Benfranklin
Od Sopotu do Malborka
Jak podała na swojej stronie internetowej „Gazeta Wyborcza”, oskarżany o korupcję prezydent Sopotu, Jacek Karnowski, pozostanie na swoim stanowisku. Zwyciężył on bowiem w referendum, w którym mieszkańcy Sopotu musieli odpowiedzieć na krótko, centralnie i na temat postawione pytanie o to, czy chcą odwołania prezydenta swojego miasta czy też nie.
Przypomnijmy, że Jacek Karnowski został oskarżony przez sopockiego biznesmena Sławomira Julke o żądanie łapówki w zamian za zgodę urzędu na przeróbkę strychu, ponadto stawiane są mu inne zarzuty o malwersacje finansowe. Dymisji prezydenta domagali się od samego początku radni PiS przy czynnym udziale pomorskiego posła tej partii, Jacka Kurskiego (ostatnio widziany na fotkach obok ludzi palących jakieś opony).
W związku z tym, że mieszkańcy nadmorskiego kurortu (według informacji na stronie Wyborcza.pl) zdecydowanie poparli swojego prezydenta, oddając 61,5 proc. głosów przeciwko jego odwołaniu, przy 38,5 za odwołaniem go ze stanowiska (frekwencja wyniosła 40 proc., tak więc wynik głosowania jest wiążący) nasuwa się kilka wniosków:
1. Legenda pisowskich spin-doktorów (z Kurskim na czele), tworzona przez przychylnych PiS dziennikarzy i publicystów to mit. Gołym okiem widać, że legendarni spin-doktorzy są wyjałowieni z pomysłów na promocję swojej pseudopartii, brak im wiarygodności (mówiąc niezwykle łagodnie), ich styl jest coraz gorzej odbierany przez wyborców. Rodzi się więc podejrzenie, że kandydowanie przez nich do PE to coś w rodzaju ucieczki do przodu (niestety dla nas bardzo kosztownej). Najprawdopodobniej muszą jednak odczuwać ciśnienie ze strony opinii publicznej i usiłują uciec przed odpowiedzialnością za swoje „wyczyny” przy okazji nabijając kieszenie strasburskimi Euro.
2. Zaufanie do polityków PiS (podobnie może być też z propisowskimi publicystami) spada w zawrotnym tempie. Choć sprawa zarzutów wobec Karnowskiego jest daleka od wyjaśnienia, to wystarczy, że przeciw niemu opowiedzieli się politycy PiS-u, aby Karnowski mógł stanąć do referendum (wbrew stanowisku PO, z którego po ujawnieniu sprawy go usunięto) i ze spokojem oczekiwać na swoje wysokie (zważywszy na okoliczności) zwycięstwo. To swoiste kuriozum, ale godne bliższego przyjrzenia się. Wystarczy bowiem, że człowiek, który ma problemy z prawem został zaatakowany przez PiS, aby odwrócić swoją kartę, pozyskać poparcie opinii publicznej i osiągnąć swój cel (to właśnie dlatego marzę o procesie z Jarosławem Kaczyńskim). Powinien to być jednak poważny materiał do przemyśleń dla zwolenników, członków, władz oraz samego prezesa PiS (nie wspominając nawet, o podobno próbujących ratować gazety papierowe, dziennikarzach). Przyznam się szczerze, że w obecnej sytuacji, gdyby na horyzoncie pojawiły się jakieś problemy z prawem i gdybym pełnił przy tym jakieś stanowisko, to sam zabiegał bym o to aby zaatakowali mnie PiS-owcy i posłuszne im hufce publicystów. To gwarantowany sukces.
3. Koniec opiniotwórczości polskich mediów? Sprawa Karnowskiego choć wciąż niewyjaśniona, powinna też unaocznić pewne zjawiska, zachodzące obecnie w polskim społeczeństwie ludziom polskich mediów. Tradycyjnie jak przy wielu tego typu sprawach, zdecydowana większość polskich mediów popierała decyzję premiera Tuska i PO o zdystansowaniu się do Karnowskiego oraz przychylnym okiem patrzyła na działania PiS w tej sprawie. Przypomnę tylko, że historycznym wydarzeniem była pierwsza telewizyjna transmisja sesji rady miejskiej na żywo, przeprowadzona przez TVN24. Tymczasem zwyczajni, szarzy wyborcy odebrali szum medialny wokół sprawy Karnowskiego, jako przejaw typowy dla propagandowej wojny na linii PiS-PO, podchodząc jak zwykle już w ostatnim czasie, z dużą rezerwą do informacji medialnych, traktując je jako zawoalowane lansowanie z góry ustalonych tez (i słusznie) oraz ciche poparcie dla działań PiS (również słusznie). Tak właśnie się traci zaufanie w oczach opinii publicznej, drodzy żurnaliści. Nasuwa się tu też moim zdaniem oczywisty wniosek; polskie media potrzebują jak kania dżdżu (ale nie Dorota Kania!) małego trzęsienia ziemi i to zarówno co do sposobu funkcjonowania jak i obsady personalnej.
