Michał Staniul

Wojny robotów – fantazja czy przyszłość? cz. 3/3

Tylko ludzie prowadzą wojny – w to zwykliśmy wierzyć. Nie jest to już do końca prawdą. Dzisiaj zdalnie sterowane roboty są integralną częścią wielu armii świata. W przyszłości mogą stać się również samodzielnymi wojownikami, decydującymi o życiu ludzi. Czas zacząć się bać?

,,No a co ze mną?”

Wielu wojskowych obawia się rozwijających się robotów. David Axe w książce „War Bots: How U.S. Military Robots Are Transforming War in Iraq, Afghanistan, and the Future” pisze, iż niektórzy nie mają zaufania do maszyn, szczególnie takich, które mogłyby używać broni bez autoryzacji. Inni są przekonani, że urządzenie nigdy nie osiągnie skuteczności bojowej jaką posiada wyszkolony żołnierz. I, być może przede wszystkim, wielu nie podoba się fakt, że robotyzacja armii zmniejszy zapotrzebowanie na ludzki personel, co może doprowadzić do redukcji zatrudnienia sięgającej tysięcy miejsc.

Kroczymy mroczną doliną

Clausewitz, najważniejszy twórca myśli strategicznej, pisał iż ,,wojna to kontynuacja polityki przy użyciu innych środków” – wojna jest jednym ze sposobów osiągania swoich politycznych celów. W państwie demokratycznym politycy nie mogą jednak zbyt liberalnie traktować tych słów, gdyż szybko mogliby stracić popularność.

class1Dwa największe konflikty zbrojne w historii pokazały, jak bardzo wojny dotykają społeczeństw. Nawet Amerykanie, którzy przecież nie prowadzili operacji na swoim terytorium, odczuli je boleśnie. W trakcie drugiej wojny światowej ponad jedenaście procent ówczesnych obywateli USA, czyli szesnaście milionów osób, służyło w armii. Oznaczało to dziesiątki milionów ludzi zmartwionych losem swoich bliskich, a także wiele dodatkowych finansowych obciążeń, na przykład podatków i bonów ,,na wojnę”.

Koszty wojen ponosił cały naród, toteż politycy mogli uciekać się do tego sposobu osiągania politycznych celów tylko w wyjątkowych sytuacjach. Dzisiejsze armie są znacznie mniejsze, walki toczą się zazwyczaj na terenie odległych krajów, a blaszanych trumien wracających w frontu jest mniej niż kilkadziesiąt lat temu. Mimo wszystko, nadal giną tam ,,nasi chłopcy”, płaczą po nich ,,nasze matki”, a wszystko to uderza w ,,nasz naród”, dlatego też kwestia wojen pozostaje jednym z najistotniejszych tematów przed każdymi wyborami.
P. W. Singer, autor książki “Wired for War: The Robotics Revolution and Conflict” i doradca Obamy do spraw robotyki militarnej obawia się jednak, że gdy armie staną się coraz bardziej zrobotyzowane, nasze podejście zacznie się zmieniać. Los robotów walczących w nieznanych lądach może być nam obojętny, więc nasze zainteresowanie losami wojska będzie coraz mniejsze. Singer przewiduje, że z czasem możemy zacząć traktować wojnę jak ,,coś, czym zajmują się politycy”, tak jak ustawy gospodarcze czy dotyczące prawa drogowego; owszem, dotyczą nas one, ale nie mają krytycznego wpływu, gdy musimy wrzucać kartki do urn. Śmierć bliskiej osoby na wojnie mogłaby mieć.

Co więcej, konflikt, w którym po ,,naszej” stronie walczą roboty, może stać się swego rodzaju widowiskiem, rozrywką. Znaczna część z dostępnych (i cieszących się ogromną popularnością) w internecie filmów z Iraku lub Afganistanu została nagrana kamerami umieszczonymi na robotach. Słynny konfederacki generał Robert Edward Lee powiedział kiedyś ,,To dobrze że wojna jest tak okropna, bo inaczej zbytnio byśmy ją lubili”. Czy wojna prowadzona przez roboty nadal będzie dla nas tak potworna?

warriorJako kontrargument do teorii Singera nasuwa się stwierdzenie, że większość ludzi zawsze będzie przejmowała się losem niewinnych cywili stojących po ,,drugiej stronie”. Jest to optymistyczna ocena naszych społeczeństw. Jednak czy gdyby rzeczywiście tak bardzo interesowało nas życie, obcych przecież dla większości z nas, osób, to pozwolilibyśmy na to, by ludobójstwo w Ruandzie trwało sto dni? By w Darfurze miliony ludzi musiały w strachu o swoje życie opuścić domy? By setki tysięcy, a być może nawet ponad milion cywili straciło życie od 2003 roku w Iraku? Odpowiedzi udzielmy sobie sami.

