Jagoda

Czy znasz swoich sąsiadów?

Pytanie to zadaję sobie od lat. W moim bloku panuje dość specyficzna atmosfera. Lokatorów, którzy wprowadzili się jako pierwsi jest naprawdę niewielu. Budynek 10 piętrowy, łącznie 77 lokali, ale właściwie się nie znamy. Dlaczego? Nie umiem na to odpowiedzieć.

Jedna winda, w której spotykamy się przynajmniej dwa razy dziennie. Grzecznościowo wypowiadane „dzień dobry” czy „dobry wieczór” i na tym rozmowa się kończy. Policja twierdzi, że najlepszą ochroną jest… sąsiad.

775086_next_door_neighbourZ pewnością tak jest. Ale jak zmienić charakter sąsiadów, zamkniętych każdy w swoich czterech ścianach mieszkania. Nic o sobie nie wiemy. Lokatorzy zmieniają się tak często, że tracimy orientację czy jest to ktoś nowy czy jakiś gość do kogoś. Poznajemy tych ludzi dopiero gdy coś się dzieje np. pożar, czy huczna zabawa kilka razy w tygodniu za ścianą. Wyjątkowy to chyba budynek.

Ja mam to szczęście, że mieszka tu moja koleżanka od 36 lat, ale każda z nas zajęta własnymi problemami czasu na babskie ploteczki nie ma. Tych, którzy odchodzą znajdujemy na klepsydrach. O żyjących, jak w przypadku mojego sąsiada z niższej kondygnacji, dowiaduję się z gazetki osiedlowej. To w niej przeczytałam, że nasz uroczy pan skończył 100 lat.

Jak dobrze mieć sąsiada słyszymy w piosence zespołu Alibabki, szkoda tylko, że żyjemy w czasach gdzie nie ma dobrych stosunków sąsiedzkich. Gdzie się podziały te wspierające się sąsiadki, życzliwi sąsiedzi, wspólne wieczory, wyjścia do kina. Dziś nie ma od kogo „pożyczyć” szklanki cukru. Wracam często do swego dzieciństwa, kiedy najbliższa sąsiadka uczyła mnie gotować, w czasie, kiedy moja mama zmagała się z chorobą w szpitalu. Zatraciły się w pogoni za pracą, pieniędzmi, karierą?

Fotografia: next door neighbour, autor: Rendy Aryanto, żródło: stock.xchng

Podziel się na:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • Google Buzz
  • MySpace
  • Twitter
  • Wykop
  • Śledzik

Skomentowano 8 razy

  1. Ewa Krzysiak Ewa Krzysiak pisze:

    Literówka- ostatnie zdanie. Mentalność ludzi się zmieniła, inne wartości, wyścig szczurów trwa.

  2. Małgorzata Michnowicz Małgorzata Michnowicz pisze:

    dzięki :) poprawione

  3. Marika Marika pisze:

    Na pewno szybkie tempo życia jest jednym z powodów, przez który sąsiedzi się nie znają. Moim zdaniem jednak jest to kolejny z cudownych „spadków” starego systemu. Wszyscy byli podejrzliwi, nieufni, bali się denuncjacji w najbliższym otoczeniu. Jeśli donosić na siebie potrafili najlepsi, głęboko zżyci z sobą przyjaciele (choćby sprawa Wildsteina), to co dopiero mówić o sąsiadach!
    Musi zajść zmiana pokoleniowa i upłynąć wiele czasu, by zmieniła się mentalność Polaków. Mam nadzieję, że smutna prawda o naszej zawziętości i niechęci wobec drugiego rodaka wkrótce minie.

  4. Jagoda Jagoda pisze:

    Prawda o sąsiadach jest smutna. Rzeczywiście chyba jedynie zmiana pokoleniowa może pozwolić na pozbycie się niechęci, zawiści, podejrzliwości. Jedynie nad czym mogę ubolewać, że osoby samotne mieszkające w takim blokowisku zdane są same na siebie. Bardzo mnie drażni i rani nieczułość, brak wrażliwości. Stąd zasłyszane w mediach wiadomości o samotnym odejściu kogoś odkryte po kilku dniach wzbudzają we mnie smutek, że wyzbyliśmy się normalnych ludzkich odruchów niesienia pomocy, wsparcia i tp.