4. Droga na Malbork stoi otworem? Ze sprawy referendum w Sopocie można wysnuć też inne dalej idące wnioski ,dotyczące najbliższej przyszłości polskiej sceny politycznej. PiS, co dobrze pokazuje sprawa Sopotu, wydaje się staczać po równi pochyłej. Z jednej strony jest zmuszony do używania starej, dobrze znanej swojemu wiernemu elektoratowi frazeologii, z drugiej jednak rola, liczebność oraz siła polityczna tego elektoratu systematycznie maleje, ponadto postulaty tej części polskiego społeczeństwa są nieakceptowane przez resztę, czyli większość około 2/3 obywateli. Najprawdopodobniej będziemy więc mieli do czynienia z procesem powolnej acz systematycznej erozji PiS jako poważnej siły politycznej. Popularny pogląd o tym, że nastąpi stabilizacja polskiej sceny politycznej na zasadach systemu dwupartyjnego, gdzie główna linia podziału będzie przebiegać na linii PO-PiS jest moim zdaniem błędny. System taki bowiem nie może się ukształtować, jeśli jedna z dwóch głównych partii jest skazana na rolę wiecznie niedowartościowanej opozycji z malejącym elektoratem, w dodatku nie posiadając jakiejkolwiek zdolności koalicyjnej ani chęci i umiejętności zawierania politycznych kompromisów. Możliwy jednak jest też inny scenariusz, sprawa Sopotu pokazuje bowiem, moim zdaniem, że PiS jest w rzeczywistości jeszcze słabszy niżby to wynikało z ocen większości analityków. Pokrzykiwania PiS-owców na wiecach stoczniowców można więc traktować trochę jak atak rannej dzikiej bestii, która najgroźniejsza jest właśnie wtedy gdy jest poważnie chora. Tu rodzi się więc pytanie do polskich polityków, publicystów i wszystkich obywateli. Czy to nie jest czasem właściwy czas, aby po grunwaldzkiej wiktorii wyborczej roku 2007, udać się z maszynami oblężniczymi pod zamek w Malborku, w którym funkcję wielkiego mistrza sprawuje zardzewiały kanclerz PiS, Jarosław Kaczyński? Może w przypadku tych „krzyżaków” nie warto powtarzać starych znanych z historii błędów? Te pytania pozostawiam do odpowiedzi czytelnikom.
Tekst pierwotnie ukazał się na moim blogu

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych 2.5 Polska





Wierze ze Donlad Tusk glosowal przeciw odwolaniu Jacka KUrskiego, Panie Prezybencie Gratuluje pozostania w Elicie Miasta SOPOTU
Pozdrawiam Bogdan Wegrzynek
W tytule nie stawiamy kropek =P
Użycie słowa „pseudopartia” wobec największej partii opozycyjnej jest sporym nadużyciem.
Naprawdę sporym.
dzięki za przypomnienie, usuwam „.”
@Łukasz Wolski; O co innego mi chodziło. Nie twierdzę, że to nie jest największa partia opozycyjna w tym momencie. Pod pojęciem pseudopartia rozumiem sposób jej funkjonowania, a nie aktualną pozycję na scenie politycznej i o to mi chodziło.
Zruzumiałem, o co Ci chodzi. Jednak nadal uważam, że to przesada.
Z całą moją niechęcią do premiera, ale pseudopremierem bym go nie nazwał.
Sposób funkcjonowania jest taki, że partia od kilku lat jest w czołówce polskiej sceny politycznej. Ma prezydenta, miała premiera. Współrządzi w kilku województwach. I czego więcej chcieć. Nie pasuje komnuś jej sposób funkcjonowania, to na nią nie głosuje. Ale nie musi ją nazywać pseudopartią.
I znowu ja tego nie kwestionuję, próbuję raczej określić na podstawie referendum w Sopocie jakieś oznaki tego co może (podkreślam może) dziać się na scenie politycznej w przyszłości. Jest to taka mała próba niewielkiej analizy politolgicznej na podstawie tego co wynika z spockiego referendum. Mieszkańcy Sopotu bowiem pomimo ataków PiS, mediów oraz naprawdę ambiwalencji Tuska wobec Karnowskiego, postanowili go z jakiś powodów pozostawić na stanowisku. Staram się rozgryźć czemu. Przyznam się też, że na przykładzie własnego miasta widzę podobne zjawisko, jestem przekonany że gdyby w moim mieście doszło do podobnej sytuacji to i wynik referendum byłby podobny. Myślę, że można na tym przykładzie wysnuć pewne wnioski (również co do sposobu funkjonowania PiS, ale nie tylko) i staram się w tym tekście to robić.
Łukaszu – chciałbym zauważyć, że pomiędzy słowami użytymi przez Ciebie w pierwszym komentarzu („spore nadużycie”), a w ostatnim („przesada”) jest zasadnicza różnica.
Zgodzisz się ze mną, prawda?
Skąd znamy ten tok myślenia? Chyba z przypadku Sawickiej. Sawicka dała się korumpować, a mimo to PO wygrała wybory (w istocie dzięki temu), więc:
1. PIS jest słaby i chodzi im tylko o kasę
2. Warto być atakowanym przez PiS, zwłaszcza za branie w łapę
3. Media cicho popierają PiS, ale ludzie mają swój rozum
4. PiS upadnie i odejdzie w niebyt, to już ostatnie podrygi.
Niezły bzdet.
W rzeczywistości autor nie zwrócił uwagę na to, jak Sopot wpisał się w księgę polskiej hańby. Jak skorumpowane, także mentalnie, są takie małe społeczności, gdzie od jednego człowieka zależy czasem dosłownie wszystko. Autor w ogóle na nic nie zwrócił uwagi, tylko mu się wydaje. MASAKRA.
Podpisuję się pod komentarzem Adama.
Zgodzę się Maćku. Zostanę przy nadużyciu.
Po części sprawa może być podobna do incydentu z J. Biesiadą (były prezes PZPS). Postawiono mu zarzuty, musiał odejść. Mimo, że nasza siatkówka wiele zyskała za jego prezesury.
Po latach okazuje się, że Biesiada jest niewinny. Tylko że orzekł niezawisły sąd, a z Karnowskim nie mamy wyroku. No nie?