W którą stronę pójdziemy?

Maszyny pierwszej generacji wydają się być bardzo użytecznym narzędziem, szczególnie w przypadku prowadzenia konfliktów asymetrycznych takich jak w Afganistanie czy Iraku. Jednak przyszłość może przynieść nam zupełnie inny typ robotów, które mogą całkowicie zmienić sposób prowadzenia oraz postrzegania wojen. O wadach i zaletach bomb atomowych ludzie mogli zacząć dyskutować dopiero po tym, gdy dwa duże miasta zniknęły z powierzchni Ziemi. Dzisiaj jesteśmy w lepszej sytuacji – rewolucja zachodzi praktycznie na naszych oczach, a nie w tajnych laboratoriach.

Pierwsze prawo Asimova mówiące o tym, że robotowi nie wolno skrzywdzić człowieka zostało już złamane. Na razie, z wyjątkiem kilku przypadków, na polecenie innych ludzi. Jednak nawet jeśli wprowadzenie do armii robotów mogących samodzielnie decydować o życiu i śmierci to kwestia dziesiątek lat, warto by społeczeństwa wiedziały, jakie mogą być tego ewentualne konsekwencje.

Czy na pewno chcemy podążać tą drogą?

Fotografie, według kolejności:
1. Class1Soldiers2, należy do domeny publicznej, źródło: Wikimedia Commons
2. MQ-1C Warrior, należy do domeny publicznej, źródło: Wikimedia Commons

Część pierwsza tekstu: Wojny robotów – fantazja czy przyszłość? cz. 1/3

Część druga tekstu: Wojny robotów – fantazja czy przyszłość? cz. 2/3


Podziel się na:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • Google Buzz
  • MySpace
  • Twitter
  • Wykop
  • Śledzik

Skomentowano 4 razy

  1. Marika Marika pisze:

    „Czy na pewno chcemy podążać tą drogą?” A cóż za różnica, czy będą zabijać zdalnie sterowane maszyny, czy ludzie ginąć będą z „osobistych rąk”. Każda wojna jest zła, a nowe, ulepszone metody są na prawdę przerażające. Choć tak na prawdę, to nie metody są przerażające, a nieograniczona wyobraźnia człowieka i jego chęć ulepszenia „maszyn” do zabijania.
    Jeśli chodzi o sam tekst – brawo, jestem pod wrażeniem informacji i wiedzy, które posiadasz, Michaelu. Przeczytałam z dużym zainteresowaniem.

  2. Marika Marika pisze:

    Jej! Napisałam do Ciebie „Michaelu”! Boże, to już jest choroba, jestem pewna :D Wybacz, Michale drogi! :D

  3. Michał Staniul Mstaniul pisze:

    Zgadzam się, pomysłowość ludzka w dziedzinie mordowania siebie nawzajem nie zna granic – od maczet, przez piece gazowe, roboty do bomb atomowych. Jest to cena brzemię inteligencji, którą obdarzono nasz gatunek, a może od rewolucji dostaliśmy także taką samą ilość głupoty i okrucieństwa? Trudno powiedzieć.

    Dzięki za miłe słowa na temat artykułu :)

    Nie szkodzi z tym Michaelem, studiuję w Anglii, więc się już przyzwyczaiłem (podobnie jak do Mikala, Mike’a i Mihaila oO) ;)

  4. Marika Marika pisze:

    „a może od rewolucji dostaliśmy także taką samą ilość głupoty i okrucieństwa?”
    Celniej bym tego nie powiedziała! Gratuluję jeszcze raz i czekam na kolejne, interesujące teksty :-)

Skomentuj