Ola K.

Kanapowy zawrót głowy

Źródło: www.akademiec.pl; fot. Michał UnoltHiszpania? Włochy? Turcja? Chyba palcem po mapie, mruknie student zupełnie nieświadom, jak barwne scenariusze mogą się wpisać w jego życiorys za bezcen. Powoli, ku naszej radości, do lamusa odchodzi przeświadczenie, że w podróż należy wyjechać z pełną sakiewką, z dokładnym planem wycieczki, a najlepiej z wykwalifikowanym przewodnikiem.

Wszyscy ci, którzy żyją jeszcze utartym schematem, jakoby podróże były w dzisiejszych czasach wciąż dobrem ekskluzywnym, nawoływani są do wyrwania się z letargu! Możliwości, jakie stworzył nam ostatnimi czasy internet są niewyobrażalne i dają nam, braci studenckiej, szerokie pole do manewru. Wystarczy tylko krzta odwagi, szczypta wyobraźni i parę gramów kreatywności. Ten przepis wróży tylko i wyłącznie sukces.

Z głową w chmurach lub z kciukiem w górze

Pierwsza rada – nie bójmy się korzystać z usług tanich linii lotniczych. Komfortem, czy bezpieczeństwem dorównują bowiem tradycyjnym przewoźnikom, jednakże w przeciwieństwie do konkurentów specjalizują się w „e-biznesie” (wyłącznie internetowe/telefoniczne rezerwacje biletów), co pozwala znacznie obniżyć liczbę zatrudnionych. Zamiast pokaźnych, wybierają te mniejsze, peryferyjnie usytuowane lotniska, czego finalnym produktem jest prostudencka cena biletu. I tak np. Barcelonę osiągniemy z Ryanair’em za niespełna 80 zł, a Wizzair zaproponuje nam podróż do Rzymu czy Mediolanu za 100 zł. Zaskakująco tanio? Tak, o ile zarezerwujemy bilet odpowiednio wcześnie – miesiąc lub dwa przed planowanym wylotem.

Dla spóźnionych, roztargnionych i nie ukrywajmy – bardziej odważnych z nas, zawsze pozostaje możliwość podróżowania autostopem. Po prostu stanąć na rozstaju dróg i unieść kciuk do góry. Nic prostszego! I choć nadal ten sposób podróżowania kojarzony jest ze sporą dawką ryzyka i niebezpieczeństwem, opinie osób korzystających z tego niewątpliwego dobrodziejstwa zdają się rozmywać wszystkie czarne wizje. „ Poznajesz nietuzinkowych ludzi, prowadzicie głębokie dysputy o życiu – a przy tym rewelacyjnie się bawisz i śmiejesz z kierowców, którzy pukają się w głowę na twój widok.”- opowiada Asia, studentka drugiego roku etnolingwistyki na UAM-ie. W poprzedni weekend spontanicznie wybrała się z koleżanką „stopem” do Berlina i relacjonuje – „Zaoszczędziłyśmy naprawdę sporo pieniędzy i nigdy nie czekałyśmy dłużej niż 15 min. na kolejnego uprzejmego człowieka. A gaz łzawiący, który zawsze mamy pod ręką, był po prostu zbędny!”. W Internecie pojawiły się także tzw. centrale współjazdy, na których swoje ogłoszenia umieszczają zarówno kierowcy szukający współtowarzysza, jak również Ci poszukujący transportu. Podana jest ewentualna cena (zwykle symboliczna, najczęściej za benzynę), miejsce wyjazdu i cel podróży. Jasno i klarownie – bez zbędnych formalności.

Zdobywcy Pewnej Kanapy

Jeśli po dotychczasowej lekturze tego artykułu nadal twierdzisz, że mimo wszystko nie będziesz mógł/a sobie pozwolić na zagraniczne wojaże… To CouchSurfing przychodzi z odsieczą. Ta organizacja non-profit zrzesza niepowtarzalnie zdeterminowanych ludzi, którzy umożliwiają już ponad milionowej społeczności znalezienie darmowej „kanapy” w dowolnym miejscu na świecie. Wystarczy tylko zarejestrować się na www.couchsurfing.com , uzupełnić swój profil, załadować wesoły portret dla uwierzytelnienia swojej persony i… szukać. Jednak inicjatywa ta to nie tylko udostępnianie kawałka swojej podłogi dla obieżyświatów – to przede wszystkim chęć wymiany kulturowej, doświadczeń, długich rozmów przy piwie czy oglądanie zachodów słońca na dachu opuszczonego domu. Twój „couch” stanie się bowiem, przez ten krótszy, bądź dłuższy czas, pewnego rodzaju mentorem. Pokaże Ci miejsca, gdzie nie dociera fala turyzmu, poświęci swój cenny czas. Co jednak najważniejsze i najwznioślejsze – nie zażąda rewanżu czy nawiązki materialnej. Taka bezinteresowność jest w dzisiejszych czasach na wagę złota! Naprawdę warto skosztować i poczuć na własnej skórze fakt, że nie wszystko w otaczającym nas świecie jest do cna przesiąknięte obłudą.

Zanim jednak CouchSurfing ujrzał światło dzienne, prężnie działał już The Hospitality Club. Sloganowe „zbliżenie ludzi” nieobce było nawet Kindze Choszcz, zdobywczyni prestiżowej podróżniczej nagrody Kolosa, która razem ze swoim ówczesnym partnerem – Radosławem Siudą, „przenocowała” na kanapach wielu krajów świata, dzięki uprzejmości członków klubu. Idea ta stała się silnym fundamentem pod (dziś bardziej popularniejszy) CouchSurfing, udowadniając skutecznie, że nie istnieją podziały, hierarchie czy bariery kulturowe.

