Damar
Równi i równiejsi, czyli raj dla wybranych
Wielu Polaków pracujących na umowę zlecenie, jest dyskryminowanych i nierówno traktowanych przez państwo oraz pracodawców, ponieważ nie mają prawa do urlopu, płatnego zwolnienia lekarskiego, płatnych nadgodzin i zasiłku dla bezrobotnych, a także do ochrony prawnej ze strony Państwowej Inspekcji Pracy. Dokładnie tak, jak jest w przypadku osób zatrudnionych na umowę o pracę. Ten stan powinien być natychmiastowo zmieniony, ponieważ łamane są prawa obywateli do równego traktowania przez Państwo, zapisane w Polskiej Konstytucji.
Ta “chorobliwa” sytuacja w polskim prawodawstwie i państwie jest wciąż utrzymywana i traktowana jako coś zupełnie normalnego. Prawdopodobnie dzieje się tak, ponieważ pseudo-pracodawcy lobbują swoje pomysły w Sejmie i Senacie, myśląc w ten sposób tylko o własnych korzyściach finansowych oraz własnym wąsko pojętym interesie. Nie interesuje i
ch natomiast to, jak żyją osoby, które przez długi okres czasu pracują na umowę zlecenie i jak są traktowane przez pracodawców, którymi są. Wygodniej im jest płacić mniej, nie dawać urlopów, nie płacić za zwolnienia lekarskie, nadgodziny itp. Wykorzystywać pracownika maksymalnie przy minimalnej płacy i niemal zerowych korzyściach dla pracownika. Stąd już blisko do niewolnictwa.
Jednak zgodnie z Art. 32 Konstytucji RP
Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez
władze publiczne.
Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z
jakiejkolwiek przyczyny.
Czy zatem polskie prawo jest martwe, skoro pracodawcy nie przestrzegają go i zatrudniają prawników do tego, by je bezprawnie omijać i szukać “kruczków”, które pozwalają na jego łamanie?
Martwe prawo, ale prawo. Świadomie zmieniłem tę dawną rzymską zasadę, bo pracujących na umowę zlecenie nikt nie broni, ponieważ wyrzeka się ich Państwowa Inspekcja Pracy, według której „mogą oni pracować w taki sposób nawet przez całe życie, bo takie mamy prawo”. Zastanawiam się tylko, czy osoba z tejże państwowej instytucji, która wypowiedziała się w taki sposób, sama chciała by tak pracować? Pewnie nie, ale cóż obchodzi ją los obcego Kowalskiego.
Tymczasem zgodnie z Art. 10. 1 Ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy z dnia 13 kwietnia 2007 r Do zadań Państwowej Inspekcji Pracy należy:
1) nadzór i kontrola przestrzegania przepisów prawa pracy, w szczególności
przepisów i zasad bezpieczeństwa i higieny pracy, przepisów dotyczących
stosunku pracy, wynagrodzenia za pracę i innych świadczeń wynikających ze
stosunku pracy, czasu pracy, urlopów, uprawnień pracowników związanych z
rodzicielstwem, zatrudniania młodocianych i osób niepełnosprawnych
7) podejmowanie działań polegających na zapobieganiu i eliminowaniu zagrożeń w
środowisku pracy, a w szczególności:
7 e) udzielanie porad i informacji technicznych służących eliminowaniu zagrożeń
dla życia i zdrowia pracowników, a także porad i informacji w zakresie
przestrzegania prawa pracy;
11) prawo wnoszenia powództw, a za zgodą osoby zainteresowanej – uczestnictwo
w postępowaniu przed sądem pracy, w sprawach o ustalenie istnienia stosunku
pracy;
15) ściganie wykroczeń przeciwko prawom pracownika określonych w Kodeksie
pracy, wykroczeń, o których mowa w art. 119-123 ustawy z dnia 20 kwietnia
2004 r. o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy (Dz. U. Nr 99, poz.
