Damian Suchan
Na zakręcie kariery sportowej, czyli historia Allena Iversona
Allen Ezail Iverson -”The Answer” wciąż grająca legenda NBA, w swojej karierze ośmieszał na boisku największe legendy koszykówki. Niesforny duchem i ciałem, obraził już każdego, włącznie z samym Michaelem Jordanem. Był swoistą odpowiedzią na zapotrzebowanie marketingowe najlepszej ligi świata. Wzrost 183 cm, waga 75 kg, wartość sportowa nie do zmierzenia!
Był rok 1996, w Polsce czas wielkiego boomu na koszykówkę, szczególnie tą zza Oceanu. Chodziłem wtedy jeszcze do podstawówki. Codziennie po szkole zbieraliśmy się z kolegami na boisku i graliśmy w to co lubiliśmy najbardziej, jak my to mówiliśmy w „basketball”, tak po amerykańsku . Wszyscy byliśmy w tym czasie zafascynowani zawodnikami z NBA, ich grą, zachowaniem na boisku i poza nim, ogólnie wszystkim co wiązało się z naszymi idolami. Każdy z nas miał swojego ulubionego zawodnika, z którym się identyfikował. Wiadomo jak to małe dzieci, chcą być jak ich idole, grać tak samo, spełniać podobną rolę w zespole, wyobrażać sobie, że właśnie zdobywa się zwycięskie punkty w ostatniej sekundzie meczu. Kto z nas nie miał w dzieciństwie takich marzeń? U nas w drużynie był już Jordan, Ewing, Bird, Johnson, Stockton, Pippen, Rodman, tylko ja nie miałem jeszcze wybranej gwiazdy. W tym roku jednak miało to się zmienić.
Człowiek ulicy trafia do NBA
W roku 1996 zespół Philadelphi 76ers, wybiera w drafcie jako pierwszy. Decyzja mogła być tylko jedna, wybór padł na gwiazdę Ligi Uniwersyteckiej, z uczelni Georgtown – Allena Iversona. Tak zaczyna się jego kariera w NBA, by jednak mogło dojść do tego momentu, Allen przebył długą drogę.
Allen Ezail Iverson (tak brzmi jego pełne imię i nazwisko), urodził się 7 czerwca 1975 roku w Hampton, w stanie Wirginia. W domu zawsze panowała bieda,wywodził się ze slumsów. Wraz z rodzicami i rodzeństwem mieszkał w jednym pokoju, gdzie jak sam mówi cuchnęło, aż się wytrzymać nie dało. To w tej miejscowości na osiedlowym boisku uczył się koszykówki, była to dla niego droga ucieczki z nędzy i biedy. To dzięki umiejętnościom koszykarskim trafił na uczelnię Georgtown, gdzie niemal natychmiast stał się gwiazdą drużyny Uniwersyteckiej. Była to jedna z najbardziej prestiżowych uczelni, wychowujących przyszłe gwiazdy ligi NBA. Iverson dosłownie, szalał na boisku, rzucał, biegał, zbierał. Od zawsze był w centrum zainteresowania, już na uczelni wszystko musiało się kręcić i skupiać wokół jego osoby. To wtedy zaczęły dochodzić głosy, iż Allen robi wokół siebie widowisko nie tylko podczas gry w kosza, ale także w życiu prywatnym. Po sukcesach z zespołem Akademickim, Iverson zapragnął gry w NBA, do której jak pisałem wyżej dostał się z pierwszym numerem draftu.