Językowe uniesienie

Pomysłowości, Ty na wyżyny wylatuj! Tak w kilku słowach mogłabym skomentować projekt, jakim jest LiveMocha.com, czyli system bezpłatnej nauki języków obcych. Zastanawiasz się, czy podołasz w komunikacji z obywatelami kraju, do którego akurat się wybierasz? Naukę zacznij więc od dziś – w domowych pieleszach i standardowo – bezpłatnie. Na stronie, po uprzedniej rejestracji, internauta bez trudu odnajdzie odpowiadający mu moduł – począwszy od kursów o różnych stopniach zaawansowania, na konwersacjach a’la chat skończywszy. A to wszystko zamknięte w bardzo przystępnej formie, zarówno technicznej, jak i graficznej. Tak, aby nikt z nas nie miał większych problemów w korzystaniu z tego wspaniałego „wynalazku”.

Jesteśmy młodzi, genialni, trzymamy ręce w kieszeniach. Dajmy się więc ponieść fantazji i podróżujmy, zbierajmy i wymieniajmy doświadczenia – a przede wszystkim rozkoszujmy się widokiem pięknych miast, które dla naszych rodziców były jeszcze nieprzystępne. Dziś, jakoby na nasze zapotrzebowanie, świat jest dostępny na wyciągnięcie dłoni. Nie zmarnujmy tej szansy!

Fotografia autorstwa Michała Unolta

Tekst pochodzi ze strony: akademiec.pl

Creative Commons License
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska

Podziel się na:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • Google Buzz
  • MySpace
  • Twitter
  • Wykop
  • Śledzik

Skomentowano 7 razy

  1. Marika Marika pisze:

    Racja. Świat jest teraz bardziej „dostępny” niż kiedykolwiek, nawet jego najbardziej nieodkryte zakątki. Wystarczy tylko odrobina odwagi a przede wszystkim chęci.
    Droga autorko (autorze?), a czy Ty byłeś/aś na podobnej, spontanicznej wyprawie?

  2. Mam profil na CS. Gościłem w Dublinie cztery osoby do tej pory. Nieco gorzej, gdy ja próbowałem znaleźc nocleg w Londynie i Amsterdamie. Po wysłaniu około 10 maili, w każdym z tych miast okazało się, że jeśli nie taniej to na pewno szybciej zorganizuje nocleg w jakimś hostelu. Mój harmongram w obu miastach był jednak bardzo napięty, więc może dobrze się stało. Kibicuję inicjatywie licząc, że będę miał więcej szczęścia w pozaeuropejskich podróżach.

  3. Ola K. tzw. autorka pisze:

    Pozwolę sobie odpowiedzieć na poniższe komentarze :) . Marku- absolutnie się nie zniechęcaj! Couchsurferzy to też normalnie funkcjonujący ludzie, którzy muszą nieco wcześniej wiedzieć o jakiejkolwiek wizycie. Istotną kwestią jest też nasz profil- wizytówka, na podstawie której zostaniesz oceniony. Warto więc poświęcić temu chwilę i zapełnić brakujące luki.
    Marika: Tak, byłam. Porażająco pozytywnie! Poleciłabym każdemu głodnemu przygody. Strach i wątpiwości do kosza, uśmiech na facjatę. Metoda na sukces :)

  4. Marika Marika pisze:

    Olu K., zwana także autorką ( ;-) ). Sama odbyłam nie tak dawno podobną podróż, choć przyznam, że odrobina tzw. „zdrowego” strachu jest czasem potrzebna. Dzięki temu udało mi się (a także mojemu towarzyszowi podróży) uniknąć pewnej bardzo dziwnej i chyba nie najprzyjemniejszej sytuacji…
    Niemniej świat jest otwarty, korzystajmy z niego! Liczę na więcej podobnych tekstów, Olu :-)

  5. Olu, absolutnie się nie zniechęcam. Profil chyba mam niezły, bo dostaję czasem więcej zapytań o nocleg w Dublinie niż jestem w stanie odpowiedziec. Nie mówiąc już o ilości osób jakie jestem w stanie przenocowac. Absolutne apogeum było w marcu z okazji Św. Patryka. W tej chwili jestem jednak tak zajęty, że nie bardzo mam czas kogokolwiek przyjmowac. To się tak mówi, że niby nic nie musisz w sensie pokazywac miasta itd. Ale jednak trzeba chętnego skądś odebrac, liczyc z tym, że się spóźni itd. Przy pracy na 1,5 etatu i pisaniu pracy magisterskiej każde pół godziny bywa cenne. No i jeszcze dochodzi problem współlokatórw niestety nieufnych wobec przyjmowania obcych osób pod wspólny dach. Spróbuje szczęścia raz jeszcze w trakcie następnej, dłuższej podróży.

  6. Junak Mały pisze:

    Tak zgadzam się z Wami. Ciekawy artykuł. Będę czekał na następne

  7. gragaK gragaK pisze:

    Popieram i trzymam ciuki, gdyż świat stoi otworem i radośnie wita odważnych. Natomist życie jest krótkie, dlatego nie pozwólcie mu przeciec między palcami!

Skomentuj