koyaanisqatsi

O co chodzi z tym penisem?

Jak każda rasowa baba, mam naturę nieco czepliwą. Skłonna jestem uczepić się wszystkiego, na co inni nie tracą czasu. W tej babskiej dociekliwości padło na przekleństwa. Na marginalny język, którego używamy nagminnie lub rzadko. Z lekkością lub ciężko, jako wykrzykniki, przerywniki, „podkreślacze”, dopełniacze, a co gorsze wypełniacze naszych językowych luk. Są ludzie, którym taki język o dziwo pasuje, a używany przez innych razi nie mniej, niż paznokieć przesuwany powoli po tablicy.

Przeciętny Polak używa jednej czwartej zasobu słów języka polskiego. Przebywając w znanym sobie kręgu ludzi, stosuje kilka podstawowych przekleństw. W zależności od wykształcenia, wykonywanego zawodu, pozycji społecznej, kontaktów, ogłady, wychowania, stopnia ukulturalnienia i uduchowienia, liczba używanych epitetów waha się. Nie zdawałam sobie jednak sprawy z rangi tych przekleństw, dopóki nie odkryłam pewnej zależności. Gdyby stworzyć słownik epitetów, zauważylibyśmy, że znaczny ich odsetek, wywodzi się od nazw części ludzkiego ciała. Szczególną uwagę poświęcono w tej materii jednemu organowi. Powstał epitet, w moim mniemaniu mocno wulgarny, zwykle oburzający, czasem jednak śmieszny.

I love my penisBo właściwie, o co chodzi z tym penisem? To przecież Bogu ducha winna część męskiej anatomii. Zauważyć trzeba, że zdrowy rozsądny mężczyzna, prędzej pozwoli sobie odciąć wszystkie kończyny, aby oszczędzić tego jednego kluczowego dowodu jego męskości. Skoro penis jest źródłem rozkoszy, szczęścia, dumy, poczucia wyższości i męskiej wartości, to dlaczego u licha mężczyzna sam spłyca nadawaną mu z takim zapałem wartość, używając go jako obraźliwego przekleństwa! I dlaczego kobieta, która musi przyznać, że penis ma przyjemne zastosowania, z taką lekkością potrafi wyzwać byle kierowcę zajeżdżającego jej drogę od bezmyślnych ch…..

Z literatury fachowej dowiadujemy się że chuj, w latach nam odległych był częścią garderoby, w której magazynowano drobne monety. Chuj jest także metodą komunikacji werbalnej Indian z Meksyku i Gwatemali. Jednakże przez lata ewoluowania w polskim języku zaistniał jako słowo nie do końca eleganckie. Dla zachowania jako takiej formy językowej,  słowo, na potrzeby tego felietonu, zamienimy na termin dość popularny w ogólnym użyciu (zwłaszcza w środowisku przedszkolnym), a mianowicie „ptaszek”.

Ludzka wyobraźnia i potrzeba wyrażenia, gdy nie do końca wie się jak zobrazować swoje położenie, doprowadziła do takiego rozwinięcia wulgaryzmów, że nie sposób pozostawić ten fakt bez czepliwości.  Spotkałam się z takim stwierdzeniem: „Ptaszek mnie boli, bo Kowalski jeździ mercedesem A klasą, tymczasem ja gniję w pekaesie” – obrazuje ono naszą narodową cechę, a mianowicie zazdrość. Polemizując czy ptaszek „strzelony” jest gorszy od „bolącego”, słyszymy: „Mnie i Kowalskiego do wodociągów przyjęli w tym samym roku i ptaszek mnie strzela, bo Kowalski teraz dostał awans, a mnie wezwali żeby mi powiedzieć, że urlopu w tym roku nie dostanę w lipcu, bo dostał go Nowak”. Albo taki niewinny „smutek ptaszka” – określenie na sytuację paraliżującą, albo na nudne popołudnie. Kolejny kolokwializm „ptaszek w cztery litery” nie wiem czy wymaga klarowniejszego tłumaczenia. „Jasny ptaszek”, lub „ptaszku najjaśniejszy” znaczący tyle co „o jej szklanka mi się stłukła” lub „złamałam żelowego tipsa z kamyczkowym zdobieniem”. Nie wiem czy gdyby ptaszek był ciemny, różowy pomarańczowy lub w kolorze indygo, ktokolwiek zrozumiałby nasz żal po złamanym tipsie. „Ciemny jak ptaszek” to stwierdzenie często określające naszego przełożonego. Powiedziane w obecności rzeczonego przełożonego może spowodować, że „ptaszka dostaniesz” a nie podwyżkę, a powiedziane na stronie, powoduje, że szef może Ci „naskoczyć na kant ptaszka”.