Lider Drużyny
Z marszu stał się największą gwiazdą drużyny z Philadelphi. Pod wodzą trenera Larry’ego Browna, nabrał ogłady i potrzebnej w grze myśli taktycznej. To ten trener, jak sam Allen twierdzi, był dla niego najważniejszą osobą w karierze, był dla niego niczym ojciec. To z nim święcił największe sukcesy, włącznie z nagrodą MVP – dla najbardziej wartościowego zawodnika sezonu zasadniczego, którą otrzymał w roku 2001. W tym samym roku, był najbliżej spełnienia swojego największego marzenia, czyli Mistrzostwa NBA. W wielkim finale drużyna popularnych „Szóstek”, zmierzyła się z LA Lakers. Pierwszy mecz, był według mnie najlepszych występem Allena na parkietach NBA. W meczu o tak wielką stawkę zdobył 55 punktów i Sixers nie dało szans obrońcom tytułu z Los Angeles. Iverson nie miał wsparcia w drużynie i w następnych czterech meczach na parkiecie rządzili już tylko Bryant i Shaq, którzy zapewnili tytuł Lakersom z wynikiem 4:1 w całej serii.
Ciągłe problemy
Mimo wielu sukcesów sportowych, Iverson stwarzał problemy wychowawcze. W kuluarach ligi, mówiło się, iż obraca się w kręgach mafii i oddaje im część swoich zarobków. Na mecze zapraszał swoich kumpli ze slumsów, a potem razem z nimi znikał w nocnych klubach. Po pewnym czasie zaczął zbyt przesadnie gwiazdorzyć także w drużynie. Domagał się wsparcia ze strony kolegów, jednak sam z nimi nie potrafił współpracować, dlatego Philadelphia zaczęła staczać się po równi pochyłej. Gdy w 2006 roku jego zespół nie awansował do play-off, właściciel klubu postanowił oddać go do drużyny Denver Nuggets. Tam przez dwa lata swojej gry, stworzył razem z Carmelo Anthonym, najlepiej punktujący duet w NBA. Na nic się to nie zdało, gdyż mimo wielu punktów, które zdobywali, ich drużyna traciła jeszcze więcej i przegrywała. Po prostu nie miał kto bronić w tym zespole. Sfrustrowany Allen po raz kolejny skłócił się z ekipą i już było jasne, że długo tam miejsca nie zagrzeje.
Pomysł Detroit
Rok temu w listopadzie na transfer tego zawodnika zdecydowało się Detroit Pistons. W zamian do Denver powędrowali, Chauncey Billups i Antonio McDyess. Przyczyny tego posunięcia mają kilka głównych wątków. Prezydent klubu Joe Dumars, ciągle szuka sposobu, by tytuł wrócił do Detroit, stąd pomysł z wielką gwiazdą, Iversonem. Z drugiej strony ryzyko nie jest duże, gdyż Iversonowi kończy się kontrakt po sezonie i w kasie „Pistons” pozostanie duża kwota do wydania. A pamiętajmy, że kluby dbają, by nie przekroczyć Salary Cap, gdyż to grozi wysokimi podatkami.
Jak się okazało w tym sezonie, Detroit to nie miejsce dla Allena. Zespół z nim w składzie, odpadł już w pierwszej rundzie play-off. W sumie przy małym udziale samego zainteresowanego, gdyż od pewnego czasu jest na liście graczy kontuzjowanych. Wszyscy jednak dobrze wiedzą, że powodem jego absencji są czynniki poza sportowe. Po prostu ten gracz jest trudny we współżyciu z drużyną, gdy gra nie jest ustawiana pod niego.
Jaki Dalszy Los?
To, że Iverson odejdzie z zespołu Detroit, jest niemal przesądzone, pytanie tylko jaki kierunek obierze? W NBA mało jest chyba drużyn, które zaryzykują wielkie pieniądze na człowieka, który może rozwalić od środka każdy zespół. W grę także wchodzi wyjazd do Europy, gdzie Allen na pewno byłby wielką gwiazdą.
Co by jednak nie stało się z dalszą jego karierą, wszyscy zapamiętają go jako niesfornego, wielkiego zawodnika, niestety bez pierścienia mistrzowskiego. To jest jedyna nagroda, jakiej nie udało mu się zdobyć, a lista wyróżnień jest naprawdę duża. Odsyłam w tej sprawie do Wikipedii.