  5. helena nabli pisze:

    Tak sie zlozylo, ze od 28 lat mieszkam w Tunezji i do tego w bloku 4-ro pietrowym, w mojej klatce mieszka 10 rodzin, 2 rodziny na pietrze. Mimo, ze mieszkaja tutaj rodziny z dziecmi panuje spokoj, sciany biale czyste, dzieci nie maja zwyczaju pisac po scianach. Sasiedzi nie sa wscibscy, ale mozna liczyc na ich pomoc, kilkakrotnie sasiad pukal do naszych drzwi, aby poinformowac nas, ze zostawilismy klucz w zamku. Pewnego razu sasiedzi z klatki obok (3 klatki maja wspolne podworko gdzie bawia sie dzieci nie niszczac przy tym rabatek) swietowali obrzezanie syna. Wynajeli krzesla, zaprosili wszystkich mieszkancow na wieczor muzyczny, w czasie ktorego czestowano obecnych ciastkami i napojami gazowanymi. Kupili mlodego byczka, aby go zabic (takie sa zwyczaje!!), i nastepnego dnia przygotowali tradycyjny kuskus. Talerze z ta potrawa, okryte celofanem byly roznoszone do wszystkich mieszkancow. Oczywiscie obrzezania dokonal lekarz w mieszkaniu chlopca. Malego bohatera lokatorzy obdarowali prezentami w postaci pieniedzy lub zabawek. Byla to bardzo sympatyczna uroczystosc.
    Helena Nabli Tunis

  6. Jagoda Jagoda pisze:

    Właśnie dlatego jestem zauroczona Tunezją. Więzy sąsiedzkie a przede wszystkim rodzinne są wspaniałe.

  7. Jagoda Jagoda pisze:

    Z przykrością, ale muszę napisać. Nasz uroczy sąsiad niestety zmarł. W czerwcu sąsiedzi odprowadzili Go w ostatnią drogę.

  8. gragaK GragaK pisze:

    @ Mariko, żaden spadek starego systemu!
    Widać, że jesteś bardzo młoda i nic, kompletnie NIC nie wiesz n/t stosunków sąsiedzkich w starym systemie.
    Było wręcz przeciwnie – sąsiedzi pomagali sobie wzajemnie, nawet pożyczali pieniądze, by sąsiadka mogła dotrwać do końca miesiąca, a jej dzieci nie głodowały. Dzieci też były pod okiem wszystkich mieszkańców kamienicy i nie miały szansy na robienie tego, co dzisiejsze. Wiem, o czym piszę, gdyż mieszkałam w 7-piętrowej kamienicy z wielkimi mieszkaniami zajmowanymi przez 2-3 rodziny. To było mrowisko z hurmą dzieciarni. Tylko jedno mieszkanie było zajęte przez pojedynczą rodzinę – lekarza, który 2 pokoje przeznaczył dla pacjentów. A ci i tak stali na klatce schodowej. I wcale nie pluli na nią i nie śmiecili…. Tylko niektórzy z nas, dzieciaków ołówkiem rysowali i wypisywali bzdury oraz bezeceństwa na ścianach. Ale klatka ogólnie była czysta, nawet pachnąca, czego dzisiaj powiedzieć nie można o wielu współczesnych klatkach schodowych. A może dlatego tak było, że w tamtych czasach istniała fucha dozorcy, który miał oko na wszystko? O każdym sąsiedzie mogę dużo napisać, bo każdego zwyczaje znałam.
    W swoim czasie nakręcono serial pt. „Dom”. Oczywiście wiele w nim przerysowano i ubarwiono – jak to w filmie – jednak ogólny charakter był zachowany: wszyscy się znali, wszystko o sobie wiedzieli, żyli jak jedna wielka rodzina, w której przecież różnie bywa.

Skomentuj