„Ptaszek staje” z zachwytu rzecz jasna, natomiast opada tudzież mięknie,  podczas głębokiego zawodu. Czasem może się nam coś w „ptaszku nie mieścić”, co jest dość logiczne dla średnio inteligentnego człowieka, a jeśli jednak nie jest, to zawsze możemy poprosić grzecznie, aby ktoś nas w „ptaszka pocałował” co w tych słowach wcale nie oznacza czynności przyjemnej.

Można się również z „ptaszkiem zamienić na głowy”, co często nosi znamiona błędu w działaniach, tudzież szaleństwo. W przypadku szaleństwa można udać się do specjalisty, jednakże leczenie może kosztować „w ptaszka” i być „ ptaszka warte”, a sama gadanina biednego lekarza, może powodować konsternację leczonego, zakończoną pytaniem „ o co Ci do ptaszka chodzi?”cactus

„Ptaszkowe jak barszcz” to dopiero przykład epitetu niewytłumaczalnego! Co ma barszcz z ptaszkiem wspólnego? A tyle, że w połączeniu daje obraz absurdu. Felieton z idiotycznym tematem, przesolone pulpety, sukienkę w niemodnym kolorze czy też niedogodną aurę.

Nie do końca pewna jestem, czy nadużywanie tego typu terminologii, powodować może skutki prawne w postaci aresztu. Jeśli tak, to delikwent „nadużywający” przez określony w wyroku czas, „ptaszka zobaczy” „ptaszka zrobi” i ogólnie ma dość mocno „przeptaszone”

„Ptaszkowo” może się przedstawiać na przykład czyjaś  sytuacja finansowa, zawodowa, osobista. W ten sam sposób może się prezentować szanowany dziennikarz w sweterku w romby. W jednym i w drugim przypadku „ptaszka nas to powinno obchodzić”. A takie ciekawe stwierdzenie „koło ptaszka mi to lata” oznacza uczucia zgoła przeciwne do altruizmu i empatii. Strajkującemu lekarzowi koło ptaszka lata, że pacjenta „boli jak ptaszek” zoperowane nieudolnie biodro. Podczas egzekwowania strajkiem wcześniejszych emerytur, wyższych pensji i krótszego czasu pracy i tak „ptaszka zrobi”, a pacjent może wołać w agonii za nim „ ptaszek Ci na imię”.

Poziom językowy Polaków jest katastrofalny. A wszystko to z powodu marginalizacji społecznej. Oznaką męstwa i siły dla przeciętnego Polaka, jest przekląć sobie do wódeczki. Oznaką siły przebicia i walki o emancypację, jest rzucić w towarzystwie epitetem przez niebrzydką młoda damę. Oznaką kataklizmu kulturowo językowego, jest niemożność wyrażenia swoich emocji za pomocą słów, których jest taka masa i różnorodność. Świadectwem nie tyle zepsucia, co braku poczucia estetyki, jest właśnie użycie penisa na wszelkie sposoby, jakie umysł może ogarnąć i wysłowić.

Media często dostosowując się do poziomu odbiorców, jeszcze bardziej obniżają poprzeczkę, przesycając zdania makaronizmami i coraz częściej przekleństwami. Nikogo nie razi i nie dziwi „zajebisty” głos uczestnika IDOLA.  Nikt nie potrafi i nie chce poszukać ojczystego odpowiednika dla „show”, szkoda czasu na potwierdzenie czegoś słowem „dobrze”, przecież krócej i bardziej „trendy” brzmi „ok”. To takie „glamour”. Uproszczenia językowe to i tak pół biedy przy wulgaryzmach. Coraz częściej spotykamy się z sytuacjami, w których epitetem załatwiamy problem. Zamiast zbić przeciwnika z tropu inteligencją, wyłuszczaniem jego wad piękną poprawną polszczyzną, sprawę wolimy załatwić krótkim robiącym w naszym mniemaniu większe wrażenie „Ty Ptaszku”. Nic bardziej mylnego. Wyrażanie żalu, zachwytu, rozgoryczenia, złości, podziwu przekleństwem, degraduje nas społecznie, ośmiesza, powoduje, że w oczach innych stajemy się śmieszni i prości. Słowa mają dużą moc, nie raz zostało to udowodnione. Mama zawsze powtarzała mi „Dziecko z wielką pupa wszędzie się wepchasz, z wielką buzią nie zawsze”, no cóż, przypuszczam, że i tak „Ptaszek z tego zostanie zrozumiany”.