1001, z późn. zm.4)), a także innych wykroczeń, gdy ustawy tak stanowią oraz
udział w postępowaniu w tych sprawach w charakterze oskarżyciela
publicznego;
Niestety osoby pracujące na umowę zlecenie, są tych praw celowo pozbawione i przez to ich prawa pracownicze są tak często bezkarnie łamane przez nieuczciwych pracodawców. Nikt nie staje w ich obronie. Niestety muszą się bronić sami na swój koszt przed sądem. Co więcej, nie stać ich na wytoczenie sprawy cywilnej przeciwko swojemu pracodawcy w sądzie. Dodatkowo zbyt długie trwanie sprawy oraz skomplikowane procedury, sprzyjają łamaniu ich praw.
Moim zdaniem, tak być zdecydowanie nie powinno – PIP ma służyć obronie wszystkich pracowników, a nie tylko tych wybranych. Tymczasem tak nie jest. Nagminnie dochodzi do łamania prawa. Natomiast przepisy prawa pracy jasno mówią, że jeśli praca wykonywana w ramach umowy zlecenia wykonywana jest pod kierownictwem zlecającego w miejscu i czasie przez niego wskazanym, to jest to umowa o pracę, a nie umowa zlecenie.
Zgodnie z Kodeksem Pracy Art. 22. § 1., przez nawiązanie stosunku pracy pracownik zobowiązuje się do wykonywania pracy określonego rodzaju na rzecz pracodawcy i pod jego kierownictwem oraz w miejscu i czasie wyznaczonym przez pracodawcę, a pracodawca – do zatrudniania pracownika za wynagrodzeniem.
§ 1(1). Zatrudnienie w warunkach określonych w § 1 jest zatrudnieniem na
podstawie stosunku pracy, bez względu na nazwę zawartej przez strony umowy.
§ 1(2). Nie jest dopuszczalne zastąpienie umowy o pracę umową cywilnoprawną przy
zachowaniu warunków wykonywania pracy, określonych w § 1.
O tym mówi także wyrok Sądu Najwyższego z 11 września 1997 r i 7 kwietnia 1999 roku, który także stwierdza, że
O zatrudnieniu w oparciu o stosunek pracy przesądza wykonywanie pracy zmianowej, dyspozycyjność i podporządkowanie pracodawcy (por. wyrok SN z 11 września 1997 r., II UKN 232/97, OSNAPiUS 1998, Nr 13, poz. 407).
Nazwa umowy pozostaje bez znaczenia, jeśli nawiązany stosunek prawny posiadał cechy wymienione w art. 22 § 1 K.p. (por. wyrok SN z 7 kwietnia 1999 r., I PKN 642/98, OSNAPiUS 2000, Nr 11, poz. 417).
Stąd też moje pytanie, czy instytucje odpowiedzialne za ochronę praw pracowniczych rzeczywiście się tym zajmują? Czy rzetelnie wypełniają powierzone im obowiązki, skoro dochodzi do naruszeń prawa pracy w Polsce i skoro także one mają w tym duży udział?
Warto także dodać, że najczęściej łamie się prawa pracy ludzi wykonujących pracę fizyczne, pracujących w ochronie, supermarketach, ekipach sprzątających, ponieważ nie znają one prawa, często także nie walczą o to, co im się słusznie należy w sądach, bo boją się o pracę i swoje rodziny. Jednak nie zmienia to faktu, że ktoś te osoby musi reprezentować, by bronić ich przed pseudo-pracodawcami. Kto będzie to robić, jeśli nie państwo i instytucje do tego powołane?
Trzeba jasno i stanowczo stwierdzić, że państwo, które nie dba o swoich obywateli i ich prawa, dzieląc ich na równych i równiejszych, nie jest państwem, w którym można czuć się pełnoprawnym obywatelem.
Należy także zapytać o sens istnienia instytucji państwowych tj. Państwowej Inspekcji Pracy, która nie broni praw wszystkich obywateli i przez to dzieli Polaków na lepszych i gorszych. Warto też przy okazji zbliżających się wyborów do Parlamentu Europejskiego zadać pytanie naszym politykom, co robią dla zrównania praw pracowniczych w naszym kraju oraz dla polepszenia warunków pracy i płac Polaków? Czy potrzebują oni nas tylko w czasie głosowania, by oddać na nich głos, a później nas nie znają i o nas zapominają?
