Ossad

Rowerzyści! Noście spadochrony

Wyobraźcie sobie zwykłą sytuację w polskim mieście: jedzie rowerzysta ścieżką rowerową. Zbliża się do przejazdu przez ulicę z wydzielonym pasem dla rowerów. Zapala się zielone światło, więc przyśpiesza. Tymczasem z jego prawej strony wyjeżdża z zakrętu jakiś wariat drogowy z prędkością 45 km/h. Rowerzysta i kierowca próbują się wyminąć, co kończy się, niestety zderzeniem. Co się dzieje dalej?

Przez kolejne kilka sekund wszyscy przechodnie zamierają w bezruchu, ze wzrokiem utkwionym gdzieś wysoko ponad koronami drzew. Rowerzysta leci w górę, aż osiąga pułap 13 piętra, na którym upomina się o niego siła grawitacji. Przez ten krótki moment może jeszcze zajrzeć przez okno do mieszkania na samym szczycie wieżowca stojącego przy ulicy. Gdyby leciał nieco bliżej, być może zdołałby złapać się krawędzi dachu. A tak – musi jeszcze poświęcić kilka ostatnich, cennych chwil swojego życia… na spadanie.

Niemożliwe?

Screen z Onet.pl, za Magazynem Rowerowym

Screen z Onet.pl, za Magazynem Rowerowym

Pierwotnie tekst przedrukowany w Onet.pl ukazał się TU.

Czas chyba pomyśleć o wyposażeniu rowerzystów w małe, poręczne spadochrony zamiast kasków.

Creative Commons License
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska

Podziel się na:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • Google Buzz
  • MySpace
  • Twitter
  • Wykop
  • Śledzik

Skomentowano 24 razy

  1. Barbara Romer Kukulska Barbara Romer Kukulska pisze:

    hehehe. dobre. Jeszcze dodam airbag . W Szwajcarii niby obowiązku nie ma, ale…. ubezpieczalnie prowadzą kampanię
    „Mądre głowy chronią się” ->ergo głupie jeżdżą bez kasku. Ubezpieczyciel, kasa chorych,a nawet sąd mogą stwierdzić , że nie jadąc w kasku przyczyniasz się, bo gdybyś miał kask, to uraz byłby mniejszy, no! a ze spadochronem albo poduszką powietrzna jeszcze mniejszy :D

  2. Ossad Ossad pisze:

    W opisanym przypadku poduszka powinna być tam, gdzie kończą się plecy, prawda Basiu?

  3. SobonPiotrQ pisze:

    Że co? Na 13 piętro? Żeby to chociaż 13 metrów było i nie wysokości tylko „dalekości”, wtedy byłbym skłonny uwierzyć… Ale trzynaście pięter w górę? Przecież to jest… eee… 13*3… eee… jakieś 39m w górę… Masakra… Nowy środek transportu…

  4. Agata Marczewska Urszula Marczewska pisze:

    Też się rano z tego uśmiałam :)

  5. asen asen pisze:

    Zmarnowałeś temat, albo ja jestem mało kumaty, jak przeczytałem trzy razy… i jeszcze podglądnąłem przydługi tekst w magazynie rowerowym, to przez myśl mi przebiegło, że ty chyba pijesz do kasków, że to marna ochrona? Pudelkowo.

  6. Ossad Ossad pisze:

    Wiesz Asen, nie był to „temat”, który nadawałby się do marnowania albo nie. Po prostu jeżdżę od dobrych kilku lat rowerem po mieście (bez kasku). Wyobraziłem sobie, że widzę, jak rowerzyści wylatują z siodełek na dachy wieżowców. Onet śledzę – na co wskazuje mój opis w lewym górnym rogu – od co najmniej 9 lat, ostatnio tylko z doskoku. Ale takiego absurdu jeszcze u nich nie widziałem po prostu. Piękne. Nawet jeśli puedelkowe, choć nie wiem, co masz na myśli z pudelkiem? Że pudelek poleciałby wyżej?

  7. asen asen pisze:

    To takie narzekanie jak na obowiązek pasów. Kask jest i chroni twoją cenną głowę kilka punktów bardziej niż jego brak. Nikt nie namawia cię wyjmij rozum – załóż kask. Upadki są różne i różniste i na trzynaste piętro, i małe bach na równej drodze bo rowerzystka na moment straciła panowanie nad kierownicą.
    Pozdrowienia od mojej Ninki z kostkeczką w gipsie pod kolano po piątkowej rekreacji na rowerze… bez kasku.