Fotografia: I heart My Penis, autor: Miika Niemela (licencja CC-BY-SA), źródło: flickr.com
Fotografia: cacktus, autor: Jolene00, źródło: stock.xchng


Podziel się na:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • Google Buzz
  • MySpace
  • Twitter
  • Wykop
  • Śledzik

Skomentowano 21 razy

  1. efowski efowski pisze:

    A ja swojego czasu słyszałem pewne świetnie stwierdzenie, cytuję „Chu… wielki bąbelki, powiedziała Kryśka do Helki”. Oznaczać ma to ni mniej ni więcej, tylko że ktoś gada głupoty ;]

  2. Marek Bonarski pisze:

    Dość zabawnie napisane. Czy będzie seria? Na przykład o innym przekleństwie startującym w szranki w konkurencji najpopularniejszych przekleństw, a mianowicie „k…wa” :P

    A może krótka rozprawka w temacie „Czy Maria Magdalena była jawnogrzesznicą, czy zwykłą dz…ą” :)

    Tak mnie nastroiło skoro już jesteśmy przy lekko frywolnych tematach :D

  3. Marika Marika pisze:

    Tekst oryginalny i zupełnie niezły. W niektórych momentach naprawdę się ubawiłam. Miło w zalewie (pożal się Boże) politycznych newsów i sporów, poczytać co nieco o naszym ojczystym języku ;-)
    Bonar, poszedłeś szeroko, ale faktycznie Twoje pytania nie są pozbawione sensu :D

  4. Ewa Krzysiak Ewa Krzysiak pisze:

    Tak..pomysł Bonara niezły..to byłby jakiś logiczny ciąg art o słowach uznawanych potocznie za obraźliwe.
    „Niewolnica Isaura” się zapowiada :)

  5. Klara Maj klara maj pisze:

    no nie wiem, dla mnie to jest tekst pod tak zwaną tezę;] czyli tenedencyjny;] ja np klnę często i wcale nie pod wódeczkę, bo w okolicznościach rozmaitych. cham i prostak ze mnie oraz drech;]
    Warto też zauważyć, że wulgaryzmy na salony przyniosło pisarstwo Masłowskiej, dziś mówić masłem jest kul, tyle, że wielu się stara, niewielu potrafi. tego typu język wszedł do zacnych teatrów, czyli na salony jak wspomniałąm. Tyle, że trzeba odróżnić zwykłe przeklinanie od uzywania wulgaryzmów wplecionych w kontekst tak, że coś tam z tego wynika, a czasem wynika sporo. No ale autorka spłaszczyłą zjawisko do uciemiężenia penisa/pfff/ oraz do picia wódeczki. no można i tak, tylko po co.

  6. Ewa Krzysiak Ewa Krzysiak pisze:

    Po co..po co… A kto to wie? :)

  7. gragaK gragaK pisze:

    Skorzystam z pierwszego wyznania autorki, a mianowicie, (cytuję): „jak każda rasowa baba mam naturę czepliwą i skłonna jestem uczepić się wszystkiego, na co inni nie tracą czasu.” A zatem czepiam się.

    Czy paznokieć przesuwany POWOLI po tablicy razi bardziej W uszy, aniżeli przesuwany szybko lub przesuwany w ogóle, tzn. wolniej, szybciej, mimochodem, niechcący, naumyślnie? A czy ten odgłos może razić jeszcze coś innego? O, przepraszam, W coś innego?