Źródła:
Konstytucja RP
Kodeks Pracy
Ustawa o Państwowej Inspekcji Pracy z dnia 13 kwietnia 2007
Wyrok Sądu Najwyższego z 11 września 1997r
Wyrok Sądu Najwyższego z 7 kwietnia 1999r
Grafika pt. equality autorstwa saxarocks została pobrana z serwisu flickr.com




Kodeksu Pracy raczej nie zmienią. Przynajmniej w najbliższym czasie.
Poruszyłeś ważny problem społeczny, ale moim zdaniem źle się do tego zabrałeś. Zabrakło konsekwencji i w efekcie nie wiadomo do końca, o czym jest Twój artykuł.
Jak widzę, sam potrafisz podać przepis, zgodnie z którym w opisanej sytuacji łamane są prawa pracownicze. Przepisy są bardzo jasne. Ci ludzie mają prawo wystąpić i o pomoc do Inspekcji Pracy i do sądu o ustalenie istnienia stosunku pracy. Zatem w świetle prawa ich umowy są fikcją w stosunku do stanu faktycznego (zatrudnienia ich na umowę o pracę, tylko bez dopełnienia formalności).
Prawa zatem zmieniać nie należy.
W czym problem? Może w niewypełnianiu swoich obowiązków i ignorowaniu prawa przez urzędników IP? Znasz podobne sytuacje, możesz porozmawiać z osobami, które zostały przez IP zignorowane i nie otrzymały pomocy? – wykorzystaj to i napisz artykuł na temat.
Czy te osoby występowały do sądu? Prawdopodobnie nie. Może warto spytać czemu?
Chcesz im pomóc? Napisz, jakie dowody będą im potrzebne, jak postępować w kontakcie z Inspekcją pracy (złożyć skargę na piśmie, nieważne jakim językiem napisaną, niekoniecznie prawniczym i domagać się potwierdzenia przyjęcia tego pisma na kopii, puszczając mimo uszu wmawianie, że nic się nie da zrobić). Podlinkuj im wzór pozwu o ustalenie stosunku pracy. Porozmawiaj z osobami, które zostały przez IP zignorowane i wskaż przykłady nieprawidłowości w postępowaniu urzędników.
Kompletnie się z Tobą nie zgadzam. Obecny Kodeks Pracy i nagromadzone w nim “prawa pracownicze” nie dość że są źródłem wysokich kosztów pracy, to jeszcze krępują ręce obu stronom (np. ja chciałem kiedyś pracodawcy “sprzedać” urlop za ekwiwalent, ale nie wolno). Efektem tego jest mniejsza chęć do zatrudniania ludzi, dłuższe i bardziej skomplikowane procesy rekrutacyjne i – przede wszystkim – mniej pieniędzy w kieszeni… pracownika.
Doskonale, że istnieją umowy o dzieło/zlecenia, które są jakby pośrednią formą między zatrudnieniem (tak, zlecenie NIE JEST zatrudnieniem) a własną działalnością. Zlikwidowanie tej opcji spowoduje jedynie, że korzystający z niej ludzie zostaną w dużej części bez pracy. Marnej bo marnej, ale bez. A przecież gdyby chcieli z niej zrezygnować, zrobiliby to sami.
Mi nie przeszkadza, że ludzie mogą pracować na umowę zlecenie, czy dzieło. Jednak zatrudnienie kogoś na ten typ umowy dłużej niż rok lub dłużej na pewno nie jest właściwe i normalne, bo pozbawia go się urlopu, płatnych nadgodzin, płatnego zwolnienia lekarskiego. Co innego gdy ktoś mi zleca jakąś pracę, którą mam wykonać w ciągu miesiąca lub dwóch miesięcy. Wtedy to jak najbardziej jest zasadne i korzystne dla obu stron. Natomiast jeśli ja mam pracować kilka lat i potem mam się dowiedzieć w Urzędzie Pracy, że nie mam prawa do zasiłku, to nikt mi nie powie, że to jest normalne. Tak poprostu być nie powinno. To moje zdanie.
