picturepunk

W Polsce, czyli nigdzie – wpis na 4 czerwca

477px-flag_of_trade_union_solidarnosc1Kiedy 20 lat temu Polacy, pełni wiary w lepszą przyszłość i w Wolność, głosowali w pierwszych prawie-wolnych wyborach, ja nie głosowałem. Zwyczajnie miałem inne sprawy na głowie, byłem jedną nogą w Gdańsku, drugą na żaglowcu, który miał mnie zabrać w świat. Byłem tak zajęty układaniem swojego życia, że nawet nie zauważyłem zmian zachodzących dookoła. Jakiś czas potem, kiedy wróciłem w rodzinne strony na południe Polski, znajomi namówili mnie na kandydowanie w wyborach samorządowych. Mandatu nie zdobyłem, na co byłem rzecz jasna przygotowany.  Za to kampanię wyborczą, nocne rozklejanie ulotek, wiece i całą tę wyborczą radochę wspominam do dziś z uśmiechem. Nie pamiętam dokładnie dat i chronologii, ale chyba wcześniej jeszcze były pierwsze wybory prezydenckie. Głosowałem na Wałęsę, bo nie wyobrażałem sobie, że mogę głosować inaczej. W następnych wyborach głosu na Wałęsę już nie oddałem. W ogóle nie poszedłem do urny. Potem byl dalszy ciąg sinusoidy – głosowałem za przyjęciem Konstytucji, bo uznałem, że jakaś w ogóle nam sie należy. Głosowałem za przyjęciem Polski do UE, za Kaczyńskim na urzędzie prezydenta, na konkretnych kandydatów do Parlamentu Europejskiego. Ale nie interesowaly mnie kompletnie wybory lokalne. Znałem dobrze większośc głównych kandydatów i o każdym miałem jakąś wiedzę, która mnie odstręczała. Wbrew obiegowym hasłom, w moim odczuciu, lokalne władze to nie fundament demokracji i obywatelskości, a co najwyżej przedszkole polityczno-biznesowej prywaty. W kolejnych wyborach na Kaczyńskiego już nie głosowałem, podobnie jak na Tuska i innych. A za kilka dni nie zamierzam wybierać „swoich” kandydatów do Europarlamentu. I jeśli kiedykolwiek jeszcze pójdę na jakiekolwiek wybory, to po to, by głosować przeciwko komuś, a nie na kogoś.

Czy to ja jestem takim zgorzkniałym malkontentem, którego trudno zadowolić, czy może to nasza demokracja wyrosła na gruncie fałszu i miernoty? Ja stawiam na tę druga odpowiedź. A swój udział w tym dziele zniszczenia tego, co mogło tak pięknie zaowocować mają przede wszystkim politycy i media. Skąd ta prosta i nieskomplikowana teza? Ano stąd, że to politycy – postsolidarnościowi, postkomunistyczni – oraz media – postsolidarnościowe, neolewackie – kształtowały świadomość społeczną. To nie społeczeństwo samo z siebie osadziło się w roli bezwładnej masy zagapionej w telewizor, marzącej o kolejnym kredycie. U źródeł nowej niepodległości stoi porzucenie wartości na rzecz materialnej i ideologicznej konsumpcji. Upadały kolejno kształtowane na nowo bazy – edukacja, kultura, bezpieczeństwo, ochrona socjalna. W siłę rosła prywata, kłamstwo i buta. jedynym pocieszeniem stał się fakt, że każdy ma w domu paszport i może stąd w dowolnym momencie uciec, jesli tylko będzie miał dokąd. Ludzie uciekali za komuny i uciekajaą do dziś. A przecież to miał być inny, lepszy kraj.

Zaczęło się niewinnie – od odpuszczenia grzechów naszym winowajcom 20 lat temu., grubej kreski i innych gestów pojednania, zamienionych w konkretne czyny uwłaszczenia dygnitarzy i aparatczyków. Potem było już tylko gorzej – upadek elit politycznych i oficjalnych mediów (mówię o utracie kręgosłupa i twarzy, a nie o materialnej zapaści, bo akurat te elity mają się całkiem dobrze) spowodował, że w dół runęły inne elementy skomplikowanej układanki jaką jest Polska.