    Po raz pierwszy dowiaduję się, że penis jest kończyną, cytuję:”… zdrowy rozsądny mężczyzna, prędzej pozwoli sobie odciąć wszystkie INNE kończyny, aby oszczędzić tego jednego kluczowego dowodu jego męskości.” Kończyna…ciekawostka…no naprawdę. Muszę zapytać moich Milaczków, czy oni z tej kończyny korzystają, w jaki sposób i kiedy? Bo taka stara baba ze mnie, a tego nie wiem…

    Mam malutkie pytanko: dlaczego kobieta MUSI przyznać, że „penis ma przyjemne zastosowania”? A może istnieją takie, które nie tylko nie muszą, ale wręcz nie chcą, gdyż doznały czegoś przeciwnego? Lub takie, które nie mogą, bo jeszcze nie doświadczyły i może już nigdy nie doświadczą przyjemnYCH zastosowań penisa? A w ogóle, jako kobieta, chętnie poznałabym kilka takich zastosowań ;) , no, powiedzmy – dwa, trzy, cztery… Im więcej, tym lepiej.

    Chuj (patrz Wikisłownik) -wymowa: „czuch”, inne możliwe spolszczenie czuh, inne formy zapisu: chuh, chuje, chuhe – to polisyntetyczny język z rodziny języków majańskich.
    Skoro to język, to znaczy, że służy do porozumiewania się słownego. W takim razie jak może być „metodą komunikacji NIEWERBALNEJ?

    Uf, alem się „naczepiła”, hehehe.
    Jak to rasowa baba, hehehe.

  8. Marek Bonarski Marek Bonarski pisze:

    Jak to wyliczyli (niewątpliwie amerykańscy) uczeni za kilka milionów lat wyginą mężczyźni i wspomniany problem zostanie zakończony zwycięstwem przekleństwa „ty c…o” :P

  9. Marika Marika pisze:

    A mi się wydaje, że właśnie tym bardziej popularna będzie forma „ty ch…u”, jako wyraz tęsknoty za tym co było i nie wróci już… :P
    Marku, co się stało z Twoim awatarem? :-(

  10. koyaanisqatsi koyaanisqatsi pisze:

    Jakoś Graga podczas wspólnej pracy nad redagowaniem mojego tekstu była z niego bardziej zadowolona w wymianie opinii mailami, niż jest już po jego publikacji. Penis kończyną nie jest, (jest częścią anatomii co można przeczytać w trzecim akapicie, a zdanie z kończyną i jej obcinaniem zasugerowane było w Gragowych poprawkach) każda zadowolona kobieta musi przyznać że ma przyjemne zastosowanie (patrzę z perspektywy zdrowych zadowolonych kobiet bez kompleksów oporów i niefajnych partnerów, a nie zgwałconych kobiet jak sugeruje Graga. Jakoś mi do frywolnego tekstu nie pasowało wtrącanie banałów o tym że nie każda, bo są takie które nie są, bo naruszono ich wszelkie prawa i upokorzono. Temat może dla mnie za trudny, a może nie poruszany w tekście o penisach z szacunku), Definicji szukałam w innych niż wikipedia źródłach, nie podano wymowy dla nazwy języka, niemniej rzeczywiście zauważyłam teraz błąd, chodzi o komunikację werbalną. Serdecznie dziękuję za wszelkie dobre mądre rady dane mi podczas długiej pracy nad tym niemądrym tekstem:))

  11. Małgorzata Michnowicz Małgorzata Michnowicz pisze:

    Poprawione :)

  12. Marek Bonarski Marek Bonarski pisze:

    Marika, zniknął w ramach rewolucji kontowej której musiałem dokonać aby móc logować się normalnie na forum. Jak znajdę to zdjęcie to wrzucę ;)

  13. Frustratorium Frustratorium pisze:

    Dobry tekst, zamiana mocnego słowa na łagodniejsze wywołała u mnie wrażenie zabawy absurdem, trochę pratchettowskiej, ale tym lepiej. Ciekawy temat, porządne rozwinięcie. Szkoda tylko, że język naprawdę Polakom chamieje, a słownictwo ubożeje.

  14. gragaK gragaK pisze:

    „zdanie z kończyną i jej obcinaniem zasugerowane było w Gragowych poprawkach!” (sic!)
    Oj, koya, chyba masz problemy z czytaniem ze zrozumieniem, gdyż takiej kosmicznej bzdury nikt nie mógł Ci sugerować. Nie zrzucaj winy na moderatora. Bardzo proszę.
    A na dalszą dyskusję nie na temat artykułu zapraszam na forum.