Zacytowany przez ciebie fragment art.22 kodeksu pracy wprowadzony już dosyć dawno, na pewno przed 2004 rokiem eliminuje zjawisko o którym piszesz. Jeżeli artykuł ma na celu uświadomienie pracownikom ich praw, to słusznie.
Ale jeżeli stawiasz tezy, że Państwo nie chroni swoich obywateli, to popełniasz błąd, ten przepis chroni pracowników. Nie oczekuj jednak, że praw pracowniczych dochodzić będzie bliżej nieokreślone Państwo. Sprawdź w internecie adres PIP i złóż skargę.
Nieuzasadnione nazwanie umowy o pracę umową zleceniem, skutkuje dla pracodawcy wstecznym zatrudnieniem na umowę o prace pracownika, z wszystkimi konsekwencjami dla pracodawcy, jak składki i urlopy.
Tak się składa, że PIP wypina się na pracowników pracujących na umowę zlecenie i twierdzi, że mogą oni pracować na ten rodzaj umowy przez całe życie, bo takie jest prawo. Tłumaczą się jej pracownicy, że nic nie mogą zrobić, bo ich urząd broni praw pracowników zatrudnionych na umowę o pracę. Byłem tam, to mówię, jak jest. Podobnie nic nie robi sobie z tego Urząd Pracy.
Co do skargi, to własnie najlepiej chyba pisemną złożyć, bo ustnie to powiedzą, że nic o tym niewiedzą.
To ciekawe. Kto zatem stoi na straży art.22 KP? Czy jedyną drogą jest tu sąd?
Właśnie chyba tylko sąd i to jest chore.
Nie kwestionuję, że mówisz bo wiesz, ale porozmawiać z urzędnikiem to sobie można o pogodzie lub poważniej poszukując jakiejś wskazówki. W tym przypadku wskazówka jest podana jw. (ja to wiem od dawna, że można kwestionować formę zawartej umowy, ale setki osób tego nie wie).
MIałem podobną sytuację, gdy rozwiązano koledze umowę na czas określony pół roku przed terminem – to była banalna sprawa, wg KP pracodawca nie ma prawa wypowiedzieć takiej umowy. Po rozprawie Sądzie Pracy pracodawca musiał wypłacić 3-miesięczną odprawę, to też śmieszne, bo 3 miesiące odprawy to była najwyższa sankcja).
—————————
01.09.2007, 11:34
http://www.egospodarka.pl/24384,Pracownicy-i-pracodawcy-wola-zlecenie-od-umowy-o-prace,1,39,1.html
Państwowa Inspekcja Pracy w okresie ostatnich dwóch lat zanotowała znaczny wzrost zażaleń o ustalenie stosunku pracy. W 2007 roku liczba skarg wzrosła o 39% w porównaniu z rokiem 2006, a w zestawieniu z 2004 rokiem aż o 268%.
Wynikiem pracy inspektorów PIP w 2006 roku było skierowanie do sądu 375 powództw o ustalenie istnienia stosunku pracy 400 pracowników (w tym dotyczących osób samozatrudnionych było 305, pracujących na podstawie umowy zlecenia – 63, a bez umowy o pracę, czyli na czarno pracowało 24 pracowników).
Interesujący artykuł. Co do kar za łamanie prawa przez pracodawców, to rzeczywiście one są za małe i niedotkliwe za pracodawcy.
Tak, często pracodawcy opłaca się łamać prawo pracownicze i nawet ew. przegrać w Sądzie o ile jakiś pracownik go pozwie niż te prawa respektować. Jak w powyższym przypadku, zwolnić bezprawnie 6 miesięcy przed czasem i za kare zapłacić 2-3 pensje.
Wypada jednak liczyć, że kiedyś ten stan się zmieni, ponieważ ludzie staną się coraz bardziej świadomi swoich praw i będą o nie walczyli.
Damar – u takiego urzędnika osoby z umowami o pracę zgłaszające inne nadużycia słyszą, że eeee, nie warto niczego składać, bo i tak nic nie będziemy mogli zrobić.
To się nazywa zniechęcaniem ludzi do zgłaszania czegokolwiek, żeby pracując mniej poprawić sobie statystyki.
