Jordan Cibura

Kaganiec na polityków

Photo courtesy Photos8.comJest w Polsce taki przepis zobowiązujący właścicieli piesków do trzymania swoich ulubieńców na smyczy, a od pewnej ustawowej wielkości do zakładania im kagańca. Przepis całkiem mądry, ponieważ wolno puszczony nasz czworonożny stróż może kogoś pogryźć. Taka sytuacja jest bardzo nieprzyjemna dla obu stron. Mam tu na myśli pogryzionego nieszczęśnika, jak również niefortunnego właściciela. Pogryziony cierpi, a właściciel zwierza zostaje pociągnięty do odpowiedzialności prawnej. Przepis ten niejako chroni obie strony przed nieprzyjemnymi konsekwencjami krnąbrności naszego „pupilka”.

Z politykami jest podobnie. Swoimi głupimi pomysłami mogą narobić wiele szkody. Zupełnie jak nasz agresywny czworonóg. Różnica polega na tym, że nie mamy odpowiedniego przepisu chroniącego „właściciela” i „poszkodowanego”. Tak się składa, że społeczeństwo często jest jednym i drugim. Psiaki biegają na długiej czteroletniej smyczy-kadencji zupełnie bez kagańca i regularnie podbierają cudze kości i zakopują we własnym ogródku gryząc przy okazji wszystkich wokół. Problem w tym, że społeczeństwo będąc „właścicielem” „pieska” odczuwa zgubne skutki politycznych decyzji niestety na własnej skórze. Jest jednocześnie poszkodowanym i właścicielem płacącym za te szkody. Poza kilkoma wyjątkami, psinka zazwyczaj nie ponosi żadnej odpowiedzialności za swój czyn.

Fot. Aksel07 (wikimedia commons)Istnieje jednak kaganiec na polityków. Są nim narzędzia demokracji bezpośredniej takie jak referendum obowiązkowe, fakultatywne oraz inicjatywa społeczna. To pierwsze, to powszechny obowiązek pytania się o pozwolenie „właścicieli”, czyli społeczeństwa. Dzięki niemu unika się sytuacji, aby pupil terroryzował swojego pana. Pan dzięki inicjatywie społecznej może również rozkazać psinie chodzić grzecznie przy nodze, siadać czy dawać głos na komendę. Referendum fakultatywne, zwołane na wniosek odpowiedniej liczby obywateli jest niczym ostre „fuj! nie wolno!”, gdy nasz pupilek zbytnio się rozbryka i zaczyna działać na szkodę swojego pana.

Ktoś mógłby zapytać, dlaczego tych mechanizmów (stosowanych de facto od wieków w Szwajcarii) nie wprowadzono w innych krajach? Przecież, jeśli ten kaganiec jest taki skuteczny, to już dawno by go wprowadzono w życie? Odpowiedź jest prosta, właśnie dlatego, że jest skuteczny. Żaden polityk nie będzie przecież domagał się kagańca dla siebie. Czy ktoś z nas widział pieska lubiącego chodzić w kagańcu?

Artykuł pierwotnie opublikowany:  Wiadomości24.pl

Fotografie, według kolejności:
1. The New Toy, autorstwa photos8.com, licencja CC-BY,  źródło: Flickr.com
2. Kaganiec, należy do domeny publicznej, źródło: Wikimedia Commons
Podziel się na:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • Google Buzz
  • MySpace
  • Twitter
  • Wykop
  • Śledzik

Skomentowano 10 razy

  1. Barbara Romer Kukulska Barbara Romer Kukulska pisze:

    Bardzo słuszne porównanie. Polityk, jak pies, albo niczym pies swemu panu, powinien służyć spłeczeństwu.
    O czym zapominają niektórzy „pseudo-politycy” mniemający się za polityków..
    czym dają dowód , że jest odwrotnie. A to jest tragiczne!

  2. Sławek pisze:

    jest w tym sporo racji, ale mi od razu nasuwają się na myśl dwa pytania: 1) Na ile wyborcy będą chcieli się zaangażować w taką demokrację, w której stale trzeba podejmować decyzje o sprawach dalekich, niekoniecznie dotyczących kwestii obecnych tu i teraz oraz 2) Na ile wyborcy będą (nie)podatni na manipulacje w podejmowaniu decyzji?

  3. jordii pisze:

    1) Na ile wyborcy będą chcieli się zaangażować w taką demokrację, w której stale trzeba podejmować decyzje o sprawach dalekich, niekoniecznie dotyczących kwestii obecnych tu i teraz?

    Na tyle, na ile mają do stracenia nie oddając głosu. Frekwencja jest właściwie nie istotna, bo wypowiadają się Ci, których problem dotyczy. Wszystkie badania, z jakimi się do tej pory spotkałem, potwierdzają, że demokracja bezpośrednia skutecznie hamuje powszechne u nas zjawisko szastania pieniędzmi publicznymi na prawo i lewo. (np. Does Direct Democracy Reduce Public Debt Evidence from Swiss Municipalities http://www.springerlink.com/content/q706138614377m88/)

    Poza tym należy pamiętać, że większość spraw wymagających rozstrzygnięcia odbywać się będzie na szczeblu lokalnym, gdzie jeden polityk może szkodzić większości obywateli. (Dobry przykład – gliwickie tramwaje). Nie ma potrzeby podobnych kwestii rozstrzygać na arenie ogólnokrajowej.