  15. efowski efowski pisze:

    Cisza mnie tu.
    „Warto też zauważyć, że wulgaryzmy na salony przyniosło pisarstwo Masłowskiej,” oj kłamstwo, na salonach przekleństwa istniały dużo wcześniej.A jakże pięknie klęli nasi przodkowie, arystkokraci

  16. Marika Marika pisze:

    Owszem, przekleństwa istniały „na salonach” już dawno, jednak w ostatnim czasie nieco przycichły. Niestety, pożal się Boże laureatka Nike sprzed trzech lat, ponownie wskrzesiła demona „zacnego” słownictwa.

  17. Tekst dobrze się zapowiadał, ale wypadł – moim zdaniem -słabo. Liczyłem na jakieś zagłębienie się w historię podwórkowego słownictwa, prześledzenie procesu ewolucji wulgaryzmów, określenie czemu zaczęły one być postrzegane jako słowa wulgarne… A otrzymałem tylko listę przekleństw „ptaszkowych”. Słabo. Tematyka daje większe pole do popisu.

  18. annamotreanu annamotreanu pisze:

    Na plus zdecydowanie zaliczę „ptaszkowe gierki słowne”, które wypadły zabawnie. I wydaje mi się, że artykuł wypadłby o wiele lepiej, gdyby poprzestał tylko na tym… co do reszty, to mam trochę zastrzeżeń. Przede wszytskim nie przypadł mi do gustu ton moralizatorski i dobieranie argumentów pod pewną tezę (o czym wspomniała juz Klara). Poza tym fragment:
    „Poziom językowy Polaków jest katastrofalny. A wszystko to z powodu marginalizacji społecznej. Oznaką męstwa i siły dla przeciętnego Polaka, jest przekląć sobie do wódeczki. Oznaką siły przebicia i walki o emancypację, jest rzucić w towarzystwie epitetem przez niebrzydką młoda damę. Oznaką kataklizmu kulturowo językowego, jest niemożność wyrażenia swoich emocji za pomocą słów, których jest taka masa i różnorodność.”
    To jest jakieś bardzo niejasne, dziwne wręcz naiwne uproszczenie. Czy Autorka zdaje sobie sprawe z tego że przeklina cały świat? Dodam więcej, ludzie nie przeklinają globalnie ale także prawdopodobnie od zarania dziejów. Jeśli to jest kataklizm kulturowy ,to najwidoczniej permanentny i niemożliwy do zatrzymania. Nie rozumiem też co ma tutaj do rzeczy marginalizacja społeczna. Przeklinanie może imponować w wieku nastoletnim, ale naprawde, bardzo wątpię, by mężczyźni i kobiety przeklinali po to by okazać swoje męstwo i siłe, tudzież siłę przebicia czy wyzwolenie. Dla wielu ludzi jest to zwyczajny refleks, w mojej skromnej opienii dosyć interesujący, o ciekawym podłożu antropologicznym.

    A co do tytułowego „ptaszka”, to jest to typowe przekleństwo w wielu o ile nie we wszytskich językach. Zresztą, lwia część wulgaryzmów we wszystkich krajach wywodzi się z tej samej grupy słów – rozrodcze części ciała, matka, oraz czynności seksualne i fizjologiczne. Z wielką chęcią, podobnie jak osoba komentująca przede mną, poczytałabym o historii wulgaryzmów (co oczywiście nie powinno Autorki do niczego obligować, gdyz pisze na taki temat na jaki chce).

    Reasumując, średnio to według mnie wyszło. Styl pisania poprawny i zabawna część w środku tekstu, ale reszta troche irytująca swoją tendencyjnością i spłyceniem tematu.
    P.S: Nie przypadł mi też do gustu opis penisa w trzecim akapicie. Trochę taki „trendy” ;-) Penis jest także źródłem wielu męskich frustracji i nie mam tu tylko na myśli rozmiaru, ale także presji seksualnej, której można się doszukiwać u jego źródła. To samo w sobie może być pewnym wyjaśnieniem, dlaczego mężczyźni używają tego słowa w funkcji przekleństwa. A co do komentarza Autorki „każda zadowolona kobieta musi przyznać że ma przyjemne zastosowanie (patrzę z perspektywy zdrowych zadowolonych kobiet bez kompleksów oporów i niefajnych partnerów” – nie nie musi, i nie przyzna. Bardzo często penis kobiecie zuepłnie nieprzydatny, większy sukcses zdecydowanie odnoszą inne części ciała mężczyzn.Uff… ale sie rozpisała :) Pozdrawiam Autorkę i czekam na nowe teksty.

