Jagoda
Urlop na Djerbie wybrałam zupełnie przypadkowo
Miałam dość ograniczone fundusze, ale znajomy agent wyszukał dla mnie ciekawą ofertę. Padła nazwa Djerba. Co za licho, gdzie to jest? Natychmiast zaczęłam szukać informacji o Wyspie Marzeń, bo tak jest Djerba nazywana.
Do Djerby dotarł Odyseusz żeglując z Troi, a jego towarzysze odurzeni zapachem lotosów popadli w stan zapomnienia i wyspy opuścić już nie chcieli. Djerba stanowi swoistą przystań dla żeglujących po Morzu Śródziemnym, ale jest także miejscem odpoczynku dla wielu turystów. Każdy, kto tam raz zawita, marzy o powrocie.
Lot na Djerbę to tylko trzy godziny spędzone na wysokości 10.000 metrów. Zaraz po zameldowaniu w hotelu usłyszałam przepiękną muzykę, nogi same niemal tańczyły po podłodze. Pokoje skromne ale czyste, teren hotelu również. A gdzie nie spojrzeć piękne palmy daktylowe. Oczarowana widokiem rozglądałam się ciekawie. Grupa animatorów od rana do wieczora umilała nam czas, organizując chyba wszystkie możliwe sporty. Wieczorne show – rewelacja. Według opinii turystów grupa animatorów była jedną z najlepszych na wyspie.
Plaże szerokie i czyste zapraszają do wypoczynku, organizowane są tam również loty spadochronem za motorówką. Uczucie niebiańskie – sama sprawdziłam.
Największe miasta wyspy to Midoun oraz stolica Houmt Souk, połączona z kontynentem groblą pamiętającą czasy Rzymian. Na ląd można także polecieć z lotniska Mellita. Uroku wyspie dodają kręte uliczki oraz białe domki rozsiane po obu stronach drogi. Baza hotelowa Djerby jest niezwykle bogata, więc każdy bez problemu znajdzie coś odpowiedniego dla siebie.
Djerba urzeka wielce ciekawą architekturą i starymi tradycjami. To kraj muzułmański, a więc w naturalny sposób jego tradycje i zwyczaje, różnią się od naszych, choć nie brak i podobieństw. Wyspa słynie z oryginalnej ceramiki wykonywanej w tradycyjny sposób, dlatego też celem wielu wycieczek jest wioska Guellala – stolica garncarstwa. Jest ono jedną z istotnych gałęzi przemysłu tunezyjskiego. Notabene, właśnie w Guellali widziałam pierwszy raz w życiu agawę. Niewątpliwie, podróże kształcą i wzbogacają wiedzę.
Na Djerbie znajduje się też ferma krokodyli. Można obserwować ich karmienie, które odbywa się w określone dni tygodnia. Miałam to szczęście, że trzymałam na rekach – pod okiem opiekuna – trzymiesięcznego krokodylka. Ciało aksamitne, cudne w dotyku, za to pyszczek – lepiej się nie narażać. Okazję obejrzenia tego zwierzęcia wykorzystali panowie, w towarzystwie których byłam. Ośmioosobowa grupa zebrana z forum turystycznego. Byłam najstarsza w „zespole”, resztę stanowiła młodzież i chyba tylko z grzeczności opiekun krokodyli uznał nas za… studentów.
Z malowniczej wyspy można także udać się na wycieczkę na Saharę – największą pustynię świata, po drodze oglądając oazy górskie Chebika i Tamerza oraz Matmatę, którą zamieszkują Berberowie. Jest to o tyle ciekawe, że domy ich wykute są w skale. W czasie wyprawy na Saharę, zazwyczaj istnieje możliwość ujrzenia słynnego meczetu Kairouan oraz trzecich co do wielkości ruin Coloseum w El Jem, które były miejscem walk gladiatorów. Jeśli dopisze szczęście, możliwy będzie także udział w spektaklu „światło i dźwięk”, opowiadający historię Tunezji i trzech wojen punickich. Przyznać trzeba, że spektakl ten przygotowany jest absolutnie rewelacyjnie.
