedzialni za układanie list wyborczych i kampanię, która (przynajmniej w Warszawie) została przeprowadzona bardzo poprawnie. Wystawienie Wojciecha Olejniczaka w stolicy okazało się gwoździem do trumny konkurencyjnej Centrolewicy, a „przeprowadzka” Joanny Senyszyn ze zdominowanego przez PO Pomorza do Krakowa pozwoliła SLD na zdobycie o jeden mandat więcej w ostatecznym podziale łupów. Wybory te potwierdziły niepopularną wśród analityków tezę, że póki co, lewicę w Polsce można budować tylko w oparciu o szyld i organizację SLD. Droga do budowy normalnej europejskiej lewicy na tej bazie wygląda co prawda jak mapa podroży drużyny pierścienia przez tolkienowskie Śródziemie, ale pierwszy krok na tej drodze, moim zdaniem właśnie uczyniono. Pozbyto się (i to najprawdopodobniej definitywnie) konkurencji na lewicy, powiększono nieco stan posiadania, odepchnięto również perspektywę przejęcia władzy w partii przez aparatczyków ze starszego pokolenia, dowodzonych podobno przez wicemarszałka, Jerzego Szmajdzińskiego. Choć dość buńczuczne i mające mało wspólnego z rzeczywistością twierdzenia Grzegorza Napieralskiego, o tym jakoby rzekomo SLD przełamał monopol dwóch prawicowych partii można traktować jedynie jako niezbyt zgrabny dowcip polityczny, to niewątpliwie SLD może wynik wyborczy potraktować jako coś w rodzaju światełka w bardzo długim tunelu.

Rezultaty wyborów potwierdzają tezy stawiane przez niektórych analityków, że polska scena polityczna nie będzie przechodziła większych zmian przed najbliższymi wyborami prezydenckimi. Moim zdaniem dopiero wówczas (i to w zależności od wyników) można spodziewać się jakichś większych przetasowań i przegrupowań zarówno na samej scenie politycznej jak i wśród poszczególnych elektoratów. Rysuje się tu kilka możliwych scenariuszy, jednak póki co, wszystkie można traktować jako ciekawe lecz trudne do zweryfikowania opowiadania fantasy. Każde z ugrupowań musi jednak napisać własne opowiadanie tak, aby było interesujące dla wyborców.

Creative Commons License
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych 2.5 Polska.

Fotografia pt. Wybory do polskiego parlamentu na Islandii (Reykjavik – 2007.10.21) #6 (licencja CC-BY-NC-SA)  autorstwa Kriz Dux pobrana z serwisu flickr.com

Podziel się na:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • Google Buzz
  • MySpace
  • Twitter
  • Wykop
  • Śledzik

Skomentowano 5 razy

  1. Marika Marika pisze:

    1. W pełni zgadzam się z tezami dotyczącymi PO. Wysokie poparcie utrzymują głównie dzięki totalnej bezradności i głupocie opozycji. Dopóki ludzie nie będą mieli sensownej alternatywy, dopóty głosy oddawać będą na Platformę.
    2. Nie powiedziałabym, że PiS tak dramatycznie przegrało wybory. Moim zdaniem obecny wynik mogą zapisać sobie na plus – przy wszystkich wpadkach Prezydenta oraz głupotach formułowanych przez większość członków partii, to bardzo dobry wynik. Na dodatek, różnica między PO a PiS-sem, choć duża, to jednak nie okazała się tak totalna jak pokazywały to sondaże.
    3. Taki PeeS mały – bardzo podoba mi się tekst „(…) Kaczyńskiego jak i jego pretorian.” ;-)
    4. Nie sądzę, żeby PiS był jakoś szczególnie podłamany elektoratem, który posiada. Zawsze taki miał, nic się w tej materii nie zmieniło. Choć uważam za poważne nadużycie stwierdzenie, a raczej generalizowanie, że wyborcy Prawa i Sprawiedliwości to głównie niewykształceni, biedni mieszkańcy małych miast.
    5. PiS jest partią obciachu dzięki skutecznej polityce „obrzydzania” największych mediów w Polsce. Ciężko wyjść z tego impasu. Zasadniczo jest to niemożliwe, dopóki PiS-sem kierować będzie J. Kaczyński, gdyż stał się on synonimem „kaczyzmu”. A czym jest „kaczyzm” każdy wie – uosobieniem współczesnej dyktatury, oszołomstwa i wszechpotężnej głupoty…
    6. Sugestia o motyw polityczny w sprawie pobicia Cugier-Kotki (o ile faktycznie została pobita, rzecz jasna) nie jest wcale dziwaczny. To oczywiste, że jest to sprawka półinteligentnych młodych chłopaków(?) będących wyborcami Platformy.
    7. Uważam, że lewica w obecnym kształcie nie przetrwa dłużej niż około 10 lat. Stary, pezetpeerowski elektorat się wykruszy (znaczy się, zejdzie z tego świata), a młodzi ludzie o poglądach lewicowych raczej nie odnajdą w dzisiejszym SLD tego, czego naprawdę szukają. Zmiany na lewicy są nieuniknione, a wszelkie próby pozornego „odmładzania” kadry np. Napieralskim czy Olejniczakiem są pozbawione większego sensu, dopóki program partii i jej zaplecze jest tak skostniałe.
    8. A tak ogólnie, miły tekst ;-)

  2. Ossad Ossad pisze:

    Kurcze, opłaciło się Olejniczakowi pokazanie owłosionej klaty ;)
    Fragment tekstu dotyczący PiS zdecydowanie najsłabszy, pokazujący raczej chciejstwo Autora, niż jakiś prawdziwy obraz.

  3. W. pisze:

    75,47% obywateli nie poszło do wyborów, bo nie mieli na kogo głosować. Prawdziwe wyniki wyborów, których nie pokazują w telewizji są tutaj:
    http://wolnemedia.net/?p=15369

  4. Dzięki za link. Ciekawe te wyniki.

  5. jordii pisze:

    Tak apropos wyborów. Dostałem wczoraj takie info:

    „Anomalie statystyczne w wynikach PO ogłaszanych w nocy 7 – 8 czerwca
    2009 r.

    http://picasaweb.google.com/tjkazmierski2/Anomaly080609#5346781899383456066

    Wykres zmian w czasie wyników Platformy Obywatelskiej w wyborach do PE w
    poszczególnych okręgach. Słupki pokazują różnice w procentowych wynikach
    Platformy między obwodami, z których wyniki uzyskano w nocy 8 czerwca po
    godzinie 02:13, a obwodami, z których wyniki uzyskano przed godziną
    02:13 (dodatnia różnica oznacza wzrost wyniku między godzinami 2:13 i
    7:20). [źrodło: komunikaty PKW opublikowane w nocy 8 czerwca o
    godzinach: 2:13, 3:45, 5:00, 6:00 i 7:20].

    Biorąc pod uwagę, że średnia liczba ważnych głosów przypadających na
    jeden obwód wyborczy była niewielka i wyniosła jedynie 287 głosów, nie
    powinna była wystąpić korelacja między wynikiem jakiejkolwiek partii, a
    godziną obliczenia wyników i sporządzenia protokołu. Wystąpienie takiej
    korelacji jest podstawą domagania się od Państwowej Komisji Wyborczej
    podania do publicznej wiadomości treści protokołów sporządzonych we
    wszystkich 25 323 obwodach wyborczych w celu dalszej analizy.

    więcej: http://tjkazmierski.salon24.pl

Skomentuj