  19. Jack Vineyard Jack Vineyard pisze:

    Podmiana słów wywołała u mnie uśmiech na twarzy, wpływa na wyobraźnię.
    Nie zgodzę się, że przekleństwa są oznaką prostactwa, bo z przeklinaniem tak to już jest, że wszystko zależy od kontekstu.

    Po drugie, język Polski jest bogaty nawet w przekleństwach i ma to swój urok. Teraz co niektórzy się oburzają (po co, nie lepiej się z tego śmiać?) na przekleństwa, natomiast w przyszłości nie będą one nic oznaczały – przekleństwa mają tylko umowne znaczenie. Ty wymawiasz nazwę części ciała, a ja w zależności od kontekstu interpretuję to jako nazwę lub obelgę.

    Po trzecie anglojęzyczni ludzie używają na okrągło tylko jednego przekleństwa w tej samej formie, w każdym kontekście – to jest dopiero nudne! A mogliby używać barwniejszych przekleństw, bo angielski to język bardzo opisowy.

    Ważne jest także zrozumienie, jak działa mózg. Przekleństwa powstają nie w ośrodku mowy, ale w pierwotnym, najstarszym i najgłębiej zakopanym rdzeniu. Są one niczym innym, jak pierwszymi sygnałami ostrzegawczymi, służącymi do wyrażania silnych emocji. Kiedyś mogły to być okrzyki alarmujące resztę grupy, dziś potrafimy zamienić je na słowa. Jednak nie zgodzę się, że wszyscy przeklinający jak szewc – to prostacy. To ludzie o wybitnej potrzebie wyrzucenia swoich emocji – stąd ludzie z problemami przeklinają więcej. Kiedyś jednemu pacjentowi operacyjnie wycięto większość mózgu, a ku zdumieniu lekarzy, pierwsze słowa wypowiedziane po przebudzeniu to były obelgi w stronę personelu. W ten sposób odkryto, który ośrodek steruje przekleństwami.

    Jest to też sprawa językowa. Mój ojciec klął jak szewc, ja pamiętam jak zacząłem w podstawówce i starałem się opanować swój język wśród kolegów – nie udało mi się po dziś dzień.

  20. Pafnucy pisze:

    Aj – moje Panie niedługo to któraś z pań jeszcze doda uzupełnienie, że to PTASZEK ŚPIEWAJĄCY, bo jak w pewnym momencie wsłuchacie się będąc pochyloną to jest też i muzyka. Hihihi!
    Więc Szanowna! Grago ponieważ jesteś RASOWĄ BABĄ – to nie ja tak napisałem – to plagiat, to to ja ten narząd skowronkowy (bo się wznosi i opada) nazwę FIGIEL, figielek, bo figlarny, psotnik itd (psoci, figluje, i taka inna Jego praca – z dużej litery, bo z szacunkiem trzeba o Nim), bo tak również tą część kiedyś subtelnie określano Szanowna KOYA.
    Pamiętam dyskusję z młodości jak się pisze, przez h czy ch. No i znalazł się Salomon, który stwierdził przez H – to Figielek, a ch to Figiel.
    A swoją drogą sympatyczny tekst. Gratuluję z poprawką na Figiel, no niech będzie figiel,figielek.

  21. mr kkkk. pisze:

    O mój Boże… najgorzej jak ktoś próbuje pisać takie bzdurne rozważania nie siedząc kompletnie w temacie. Kiedyś mówiło się (i nadal mówi) ‘myslal kogut o niedzieli a w sobote leb mu scieli’. Proponuje napisać o tym artykuł, bo kogut nie zna dni tygodnia, więc jak może myśleć o niedzieli?! To tak parafrazując pewien fragment tego tekstu. Dziś mówi się „ch….e jak barszcz” i tyle. A te wciskanie „ptaszkowe” brzmi naprawdę dość płytko i tandetnie. Oczywiście nie mówię, że to szczyty inteligencji, ale to tak w kwestii wytłumaczenia. Proponuję pisać o czymś o czym ma się pojęcie zamiast tworzyć takie bzdury.

Skomentuj