  8. SobonPiotrQ pisze:

    asen,
    rwoerzysta nie wyleci na to 13 piętro nawet przy prędkości samochodu 150km/h. Ja nie wiem czy w ogóle jest możliwość wybicia rowerzysty tak wysoko.

  9. Agata Marczewska Urszula Marczewska pisze:

    No właśnie
    Moim zdaniem takie artykuły jak ten, do którego odwołał się Ossad ośmieszają poważny temat. Rower jest fajny, ale może być niebezpieczny. Tylko nie dlatego, że można wylecieć przez niego na wysokość 13. piętra…

  10. Marcin pisze:

    A ja mam niestety wrażenie, że zaszło poważne niezrozumienie przekazu… Jasne, że na 13 pięter żadnego rowerzysty nie wyrzuci… Ale SIŁA UDERZENIA potrafi być znaczna. Nawet może porównywalna do tej potrzebnej, aby rowerzystę nieszczęsnego wynieść na wysokości (nie wiem, nie liczyłem). Widzę, że sprawę skutecznie bagatelizujemy, a nie warto. I to bynajmniej nie jest wina rowerzystów.

  11. vampire pisze:

    Ale oni tutaj pisza o sile uderzenia a nie o samym wyrzuceniu na 13 pietro.
    Domyslam sie, ze chodzi im tak naprawde o energie a nie o sama sile. Trzeba byloby to policzyc dokladniej,
    ale tekst ten rozumiem tak, ze aby wyrzucic rowerzyste na 13 pietro potrzeba wykonac taka sama
    prace, ile energii zostaje przekazane w zderzeniu z samochodem jadacym 40iles tam kilometrow.

  12. Ossad ossad pisze:

    Sama energia wystarczyłaby na wystrzelenie chudego rowerzysty na ok. 40 m w górę, ale siła musiałby działać bezpośrednio od dołu i przypominać bardziej sprężynę, a nie Skodę. Jedyne więc, co jest prawdopodobne (niech specjaliści wyliczą prawdopodobieństwo), to, że samochód gubi amortyzator, ten, rowerzysta hamuje i przelatuje nad kierownicą, pupą odbija się od amortyzatora i leci na te 13. piętro. No, ale…

    Inaczej, to jest czysty Matrix :)

  13. Ewa Krzysiak Ewa Krzysiak pisze:

    13 piętro czy tylko 1 – kto w rzeczywistości chcialby się przekonac w jakim stanie będzie jego główka pracowac po zderzeniu np z pojazdem szalonego kierowcy ?

  14. Ossad ossad pisze:

    Jeżdżący MTB po mieście powinni mieć na głowach kaski. Jeżdżący rowerami miejskimi powinni uważać. Na rowerze górskim rozpędzenie się do 40 km/h nie stanowi problemu. Na rowerze miejskim wymaga ogromnego wysiłku. To są zupełnie różne modele kolarstwa.

  15. Agata Marczewska Urszula Marczewska pisze:

    Idealna sytuacja to taka, w której jeżdzący rowerami miejskimi po mieście poruszają się po ścieżkach rowerowych poza terenem jezdni. Tak nawiasem mówiąc, to podziwiam tych, którzy zasuwają na dwóch kółkach po jezdni.

    Ale idealna tylko w kwestii zderzenia z autem. Nie tylko taki wypadek jest niebezpieczny.

  16. Marek Bonarski pisze:

    W Częstochowie ścieżki rowerowe maluje się na chodnikach. Bądź robi się chodniko-ścieżki, takie szachownice po których poruszają się piesi i cykliści. Efekt jest taki, że ani rowerzyści, ani piesi nie mają miejsca do swobodnego poruszania się, piesi wchodzą na ścieżkę, rowerzyści omijają ich miejscem przeznaczonym na chodnik… i niebezpiecznych sytuacji rodzi się mnóstwo. W zderzeniu pieszego z rowerzystą obydwojgu grozi spore niebezpieczeństwo. Logicznym więc byłoby wprowadzenie kasków, nakolanników i nałokietników również dla pieszych. W końcu prościej widać przepis obciążający kosztami ludzi, niż zbudować ścieżki z prawdziwego zdarzenia.

  17. Ossad ossad pisze:

    We Wrocku nie jest tak źle. Na pewnych odcinkach są świetne ścieżki, można bezpiecznie jechać wiele kilometrów. Fajnie jeździ się już ulicą Szewską. Ale duża część północy miasta, Grabiszyn, większość strefy staromiejskiej to obszary wciąż skrajnie nieprzychylne dla rowerów. Dlatego jestem za zamknięciem większości obszaru staromiejskiego dla ruchu samochodowego.