Teraz, 4 czerwca „20 lat po”, żyjemy w kraju, który nie stanowi żadnej wartości. Jest pustką, jest niczym. Jest znojem i trudem daremnym. Tkwimy w gąszczu durnych przepisów, arogancji urzedników i samowoli władzy, manipulowani przez massmedia, łupieni przez fiskus, okradani przez producentów dóbr. A wszelkie przejawy obywatelskości tłamszone są przez strach. Jak dawniej. Tyle że teraz ludzie może boją się innych demonów.

Taki jest bilans zysków i strat. Wygraliśmy z okupantem, a teraz urządzamy sobie piekiełko na własny rachunek. Kto by sie tego spodziewał 20 lat temu…

PS: Niniejszym żegnam się z Czytelnikami doorga. Bywajcie zdrowi.

Creative Commons License
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska.

Fotografia Flag of trade union solidarnosc, autor: Ludek, licencja: CC-BY-SA, źródło: Wikimedia Commons

Podziel się na:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • Google Buzz
  • MySpace
  • Twitter
  • Wykop
  • Śledzik

Skomentowano 3 razy

  1. MarcinV pisze:

    „Czy to ja jestem takim zgorzkniałym malkontentem, którego trudno zadowolić, czy może to nasza demokracja wyrosła na gruncie fałszu i miernoty?”

    To ja stawiam na to pierwsze. A tak w ogóle, to zabawne, że ktoś o ksywce „picturepunk” rozpacza nad stanem demokracji.

  2. picturepunk pisze:

    tak, zabawne :)

  3. Święto wolności minęło, a ja ciągle czuję się, jakbym był na stypie.

    A teraz czytam, że nie tylko ja na niej jestem. I rozumiem, że 20 lat temu, gdy aktorka ogłosiła upadek komunizmu w Polsce, on wcale się nie skończył. Rozumiem też, że to, co 20 lat temu narodziło się w duszy i w sercu autora tego świetnego artykułu, właśnie teraz umarło.

    Nie wiem, jakie są powody, że to ostatni jego tekst na Doorgu – portalu dziennikarstwa obywatelskiego. Jeśli obywatel „picturepunk” odchodzi stąd z myślą, że to, co tak wyraźnie widzi przez swoje różowe okulary, nie trafiło do nikogo, chcę go wyprowadzić z błędu. Trafiło do mnie, za co chcę mu bardzo podziękować. Dopiero po jego tekście zobaczyłem więcej, niż przez swoje zwykłe okulary. Zobaczyłem, że my tu sobie siedzimy przed komputerami, tworząc internetową „bibułę”, a tymczasem świat skamieniał jeszcze bardziej, utrwalając to, co było przed dwudziestoma latami. Różnica jest tylko taka, że teraz nikt nas za tą „bibułę” nie ściga, tylko uważa za nieszkodliwych wariatów.

    Dziękuję „picterepunku”. Jeśli będziesz jeszcze coś publikował w internecie, daj mi znać. Mój adres znajdziesz w emailu, w którym dotrze do Ciebie mój komentarz. A jak nie, to odszukasz go na moim blogu dostępnym po kliknięciu w mój profil na Doorgu.

    W tym miejscu także chciałbym pożegnać się z Czytelnikami Doorga i podziękować za wszystkie komentarze, zwłaszcza te krytyczne pod moimi tekstami. Przede wszystkim chciałbym jednak podziękować za ich czytanie. I przeprosić, jeśli kogoś nimi uraziłem.

    Nie żegnam się w artykule, bo czuję, że więcej osób przeczyta to w komentarzu, a nie chcę nikogo pominąć.

    Odchodzę z prozaicznych powodów – nie będę już miał czasu na pisanie tutaj. Wkrótce pojawię się na hiszpańskojęzycznych portalach dziennikarstwa obywatelskiego – w Peru i Meksyku, bo tam toczy się i toczyć powinno moje życie. Obiecuję jednak, przede wszystkim sobie, że kiedyś wrócę do Was w jakiejś innej formie. Bo warto. Warto pisać i warto Was czytać.

    Dziękuję za wszystko. Bywajcie zdrowi.

Skomentuj