Marek Bonarski
„Dlaczego rozstrzelali Stanisławów” No właśnie, dlaczego?
Martin Pollack w swojej książce zabiera nas w podróż po Europie XX wieku, w chwile gdy historia decydowała o tym, jak potoczą się losy jej mieszkańców. Pryzmatem przez który patrzy autor jest zwykły człowiek i to właśnie jego los interesuje go najbardziej.
Od razu zdradzam – nie dowiadujemy się dlaczego rozstrzelano tytułowych Stanisławów. Pytanie o ich śmierć, zdawałoby się bezsensowną, ma podobny sens jak pytanie o to, czy pierwsza była kura, czy jajo. Odpowiedź ma tu znaczenie drugorzędne, najważniejsze są poszukiwania. Taka jest właśnie cała książka, zachęca do zamyślenia się.
Pollack w swoich reportażach opowiada losy ludzi. Nie są to jednak historie ich życia, można by powiedzieć – odwrotnie, są to opowieści o tym jak historia wpływa na losy człowieka, który trafia w jej żarna. Pollack wynajduje w swoich podróżach przez czas i przestrzeń jakieś zdarzenie, malutki moment historii i obudowuje go losami ludzi którzy w nim uczestniczyli. Kilkoma zgrabnymi ruchami pióra ukazuje nam jaki wpływ opisywane zdarzenie wywiera na jego uczestników. Zarówno głównych bohaterów wydarzenia, jak i na jego świadków.
Wspomnienia uczestników wydarzeń, często nadgryzione zębem minionego czasu, odnalezione przypadkiem zdjęcia, stają się kamykami mozaiki, którą autor układa przed czytelnikiem. Mozaiki często niepełnej, niedokładnie ułożonej, ale przecież przez to właśnie ciekawszej, barwniejszej. Mozaiki niedokończonej, ale mimo to pełnej treści, prawdziwej, jak prawdziwe są ludzkie historie w niej zawarte. Być może brakuje w niej części elementów, ale nie w mniej kamyków zbędnych, bądź niepasujących.
Pollack swoje historie opowiada prostym, ale wciągającym językiem. Widać, że losy ludzi o których pisze nie są mu obojętne, przeżywa je wraz z nimi. Nie jest tylko bezdusznym obserwatorem wydarzeń, jest równocześnie ich emocjonalnym uczestnikiem. Dzięki niemu opowieści te ożywają na nowo, wyblakłe wspomnienia znów nabierają kolorów i treści. Dzięki wrażliwości i talentowi Pollack potrafił udowodnić, że historia nie jest suchą, zimną opowieścią o przeszłości, ale żywą nauką na przyszłość.

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska.
Pierwotnie recenzja ukazała się w serwisie Lektury Reportera




Zachęciłeś mnie do przeczytania. Rozpoczynam poszukiwania tej książki w księgarniach.
Ciekawe. Wcześniej w ogóle nie słyszałam o tej książce. Trzeba będzie nadrobić niewiedzę w wakacje (może w pociągu do WaWy 6 czerwca
).
Polecam
Zachęciłeś mnie, Marku, do poszukiwań, bo piszesz zgrabnie, ale bardzo tajemniczo (cel osiągnięty
).
Interesujące, prawda? Pozdrawiam Agatę. 
) na pewno dotrę do książki.
Pierwsze poszukiwania dały taki efekt – http://www.lekturyreportera.pl/ksiazki/dlaczego-rozstrzelali-stanislawow-niecodzienna-lekcja-historii/
W wolnej chwili (kiedy to będzie?
Zastanawia mnie jedno – czy te historie można nazwać reportażami? Jak sądzicie?
Tak, ta książka gościła już w Lekturach Reportera, czytałem tą recenzję.
Co do Twojego pytania – może to reportaż społeczno-historyczny? Albo jakoś tak
Mnie zaciekawiło to, że wyszukiwarka pokazuje samych znajomych.
Tym bardziej warto ją przeczytać, czyż nie?
Jeśli chodzi o pytanie, szukam odpowiedzi od dawna – bo reportaż według definicji „przedstawia rzeczywiste zdarzenie i towarzyszące mu okoliczności, autor reportażu opowiada o zdarzeniach, których był świadkiem lub których przebieg zna z relacji świadków, dokumentów lub innych źródeł”. Według mnie powinien unikać fikcji…
Warto, oczywiście.
Powiedzmy tak, nie wszystkie materiały w tej książce ściśle podlegają podanej przez Ciebie definicji. Choć większość chyba jednak tak. Ogólnie to pytanie ciekawe zadałaś.
Jak wspomniałam, moje poszukiwania w tej sprawie mają swoje źródło w odległych czasach
, dotyczą innych, wcześniej czytanych i publikowanych materiałów, ale to temat na dłuugą opowieść.
Postaram się wyjaśnić odkrytą przez Jolę tajemnicę „samych znajomych”.
„Lektury reportera” to serwis prowadzony przeze mnie – tak, że wiem o co chodzi
W ramach działalności tego serwisu nawiązałem współpracę z paroma wydawnictwami, od których otrzymujemy (także, choć nie tylko) książki do recenzji. Zarówno pod tekstem Agaty, jak i Marka jest to wyraźnie zaznaczone – książka została dostarczona do recenzji przez Wydawnictwo Czarne. Siłą rzeczy większość autorów publikujących w „Lekturach” to „sami znajomi” – szczególnie na początku działalności serwisu, a jest to nadal bardzo młody projekt.
Jeżeli byłabyś Jolu zainteresowana – to zapraszam serdecznie.
Maćku – o co chodzi? O nic, poza tym, że świat jest mały.
Że cieszę się, że zam takich fajnych ludzi.
Z zaproszenia chciałabym skorzystać, ale wiesz… czas. A godzina W tuż-tuż.
Pozdrawiam serdecznie.
O, właśnie czas… pospiesznie przeczytałam, że Maciek nie wie, o co chodzi, kiedy Maciek wie.
Wracając do mojego pytania o reportaż, może moje rozterki wyjaśni np. dyskusja tutaj: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/boze_bozenku_95775.html
Jolu, przecież nawet gdybym nie wiedział o co chodzi, to nie przyznałbym się do tego
Ale Ty to jesteś dopiero tajemnicza: „godzina W tuż-tuż”
Przepraszam, to zbyt osobiste i tak mam wrażenie, że zaśmiecam tu. Maćku – przypomnę w mejlu.