Dla mnie osobiście Allen Iverson, pseudonim „Answer” stał się odpowiedzią na pytanie: „A Ty kim jesteś podczas gry?”
10 najlepszych akcji Allena Iversona
Fotografia: Allen Iverson autorstwa thanasim25 na licencji CC-BY ze strony flickr.com




dobry tekst
podoba mi się w nim przede wszystkim to, że przedstawiasz Iversona jako człowieka z wadami i zaletami, a nie jako bezbłędnego gwiazdora
lubię czytać o ciekawych ludziach
Dziękuję za miły komentarz:-) Oj tak, Iverson to bardzo ciekawy człowiek. Pominołem wiele wątków z jego życia, gdybym chciał je wszystkie umieścić to naprawdę byłoby dużo czytania!
Allen to zawodnik, gdy tylko pojawił się w NBA, zawsze szedł pod prąd, łamał dotąd panujące zasady i przyjęte normy. Kibice właśnie za to go pokochali.
Rzeczywiście bardzo miło się czyta ten artykulik. Oby tak dalej!
Nie wierzę, że Iverson nie jest w stanie zdobywać tytułów. Nawet taki egoista jak Bryant był w stanie, a Iverson wydaje się być inteligentniejszym graczem.
To czego zawsze brakowało Allenowi to wsparcie silnego, wysokiego gracza, power forwarda albo centra, bez zapędów gwiazdorskich, ale z pewną ręką. Kogoś takiego jak Karl Malone czy Tim Duncan.
Nawet Jordan, mimo że o klasę wyżej od Iversona i Bryanta w inteligencji boiskowej (ale też chyba życiowej), nie zdziałałby nic bez Scottie Pippena i świetnie poukładanego zespołu.
A że najbardziej „rozrywkowych” graczy da się skomponować w zespół udowodnił kolejno Chuck Daly (Bad Boys z Detroid w 89-90 roku) i Phil Jackson (okiełznał Rodmana w Bulls a potem Lakers, zdobywając z nim tytuły).
Tak, tylko teraz nie ma już ani takich graczy jak Pippen czy Karl Malone, ani takich trenerów, jak Daly czy Phil Jackson…
Oj, nie zgodzę się z Tobą Maćku. Teraz też są w NBA świetni gracze, którzy mogą poprowadzić swoje drużyny do sukcesów. Ot choćby LeBron James, który gra na tej samej pozycji co grał Pippen i analogicznie Kevin Garnett na pozycji Karla Malone. Każda epoka ma swoje gwiazdy, w sumie nie ma ich co porównywać, bo koszykówka ciągle się rozwija i zmienia swoje trendy.
Tak na marginesie to Karl Malone nigdy nie został mistrzem NBA. Dwa razy na drodze stanął mu MJ razem z Chicago, a gdy pod koniec kariery przeniósł się z Jazz w poszukiwaniu mistrzowskiego pierścienia do Lakers, to został pokonany przez Detroit Pistons. W historii było wielu świetnych zawodników, którym nie dane było posmakować triumfu w finale.
Wiesz, to było trochę takie marudzenie staruszka… gdzie te czasy, kiedy Pippen grał , hehe
A z Malonem masz rację – nigdy nie zdobył tytułu.
hehe No tak:) Wtakim wypadku to sie zgadzam, tamten okres w NBA mozna nawet nazwac magicznym.
Aha jeszcze co do komentarza michuka.
Iverson swego czasu też miał do pomocy bardzo dobrych, graczy podkoszowych. Dane mu było grać w Philadeplhii z Webberem, Mutombo, Ratliffem. Może to nie były największe gwiazdy NBA ale naprawdę solidni koszykarze. Co i tak nie zmienia faktu, iż miał słabą drużynę a i tak poprowadził ich do wielkiego finału. A w Detroit przecież też gra wielu znakomitych koszykarzy, którzy już zdobywali mistrzostwo, ot choćby Rasheed Wallace i Rip Hamilton.