Michał Staniul
Wojny robotów – fantazja czy przyszłość? cz. 2/3
Robot, mój kompan
Roboty stały się zatem nie tylko urządzeniami pomocniczymi, ale także skuteczną bronią. Ma to wiele oczywistych zalet. Maszyny mogą zastąpić żołnierzy w wielu niebezpiecznych zadaniach, co ogranicza ewentualne straty w ludziach. Roboty-saperzy mogą osiągnąć nawet wyższą skuteczność niż ich ludzcy odpowiednicy – po rozbrojeniu jednego ładunku mogą zostać skierowane do zajęcia się kolejnym. Człowiek po tak stresującym zajęciu jak dezaktywowanie miny zazwyczaj potrzebuje przerwy, a wraz z kumulującym się stresem jego ręce tracą pewność. Dodatkowo, na skuteczność żołnierza wpływają takie czynniki jak zmęczenie fizyczne czy temperatura powietrza, które nie mają znaczenia dla robota. Jeśli operator maszyny jest wystarczająco dobrze wyszkolony i potrafi się zdystansować do tego, co robi jego ,,podopieczny”, wydajność blaszanego sapera będzie niezmienna przez wiele godzin. Tym bardziej, że sterujący mogą się zmieniać.
I co być może jest najważniejsze – roboty są często wystarczająco odporne, by wytrzymać ewentualną eksplozję. Uszkodzone części można łatwo zreperować lub zastąpić. Saper-człowiek bez ręki traci swoją wartość bojową. Dowódcy często podkreślają także inną zaletę robotów – ,,matek” zniszczonych PackBotów czy TALONów nie muszą informować o ich śmierci… Podobnie zalety można przypisać nie tylko robotom-saperom.
Mała ciekawostka – żołnierze przywiązują się do swoich metalowych towarzyszy. Nic dziwnego, ci często ratują im życie. Roboty otrzymują od kompanów imiona, odznaczenia i stopnie, są także przez nich upiększane przy pomocy farby lub… przyklejonych zdjęć kobiet. A po ,,śmierci”, poczciwy PackBot może liczyć na honorowe pożegnanie.
Ponadto, użycie robotów ma także zalety pod względem ekonomicznym. O ile samo stworzenie bazy technologicznej do produkcji takich maszyn wymaga wielu lat badań i potężnych nakładów finansowych, to po osiągnięciu tej fazy można na tym skorzystać. Koszt podstawowego nieuzbrojonego Predatora to 4,5 miliona dolarów, co jest sumą trzydzieści razy niższą od kwoty, jaką trzeba wyłożyć na super-odrzutowiec F-35. Notabene, ten drugi nigdy nie był sprawdzony w walce. W pełni wyposażony Reaper to koszt około 18 milionów dolarów. Jednocześnie podczas godziny lotu zużywa blisko sto razy mniej paliwa niż F-16.
Co więcej, wytrenowanie pilota drona jest znacznie tańsze niż pilota załogowego samolotu. Pełnowymiarowy trening osoby latającej w F-15 może kosztować państwo aż 5 milionów dolarów, podczas gdy UAV może obsługiwać nawet domorosły fan gier video. Tak, jednym z najlepszych pilotów dronów w Armii – maszyny te są częścią US Army, nie Air Forces – jest 19-latek, który lata młodości spędził grając na konsolach. Dziś jest także instruktorem dla innych operatorów.
Zalety te przekonują do UAV powoli także amerykańskie siły powietrzne i marynarkę. Niektóre jednostki powoli zaczynają zastępować odrzutowe F-16 ich bezzałogowymi konkurentami – Reaperami.
I co trzeba zaznaczyć – wszystkie opisane powyżej roboty to dopiero pierwsza generacja maszyn tego typu.
Druga strona medalu
Zdalnie sterowane roboty bojowe nie są jednak pozbawione pewnych wad. I to właśnie ,,zdalnie sterowane” jest tutaj pojęciem-kluczem. Istnieje kilka problemów, które spędzają sen z powiek inżynierom i wojskowym.
Większość istniejących aktualnie robotów jest całkowicie zależna od woli swoich operatorów. Naukowcy obawiają się, że jeśli potencjalny wróg będzie potrafił zakłócić komunikację między centrum sterowania a maszyną, na przykład przy pomocy elektronicznych impulsów, urządzenie stanie się zupełnie bezużyteczne. Ponadto, warunki, w których każdy robot będzie miał jednego operatora z powodów finansowych i technologicznych, są raczej nieosiągalne. Wobec tego Future Combat System zakłada, że w przyszłości optymalnym rozwiązaniem będzie wariant, gdy dwóch operatorów przejmie kontrolę nad dziesięcioma naziemnymi maszynami różnego typu. Jest to problematyczne szczególnie w przypadku uzbrojonych robotów, które wymagają autoryzacji, by oddać strzał. Podzielność ludzkiej uwagi jest ograniczona, więc obowiązek nadzorowania pięciu maszyn znacznie zmniejszy ich skuteczność – w chaotycznych sytuacjach człowiek może podjąć decyzję kilka sekund za późno. Co gorsza, w warunkach bojowych operator może omylnie zezwolić robotowi na oddanie strzału w kierunku cywilów lub sojuszników.
Dlatego w militarnym establishmencie coraz większą popularność zdobywa pogląd, że stworzenie maszyn, które same będą potrafiły podjąć decyzję o wymianie ognia może być złotym środkiem. I właśnie w tym momencie zaczynają się prawdziwe dylematy.
Etyczny robot?
