Dziennikarze.info

Prezenter też człowiek

Codziennie, włączając telewizor, natykamy się na różnego typu programy informacyjne i rozrywkowe. Jedne są warte uwagi, inne mniej lub wcale, ale pewna grupa z nich nie raz dostarczy nam jedynych w swoim rodzaju atrakcji. Są to oczywiście programy na żywo.

Tutaj element zaskoczenia i nieprzewidziane sytuacje powinny być (choć to brzmi paradoksalnie) czymś na porządku dziennym, dlatego cała ekipa musi zachowywać zimną krew w każdym momencie. Największy jednak balast spoczywa na tych, których oglądają tysiące widzów przed telewizorami – czyli na prowadzących. W końcu to oni stanowią wizytówkę programu i ogniwo łączące telewizję z widzem. A jakież to bywa ciężkie zadanie!

Prezenter, jak nazwa wskazuje, prezentuje – i treść programu, i stację, i siebie samego przy okazji. Czasem zdarzy mu się nawet coś sprezentować – i nie mam tu na myśli nagród dla widzów. To trochę śmiechu, a trochę oburzenia. W studiu zdarzyć się mogą różne rzeczy, o czym i widzowie, i prezenterzy mogli się przekonać niejednokrotnie. Wpadki takie jak przypadkowo włączony mikrofon, błędnie wyemitowany materiał czy nieświadomość bycia na antenie już mogą nam rozciągnąć usta w uśmiechu. Do tego dochodzą rzeczy czysto techniczne, jak gasnące światła czy spadające kamery. Gorzej, jak w studiu pojawi się natrętna mucha i zacznie rozpraszać prezentera w trakcie prowadzenia programu informacyjnego, gdzie normą jest przecież powaga, postawa i elegancja. Poza tym każdy może mieć zły dzień, co jest dla widzów okazją do zobaczenia znanych, telewizyjnych twarzy w bardziej ludzkiej i niecodziennej dla nich odsłonie. Drobne przejęzyczenie może przecież wyprowadzić z równowagi do tego stopnia, że powie się o jedno słowo za dużo, a dopiero potem zapala się lampka z napisem „program na żywo”. Telewizyjne wpadki osiągnęły popularność do tego stopnia, że nawet to, co się powie poza anteną, ale jednak w obecności kamery i włączonego mikrofonu, zostaje opublikowane i okrzyknięte hitem, ot choćby Kamil Durczok i słynny brudny stół w studiu „Faktów” (główny bohater użył znacznie mocniejszego określenia). Postawa prezentera była wydarzeniem na tyle, że nawet dostał za nią specjalną, żartobliwą nagrodę od sieci restauracji Burger King (!), nie tylko za „rzucanie mięsem” ale i za „odwagę bycia sobą”. Nagłośnienie wątku chyba odbiło się podświadomie na panu Durczoku, bo innym razem, zapowiadając „Fakty”, zamiast zaprosić to przeprosił.

Czasem również, zupełnie niechcący, można komuś spłatać figla na antenie. W „Poranku TVN24” Jakub Porada do łez rozśmieszył Beatę Tadlę artykułem o kotce karmiącej królika, z wypowiedzią lekarki weterynarii o nazwisku Wydra (swoją drogą ciekawe, czy to był celowy chwyt gazety). Rozśmieszona prezenterka nie była w stanie przeprowadzić skrótu informacji a potem musiała się tłumaczyć, że jej intencją nie było obrażenie pani doktor. Do tego wydarzenia wracano w stacji niejednokrotnie – i nie dziwne, bo wszystkim chyba zrobiło się weselej.

Innym przypadkiem telewizyjnych wpadek są te napędzane przez widzów lub gości programu. Ileż to razy prezenterzy musieli się zmagać z wybrykami telefonujących! Prezenterkom programów quizowych zdarza się usłyszeć zamiast hasła „prośbę” o odsłonięcie pewnej części ciała. Bywa też, że zadzwoni sąsiad i upomni męża prezenterki, by jeździł z włączonymi światłami. Czasem nawet niefortunnie dobrane słowa i związany z tym ciąg skojarzeń może wywołać lekką konsternację i wprowadzić gościa programu na niewłaściwy tor. Można tu przypomnieć choćby odwiedziny Krystyny Sienkiewicz w „Wideotece Dorosłego Człowieka”, gdzie aktorka żywo podjęła wysunięty przez prezentera wątek pobytu w Kopenhadze i dotknięcia laski Andersena, przy czym stwierdziła, że od tamtego czasu nie zauważyła, by na jej widok coś stawało. Oczywiście, mimo wszelkich starań, prowadzącym nie udało się zachować kamiennych twarzy.

Rekordzistą w różnego typu wpadkach jest prawdopodobnie Superstacja, gdzie prezenterzy mają widoczny problem z opanowaniem się przed kamerą. Mogą wybuchnąć śmiechem w trakcie prowadzenia programu, przy problemach technicznych nie raz zmieszanie i zawstydzenie maluje im się na twarzy, a czasem też zdarza się pomylić nazwę audycji, a nawet stacji! Pewnego razu prezenterka zakończyła program słowami „To już wszystko w «Dzień Dobry TVN»” i natychmiast przestraszyła się własnych słów. Oczywiście przeprosiła i poprawiła się, ale zgrabnie wybrnąć z sytuacji już nie umiała. Cóż, TVN na pewno się ucieszył z darmowej reklamy i takiej wiernej fanki.

Wpadki i potknięcia prezenterów można by jeszcze długo wyliczać. Są one przedmiotem uwielbienia widzów, internautów i plotkarskich mediów, żerujących na tym, że coś komuś nie wyszło albo coś się niechcący wydało. Po incydencie z brudnym stołem Durczok przez jednych został okrzyknięty „burakiem”, przez innych prawdziwym mężczyzną, ale przy tym zobaczyliśmy ludzką twarz. Bardzo dobrze – od czasu do czasu prezenterzy muszą nam przypomnieć o tym, że po drugiej stronie ekranu również stoi człowiek. Profesjonalizm profesjonalizmem, ale errare humanum est i mam nadzieję, że przełożeni także o tym pamiętają. Jakże o wiele sympatyczniej zacząć dzień oglądając roześmianą do łez prezenterkę, która nie traci przy tym uroku i klasy! W takich wypadkach wszystko zostaje wybaczone.

Felieton Weroniki Słodkowskiej – www.Dziennikarze.info

Podziel się na:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • Google Buzz
  • MySpace
  • Twitter
  • Wykop
  • Śledzik

Skomentuj