Wieczory spędza się wśród szumiących palm, zajadając daktyle, a dodatkową atrakcję może stanowić jazda na dromaderze. Na Djerbie i w samej Tunezji, turyści nie znający języka francuskiego (obowiązują dwa języki francuski i arabski), dzięki życzliwości oraz otwartości tubylców, nie mają problemów z porozumiewaniem się. W hotelach grupa animatorów i obsługa, jest niezwykle wprost życzliwa, szczerze uśmiechnięta i gotowa do pomocy w każdej sytuacji. Szukając pamiątek na suku dla wnuka, zostałam dokładnie przepytana o wiek i płeć dziecka, dzięki czemu pamiątki dobrano mi wprost idealnie.
Osobiście, zawsze przygotowuję się do wyjazdu, wypowiadając po arabsku słowa powitania „aslema”, co natychmiast wywołuje uśmiech na twarzy osób, do których zdanie to kieruję. Cieszy ich, że cudzoziemcy starają się znaleźć z nimi porozumienie. Djerba urzeka wszystkich – kto raz pojedzie, wraca. Ja byłam dwa razy, jednak urzeczona wyspą oraz tamtejszą muzyką, którą do dziś uwielbiam, nie wykluczam, że zawitam na Djerbę ponownie.










Szkoda, że do załączonej galerii autorka nie wybrała ciekawszych zdjęć (a chyba przywiozła ich sporo, jak to zwykle przywozi się z każdej podróży). Te nie oddają ani klimatu ani charakteru wyspy i w ogóle Tunezji. Osobiście akceptuję tylko fragment targowiska oraz ‘krokodylka’ jako ciekawostki. Brak mi rozległych plaż, gajów daktylowych, wielbłąda, kwitnącej agawy, a nade wszystko tubylców. Brak mi również relacji z tego, co zadziwiło, co sprowokowało, co było osobistym przeżyciem.
Może następnym razem…?…
Ostatnio żona kumpla opowiadała, jak tunezyjski prezydent rozprawił się z terrorystami. Niezły total…
Na Djerbę nie jeździ się po politykę, hehehe.
Choć? Wieczorami, przy nargili (fajka wodna) nieźle się „politykuje”.
Ale w pewnym sensie jeździ się tak beztrosko dzięki polityce. Gdyby nie, hmm, niekonwencjonalne metody walki z fundamentalistami, turysta prędzej mógłby się spodziewać wrócić specjalnym transportem i bez głowy, niż opalony i zadowolony…
Hmmm…też racja. Turysta spoza Afryki w ogóle nie zdaje sobie sprawy z prawdziwej rzeczywistości tamtego świata. Wiem coś o tym, gdyż zapuściłam się nieomal samotrzeć na Saharę.
Dzisiaj widzę wszystkie opcje „przygód”, które mogły mnie tam spotkać. Miałam szczęście.
[Głupi zawsze ma szczęście, heh.]
Rzeczywiście zdjęć przywiozłam sporo. Zamiast tekstu musiałabym wstawić tylko zdjęcia.
gragaK, zaciekawiło mnie Twoje „samotrzeć” – http://www.polszczyzna.fora.pl/staropolszczyzna,13/co-to-znaczy-samotrzec,30.html
Jolu, jakoś tak skorzystałam z Sienkiewiczowskiego języka, ale masz rację, bo w samowtór (choć trzeci miał nas na oku, czyli w zasięgu oczu, przed oczami).
Djerba jest tak ciekaw że mógłbym już teraz się spakować i lecieć.
W Tunezji polityka odgrywa bardzo ważną rolę. Tunezyjski prezydent jest kryptodyktatorem, ktory dal obywatelom swobodę życia i za to go uwielbiają (jego poprzednik jest tam niemal bogiem!). Nie ma tam fundamentalistów, bo… marny ich koniec. Ale kilka lat temu właśnie na Dżerbie Al-kaida przeprowadzila zamach w synagodze. Zginęło wielu ludzi – turystów też. O tym przewodnicy milczą, bo boją się służby specjalnej prezydenta. naprawdę, tam lepiej nie politykować…
Dżerba jest OK, bardzo klimatyczna, piękne białe domki z niebieskimi bramami. Ale to jest jedna z wielu twarzy Tunezji – ta bardziej przyswajalna dla nas.
Osobiście wolę Dżerbę od reszty kraju, choć cały jest ciekawy.