Robotów będzie coraz więcej – to nie ulega wątpliwości. Planiści programu FCS zakładają, że do 2015 roku uda im się przeorganizować brygady w taki sposób, że na każde trzysta pojazdów załogowych przypadnie trzysta trzydzieści bezzałogowych. Dodatkowo, każda brygada ma posiadać sto dronów różnych rozmiarów. Maszyny staną się zatem znaczącym elementem wojennej machiny.
Jakie skutki może więc mieć wyposażenie robotów w pewien rodzaj własnej woli? Na początku trzeba zaznaczyć, że stworzenie jednostek, które potrafiłyby skutecznie wypełniać określone role bojowe, takie jak ostrzał danych budynków czy bombardowanie terenów lub odpowiadać na ogień nie jest tutaj problemem. Trudnością jest zaprogramowanie ich tak, aby potrafiły zachować się przy tym etycznie i nie pogwałcały prawa humanitarnego. Czy maszyna będzie potrafiła odróżnić kombatantów od cywili, dziecko z drewnianym karabinem od rebelianta, a pędzący ambulans od samochodu-pułapki?
Pentagon oblicza, że koszt badań nad opracowaniem technologii, która pozwoli robotom dokonywać słusznych pod względem moralnym wyborów na polu bitwy tylko do końca 2010 roku wyniesie cztery miliardy dolarów. Czy stworzenie takiego systemu w ogóle jest osiągalne? Ronald Arkin, jeden z głównych programistów US Army twierdzi, że tak.
– Roboty, chociaż nie będą perfekcyjne, mogą zachowywać się bardziej etycznie niż żołnierze – powiedział w wywiadzie dla Telegraph – nie posiadają emocji, które mogłyby wpłynąć na podejmowane przez nich decyzje, nie będą odczuwać gniewu ani frustracji związanych z wydarzeniami wokoło nich.
Dyskusja o tym, czy jest to osiągalne z punktu widzenia technologicznego mogłaby być tematem na kilka książek. Jeśli jednak pójdziemy tropem specjalistów (optymistów?) z Pentagonu i założymy, że stworzenie robotów z kodem moralnym jest możliwe, powinniśmy zastanowić się nad ryzykiem z tym związanym.
Grupa amerykańskich naukowców z California Polytechnic State University w raporcie „Automous Military Robotics: Risk, Ethnic, and Design” zwracają uwagę, iż nawet dzisiejsze, mniej zaawansowane systemy czasem okazują się wadliwe, co ma tragiczne skutki. W kwietniu 2008 roku w Iraku robot typu SWORD z nieznanych powodów ostrzelał nagle ,,swoich”. Mieli oni i tak szczęście, gdyż w październiku 2007 roku zginęło dziewięciu, a czternastu południowoafrykańskich żołnierzy zostało rannych, gdy zrobotyzowane działko otworzyło do nich ogień. Wady w oprogramowaniu czasami kończą ,,żywot” UAVów, które z niewiadomych przyczyn rozbijają się. Rezultaty pomyłek komputerowych systemów mogą być jednak jeszcze bardziej tragiczne.
W latach 80. US Navy wprowadziło na swoje statki system obronny Aegis, który miał chronić okręty przed rakietami i samolotami. Był to robot działający w czterech trybach: od semi-autonomicznego, czyli takiego, gdy to ludzie podejmują decyzję na temat ewentualnej reakcji, do całkowicie niezależnego. System taki był zainstalowany również na jednostce U.S.S. Vinceness, gdy 3 lipca 1988 roku wykrył zbliżające się zagrożenie. Analizując prędkość, rozmiar i sygnały wysyłane przez nadlatujący obiekt komputer wywnioskował, iż jest to irański F-14. Dowódcy statku zaufali osądowi maszyny i zdecydowali się na zestrzelenie obiektu. Nie był to jednak myśliwiec, a Airbus A300 irańskich linii lotniczych z 290 osobami na pokładzie, w tym 66 dzieci. Wszyscy pasażerowie lotu 655 zginęli. Notabene, rząd USA wypłacił odszykowania rodzinom ofiar, jednak nigdy oficjalnie nie przeprosił za pomyłkę.
Jeśli systemy pierwszej generacji okazują się zawodne, to czy powinniśmy przyznawać prawo do decydowania o życiu ludzkim robotom znacznie bardziej złożonym? Należy pamiętać o tym, że oprogramowanie dla maszyn tego typu jest pisanie przez wiele osób, z których każda odpowiedzialna jest za daną jego część, nie znając jednak całości. Twórcy raportu ostrzegają, że tak poskładane kody mogą współdziałać w nieprzewidziany sposób, szczególnie w sytuacjach, które wykraczają poza założenia twórców. Oprogramowanie, nawet cywilne, rzadko jest doskonałe. Ile razy w tym miesiącu zawiesił nam się wiadomy system operacyjny? No właśnie, a przecież od blisko dwóch dekad pracują nad nim wykształceni specjaliści…
I co z kwestią odpowiedzialności za ewentualny błąd maszyny? Kogo winić – programistę, konstruktora, dowódcę jednostki czy polityka?
Ronald Arkin w przytaczanym wcześniej wywiadzie dodał także – Gdyby jednak projekt samodzielnych robotów bojowych został porzucony, w ogóle nie czułbym się z tym niekomfortowo.
Fotografie, według kolejności:
1. MQ-9 Reaper in flight, należy do domeny publicznej, źródło: Wikimedia Commons
2. Predator controls, należy do domeny publicznej, źródło: Wikimedia Commons
Część pierwsza tekstu: Wojny robotów – fantazja czy przyszłość? cz. 1/3
Część trzecia tekstu: Wojny robotów – fantazja czy przyszłość? cz. 3/3