  18. Ewa Krzysiak Ewa Krzysiak pisze:

    W stolicy ,to tak jak w Świetym Mieście. Sciezka rowerowa obok chodnika i ani się nie da iść ani jechać bezpiecznie. Wg mnie powinno być porozdzielane. Bo jakos wprowadzenie kasków, nakolanników i nałokietników również dla pieszych sobie nie wyobrażam.

  19. Spadochrony dla pieszych!!!

  20. Ossad ossad pisze:

    Tak sobie jeszcze pomyślałem, że to rowerowe latanie mogło by zostać wcielone w życie, gdyby siodełka zaopatrywać w mechanizm katapulty. Jednak po chwili znowu wyobraziłem sobie chińskie buble, które katapultują na przykład podczas romantycznej przejażdżki nad Odrą, albo w czasie przejeżdżania pod wiaduktem. W tym drugim przypadku kask rzeczywiście mógłby się okazać przydatny ;)

  21. Globusu pisze:

    Bardzo fajne porównanie, fajny humor, dzięki za zwrócenie uwagi na dobry artykuł w Magazynie Rowerowym.

    @ossad: MTB to z kaskiem a miejski uważać, tak? Czyli czepiając się: mam kask, nie muszę uważać? I nie jest tak prosto rozpędzić się do 40 km/h na MTB, już prędzej na miejskim z kołami 28”.Nie mówiąc o kolarzówkach…

    @asen: czyli jakby Nina miała kask to by nie miała gipsu [BTW współczuję]? I chyba nie złaapałeś przekazu: jeśli chcesz to noś kask, nawet szczękowy, nawet motocyklowy. Ale prawo które wymaga noszenia kasku bo „coś” się może przydarzyć i „może” w „sprzyjającej sytuacji” ochroni mi głowę to paranoja. I słusznie należy tę paranoję wyśmiewać.

    @ Urszula Marczewska: niestety, ścieżki rowerowe nie czynią jeszcze sytuacji „idealnej”. Niestety muszą się czasami krzyżować z jedniami a tam problemem są kierowcy skręcający w prawo bez zachowania ostrożności, skręcający na zielonych strzałkach bez zatrzymania się, wyprzedzający na przejściach itd. Zresztą doskonale to obrazował przykład katapultowania rowerzysty: on miał zielone, był na przejeździe rowerowym i co z tego? Powiedziałbym: codzienność w mojej drodze do pracy :(

    Pozdrawiam i doradzam przeczytanie artykułu w Magazynie Rowerowym
    Oraz codzienne korzystanie z roweru :)

  22. asen Asen pisze:

    @Globusu: dodałem ‘brak kasku’ dla uśmiechu, a ty zrobiłeś z tego główny nurt? Złapałem bardzo dobrze, głupota ludzka jest nieograniczona, dlatego nie protestuję przed ograniczeniem wolności jak pasy czy kaski.
    Ale ja i tak na przekór, kilka reklam kaskowych, są dosyć mocne, ale Ossad takie lubi: http://adblog.media2.pl/398

  23. Ossad Ossad pisze:

    Z mocnych rzeczy lubię głównie piwo ;)
    Popieram jazdę w kasku. Ale nie przymusową, rzecz jasna.
    No i w 100 procentach zgoda z Globusu – zachęcam do codziennej jazdy rowerem. Tylko uwaga na wieżowce ;)

  24. Barbara Romer Kukulska Barbara Romer Kukulska pisze:

    robicie sobie śmichy chichy. A z hełmem narciarskim jest ten sam problem. Dzieci i młodzież we Włoszech musi jeżdzić w helmach na nartach. Bez hełmu jazda kosztuje od 100 do 300 euro. U nas jeszcze obowiązku nie ma. ale po śmiertelnym wypadku w Austrii. gdy polityk „zabił” narciarkę bez kasku wzrosła sprzedaż 5 krotnie. Zabrakło hełmów w sklepach.
    Gdy u nas były minister- Bundesrat zjeżdzał na nartach z koleżanką, ta zahaczyła nartą o jedyny w okolicy kamień i walnęła w niego głową. Niestety śmietrtelnie.:(( Hełmy natychmiast sprzedawały sie lepiej niż gorące bułki. Zabrakło w sklepach.
    Osobiście tak na nartach jak i na rowerze jeżdze jak ta gupia- gUpia, bez kasku-hełmu. Lubię ładne czapki i rozwiany włos. ;) )) ale proszę mnie nie naśladować. ;)

Skomentuj