    2) Na ile wyborcy będą (nie)podatni na manipulacje w podejmowaniu decyzji?
    - po pierwsze wyborcy są o wiele bardziej podatni na manipulację w obecnym systemie partyjnym,. Partie prezentują jakiś program (jego jakość i możliwość wprowadzenia go w życie jest co najmniej wątpliwa). Wyborca oddając głos musi akceptować wszystkie postulaty danej partii. Po oddaniu głosów i tak partie robią, co chcą łamiąc obietnice wyborcze. Poza tym nawet jeśli udało nam się odnaleźć jakiegoś rozsądnego polityka w danej partii, to i tak w większości głosowań musi się on podporządkować dyscyplinie partyjnej dyktowanej interesami interesikami partii.
    - obserwacje elektoratu szwajcarskiego i tego z niektórych stanów w USA stosujących regularne referenda dowodzą, iż system ten jest odporniejszy na manipulację

    - wprowadzając referenda obowiązkowe, oraz realną możliwość przeprowadzania referendów fakultatywnych jak również inicjatywy społecznej, dodajemy jedynie dodatkowy mechanizm kontrolny.

    Oczywiście ludność zawsze jest w jakimś stopniu podatna na manipulacje, ale:
    - na decyzję społeczeństwa o wiele trudniej wpłynąć, jeśli dotyczy to jednej konkretnej kwestii. Dlaczego? Ponieważ:
    * łatwiej wyrobić sobie zdanie, skonfrontować argumenty obu obozów „za” i „przeciw”
    * koszty takiej socjomanipulacji są o wiele wyższe, aniżeli manipulacja ograniczoną grupą polityków
    * jeżeli społeczeństwo odkryje, że zostało oszukane, to przy najbliższej okazji za pomocą inicjatywy społecznej rozwiąże problem

    Mam nadzieję, że udało mi się rozwiać wątpliwości.
    więcej info na: http://www.DemokracjaBezposrednia.org

  4. Sławek pisze:

    To co napisałeś, jest ogólnie słuszne, tylko wydaje mi się, że to wszystko jest możliwe już teraz, w obecnym systemie. Problem jest tylko taki, że ludzie nie korzystają ze swoich praw. W Polsce nie ma tradycji uczestnictwa w życiu politycznym, tak jak to jest np. w Stanach. Polityka jest zawsze brudna, zła i wstrętna, a „my” jesteśmy „ponad to”. Przez takie wielkopańskie zniesmaczenie sami rezygnujemy z własnych praw a politycy tylko to wykorzystują na zasadzie znanego przysłowia „okazja czyni złodzieja”. Politycy napychają sobie kieszenie, bo my im na to pozwalamy i wybaczamy raz za razem. Jeśli polityk jest zły, to nie trzeba przecież czekać do wyborów, można doprowadzić do jego usunięcia przed zakończeniem kadencji – jest na to wiele przykładów. Ale to wymaga działania, wyjścia z domu a to okazuje się być zbyt dużym wysiłkiem.

  5. jordii pisze:

    Jest wiele prawdy w tym, co napisałeś. Ludzie nie znają swoich praw i nie wierzą, że mogą coś zmienić.

    Z drugiej jednak strony przepisy są tak skonstruowane, aby było baaardzo trudno z tych praw skorzystać. Frekwencja na zawyżonym poziomie w 90% gwarantuje, że referendum organizowane przez zwykłych ludzi (czyli bez popracia dużej kasy i polityki) będzie nieważne. (Pomijam fakt, że referendum NIE MOŻE dotyczyć wielu kluczowych kwestii). Najlepiej zapytaj się Andrzeja Pieczyraka , który walczy w tej chwili o nasze gliwickie tramwaje.

  6. Barbara Romer Kukulska Barbara Romer Kukulska pisze:

    Polityk jest zły jak się wścieknie, ale jak wyborca jest wściekły , to odwołuje polityka.
    Prawdą jest, że w Pl jak juz ktoś sie „bawi” w politykę i politykiem jest , to już jest niczym „święta krowa i bóstwo” jakieś.. Tymczasem w CH osoby wywołane i wybane do polityki są stale pod obstrzałem wyborców. Mszą im służyć. spełniać oczekiwania. Działać , pracować i wykazywać rezlutaty. Inaczej ląduje na zielonej trawce. Gdy jest dobry, to nawet z emerytury go wygrzebią i do roboty zaprzęgną. Na taki układ trzeba czekać generację. Polska dopiero ma 20 lat . po wielu , wielu latach pustynnych.

  7. jordii pisze:

    no tak, ale kiedys trzeba zrobic ten pierwszy krok. trzeba zaczac.

  8. Marika Marika pisze:

    Świetny tekst. Głupio mi, że dostrzegłam go dopiero teraz ;-)

  9. Czejna pisze:

    Jordi, czytalem twoje przedstawienie DB na Prawdzie 2 i bardzo mi sie podoba ten sposob
    rzadzenia (sluzenia krajowi) krajem. To ma rece i nogi. Fakt, jest to Szawjcarska kopia,
    ale u nas moze wyewoluowac w cos jeszcze doskonalszego.
    Pozdrawiam serdecznie.

  10. jordii pisze:

    @Czejna: Dzięki. Cieszę się i mam nadzieję, że Twoje prorocze słowa się spełnią.

Skomentuj