Ta patologia występuje nie tylko w PiP, można na nią trafić też na Policji.
Dlatego zawsze kiedy radzę komuś zgłoszenie się czy to na Policję czy do PiP, powtarzam do skutku, że ma nie dać się spławić. Że idzie tam po dowód, że złożył doniesienie i ma bez tego dowodu nigdzie się nie ruszać. Bo to jedyna szansa, że ktokolwiek w jego sprawie kiwnie palcem.
Jak trafisz na lenia, masz dodać mu pracę, a nie wycofywać się grzecznie, żeby tylko leniowi nie popsuć statystyk.
Rzeczywisty problem, który jak rozumiem chciałeś opisać – to zła praca urzędników.
Zamiast tego, mimo wszystkich argumentów w ręku, podałeś w artykule tezę, zgodną z ciemnotą, jaką próbował Ci wciskać urzędnik. To błąd.
A w praktyce zasada jest prosta – idziesz, dokładasz swój problem do statystyk, a jeśli urzędnik chce Ci opowiadać bzdury, to mówisz tylko “dobrze, to proszę mi odpowiedzieć na piśmie, że nie mam racji i dlaczego, a teraz proszę o potwierdzenie, że złożyłem skargę”. I to wszystko.
W sumię tak, bo urzędnicy często zawłaszczają sobie prawo i uważają, że to co oni mówią jest święte i nie można tego negować. To smutne, ale w wielu wypadkach tak jest. Stąd zbyt wielka biurokracja w urzędach i nieufność do nich rodaków.
To nawet nie jest kwestia tego, czy urzędnik wierzy w opowiadane bzdury. Raczej tego, że wie, że te bzdury jego pokoju nie opuszczą. On Ci nawciska ciemnotę, ale śladu ani po Twojej wizycie, ani po jego ciemnocie nie będzie.
Jak przyjdzie co do czego, to możesz usłyszeć “ten pan nigdy do nas nie przyszedł, bo przecież gdybyśmy wiedzieli, to byśmy pomogli”
Dlatego właśnie nie warto dawać się spławiać.
Zgadzam się. Trzeba walczyć o swoje, bo inaczej nikt tego za nas nie zrobi. Co do urzędników, to myślę, że trzeba im się przeciwstawiać i robić swoje, jak śpiewał Młynarski. Wtedy może pójdą po rozum do głowy i się zastanowią nad tym, co robią. hehe
Bardzo dobrze, że poruszacie ten problem. Będę miała argument do przekonania syna by walczył o swoje prawa. Zdanie rodziców nie zawsze dociera do młodego człowieka.
Mój syn pracuje od pół roku w prywatnej lekarskiej spółce. 40 pracowników.
Syn pracuje a nie jest zatrudniony!!!
Syn jest zbywany z miesiąca na miesiąc. Nie mają czasu111??? Nie teraz, itd
Ostatnio wysłał mailem do pracodawcy “dla ułatwienia” wzór umowy.
I dowiedział się że jest zbyt pewny siebie, cyt. “ja będąc w twoim wieku nie miałabym tyle tupetu by tak napisać do pracodawcy”
A ja suszę chłopakowi głowę uporem maniaka.
Mamy XXI wiek, bo kraj cywilizowany, bo Unia, bo niby jesteśmy państwem prawa a tu taki chłam.
I wykrakałam, niestety.
Podczas przeprowadzki biura syn uległ wypadkowi.
Wielka drukarko-kopiarka połamała mu kości dłoni.
Wymaga to operacji, pobytu w szpitalu.
Sprawa całkiem świeża. Syn jest w szpitalu.
“Pracodawca” wie o wypadku… i nie interesuje się. Na razie?
Przypuszczam jaki może być finał.
A Państwo? Co typujecie?
Informować Was o dalszej historii tego zdarzenia?
Co ciekawe, Państwo doktorostwo są ludźmi bardzo zamożnymi, sprawiają lub chcą sprawiać takie wrażenie (samochody, nieruchomości itd)
Zastanawia mnie jedynie, po co im kilka bardzo podobnych firm?
Uczciwie to nie wygląda….